Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty

09 stycznia 2022

290. "Życie jest zbyt krótkie" ~ Abby Jimenez

Tytuł:Życie jest zbyt krótkie

Tytuł oryginału:Life’s Too Short

Autor: Abby Jimenez

Data wydania: 10 listopada 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Zabójczo przystojny prawnik, Adrian Copeland, poznaje youtuberkę Vanessę, gdy którejś nocy, nad ranem, puka do jej drzwi. Jest poirytowany i zaniepokojony, bo za ścianą od kilku godzin płacze dziecko. Okazuje się, że sąsiadka opiekuje się noworodkiem, córeczką swojej młodszej siostry (uzależnionej od narkotyków, niezdolnej do opieki nad dzieckiem). Adrianowi udaje się uspokoić malutką Grace i dać Vanessie chwilę wytchnienia, a to nocne spotkanie staje się początkiem pięknej… przyjaźni. Przyjaźni i tylko przyjaźni, bo i on i ona (oboje koło trzydziestki) deklarują, że nie szukają miłości.

Oboje zresztą mają swoje powody. Adrian jest facetem po przejściach, niedawno przeżył bolesne rozstanie. A Vanesaa, przekonana, że cierpi na nieuleczalną chorobę (ALS, stwardnienie zanikowe boczne), nie chce nikogo obciążać swoimi problemami. Prowadzi na YouTubie kanał podróżniczy i dzięki temu ma pieniądze nie tylko na utrzymanie najbliższych, ale i na badania nad lekiem na ALS.

Przyjaźń Adriana i Vanessy rozkwita, wspierają się nawzajem w życiowych problemach. A że od przyjaźni do zakochania tylko jeden krok, to – mimo wcześniejszych postanowień, że „nigdy” i „wcale” – już wkrótce młodzi dają się porwać fali namiętności.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Jestem dość emocjonalną osobą i bardzo przeżywam czytane historie. Mówienie sobie „to tylko książka” w moim przypadku w ogóle nie ma sensu. Dlatego przeczytania „Życie jest zbyt krótkie” się bałam. Vanessa może chorować na coś, co w stu procentach doprowadzi ją do śmierci. Czytałam raz książkę, w której główna bohaterka zmarła i był opisany przebieg jej historii – przeżyłam to naprawdę źle do tego stopnia, że przyjeżdżała do mnie znajoma.

Cóż. Czytane przeze mnie książki są dla mnie naprawdę ważne. Postanowiłam jednak, że chcę przeczytać tę powieść, bo poprzednie dwie od Abby Jimenez bardzo mi się spodobały i musiałam mieć po prostu nadzieję, że jakoś się ułoży.

Życie jest zbyt krótkie” to tak urocza historia, że czytało mi się ją wręcz z przyjemnością i praktycznie ciągle z uśmiechem na ustach. Polubiłam Vanessę, która żyła chwilą i nie przejmowała się jutrem. Była radosna mimo tego, że być może jej dni były policzone. Prócz tego miała też inne problemy, ale pozostawała silna i naprawdę ją podziwiałam. To, jak tryskała dobrą energią, którą roztaczała wokół siebie. Adrian natomiast jest prawnikiem, który musi mieć ciągłą kontrolę i wszystko ma być zaplanowane. Jego też bardzo polubiłam, bo nie dość, że seksowny z niego facet, to jeszcze miły i jest pierwszy do pomocy. Praktycznie ideał. Ta dwójka stworzyła naprawdę świetny duet przyjaciół. Choć wiadomo, że czasami uczucia mogą ulec zmianie… Podobało mi się też to, że mamy perspektywę obojga bohaterów. Biorąc pod uwagę to, o czym historia opowiada, fajnie było poznać myśli i opinie zarówno Vanessy jak i Adriana. No i nie można powiedzieć o tym, by w ich przypadku coś było za szybko. Jasne, szybko złapali dobry kontakt, ale czy to coś złego? W prawdziwym życiu też tak bywa. Natomiast jeśli chodzi o przebieg wydarzeń czy przerodzenie się uczuć w coś głębszego? Cóż. Przekonajcie się sami, jak to tutaj wygląda.

Wiecie co wam powiem? Przeczytałam już większość książki, kiedy nagle zdałam sobie sprawę z tego, że jest ona powiązana z poprzednimi dwoma książkami Abby, czyli „To tylko przyjaciel” oraz „Miłość szuka właściciela”. W jaki sposób, tego nie zdradzę, ale aż śmiać mi się chciało, kiedy to odkryłam – mimo, że dowody miałam wcześniej. Ale jakże się ucieszyłam!

 

W tej powieści jest przesłane dużo dobrej energii, naprawdę wywoływała ona mój uśmiech. Ale nie zawsze było kolorowo. Bywały też smutniejsze momenty. Takie, w których miałam łzy w oczach i ściśnięte gardło i byłam pewna, że zacznę płakać. Autorka stara się przekazać, że naprawdę warto żyć chwilą, bo nigdy nie wiemy co nas spotka jutro. I porzucenie kontroli na rzecz spontaniczności to nic złego. Wiem, że nie każdemu przypadła ta historia do gustu, ale mi bardzo się podobała i na pewno zapadnie w pamięci i sercu na dłuższy czas. Moim zdaniem Abby wykonała kawał dobrej roboty. Mam nadzieję, że jeśli wy po nią sięgniecie, to również wam się spodoba.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

03 stycznia 2022

288. "Windą do nieba" ~ Corinne Michaels

Tytuł:Windą do nieba

Tytuł oryginału:A Holiday Lift

Autor: Corinne Michaels

Data wydania: 17 listopada 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Święta, choinka, pocałunki pod jemiołą, kolędy i ogień w kominku… Holly nie cierpi Bożego Narodzenia i wolałaby, by je ktoś odwołał. Świąteczne dni przypominają jej jedynie o tym, że jest sama. Tym razem nie będzie inaczej… Choć ostatnia randka z Deanem, kolegą z pracy, dawała jej pewną nadzieję. Uprawiała z nim najlepszy seks w życiu i nawet świetnie im się rozmawiało. No ale przecież nie umawiali się na nic więcej. Holly czuje się jednak lekko zawiedziona.

I wtedy los bierze sprawy w swoje ręce.

Z powodu awarii Holly i Dean utknęli właśnie w windzie. Odcięci od świata i skazani tylko na swoje towarzystwo będą mogli wszystko sobie wyjaśnić. Czy to cudowne zrządzenie losu sprawi, że Holly znów poczuje niepowtarzalny klimat świąt? Czy Dean okaże się dla niej wymarzonym prezentem pod choinkę? A może Święty Mikołaj znów o niej zapomni?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Czasami najtrudniej dostrzec coś obok albo tuż przed sobą.

 

Windą do nieba” to powieść bardzo krótka, zdecydowanie na jeden raz. Opowiada historię dwójki bohaterów i wiadomo, że jest ona szybka, a wielkich oczekiwań mieć nie można, bo autorka jakby się nie starała, w tak małej ilości stron nie może zamieścić zbyt wiele. Uważam jednak, że jak na tak krótkie opowiadanie, czy też nowelę, jest ona naprawdę dobra i przyjemnie mi się ją czytało.

Holly przestała wierzyć w magię świąt po tym, jak ją spotkało kilka przykrych wydarzeń w tym dniu. Dean jednak zamierza sprawić, by znów pokochała ten dzień. Czy mu się uda? Cóż. O tym przekonać musicie się sami, ale powiem wam, że mimo iż autorka stara się wprowadzić klimat Bożego Narodzenia, Gwiazdki, to wiadomo, że nie ma w tej kwestii czegoś spektakularnego, więc mimo wszystko myślę, że jeżeli przeczytacie poza tym czasem, nie będzie to wpływało na jakość tej książki. Aczkolwiek tą aurę świąt delikatnie czuć, kiedy się czyta tę historię.

 

Więcej o „Windą do nieba” nie jestem w stanie powiedzieć prócz tego, że jeśli chcecie czegoś takiego szybkiego i dosłownie na chwilę, to jak najbardziej wam polecam. Na pewno będzie też fajną lekturką dla fanów Corinne Michaels. Jest urocza, napisana prosto, czyta się przyjemnie i leciutko, a do tego jak wspomniałam, delikatnie klimat świąt tutaj czuć. W sumie bardziej niż czułam w niejednej pełnowymiarowej powieści, więc… to chyba coś znaczy. Także polecam, ale no wiadomo, nie nastawiajmy się na żadne fajerwerki – choć nie wątpię, że gdyby to opowiadanie było kilkukrotnie grubsze to autorka na pewno zafundowałaby nam niezłą historię.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

11 października 2021

274. "Gorąca sesja" ~ Kristen Callihan

Tytuł:Gorąca sesja

Tytuł oryginału:The Hot Shot

Autor: Kristen Callihan

Data wydania: 25 sierpnia 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Najpierw byliśmy przyjaciółmi. Potem zostaliśmy współlokatorami. Teraz chcę czegoś więcej…

Co mogę powiedzieć na temat Chess Copper? Ta kobieta rzuca mnie na kolana. Wiem to po jakichś pięciu minutach od momentu, gdy się dla niej rozebrałam. Chyba nikt nie jest tym zaskoczony bardziej niż ja. Złośliwa fotografka, którą mój zespół zatrudnił, aby zrobiła zdjęcia do naszego dorocznego kalendarza charytatywnego, kompletnie nie jest w moim typie. Broni się przed moimi atakami, na każdym kroku stanowi wyzwanie. Ale kiedy z nią jestem, znikają wszystkie smutki i zmartwienia. Ta dziewczyna sprawia, że życie staje się zabawne.

Chcę poznać Chess, być blisko niej. Ale to kiepski pomysł.

Nigdy nie poświęciłem kobiecie więcej niż jedną noc. Ale kiedy Chess traci swoje mieszkanie, ofiaruję jej pomoc i proponuję swój dom. Teraz jesteśmy współlokatorami. Przyjaciółmi bez seksu. Chociaż coraz trudniej jest nam trzymać ręce przy sobie. Im dłużej razem mieszkamy, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że ona jest dla mnie wszystkim.

Problem w tym, iż uwierzyła, że jestem kiepskim wyborem. Jak mam ją przekonać, by dała mi szansę?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Nie czytałam opisu tej książki. Uwielbiam twórczość Kristen Callihan, a seria „Game On” naprawdę mi się podoba, dlatego wiedziałam, że „Gorąca sesja” również musi zostać przeze mnie przeczytana. I wiecie co? Naprawdę cieszę się, że nie zapoznałam się z tym, o czym ma ta historia być. Dzięki temu już od początku ta powieść była dla mnie czymś, co mogłam odkrywać. To, że opowiadała o Chess, było dla mnie miłą niespodzianką, bo ją kojarzyłam. Natomiast Finna już mniej, bo w poprzednich częściach tych sportowców trochę się przewinęło. Nie wiedziałam co może się wydarzyć i czego się spodziewać po ich relacji – z opisu już bym co nieco wiedziała. Dlatego niezaznajomienie się z nim, w tym przypadku, było dla mnie dobrą opcją.

Chess na początku źle ocenia Finna, ale stopniowo to się oczywiście zmienia. Bohaterowie zaczynają na stopie przyjaźni, która też zaczyna się od małych złośliwości i jest raczej czymś… nieoczekiwanym. Ta dwójka jednak świetnie się ze sobą dogaduje i to co mi się podobało, to ich relacja nie rozwijała się w zbyt szybkim tempie. Miała swój spokojny, naturalny przebieg. Uczucia też nie pojawiły się za szybko, a życie tej dwójki nie było łatwe. Mieli swoje problemy, które musieli rozpracować. Nie zawsze było idealnie i przyznaję, ta powieść była dość przewidywalna, ale też nutka niepewności gdzieś tam była.

Kristen Callihan wykonała po raz kolejny kawał dobrej roboty. Romanse ze sportowcami w roli głównej uwielbia chyba każdy. Napięcie seksualne da się wyczuć między bohaterami, ale jest też dawka humoru, która sprawiała, że uśmiech sam się pojawiał na mojej twarzy. Jednakże, autorka nie zdecydowała się na leciutki, zabawny romans, ale poruszyła też ważniejsze kwestie, o których nie chcę tu pisać, by nic nie zdradzić.

 

Muszę jednak przyznać, że „Gorąca sesja” nie będzie raczej moją ulubioną częścią tej serii, choć bardzo mi się podobała. Napisana dobrze, z wyczuciem. Nic nie dzieje się za szybko, bohaterowie nie irytują, a scen seksu nie ma tu zbyt wiele. Nie jest też nudno – mogę was zapewnić. Polecam wam nie tylko tę część, ale po prostu całą serię, bo uważam, że naprawdę warto zapoznać się z tymi futbolistami, bo są to naprawdę dobre romanse.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

06 września 2021

266. "Teraz twój ruch" ~ Kristen Callihan

Tytuł:Teraz twój ruch

Tytuł oryginału:The Game Plan

Autor: Kristen Callihan

Data wydania: 28 lipca 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Nie kręcą jej futboliści, ale wystarczy jeden cholernie seksowny pocałunek i wszystko ulega zmianie.

Środkowy NFL Ethan Dexter od zawsze koncentrował się wyłącznie na futbolu – jeśli nie liczyć pewnej konkretnej kobiety. Fiona Mackenzie nie tylko nie dba o jego sławę, lecz także postrzega go wyłącznie jako najlepszego przyjaciela swojego szwagra.

Teraz to się zmienia.

Wyluzowana, wesoła i bezpośrednia Fiona uwielbia mężczyzn, ale umięśniony, wytatuowany brodacz, wielki jak góra, nie może jej się podobać. Plotka głosi, że jest prawiczkiem, jednak Fi trudno w to uwierzyć. Od chwili, gdy skierował na nią swoją uwagę, dziewczyna czuje motyle w brzuchu i pragnie tylko jednego: zobaczyć, jak słynny ze swojego opanowania Dex traci kontrolę.

Fi próbuje się nie zakochać, każde z nich ma przecież swoje życie w innym mieście, no i Dex pragnie dziewczyny na stałe. Ale Ethan Dexter użyje całego swojego uroku, by przekonać Fi, że są sobie pisani. Niewykluczone, że może im się udać…

Gra się rozpoczęła.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Dexa, jak i Fionę poznajemy już w poprzednich częściach, ale futbolista zawsze mi się wydawał taki… tajemniczy. W „Teraz twój ruch”, dzięki pięknej Fionie, możemy w końcu odkryć, jaki jest naprawdę. I powiem wam, że skradnie on serce niejednej czytelniczki. Na pewno nie jest typowym sportowcem, do takiego miana mu… daleko. Nawet bardzo.  Totalnie mnie urzekł swoim podejściem do niektórych spraw i całkowitą otwartością wobec głównej bohaterki.

Co do Fiony, to naprawdę fajna dziewczyna, wesoła i energiczna, ale w pewnych momentach dawała sobie wejść na głowę i miałam ogromną ochotę nią potrząsnąć. Rozumiałam jednak powód takiego zachowania, dlatego nieco jej odpuściłam. Jednakże… w pewnej chwili byłam z niej naprawdę dumna, ale tylko tyle napiszę.

W „Teraz twój ruch” mamy motyw związku na odległość. Wydaje się to trudne, zwłaszcza w przypadku Fiony, ale trzymałam kciuki za tą parę, bo tworzyli naprawdę świetny duet. I wprowadzili sporo erotycznej atmosfery, więc na to się przygotujcie, ale na szczęście wszystko było subtelne i nie powodowało niesmaku. Fajne było też to, że mamy tutaj perspektywę obojga bohaterów, co ja zawsze jakoś w książkach wolę, bo to pozwala na zapoznanie się z uczuciami i myślami obu stron.

Nie wiem, która z części jest moją ulubioną, ale na pewno zalecałabym czytanie tej serii po kolei, bo występują tu bohaterowie z poprzednich tomów i nieco informacji o tym, co się tam działo, mamy. Kristen Callihan po raz kolejny mnie nie zawiodła i stworzyła naprawdę fajny, dość nietypowy romans, choć może trochę przewidywalny był, ale też nie do końca i nie ma mowy, by czytelnik się nudził. Autorka tą powieścią chce nam przekazać dość istotną rzecz: odpuszczenie sobie samemu, to nic złego. Relacja pomiędzy Fioną a Dexem może zbyt szybko się rozwinęła, choć nie wadziło mi to w tym przypadku i fajnie się obserwowało, jak coś się pomiędzy nimi zaczyna dziać.

 

Teraz twój ruch” to romans, w którym dwójka ludzi już na starcie wie, że będzie mierzyła się z problemami. Czy sobie poradzą i znajdą rozwiązanie? Cóż. Tego się dowiecie, jak już przeczytacie, a ja od siebie oczywiście wam tę książkę naprawdę polecam. Czyta się przyjemnie, leciutko i z uśmiechem. To słodka historia, ale też w pewnych chwilach dość namiętna. Mam nadzieję, że jeśli przeczytacie tę historię, to spodoba wam się tak samo, jak mi.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

14 sierpnia 2021

261. "Ten, którego szukam" ~ Kennedy Fox

Tytuł:Ten, którego szukam

Tytuł oryginału:Chasing him

Autor: Kennedy Fox

Data wydania: 07 lipca 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Zupełnie niespodziewanie dowiaduje się, że jest ojcem – malutka dziewczynka zostaje podrzucona na prób jego domu. Nawet z pomocą braci i rodziców trudno mu zajmować się niemowlęciem, więc kiedy jego mam znajduje opiekunkę do dziecka, Milę Carmichael, jest wdzięczny za dodatkowe wsparcie.

Mila to piękna i ekscentryczna dziewczyna z prawdziwym bzikiem na punkcie futbolu. Jest w Teksasie od niedawna. Nie spodziewa się, że praca opiekunki, którą właśnie przyjęła, będzie się wiązała z poznaniem atrakcyjnego i uwodzicielskiego południowca. Na jego widok serce Mili od razu zaczyna szybciej bić. John ma jasne zasady – żadnych romansów w pracy. Jednak wspólne przebywanie z młodą piękną kobietą pod jednym dachem sprawia, że coraz trudniej zachować mu dystans…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Ten, którego szukam” to w rzeczywistości trzeci tom z serii, ale u nas wydany został jako drugi. Opowiada historię Johna, jednego z bliźniaków i jej początek mieliśmy w zakończeniu „Ten, którego pragnę”, więc wiedziałam, czego mniej więcej tu się spodziewać. No i nie ukrywam, że już w poprzedniej części bardzo polubiłam tego Bishopa, więc byłam bardzo ciekawa jego historii.

Opowieść Johna i Mili, a także Maize, jest bardzo spokojna. Mimo iż zdarza się tam parę małych zwrotów akcji czy elementów zaskoczenia, w głównej mierze jest to historia dość przewidywalna, ale bardzo przyjemna i wciągająca. Miewała zabawne momenty, ale też chwile, w których łza mi się w oku zakręciła. Bywały sceny seksu, ale niewiele i naprawdę bardzo subtelne. Autorki skupiły się tu na swoich bohaterach, którzy mają coś do przepracowania, ważne decyzje do podjęcia i właśnie ta powieść jest ich drogą do zrozumienia pewnych kwestii, do zamknięcia niektórych rozdziałów.

Nie wiem czy wiecie, ale Kennedy Fox to tak naprawdę pseudonim literacki, pod którym kryją się dwie autorki i moim zdaniem spisały się bardzo dobrze, pisząc tę powieść. Wykreowały świetnych bohaterów, tych głównych, ale również pobocznych i stworzyły cudowną, rodzinną atmosferę. Aż chce się wkraczać w ten świat Bishopów. Nie ukrywam, że początkowo Mila troszkę mnie złościła swoim zachowaniem, ale szybko mi przeszło, bo to naprawdę świetna dziewczyna, która jest rzeczywiście zaklinaczką dzieci i widać, że ma do maluchów ogromne serce i cierpliwość, a one ją uwielbiają. John to seksowny kowboj i samotny ojciec, ale też niesamowity człowiek, który myślę, że niejednej czytelniczce skradnie serce.

Podobało mi się bardzo to, w jaki sposób została przedstawiona ich relacja. Wiadomo, że zaczęło się wszystko od stopy zawodowej, bo Mila była opiekunką córki Johna, ale jeśli chodzi o uczucia, nic tu nie było za szybko, ani żadne decyzje nie zostały podjęte pochopnie. A przede wszystkim, tutaj działo się to w sposób naturalny, swobodny. I przyjemnie się obserwowało, jak zwykła znajomość przemienia się powoli w coś więcej.

 

Naprawdę wam polecam tę książkę, która opowiada o tym, by walczyć o swoje marzenia, by za nimi podążać, ale to jednocześnie nic złego jeśli one się zmieniają. „Ten, którego szukam” to bardzo dobra historia, warta przeczytania. Tak więc dla każdego fana romansów – naprawdę polecam! Oczywiście fajnie też było spotkać Evana i Emily z poprzedniej części, no i czekam teraz na tom kolejny. Coś czuję, że tam się będzie działo!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

08 sierpnia 2021

260. "Miłość szuka właściciela" ~ Abby Jimenez

Tytuł:Miłość szuka właściciela

Tytuł oryginału:The Happy Ever After Playlist

Autor: Abby Jimenez

Data wydania: 14 lipca 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Dwa lata po tragicznej śmierci narzeczonego Sloan Monroe nadal nie potrafi przywrócić swojego życia do normalności. Pewnego dnia spotyka jednak wesołego psiaka, którego oczy mówią „zabierz mnie do domu”, i od tego momentu wszystko się zmienia. Z kudłatym przyjacielem u boku jest jej łatwiej wziąć się w garść i wreszcie otrząsnąć z marazmu. Po kilku tygodniach kontaktuje się z nią właściciel, który wcześniej nie odpowiadał na wiadomości i nie odbierał telefonów. Okazuje się, że to muzyk, który wyjechał do Australii w trasę koncertową. Chciałby odzyskać swojego pupila.

Sloan polubiła Tuckera i nie ma zamiaru się z nim rozstawać. Dręczą ją jednak wyrzuty sumienia: a co jeśli Jason naprawdę kocha swojego psa? Zaczyna się wymiana SMS-ów, a potem długie rozmowy telefoniczne. Sloan czuje, że Jason nie jest jej obojętny: to naprawdę miły, przystojny i zabawny facet. Co się stanie, kiedy w końcu spotkają się twarzą w twarz? Niestety kariera muzyczna Jasona szybko się rozwija i czeka go kolejne tournee. W takich okolicznościach niełatwo budować nowy związek. Czy Sloan przeżyje kolejną emocjonalną katastrofę?

 Źródło opisu: okładka książki.

 

Wydaje nam się, że wiemy, jak wygląda miłość. Czytaliśmy baśnie i oglądaliśmy romantyczne filmy, które miały nas na nią przygotować. Kiedy jednak naprawdę się zakochamy, odkrywamy to uczucie na nowo, jakbyśmy wcześniej nic o nim nie wiedzieli.

 

Przyznam szczerze, że na początku miałam zrezygnować z tej książki, dopóki się nie zorientowałam, że jest o Sloan, przyjaciółce Kristen, głównej bohaterce książki „To tylko przyjaciel”. Ci, którzy czytali tom pierwszy wiedzą więc, co przydarzyło się Sloan i z czym będzie się zmagała. Dlatego musiałam sięgnąć po „Miłość szuka właściciela”. Spodziewałam się mega smutnej powieści i w jakimś stopniu rzeczywiście tak było, ale autorka dała tutaj też sporą dawkę humoru, która sprawiała, że uśmiech aż sam cisnął się na usta.

Mniej więcej po przeczytaniu stu stron, wciągnęłam się w tą historię i wciąż myślałam o tym, co będzie dalej. Z kolei, gdy do końca zostało mi już tylko te sto stron, zaczęłam zwlekać. Wiecie, to jest zazwyczaj ten moment, kiedy w życiu głównych bohaterach coś się zaczyna niemiłego dziać i ja zawsze przeżywam takie sceny, więc przyznaję bez bicia – rozwlekałam skończenie tej książki. Czy była ta drama? Oczywiście, że wam tego nie zdradzę.

Jason ujął mnie swoją postacią, a przede wszystkim zachowaniem w stosunku do Sloan. Naprawdę skradł mi serce i myślę, że niejedna czytelniczka się w nim zakocha. To dobry człowiek, który w pewnej chwili swojego życia staje się nieco pogubiony. Wydaje mi się, że po prostu za dużo na niego spadło. Mimo wszystko, jestem za nim totalnie i to jeden z tych męskich bohaterów, który został moim książkowym mężem. Co do Sloan, spotkała ją niesamowita tragedia, której nikomu nigdy bym nie życzyła w prawdziwym życiu. Musi się po tym pozbierać i choć zajmuje jej to nieco czasu, gdy w końcu się do tego bierze, naprawdę dobrze jej idzie i dopingowałam jej na tym polu.

Zazwyczaj w romansach zmiany w życiu głównego bohatera czy bohaterki początkuje… poznanie się, po prostu. Jednak „Miłość szuka właściciela” to nie taka zwyczajna książka o miłości, więc życie Sloan zaczyna się zmieniać, gdy poznaje pewnego słodkiego, czworonożnego Tuckera. Spodziewałam się, że Abby stworzy historię, w której głównym problemem będzie to, co wydarzyło się w życiu Sloan. Nic bardziej mylnego, jak się okazało. Autorka postanowiła nam też pokazać mroczniejszą stronę sławy, że nie wygląda to zawsze tak idealnie, jak może się wydawać biernemu obserwatorowi.

 

Naprawdę bardzo wam polecam tę książkę, bo jest po prostu niesamowicie urocza, a na samym końcu to już totalnie mnie kupiła. Sprawiła też, że w niektórych momentach serce mocniej mi biło i często wywoływała uśmiech na mojej twarzy. „Miłość szuka właściciela” to powieść, która jest jak najbardziej warta przeczytania. Jest to tego typu powieść, po której skończeniu mam chęć przeczytać ją jeszcze raz.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

27 lipca 2021

257. "Więcej niż przyjaciel" ~ Kristen Callihan

Tytuł: „Więcej niż przyjaciel”

Tytuł oryginału: „The Friend Zone”

Autor: Kristen Callihan

Data wydania: 07 lipca 2021 

Wydawnictwo: Muza


Gray nie przyjaźni się z kobietami. Tylko z nimi sypia. Do czasu aż poznaje Ivy.

Gwiazda futbolu Gray Grayson nie ma ochoty prowadzić różowego samochodu córki swojego agenta. Potrzebuje jednak jakiegoś środka transportu, a jego właścicielka studiuje za granicą. I tak się właśnie tłumaczy, gdy dziewczyna pisze do niego zirytowana i obrazowo opisuje, co mu zrobi, jeśli rozbije jej ukochane auto. Ivy Mackenzie w mgnieniu oka staje się jego wirtualną przyjaciółką. A potem Ivy wraca do domu i wszystko bierze w łeb, bo Gray nie może przestań o niej myśleć.

Ivy nie sypia z przyjaciółmi. A już tym bardziej z pewnym futbolistą. Niezależnie od tego, jak bardzo ją podnieca…

Gray doprowadza Ivy do szału. To arogancki typ, który wygląda jak ucieleśnienie seksu, ale Ivy ma złotą zasadę: nie angażuje się w związki z klientami ojca. Jednak coraz trudniej się do niej stosować, gdy Gray robi wszystko, by ją uwieść. Jej przyjaciel szybko staje się najbardziej pociągającym facetem, jakiego dotąd spotkała.

To oznacza, że Gray będzie musiał zrobić wszystko, żeby odnaleźć drogę do serca Ivy. Czas, start.

Źródło opisu: okładka książki.


Nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że Ivy to przyjaciółka Anny – główna bohaterka z pierwszego tomu – ale okazało się, że jest całkowicie nową postacią i od razu przypadła mi do gustu. Bezpośrednia i wcale niedelikatna. Natomiast Graya już poznałam w poprzedniej części i byłam ciekawa jego historii, bo wydawał mi się dość zamknięty w sobie, a przede wszystkim – tajemniczy. Mimo to już wtedy go polubiłam, a czytając „Więcej niż przyjaciel” to uczucie tylko się pogłębiło.

Kristen Callihan po raz kolejny napisała naprawdę dobrą książkę. Tym razem postawiła na motyw przyjaźni damsko-męskiej. A wszyscy wiemy, jak to się w romansach kończy i ten nie był wyjątkiem. Znajomość tych dwojga zaczęła się od gróźb Ivy, a przerodziła się w naprawdę silną przyjaźń. I to właśnie z jej powodu, gdy pomiędzy bohaterami pojawia się pożądanie, oboje starają się je stłumić by nie zniszczyć tego, co jest między nimi.

Ivy i Gray to duet idealny. Są między nimi różnice, ale mimo to i tak rozumieją się bez słów i stają się sobie bliscy. Ta dwójka sprawiła, że w książce pojawia się całkiem spora dawka humoru, która przyprawia o uśmiech i czytało się naprawdę dobrze, z przyjemnością wręcz i ciekawością, jak rozwinie się dalej ich relacja.

Więcej niż przyjaciel” to coś więcej niż tylko romans. Autorka stara się nam coś przekazać tą powieścią, za co oczywiście plus. Sceny erotyczne też się pojawiają, ale są napisane w sposób subtelny i nie powodują w czytelniku niesmaku. Bynajmniej. Dodają nieco pikanterii. Nie było też nudno, ani idealnie kolorowo. Były za to emocje i nieco się działo. Oczywiście nie zdradzę o co chodzi, ale nie zawsze będzie łatwo i Kristen przygotowała dla swoich bohaterów kilka problemów, którymi będą musieli stawić czoła i się z nimi zmierzyć. 


Jeśli miałabym wybierać, który tom podobał mi się bardziej, to odpowiedź brzmi: nie wiem. Naprawdę nie potrafiłabym wybrać, bo oba bardzo mi się podobały. Tak więc z całego serca polecam wam tę książkę, ale myślę, że najlepiej będzie, jeśli zaczniecie czytać w odpowiedniej kolejności, jeśli planujecie zapoznać się z całą serią. By uniknąć niepotrzebnych spojlerów. „Więcej niż przyjaciel” to naprawdę dobra książka, z humorem, dobrze napisana i warta zapoznania. Nie wszystkiego się spodziewałam, więc nie mogę powiedzieć, że jest to historia przewidywalna. Jasne, są pewne znane już schematy, ale niewiele. W niczym nie ma pośpiechu, ani też przeciągania w czasie. Myślę, że większości – bo wiadomo, że nie wszystko dla wszystkich – fanom romansów ta powieść przypadnie do gustu. Z każdym kolejnym rozdziałem podobała mi się coraz bardziej, więc powtórzę: jak najbardziej polecam!


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

16 lipca 2021

255. "Zostań dla mnie" ~ Corinne Michaels

Tytuł:Zostań dla mnie

Tytuł oryginału:Stay for Me

Autor: Corinne Michaels

Data wydania: 23 czerwca 2021 

Wydawnictwo: Muza

 

Hollywood nauczył mnie wszystkiego, co wiem o związkach, prócz tego, jak w nich trwać.

Jako aktor stałem się mistrzem udawania. Udawania, że koszmarne dzieciństwo nie miało na mnie wpływu. Udawania, że wszystko w porządku. Udawania, że wiem, jak ocalić siebie, dziewczynę, cały ten przeklęty świat. Zawsze jednak znałem prawdę – nie jestem niczyim bohaterem.

Do czasu, kiedy wracam do rodzinnego Sufarloaf na sześć miesięcy, a Brenna Allen daje mi szansę, bym dowiódł, że mogę zostać jej bohaterem. Ona jest wszystkim, czego pragnąłem, a czego nie mogę mieć. Choć nie chce, wywraca mój świat do góry nogami. Zamiast przygotowywać się do następnej roli, zaczynam reżyserować sztukę teatralną w miejscowym gimnazjum. Wszystko dla samotnej matki z małego miasteczka. Byle tylko zobaczyć jej uśmiech.

Im dłużej tu jestem, tym bardziej chcę zostać. Dla niej. Zacząć życie od nowa w miejscu, do którego nigdy nie chciałem wracać. Kiedy jednak wszystko się komplikuje, muszę zdecydować czy dla kobiety, którą kocham, będzie lepiej, jeśli wyjadę?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Niestety, „Zostań dla mnie” to ostatni tom serii o braciach Arrowood. Bardzo się polubiłam z tą ekipą i żałuję, że już więcej części nie będzie, więc tą historię czytałam powoli, by nacieszyć się jak najbardziej. Jacob to postać, którą znamy najdłużej, bo od samego początku gdzieś tam się przewijał w każdym z poprzednich tomów i byłam niesamowicie ciekawa, co w jego życiu się wydarzy. Natomiast Brenna to taka świeżynka i ją dopiero poznajemy.

Jak i wcześniej, tak i tym razem autorka skradła mi serce tą powieścią. Corinne wykonała kawał dobrej roboty i tą częścią dopełniła całości całego cyklu. Fajnie było zobaczyć, co słychać u poprzednich bohaterów, ale też miło było czytać, jak życie ostatniego z braci nareszcie nakierowuje się na odpowiednią drogę.

W każdej części są zachowane pewne schematy i powtórzenia, ale nie przeszkadzało mi to, bo w moim odczuciu właśnie to tworzyło tą serię taką… spójną. Spodobał mi się sposób, w jaki autorka zdecydowała się to wszystko połączyć i po raz kolejny swoją powieścią mnie kupiła.

Relacja pomiędzy Jacobem a Brenną nie rozwija się bardzo szybko, a przede wszystkim, nie bierze się znikąd. Plus za to, że oni od początku potrafili rozmawiać ze sobą szczerze i otwarcie. Wiecie, nie było żadnych niedomówień i tak dalej. A Jacob to ogromny słodziak, który skradł mi serce. Nic więc dziwnego, że Brenny również. Żeby jednak nie było tak kolorowo, oboje mają do przepracowania pewne kwestie. Przede wszystkim to, że Jacob nie zamierza zostać w Sugarloaf. Brenna pochowała męża, którego kochała. A i przed nimi jeszcze trochę do przerobienia, że tak powiem. Jak sam opis podaje, Jacob będzie musiał zdecydować czy lepiej będzie zostać czy jednak… wyjechać. Jeśli jesteście ciekawi, co postanowi, musicie najpierw przeczytać.

 

Polecam wam tę książkę z całego serca, naprawdę. A przede wszystkim – całą serię. I najlepiej będzie, jeśli zaczniecie ją od pierwszego tomu. Każdy jest zachowany na tym samym poziomie i mimo zachowania pewnych schematów, każda część jest inna. Każdy z braci jest inny, tak samo jak i ich kobiety. „Zostań dla mnie” to uroczy romans, bardzo dobrze napisany, z humorem, ale też nutką namiętności. Każdemu fanowi tego gatunku – gorąco polecam.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

03 lipca 2021

253. "Na jedną noc" ~ Kristen Callihan

Tytuł:Na jedną noc

Tytuł oryginału:The Hook Up

Autor: Kristen Callihan

Data wydania: 09 czerwca 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Zasady: nie całować w usta, nie zostawać na noc, nie mówić nikomu, a przede wszystkim… nie zakochiwać się.

Anna Jones chce skończyć studia i zaplanować swoje życie. W tych planach nie ma miejsca na Drew Baylora, futbolową gwiazdkę drużyny uniwersyteckiej, ani tym bardziej na to, że się w nim zakocha. Pewny siebie i czarujący chłopak żyje w świecie reflektorów i jest zdecydowanie zbyt przystojny. Gdyby tylko potrafiła zignorować jego namiętne spojrzenie i przestała myśleć o robieniu z nim nieprzyzwoitych rzeczy! Przecież to łatwe, prawda?

Szkoda, że on chce zmusić ją do złamania wszystkich zasad…

Futbol jest dla Drew najważniejszy. Przyniósł mu sławę, dwa mistrzostwa i trofeum Heismana. Jednak to, czego chłopak pragnie naprawdę, to bardzo seksowna, ale i bardzo złośliwa Anna Jones. Jej cięty język i lekceważące podejście do sławy Drew podniecają go jak nic innego. Jest jednak pewien problem: ona wykluczyła go z gry. Całkowicie. Przypadkowe spotkanie prowadzi do najbardziej namiętnego seksu w ich życiu. Niestety Anna chce, żeby to pozostało jedynie nic nieznaczącą przygodą. Teraz wszystko zależy od Drew.

W miłości i futbolu wszystkie chwyty dozwolone… Zaczynamy grę.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Na jedną noc” to romans, który zbiera różne opinie. Pozytywne i negatywne. Zastanawiałam się, jak ja to odbiorę i do której grupy odbiorców trafię. Zdecydowanie należę do tej pierwszej, bo już od pierwszych stron historia stworzona przez Kristen Callihan mi się podobała, a ostatnie trzysta stron przeczytałam na raz. Nie była to typowa powieść, bohaterowie byli ciekawymi, barwnymi postaciami. „Na jedną noc”. To jedyne co miało łączyć Annę i Drew, ale ta relacja wychodzi nieco poza to, czym miała być pierwotnie. Jest pomiędzy nimi chemia, która jest bardzo wyczuwalna od samego początku, ciągnie ich do siebie jak magnes i uważam, że stworzyli idealny duet. Mamy tu nieco inny układ ról. To Anna jest tą zdystansowaną, która nie jest zainteresowana związkiem. Drew, wręcz przeciwnie. Ma też bardzo ważny cel: zdobyć Annę. Czy mu się uda? Zobaczycie. Powiem wam tylko, że ten sportowiec to niesamowity słodziak i skradnie serce niejednej czytelniczki. Z moim się udało.

Kristen Callihan stworzyła naprawdę dobry romans, który wciąga i czyta się przyjemnie. Jest humor, ale bywa też poważnie, nie zawsze jest idealnie i próbuje tą historią przekazać nam pewne wartości. Wykreowała bohaterów, którzy pod uśmiechem skrywają problemy, ich życie nie zawsze jest słodkie i kolorowe. Autorka skradła mi serce tą książką nie tylko przez Annę i Drew, ale przez sam pomysł na fabułę i w sposób, w jaki wszystkim pokierowała. Nie ma tu mowy o nudzie, nic się nie rozwleka, ale też nie dzieje za szybko. Nie ma zbędnych dramatów, choć kłopoty na drodze się pojawiają, a oni muszą je przepracować. Nawet, gdy relacja bohaterów nie jest na poważnym etapie, to są dla siebie niesamowitym wsparciem i jak mówiłam – pasują do siebie idealnie. Są zabawni, z szerokim uśmiechem czytało mi się ich dogryzanie i przekomarzanie.

 

Jeżeli lubicie romanse, z przystojnym sportowcem w roli głównej, to serdecznie wam polecam „Na jedną noc”. Mnie ta powieść ciekawiła i na początku czytałam powoli, ale później wręcz przeciwnie. Romans z humorem, seksowny, ale też poruszający ważniejsze kwestie, wzbudzający we mnie emocje. Cieszę się, że to jest seria, bo na pewno sięgnę po kolejny tom, który już zresztą czeka na swoją kolej u mnie na półce. „Na jedną noc” to nie jest książka, która chwilę po przeczytaniu wypada z pamięci. Ja jestem pewna, że jeszcze nie raz do niej wrócę, a wam naprawdę polecam i mam nadzieję, że ją przeczytacie.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.


17 czerwca 2021

247. "On jest dla mnie" ~ Corinne Michaels

Tytuł:On jest dla mnie

Tytuł oryginału:The One for Me

Autor: Corinne Michaels

Data wydania: 26 maja 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Przyjaźnię się z Devney od szóstego roku życia, ale nigdy jej nie powiedziałem, jak bardzo ją kocham. Jako zawodowy gracz w baseball spędzam większą część roku w rozjazdach, ale ona jest moim domem – jedynym, jaki znałem. Kiedy wróciłem do Sugarloaf, aby zająć się rodzinną farmą, dowiedziałem się, że Devney zamierza wyjść za mąż. Ale to był nieodpowiedni mężczyzna. Wpadłem w rozpacz. Nie mogłem do tego dopuścić.

Jeden cudowny pocałunek zmienił wszystko. Mam sześć miesięcy, żeby przekonać Devney, by to ze mną rozpoczęła nowe życie. Robię co w moje mocy. W końcu wydaje się, że osiągnąłem swój cel – nasz związek rozkwita i jesteśmy zgodni, że uda nam się wspólnie pokonać wszelkie przeszkody. I wtedy dochodzi do tragedii, która na zawsze odmienia życie Devney. Moja ukochana nie może ze mną wyjechać, za zaś, związany kontraktem, na pewno nie zostanę w Sugarloaf. Wiem, że ona jest dla mnie tą jedyną, lecz być może będę musiał pozwolić jej odejść…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Seria „The Arrowood Brothers” bardzo przypadła mi do gustu i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów. Zalążek historii Devney i Seana już mieliśmy w poprzednich częściach, zwłaszcza w „Zawalcz o mnie”, więc byłam naprawdę ciekawa, co autorka wymyśliła tym razem.

Mamy w tej części zachowane niektóre schematy znane z poprzednich tomów, ale to właśnie one tworzą moim zdaniem całość tej serii. Podobało mi się to, co Corinne Michaels stworzyła tym razem. Ta powieść mnie wciągnęła, nie ukrywam. Mamy też tajemnicę, która sprawiła, że całość stała się ciekawa i ciągle się zastanawiałam: o co chodzi? Przyznaję, że podejrzewałam, o co może chodzić, ale sam pomysł uważam za dość niespotykany. Autorka wykreowała tym razem nieco inaczej fabułę, więc nie mamy po raz kolejny tego samego i mogę śmiało przyznać, że postawa Seana pozytywnie mnie zaskoczyła. Jednak dlaczego, tego nie zdradzę, by nie odbierać wam przyjemności z czytania tej książki. Uważam, że „On jest dla mnie” to dobra, wartościowa pozycja i jeśli podobały wam się poprzednie części, to teraz będzie tak samo. Bywały smutne momenty, ale też takie, w których nie zabrakło humoru. Zdarzył się nawet w pewnym momencie mały zwrot akcji, co działało jak najbardziej na plus. Sceny seksu, oczywiście się pojawiły, ale nie musicie się martwić, bo są napisane subtelnie i nie wybiegają przed fabułę.

Podobało mi się to, że Sean i Devney wiedzieli, czego chcą. Co jednak nie znaczyło, że wszystko nagle stawało się proste. Musieli zmierzyć się z pewnymi sprawami, problemami, bo życie nie zawsze jest idealne, a rozwiązania łatwe. Wciąż się zastanawiałam, w jaki sposób rozwiążą niektóre kwestie, co sprawiało, że chciałam czytać dalej. Na pewno ta książka, jako całość, mnie zaskoczyła, bo sięgając po nią, nie sądziłam, że wszystko tak się rozwinie i że tak będzie wyglądała historia tych dwojga bohaterów – których swoją drogą naprawdę polubiłam. Obserwujemy, jak prawdziwa, głęboka przyjaźń między nimi rozwija się w coś znacznie silniejszego. Mimo poważniejszych uczuć, wciąż pozostali dla siebie przyjaciółmi i naprawdę przyjemnie to wszystko się czytało, ale jak napisałam wcześniej – nie zawsze bywa idealnie.

 

Oczywiście, że wam tę książkę polecam i to z całego serca. Stała się moją ulubioną częścią tej serii, nie ukrywam i cieszę się, że ją przeczytałam. To naprawdę dobra książka, która mnie wciągnęła i na pewno prędko o niej nie zapomnę. Myślę, że większości fanom romansów się spodoba. Jestem też bardzo ciekawa ostatniego tomu serii, który już czeka na swoją kolej. Jeśli więc szukacie czegoś dobrego, i dobrze napisanego, co czyta się przyjemnie, lekko i gdzie nie wieje nudą – polecam z całego serca. Myślę, że jeśli sięgniecie po „On jest dla mnie”, to nie pożałujecie.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

04 czerwca 2021

244. "Ten, którego pragnę" ~ Kennedy Fox

Tytuł:Ten, którego pragnę

Tytuł oryginału:Needing Him

Autor: Kennedy Fox

Data wydania: 28 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Emily Bell przeprowadza się do San Angelo, po tym jak przyłapała swojego chłopaka na zdradzie. Jako młoda lekarka postanawia skupić się teraz wyłącznie na swojej nowej pracy i nie angażować się w żadne związki. Jednak kiedy na przyjęciu weselnym, na które zabiera ją przyjaciółka, wpada jej w oko przystojny blondyn, nie jest w stanie odmówić sobie przyjemności spędzenia z nim nocy. Bez zobowiązać i zbędnych pytań. Gdy budzi się rano, nie może przypomnieć sobie imienia chłopaka, za to nabiera pewności, że mężczyzna jest żonaty. Emily szybko opuszcza hotelowy pokój, a chcąc ukarać swojego kochanka za niewierność, zabiera mu ubranie i buty.

Evan Bishop budzi się po nocy spędzonej z nieznajomą w pustym łóżku i bez ubrania. Żeby wydostać się z hotelu musi poprosić brata o pomoc. Jest wściekły i kompletnie nie rozumie zachowania dziewczyny.

W poniedziałek po weselu Emily stawia się w nowej pracy. Jakie jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że w arkana pracy w szpitalu będzie wprowadzał ją lekarz Evan Bishop – tajemniczy mężczyzna, któremu ukradła ubrania i z którym miała przeżyć wyłącznie przygodę na jedną noc…

Źródło opisu: okładka książki.

 

O tej pozycji słyszałam sporo dobrych opinii i byłam ciekawa czy odbiorę ją w ten sam sposób. Niewątpliwie czyta się ją szybko i wciąga, chociaż mnie pochłonęła dopiero po jakichś sześćdziesięciu stronach i wtedy naprawdę zaczęłam czerpać przyjemność z tej lektury.

Jest to na pewno romans dla wielbicielek klimatu szpitala, bo Evan i Emily są lekarzami, a akcja w szpitalu jest bardzo często i mamy czasami opisywane niektóre przypadki. Nie powiem, fajnie było poczytać o seksownym doktorze, co jest odskocznią od przystojnych biznesmenów, których mamy w książkach dość często, prawda? Widać, że oboje bardzo lubią swoją pracę, a nawet więcej – jest ona dla nich wszystkim. Zawód z powołania, że tak powiem. Emily to kobieta, która nie da się łatwo, twardo stąpa po ziemi i potrafi odpyskować – zwłaszcza Evanowi, który z kolei jest seksownym, łatwo złoszczącym się doktorkiem.

Po tym, jak Emily uciekła z pokoju z ubraniami Evana, relacja pomiędzy nimi nie jest zbyt dobra. Nie nazwałabym tego nienawiścią, ale raczej niechęcią pomieszaną z pożądaniem, do którego żadne z nich nie chce się przyznać. Czuć między bohaterami tą chemię od początku i widać, że ciągnie ich do siebie. Scen seksu trochę tu jest i są zmysłowe, a jednocześnie subtelne, więc w żaden sposób mnie nie zniechęciły.

Uważam, że autorki – tak, autorki, bo ta książka została wydana w duecie, a Kennedy Fox to pseudonim – wykonały kawał dobrej roboty tworząc ciekawy i oryginalny romans. Nie było tu żadnej przesady, ani w relacji pomiędzy bohaterami ani w wydarzeniach. To co między Evanem a Emily rozgrywało się w odpowiednim tempie i obserwowało się z uśmiechem to, jak wzajemnie ze sobą walczyli. Ich relacja wyszła tak naturalnie, naprawdę. Co więcej, nie mamy tu tylko motywu romansu, ale dzieje się coś więcej. Autorki zdecydowały się na wplecenie pewnej akcji, która nadaje ciekawy obrót całości, ale nic więcej nie powiem, byście mogli się zaskoczyć, gdy już po nią sięgniecie.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że ta seria nie została wydana od pierwszego tomu. „Ten, którego pragnę” jest drugą częścią i już mamy tu mały zarys tego, co się wydarzy w pierwszej i czego możemy się spodziewać. Trochę szkoda, ale i tak sięgnę, jeśli zostanie u nas wydana. Ba! Nawet na to czekam.

 

Czy polecam? Oczywiście! Jest to fajny romans z seksualnym napięciem pomiędzy bohaterami, bywa uroczo i słodko, romantycznie, a do tego zostały ukazane fajne więzy rodzinne u Bishopów i uwielbiałam te sceny z nimi wszystkimi. Jest też to coś więcej niż tylko historia dwójki ludzi, ale o tym musicie przekonać się po prostu sami. Uczucie rozwijało się powoli, z wyczuciem i naprawdę historia wciągała, a do tego było troszkę akcji – o czym już wspomniałam. Więc naprawdę wam polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście i lubicie romanse z seksownym, apodyktycznym doktorkiem i piękną, ambitną panią doktor. Ja na pewno sięgnę po kolejne tomy i już nie mogę się ich doczekać.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

05 maja 2021

236. "To, czego pragniesz" ~ Katherine Center

Tytuł:To, czego pragniesz

Tytuł oryginału:What You Wish For

Autor: Katherine Center

Data wydania: 21 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Samantha Casey uwielbia swoją pracę bibliotekarki, a uczniów i nauczycieli traktuje jak rodzinę. W przeszłości była jednak zupełnie inną osobą.

Duncan Carpenter jest nowym dyrektorem w jej szkole. Dla niego liczą się zasady i dyscyplina. Duncan wie, że życie to nie przelewki, a niebezpieczeństwo zawsze czyha tuż za rogiem. W przeszłości był jednak zupełnie inną osobą.

Znają się z poprzedniej pracy. Duncan był wtedy uroczym, zabawnym i zwariowanym facetem, a ona szarą myszką, która się w nim szaleńczo kochała. Dlatego musiała od niego uciec i rozpocząć wszystko od nowa.

Kiedy Duncan zostaje zatrudniony jako nowy dyrektor, Sam wierzy, że dla jej ukochanej, wspaniałej szkoły to dobry wybór. Wkrótce jednak okazuje się, że jest dokładnie na odwrót.

Czy charakterna bibliotekarka uratuje szkołę przed surowym dyrektorem, a przy okazji da się ponieść uczuciom i otworzy się na miłość?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Ludzie mówią, że miłość jest tylko dla naiwniaków. Nic z tych rzeczy. Ona jest tylko dla odważnych.

 

Na początku, gdy zobaczyłam zapowiedź tej książki, nie byłam przekonana czy chcę ją przeczytać. Dopiero po jakimś czasie się zdecydowałam. I wiecie co? To była naprawdę bardzo dobra decyzja! Mam dla was jednak małą przestrogę. Jeżeli zdecydujecie się na lekturę „To, czego pragniesz”, nie zraźcie się tym, że na początku może was nie porwać, bo później jest już tylko lepiej.

To była bardzo urocza książka, która mi się podobała i cieszę się, że ją przeczytałam. Opowiada o tym, jak ważna jest radość w życiu, o strachu. Autorka stworzyła ciekawe, barwne postaci, które tylko uzupełniają tę powieść i sprawiają, że jest ona znacznie lepsza. Nie stworzyła im jednak kolorowego życia. Zarówno Sam, jak i Duncan, mają swoje demony przeszłości, które ich prześladują i w pewnym stopniu blokują. To, co się im przydarzyło, jak na nich wpłynęło, odkrywamy powoli. Nie ma informacji podanych już na początku, dzięki czemu w czytelniku wzbudza się zainteresowanie życiem bohaterów i tym, jak potoczą się ich dalsze losy.

A skoro już przy tym jestem, to powiem wam, że nie ma w przypadku tej książki mowy o zbyt szybkim tempie. Katherine Center stworzyła relację dwójki bohaterów w świetny, delikatny sposób. Jednak nie tylko to. Bardzo podobało mi się to, jaką zbudowała społeczność, jak funkcjonowało miasteczko, w którym mieszkała Samantha i jak bardzo wszyscy byli ze sobą zżyci. To samo tyczy się szkoły, w której pracowała główna bohaterka. Swoją drogą była dość ciekawą postacią, barwną i zabawną, która wzbudziła moją sympatię. Mamy też nieco tematu czytelnictwa – a to miód na serce czytelnika – i odrobinę niekonwencjonalnego podejścia do pedagogiki szkolnej.

Może początkowe rozdziały mnie nie wciągnęły, ale im byłam dalej, tym coraz większa chęć do czytania się we mnie budziła. Dzięki prostemu, przyjemnemu stylowi autorki, przez treść przebiegało mi się szybko oraz przyjemnie. Katherine stworzyła delikatny, uroczy romans, który wiem, że spodobał się już niejednej fance tego gatunku – i ja jestem zdecydowanie w tej grupie.

Jedyne do czego się mogę przyczepić to fakt, że jak dla mnie, zbyt szybko autorka to zakończyła. Nie miałabym nic przeciwko dodatkowemu rozdziałowi czy dwóm, trzem, by trochę rozbudować to, co na koniec się wydarzyło, ale też rozumiem, że mogła nie chcieć przeciągać tej historii.

 

– W życiu nie wszystko układa się tak, jakbyś chciała. Nie zawsze jest łatwo. Jak śmiesz oczekiwać, że szczęście po prostu przyjdzie? Bez żadnego poświęcenia z twojej strony? Bez odwagi? Nie zachowuj się jak rozpieszczona dziewczynka. Nic w życiu nie przychodzi ot tak! Miłość sprawia, że stajemy się lepsi, bo jest trudna. Podejmowanie ryzyka nas wzmacnia, bo każe przełamywać strach. Tak to działa. Nigdy nie osiągniesz niczego istotnego, jeśli sobie na to nie zapracujesz. A to, co uda ci się zdobyć […] i tak prędzej czy później stracisz. Radość jest tylko przelotna. Nic nie trwa wiecznie. I na tym polega odwaga. Że mając tę wiedzę, i tak się na to wszystko decydujesz.

 

Pewnie już wiecie, ale i tak to napiszę. Jeśli chodzi o książkę „To, czego pragniesz”, naprawdę polecam i to z czystym sumieniem. Jest przeurocza, słodka. Idealna, jeżeli szukacie czegoś, by odpocząć od ciągłych erotyków i macie ochotę na coś takiego delikatnego, gdzie relacje między bohaterami rozwijają się powoli i na pierwszym miejscu są uczucia, a nie pociąg fizyczny. Jest przewidywalna, ale nie jest oklepana. Cieszę się, że ostatecznie nie zrezygnowałam, bo straciłabym szansę na poznanie fajnej, przyjemnej historii.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

26 kwietnia 2021

233. "Zawalcz o mnie" ~ Corinne Michaels

Tytuł:Zawalcz o mnie

Tytuł oryginału:Fight for Me

Autor: Corinne Michaels

Data wydania: 07 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Muza

 

Zakochałem się w Sydney Hastings, kiedy miałem dziesięć lat. Kiedy mieliśmy po szesnaście lat, przyrzekliśmy sobie być razem na zawsze.

Kiedy miałem dwadzieścia dwa lata, złamałem wszystkie dane jej obietnice. Zostawiłem ją i przyrzekłem sobie, że nigdy nie wrócę w rodzinne strony.

Teraz po śmierci ojca muszę jechać do Sugarloaf na pół roku. Zobaczę ją znowu. Już nie tylko w moich wspomnieniach. Kiedy jesteśmy razem, czuję, jakby czas stanął w miejscu. Ciągle jej pragnę, ale na nią nie zasługuję. Zamiast przepraszać, biorę ją w ramiona.

A potem ona mnie zostawia.

Teraz muszę walczyć. Dla niej. Dla nas.

O życie, którego oboje pragniemy…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Poprzedni tom serii „The Arrowood Brothers” bardzo mi się podobał i oczywistością dla mnie było, że sięgnę po każdą następną część. Tutaj od razu powiem, że jeśli planujecie przeczytać historie braci Arrowwoodów, to powinniście zacząć od pierwszego tomu, bo możecie sobie niepotrzebnie tylko zaspojlerować. Na przykład w „Zawalcz o mnie” jest bardzo kluczowa informacja z „Wróć do mnie”.

Na początku jakoś nie mogłam się wciągnąć w historię Declana i Sydney. Słyszałam też od wielu osób, że ten tom jest słabszy, ale jak dla mnie oba są równie dobre. Jak już się wciągnęłam, tak za jednym razem przeczytałam jakieś ¾ tej książki, byle tylko skończyć. A czytało się naprawdę szybko i leciutko, więc tych ponad dwustu stron w ogóle nie odczułam. W „Zwalcz o mnie” mamy motyw drugiej szansy. Głównych bohaterów łączyło coś głębokiego, coś ważnego, o czym nie da się zapomnieć nawet po latach rozłąki. Mają do przepracowania nie tylko przeszłość, ale też muszą zagoić rany, które powstały.

Bardzo podobało mi się, że choć Declan i Sydney żywili do siebie mocne uczucia, to ich relacja nie przebiega szybko. To, co się wydarzyło w przeszłości, błędy, jakie zostały popełnione – nie zakopują tego od razu pod dywan, nie zapominają i nie wybaczają sobie w mgnieniu oka. Wszystko przepracowują, walczą. Moim zdaniem całość została przeprowadzona w idealnym tempie i bohaterowie nie dają się nam nudzić. Zalążek ich historii już mieliśmy w „Wróć do mnie”, więc naprawdę ciekawiło mnie to, jak sobie poradzą, jakie wydarzenia autorka dla nich przygotowała. Nie wszystkiego się spodziewałam, troszkę emocji ta pozycja we mnie wywołała. Podobała mi się postawa Sydney, bo była silną kobiecą postacią. Oczywiście, że ją polubiłam, już w poprzednim tomie. Natomiast Declan to nieco pogubiony facet, który sam siebie karze. Ta dwójka tworzyła idealny duet, pasowali do siebie i nawet mimo upływu lat, nie potrafili trzymać się od siebie z daleka.

 

Pewnie już się domyśliliście, ale i tak to napiszę: naprawdę polecam wam tę książkę! Był to super romans, o którym prędko nie zapomnę i czytało się go wręcz z przyjemnością. Owszem, jest to powieść nieco schematyczna, ale co z tego? Jest dobra, po prostu. I warta przeczytania. Podoba mi się też pewien element, który został stworzony już od pierwszej części. Każdy z braci ma inne motto, związane z ich nazwiskiem, które ma prowadzić ich w życiu. I rzeczywiście, tak się też dzieje.

Na pewno sięgnę po trzeci tom i mam nadzieję, że długo czekać nie będę na niego musiała! Corinne na sam koniec dała nam już malutkie nawiązanie do historii kolejnych bohaterów i naprawdę wzbudziła moją ciekawość, więc tym bardziej będę czekać. Mam nadzieję, że jeśli przeczytacie, bądź już przeczytaliście, to ta lektura wam się spodoba.

 

Ze egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

08 kwietnia 2021

228. "Ukochany wróg" ~ Kristen Callihan

Tytuł:Ukochany wróg

Tytuł oryginału:Dear Enemy

Autor: Kristen Callihan

Data wydania: 23 marca 2021

Wydawnictwo: Muza

 

On, Macon Saint, jest bogatym, seksownym aktorem. Został gwiazdą dzięki roli w popularnym serialu.

Ona, Delilah Baker, jest szefową kuchni świetnie prosperującej firmy cateringowej. Znają się od dzieciństwa i od tamtego czasu po prostu się nie znoszą. Pogarda i nienawiść – to właśnie czuje Delilah do Macona. A Macon? Czyżby on miał inne zdanie na temat ich relacji? Może zawsze potajemnie ją podziwiał?

Tak czy inaczej, on był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, a ona niepozorną dziewczyną o umyśle ostrym jak brzytwa i jeszcze ostrzejszym języku. Prócz wrogich uczuć w czasach szkolnych łączyło ich jeszcze jedno – jej siostra Samantha, która przez całe liceum była jego dziewczyną. Z chwilą, gdy Macon zrywa z Sam, znika z życia sióstr Baker na długie dziesięć lat.

I pojawia się równie nagle, jak zniknął – szuka Sam, która podstępem została jego asystentką, ukradła mu cenny zegarek i uciekła. Po nieudanych poszukiwaniach Delilah postanawia odpracować u Macona dług swojej siostry.

Czy Macon zgodzi się na jej propozycję naprawienia nie swoich błędów? Czy dziewczyna zdecyduje się na dwuznaczną propozycję zamieszkania w jego rezydencji?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Gdy oddasz komuś serce, ten ktoś staje się częścią ciebie. Gdy odejdzie, masz w sobie pustkę.

 

Byłam niesamowicie ciekawa tej książki, bo zanim mogłam po nią sięgnąć, słyszałam już pozytywne opinie. I w żaden sposób się nie zawiodłam. „Ukochany wróg” liczy sobie ponad 400 stron, ale w ogóle tego nie odczuwałam. Naprawdę szybko się czytało, a przede wszystkim – lekko i przyjemnie. Autorka ma bardzo dobre pióro, dzięki któremu ta powieść czytała się sama. No i historia, którą stworzyła, na pewno się do tego również przyczyniła.

Mamy tu motyw hate-love, co wiem, że dużo osób uwielbia. Ja również. Nienawiść Delilah do Macona jest głęboko zakorzeniona i trwa wiele lat. Niełatwo więc będzie to uczucie zmienić, ale jak to mówią: nienawiść od miłości dzieli cienka linia. Rozwinięcie relacji głównych bohaterów Kristen poprowadziła w odpowiedni sposób, z wyczuciem. Nic nie dzieje się za szybko i naprawdę przepracowują swoje problemy, nie udają, że nic się nie wydarzyło. Zarówno Delilah, jak i Macon, to osoby, które są nieco poranione i to wpływa na ich decyzje, na przyszłość. Muszą zmierzyć się z tym, co było kiedyś.

Ukochany wróg” to książka, która naprawdę mi się podobała i to już od pierwszych stron. Pojawia się tu humor, który nieraz sprawił, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech, za sprawą docinek pomiędzy głównymi bohaterami. Pojawiło się też małe ściśnięcie gardła w pewnym momencie. Ta historia ma swoje małe elementy zaskoczenia i choć mogą znaleźć się elementy schematyczne, to jednak więcej ma w sobie z oryginalności. A ja nie jestem w stanie się tu do niczego przyczepić. Mimo ilości stron, nic tu nie dzieje się na siłę, nie ma zbędnych zapychaczy i nie wieje nudą. Wszystko jest po coś i mnie osobiście wciągnęła ta opowieść.

 

[…] jeśli coś warto mieć, warto też o to walczyć.

 

Czy wam polecam? Jak najbardziej! Jest subtelna, urocza, zabawna. Nie wiem czy ta książka jest lepsza od serii „VIP” tej autorki, bo jej nie czytałam, ale mam nadzieję, że dla osób, które ją znają, nie będzie ta powieść zawodem. Kristen tą historią mnie kupiła i na pewno nadrobię jej inne książki. Dlatego mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, to spodoba wam się tak samo, jak mi.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.