Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

21 września 2023

363. Przedpremierowo: "The Long Game" ~ Elena Armas

Tytuł:The Long Game

Tytuł oryginału:The Long Game

Autor: Elena Armas

Data wydania: 27 września 2023

Wydawnictwo: Otwarte

 

Adalyn Reyes ma idealnie zaplanowany każdy dzień: wstaje o świcie, jedzie do siedziby drużyny piłkarskiej Miami Flames, ciężko pracuje, wraca do domu. Kiedy nagranie jej starcia z maskotką drużyny wycieka do internetu i staje się wiralem, ta rutyna się kończy. Właściciel klubu nie zwalnia Adalyn, tylko daje jej nowe zadanie – by odzyskać dobre imię, ma odbudować drużynę Green Warriors.

Sęk w tym, że klub jest w Karolinie Północnej, jego zawodnicy trenują w strojach baletowych, hodują kozy i… są dziewięciolatkami. Na szczęście w miasteczku przebywa Cameron Caldani, znany bramkarz, który mógłby pomóc Adalyn wprowadzić drużynę do wyższej ligi. Jednak po fatalnym pierwszym spotkaniu (słowa klucze: kogut, zderzak, noga Camerona) dziewczyna raczej nie ma co liczyć na współpracę. Ale jest zdeterminowana, by z niesfornych dzieciaków zrobić gwiazdy piłki nożnej – z pomocą Cama lub bez niej.

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Pewnie większości z was Eleny Armas nie trzeba przedstawiać. Jej pierwsza powieść, „The Spanish Love Deception” odbiła się dość szerokim echem i nazwisko tej autorki jest raczej rozpoznawalne w książkowym świecie. A jednak w moim przypadku „The Long Game” to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością – mimo, że obie wcześniejsze premiery mam na półce, ale wciąż czekają na swoją kolej.

Jednak nie o tym!

Powiem wam, że przeczytałam historię Adalyn i Camerona i totalnie przepadłam. Na pewno przeczytam TSLD i TARE najszybciej jak to możliwe.

Zacznę od tego, jak przyjemnie było czytać tę powieść. Przez tekst się wręcz płynęło i nie odczuwałam ilości przeczytanych stron. Za to pochłaniał mnie coraz bardziej świat wykreowany przez Elenę, a także bohaterowie. Co muszę zauważyć, to ci drugoplanowi również zostają tutaj zauważeni i ‘pokazani’. Autorka nie skupiła się tylko na dwójce głównych postaci, co niesamowicie mi się podobało, bo stworzyło to pewien klimat.

Niewątpliwie „The Long Game” to lektura z motywem slow-burn oraz hate-love. Relacja między Cameronem a Adalyn nie pędzi na łeb na szyję. Powolutku, stopniowo nabiera tempa, przeradzając się z wzajemnej niechęci do sympatii, a potem uczucia stają się coraz głębsze, a chemia wręcz wyczuwalna w powietrzu. Nie zabraknie też dawki humoru i słownych potyczek między bohaterami. Mamy też małomiasteczkowy klimat, który został zachowany od początku do końca. Są kozy i małe, rezolutne dziewczynki. No i Cameron Caldani, który skradł moje czytelnicze serce. Ten facet był… sami musicie się przekonać.

 

Moim zdaniem jest to naprawdę bardzo dobra książka, w której nie od razu wszystko zostaje podane na tacy i na finał warto jest czekać! Myślałam, że motyw slow-burn będzie mi przeszkadzał, ale w tym przypadku przyjemnie obserwowało się, jak relacja dwójki bohaterów powolutku się rozwija, przekształca. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę powieść, zwłaszcza na tak długo przed premierą. Kupiła mnie totalnie i mam nadzieję, że gdy pojawi się w księgarniach, to po nią sięgniecie!

 

Współpraca reklamowa z Wydawnictwo Otwarte.

18 czerwca 2022

312. "Reminders of Him" ~ Colleen Hoover

Tytuł:Reminders of Him

Tytuł oryginału:Reminders of Him

Autor: Colleen Hoover

Data wydania: 15 czerwca 2022

Wydawnictwo: Otwarte

 

Po pięciu latach pobytu w więzieniu Kenna Rowan wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło.

Chce zmierzyć się z przeszłością i odzyskać córkę. Niestety, okazuje się, że mostów, które spaliła, nie da się odbudować. Bez względu na to, jak ciężko pracuje, wciąż są ludzie, którzy wykluczają ją z życia jej dziecka.

Jedyną osobą, która nie skreśliła Kenny, jest Ledger Ward, właściciel lokalnego baru. Między nimi rodzi się nić porozumienia, a potem fascynacja. Jednak romans oznacza ryzyko – związek z Ledgerem może zadecydować o przyszłości Kenny i jej córki.

Kenna będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce przeciwstawić się uczuciu i osiągnąć swój cel…

Źródło opisu: okładka książki.

 

[…] szczęście nie jest czymś stałym, co możemy osiągnąć raz na zawsze, ale tylko zdarza się od czasu do czasu, niekiedy w tak śladowej ilości, że ledwie wystarczy do tego, by utrzymać nas przy życiu.

 

Za każdym razem, gdy widzę informację o nowej powieści Colleen u nas w Polsce, to cieszę się jak dziecko. Mam wszystkie książki, które wyszły spod jej pióra i po prostu uwielbiam jej twórczość. Zawsze mają w sobie coś wyjątkowego i poruszającego. „Reminders of Him” również i absolutnie mnie nie zawiodła. Kocham tę powieść, ale mimo, że nie jest to obszerny tom, to jej czytanie zajęło mi trochę czasu. Owszem, nie zawsze miałam możliwość przeczytania choćby strony, ale głównie chodzi o to, że czytałam niewiele, bo sama z tym zwlekałam. Jaki był powód? Historia Kenny jest poruszająca i bałam się, co ta powieść może zrobić z moim sercem, bo potrafiła za nie chwycić – i nie chciała puścić. W trakcie poznawania tej powieści, wiele razy było mi przykro. Główna bohaterka popełniła okropny błąd, który przypłaciła pobytem w więzieniu, ale przede wszystkim płaci za to nadal. Jeszcze gorszą cenę niż odsiadka. Ledger też nie miał łatwo i jego też było mi żal. To dobry człowiek, ale los postawił go między młotem a kowadłem. Czego nie robił, nie było to fair w stosunku do drugiej strony.

Wydaje się, że tu nie ma łatwego rozwiązania. A na pewno Kenny nie ma prostego zadania i naprawdę jej współczułam. Colleen Hoover nie boi się krzywdzić swoich bohaterów i tak naprawdę nie wiedziałam, czego można się spodziewać tutaj.

Reminders of Him” niewątpliwie przyciągnie wzrok niejednej okładkowej sroki, bo moim zdaniem oprawa jest śliczna i super, że została zachowana z oryginału. Jednak treść? Jest jeszcze lepsza i ta powieść zawładnie sercem niejednego czytelnika.

 

Kochanie dziecka, które urodziłaś, nie jest trudne, nawet jeśli go nie widziałaś. Bardzo trudne jest za to ujrzenie, jak wygląda, jak brzmi i jakie ma usposobienie, a później spełnienie oczekiwania, że odejdziesz, jakby nigdy nic.

 

Polecam wam tę książkę w stu procentach i uważam, że to must have każdego fana romansów. Jest warta przeczytania, ale warto przygotować sobie chusteczki, bo jest też to smutna powieść, o smutnych ludziach. „Reminders of Him” jest poruszająca i chwyci za serce, ale też niewątpliwie może szczycić się oryginalnością – jak zawsze w przypadku książkę CoHo. Powiem tyle – przeczytajcie, a nie pożałujecie.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

22 lipca 2021

256. Przedpremierowo: "Nagie serca" ~ Colleen Hoover

Tytuł:Nagie serca

Tytuł oryginału:Heart Bones

Autor: Colleen Hoover

Data wydania: 28 lipca 2021

Wydawnictwo: Otwarte

 

Ponure życie i nazwisko to jedyne, co rodzice dali Beyah. Resztę zawdzięcza samej sobie. Ciężko pracowała, żeby zdobyć stypendium i dostać się na wymarzone studia.

Kiedy dwa miesiące przed wyjazdem Beyah na uczelnię jej matka niespodziewanie umiera, dziewczyna traci dach nad głową. Musi spędzić resztę lata z ojcem, którego prawie nie zna. Zamierza nie wychylać się i bezproblemowo przeczekać czas do studiów, ale jej nowy, przystojny sąsiad Samson torpeduje ten plan.

Na pozór nic ich nie łączy. Ona wychowała się w biedzie, on pochodzi z bogatej rodziny. Jednak oboje lubią smutne rzeczy i natychmiast wyczuwają swoją wrażliwość. Kiedy sympatia przeradza się w namiętność, wspólnie postanawiają, że połączy ich tylko wakacyjny romans. Jednak gdy prawda o przeszłości Samsona wychodzi na jaw, Beyah musi się wycofać lub zaryzykować kolejny cios prosto w serce…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Ostatnio Colleen zdecydowała się trochę poeksperymentować w swoich powieściach i dodawała wątki paranormalne, ale tym razem to porzuciła, przez co na pewno wielu fanów autorki odetchnęło z ulgą. Tym razem postawiła na literaturę młodzieżową, wykreowała młodych bohaterów, ale bardzo dotkniętych przez życie. Na pierwszy rzut oka Beyah i Samson różnią się od siebie diametralnie, ale z biegiem wydarzeń staje się oczywiste, że łączy ich bardzo wiele. Więcej, niże mogłoby się nawet wydawać. Oboje są raczej mało rozrywkowi i mimo początkowej niechęci ze strony Beyah, zaczęła się między nimi rodzić prawdziwa przyjaźń, która z czasem zaczęła przeobrażać się w coś innego, silniejszego.

Nagie serca” to romans bardzo dojrzały i nieoczywisty. Oboje mają swoje tajemnice, ale to Samson w tej powieści jest zagadką i nie ukrywam, że ciągle się zastanawiałam, co się kryje za jego postacią. Prawda okazała się nie do końca tym, czego się spodziewałam. Domyśliłam się tylko części, więc tu plus za element zaskoczenia.

Colleen Hoover stworzyła coś naprawdę dobrego i żałuję, że zaczęłam ją w czasie, kiedy tej książki nie mogłam pochłonąć za jednym razem, bo naprawdę ta historia potrafi zaciekawić i wciągnąć. Wykreowała ciekawych bohaterów, nietypowych bym powiedziała. Tak samo jak sama fabuła. Podobało mi się to, jak całość została rozwinięta. Brak pośpiechu, wszystko rozwijało się w odpowiednim tempie i z  przyjemnością obserwowałam rozwój wydarzeń. Beyah i Samson mimo iż młodzi, gdy zrobiło się trudno, zaimponowali mi swoim podejściem. Może i ta książka zalicza się do literatury młodzieżowej, ale dramatów typowych dla tak młodych ludzi tu nie znajdziecie.

 

Z całego serca polecam wam tę książkę. Jest naprawdę dobrze napisana i warta przeczytania. To dobry romans, który potrafi wciągnąć i który porusza ważniejsze kwestie, a także wywołuje w czytelniku emocje. Mam nadzieję, że po nią sięgniecie, bo jak wspomniałam, naprawdę warto!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

23 lutego 2021

216. Przedpremierowo: "Layla" ~ Colleen Hoover

Tytuł:Layla

Tytuł oryginału:Layla

Autor: Colleen Hoover

Data wydania: 24 lutego 2021

Wydawnictwo: Otwarte

 

Layla oczarowała Leedsa swoją szczerością i bezpośredniością. Znany muzyk już od pierwszej chwili czuł, że łączy ich wyjątkowa więź. Po pierwszej wspólnie spędzonej nocy oboje byli pewni, że są bratnimi duszami, że będą razem już do końca życia…

Jednak ktoś ma inne plany i próbuje zabić Laylę. Dziewczyna przez wiele tygodni dochodzi do siebie po brutalnym ataku. Niestety, jej psychiczne rany nie goją się równie szybko jak fizyczne. Leeds ma wrażenie, że to zupełnie inna kobieta niż ta, w której się zakochał. Aby ratować ich związek, zabiera ukochaną do pensjonatu, w którym wszystko się zaczęło. Tam Layla zaczyna czuć się jeszcze gorzej, a jej dziwne zachowania coraz bardziej się nasilają. A to tylko niektóre z wielu niewytłumaczalnych zdarzeń w pensjonacie…

Leeds musi podjąć trudną decyzję. Wie, że jeśli dokona złego wyboru, może zaszkodzić nie tylko Layli.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Wiedziałam, że „Layla” to nie jest typowy romans spod pióra Hoover i że mogę się w nim spodziewać zjawisk paranormalnych, ale mimo to byłam naprawdę ciekawa tej powieści. Zresztą, lubię książki Colleen i podoba mi się to, że próbuje wychodzić ponad to, co tworzyła do tej pory, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że przez to wielu jej fanów nie sięgnie po najnowszą książkę, bo to nie jest normalny romans. Ma w sobie elementy paranormalne, co nie każdego interesuje i znam osoby, które właśnie z tego powodu zrezygnowały z przeczytania tej historii.

Kiedy już zaczęłam czytać, z jednej strony się bałam, a z drugiej strony byłam niesamowicie ciekawa tego, co tam się dzieje tak naprawdę. Te pierwsze uczucia brały się stąd, że obawiałam się złamanego serca. A w zasadzie moja romantyczna część, bo uwielbiam romanse i szczęśliwe zakończenia. A tu było naprawdę wątpliwe i kilka razy moje serce zostało nadszarpnięte. Ciekawość brała się z tego wszystkiego, co tam się działo. Nie chcę wam nic zdradzać, więc zbyt wiele powiedzieć nie mogę, ale było całkiem interesująco, choć może nie zaskakująco.

Co do wyjaśnienia całej sytuacji, domyśliłam się go jakieś osiemdziesiąt stron przed zakończeniem, ale wiem, że dla wielu może nie być to tak oczywiste, choć też niekoniecznie. Mimo to uważam, że autorka całkiem dobrze sobie poradziła z tą historią, która mi się podobała, ale nie ukrywam, że znacznie lepiej czyta mi się jej ‘zwykłe’ romanse.

 

Layla” to historia ciekawa, ale nie porywająca ani przerażająca, więc w tej kwestii możecie być spokojni. Colleen Hoover stworzyła coś nietypowego, oryginalnego i fajnie udało się jej ująć siłę uczuć pomiędzy głównymi bohaterami (tak, odzywa się ta część odpowiedzialna za romantyczność), ale przez tę powieść nie stałam się fanką romansów paranormalnych mimo iż ten naprawdę mi się podobał i w pewnym momencie wciągnął. Sam element fantasy też był całkiem ciekawy i fajnie przedstawiony, a przede wszystkim – dopracowany, w moim odczuciu. Nie chcę jej polecać ani odradzać, dlatego sami musicie zdecydować czy tego typu historia to coś dla was czy raczej wolicie, kiedy miłości nie towarzyszą dziwne zjawiska. Jak wspomniałam, mimo iż mi się podobało, to jednak wolę twórczość Hoover w wydaniu zwyczajnych romansów, bo te wychodzą jej naprawdę świetnie i jestem ich ogromną zwolenniczką, dlatego mam nadzieję, że autorka nie postanowiła przerzucić się wyłącznie na tego typu twórczość.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

11 marca 2020

140. Przedpremierowo: "Gdyby nie ty" ~ Colleen Hoover

Tytuł:Gdyby nie ty
Tytuł oryginału:Regretting You
Autor: Colleen Hoover
Data wydania: 11 marca 2020
Wydawnictwo: Otwarte

Gdyby nie córka, życie Morgan wyglądałoby inaczej. Nie planowała ciąży w młodym wieku i szybkiego ślubu. Teraz jest zdeterminowana, żeby uchronić Clarę przed błędami, które sama popełniła.
Gdyby nie matka, Clara mogłaby iść do przodu. Według niej Morgan staje się coraz bardziej zgorzkniała i zupełnie brak jej spontaniczności. Clara nie chce być taka jak ona.
Gdy tragiczny wypadek dotyka ich rodzinę, życie kobiet wywraca się do góry nogami. Morgan znajduje wsparcie u ostatniego mężczyzny, po którym by się tego spodziewała. Clara zwraca się do chłopka, z którym nie mogła się kontaktować. Dla jednej i drugiej to relacje okupione dylematami i trudnymi decyzjami. Czy zakazane uczucia zdołają przetrwać?
Źródło opisu: okładka książki.

Byłam podekscytowana, gdy zobaczyłam, że będzie wydana kolejna książka Hoover. Wprawdzie nie przeczytałam jeszcze jej wszystkich książek, choć je mam, ale uwielbiam twórczość tej autorki i sięgam po nowości z przyjemnością. I jeśli mam być szczera, po tej książce mam leciutki mętlik w głowie. Sam opis niewiele zdradza i nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Oczywiście miałam swoje domysły, ale potem zaczęłam czytać i nadal nie wiedziałam, na co mam czekać przede wszystkim dlatego, że nie od razu dzieje się to, co dziać się musi, ale zostajemy wprowadzeni w historię. I właśnie przez to sądziłam, że ta książka będzie dla mnie pełna zaskoczeń, ale szczerze? W trzecim rozdziale domyśliłam się pewnych kwestii, które okazały się słuszne. Jednym słowem, ta powieść była dla mnie przewidywalna.
Uwielbiam książki Hoover za umiejętności pióra, za historie, które tworzy i to, co próbuje przekazać swojemu czytelnikowi. „Gdyby nie ty” to coś zupełnie innego. Autorka trochę poeksperymentowała i absolutnie nie uważam, by było to coś złego. Lubię, gdy autorzy stawiają się na coś nowego, świeżego, by nie dawać non stop tego samego, tych samych utartych schematów.  Romans tak naprawdę był tutaj drugoplanowy. Na pierwszym miejscu była relacja pomiędzy matką i córką oraz to, jak bardzo zmieniło się ich życie, jak zmienił się kontakt między nimi po tragedii, która ich spotkała. Obie cierpiały i radziły sobie na swój sposób z nową sytuacją. Nie jest to zła książka, ale uważam, że Colleen napisała już lepsze i stać ją na więcej. Wiem, jak świetne historie tworzy, dlatego nie będę ukrywać, ale gdy sięgam po jej książki, oczekuję wiele. I chociaż „Gdyby nie ty” nie jest zła, to jednak czuję się troszkę rozczarowana. Choć może ono wynikać z tego, że nastawiłam się na typowy romans, a tego tutaj nie było.
Z tyłu na okładce mamy dopisek: „Przejmująca powieść o miłości, rodzinie i stracie. Colleen Hoover z wielką wrażliwością i zrozumieniem opisuje relacje, które prawie przestały istnieć. I zadaje nam pytanie: czy i jak o nie walczyć?”. Absolutnie się z tym zgadzam, a jednak mam wrażenie, że coś mogłoby być inaczej w tej książce.  Rozumiem, że Morgan i Clara cierpią, że przechodzą przez to na swój sposób i ich zachowania zasługują w pewnym sensie na dyspensę z tego powodu, ale nie będę też ukrywać, że ta druga bardzo często swoim zachowaniem mnie irytowała, bo zachowywała się przesadnie, czasem egoistycznie. Jakby to, co się stało dotknęło tylko ją. Jakby zapomniała, że inni z tego powodu również cierpią. Obie są zagubione i cierpią, próbują odnaleźć się w nowej sytuacji i choć może Morgan też nie zachowywała się zawsze wzorowo, jestem jednak w stanie to zrozumieć i to mi nie przeszkadzało. Zachowanie Clary jednak już tak.

Teraz pytanie kluczowe: czy polecam tę książkę? Myślę, że mimo wszystko tak, bo wiecie. To, co stworzyła autorka nie jest złe, co powtarzam już kolejny raz, ale to coś innego. Tym razem nie skupia się na uczuciach pomiędzy mężczyzną a kobietą, a pomiędzy matką i córką. Oczywiście dla fanów romansów też się tutaj coś znajdzie. A powiem nawet więcej: znajdzie się podwójnie. I to, jak dla mojej romantycznej duszy, na plus. „Gdyby nie ty” w pewnym stopniu mi się podobało, bo autorka decyduje się na coś nowego w swojej twórczości, ale niektóre kwestie wydawały mi się nie do końca przemyślane. Mogłabym tu wam wymienić konkretnie co mam na myśli, ale wtedy wam zdradzę za dużo. I zabrakło mi, niestety, wyjaśnienia pewnej – dość kluczowej – sprawy, choćby w najmniejszym stopniu.  
Mam nadzieję, że wy odbierzecie tę książkę, bez tego lekkiego rozczarowania, które ja poczułam i że moja opinia wam pomogła.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

06 stycznia 2020

120. Przedpremierowo: "Maybe Now" ~ Colleen Hoover

Tytuł:Maybe Now
Tytuł oryginału:Maybe Not, Maybe Now
Autor: Colleen Hoover
Data wydania: 15 stycznia 2020
Wydawnictwo: Otwarte

MAYBE NOW
Ridge najchętniej nie rozstawałaby się z Sydney, jednak musi pomóc swojej byłej, z którą się przyjaźni. Po rozstaniu z nim Maggie postanowiła żyć pełnią życia i zrobić to wszystko, na co wcześniej nie miała odwagi. Kiedy skacze ze spadochronem, poznaje niezwykle inteligentnego i przystojnego Jake’a. Jednak obiecała sobie, że już z nikim się nie zwiąże, bo dzięki temu uniknie rozczarowań.
Może jednak warto czasem zaryzykować?
Może właśnie teraz?

MAYBE NOT
Co się stanie, kiedy charyzmatyczny i zabawny Warren zamieszka z zimną i wredną Bridgette? Może uda mu się ją przekonać, że warto czasami zdjąć pancerz i otworzyć się na miłość? A może nie…
Źródło opisu: okładka książki.

Znaleźć coś, co się kocha, to jedno. Zupełnie czymś innym jest dzielenie się tą miłością z kimś, kogo się kocha.

Maybe Now” to książka, nad której przeczytaniem nie musiałam się nawet zastanawiać. Wiedziałam, że chcę po nią sięgnąć, a jak dowiedziałam się o dodatku „Maybe Not” to po prostu klamka zapadła i naprawdę cieszę się, że miałam szansę przeczytać tę książkę jeszcze przed premierą. Pierwsza książka przeczytana w Nowym Roku! Czy chociaż zaczęłam go od dobrej lektury? Przekonajmy się!

Czasami troska o kogoś wiąże się z tym, że mówimy rzeczy, których nie chcemy powiedzieć, ale musimy.

Część opowiadająca o Warrenie i Bridgette jest krótka, a czyta się ją w szybkim tempie, co jest również zasługą stylu, w jaki Colleen Hoover wszystko opisuje i przedstawia. Ja nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca tej historyjki. Tę dwójkę poznajemy już oczywiście w „Maybe Someday” i wydarzenia tych dwóch książek na siebie nachodzą, ale z racji, że pierwszy tom przeczytałam dość dawno temu, tak nie robiło mi to już żadnej różnicy, bo nie pamiętałam, co się wydarzyło pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Ta część była, jak wspominałam, krótka, ale też przyjemna i zabawna. Nie było to nic ambitnego, ot, taki krótki dodatek, ale szczerze? Cieszę się, że autorka postanowiła opisać historię Warrena, bo jest to naprawdę fajne uzupełnienie do całości. A bohaterowie to naprawdę ciekawe i momentami także zabawne postaci.


Cieszę się, że „Maybe Not” zostało dołączone do „Maybe Now”, ale nawet gdyby te dwie opowieści zostały rozdzielone, to i tak jestem więcej niż pewna, że sięgnęłabym po obie. Powiem wam jeszcze na początku, że jeśli nie czytaliście „Maybe Someday”, to najlepiej zachować odpowiednią kolejność, zwłaszcza, że Ridge i Sydney pojawiają się tutaj bardzo często. Chociaż Colleen Hoover napominając o wydarzeniach z pierwszego tomu, niekoniecznie zdradza szczegóły, przez co czasem musiałam sobie przypominać, co tam się wydarzyło. I niestety, nie zawsze wszystko pamiętałam, bo jednak trochę czasu dzieli przeczytanie obu tych książek. Właśnie dlatego w przyszłości zamierzam przeczytać tą serię po raz kolejny, ale już bez przerwy czasowej.
Spodziewałam się, że ta książka będzie typowym romansem o historii miłosnej Maggie i Jake’a, ale tu się pozytywnie zdziwiłam. „Maybe Now” dotyczy tak naprawdę ułożenia wszystkiego pomiędzy Maggie, Ridge’em i Sydney: pogodzenia całej (dość skomplikowanej) sytuacji. Cieszę się jednak, że Colleen Hoover nie zapomniała w tej części o relacjach pomiędzy bohaterami, ale pokazała, że pomimo tego, jak wszystko się zakończyło między nimi, wszyscy mają jakiś wpływ na swoje życia. A przede wszystkim na związek Sydney i Ridge’a, który na dobrą sprawę dopiero co się zaczął. Cała trójka nie zapomniała o tych mniej przyjemnych momentach, wydarzeniach i urazach, ale… no przekonajcie się po prostu sami. Wiem też, że to co napisałam może brzmieć ogólnikowo, ale chcę wam przedstawić, za co ta książka mi się podoba, nie zdradzając jednocześnie wiele (także z pierwszej części, bo może ktoś jeszcze nie czytał). Mimo to ten ‘zabieg’ był naprawdę realistyczny i myślę, że dzięki temu ta historia zyskuje na wyjątkowości i jest jeszcze lepsza, niż się spodziewałam, że będzie. Chyba pokuszę się o stwierdzenie, że to jedna z lepszych historii Colleen Hoover. Może bardzo zaskakująca nie była, ale wzbudzała emocje i trzymała w napięciu. W tej serii nadal podziwiam to, że autorka zdecydowała się stworzyć bohaterów nieidealnych, z jakimś ‘ubytkiem’. Ten, kto czytał, ten wie, ale to właśnie w tej historii jest najpiękniejsze.

Może to, co przewidywalne, nie zawsze jest najlepsze.


Chyba nie macie wątpliwości, że jak najbardziej polecam wam tę książkę? To piękna historia, która pokazuje, że wszelkie ograniczenia siedzą wyłącznie w nas. Wszystko jest dla nas możliwe, jeśli tylko tego chcemy i postaramy się wystarczająco. Myślę, że jeśli się jeszcze macie jakieś wątpliwości, to możecie ich się wyzbyć, bo „Maybe Now” to mądra, warta przeczytania historia. Pióro, jakim operuje Colleen Hoover sprawia, że książkę czyta się przyjemnie, ale także szybko i naprawdę lektura wciąga. I na pewno jeszcze do tej historii wrócę.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

20 sierpnia 2019

98. Przedpremierowo: "Perfekcyjna żona" ~ JP Delaney

Tytuł:Perfekcyjna żona
Tytuł oryginału:The perfect wife
Autor: JP Delaney
Data wydania: 9 września 2019
Wydawnictwo: Otwarte

Abbie budzi się w szpitalu. Jest oszołomiona. Nie pamięta, kim jest ani jak się tu znalazła. Mężczyzna przy jej boku twierdzi, że jest jej mężem. Mówi, że jest tytanem nowych technologii, założycielem jednego z najbardziej innowacyjnych start-upów w Dolinie Krzemowej. A Abbie jest utalentowaną artystką, zapaloną surf erką, kochającą matką i doskonałą żoną. Że pięć lat temu miała straszny wypadek i dzięki ogromnemu przełomowi technologicznemu udało się przywrócić ją do normalnego życia. Teraz jest cudem nauki.
Gdy Abbie dociera do nowych informacji o swojej przeszłości, przedstawiona przez męża wersja wydarzeń coraz mniej do nich pasuje… Czy mąż na pewno mówi jej wszystko?
Źródło opisu: okładka książki.

JP Delaney to autor, z którego twórczością miałam już styczność, bo czytałam jakiś czas temu „Lokatorkę” i pamiętam, że książka wywarła na mnie dobre wrażenie. Dlatego, gdy dostałam propozycję zrecenzowania najnowszej pozycji tego autora, byłam zdecydowanie na tak. Uznałam również, że będzie to miła odmiana, jeśli ocenię coś innego niż romans czy fantastykę, prawda? Wiedziałam też, że nie będzie to dla mnie dość łatwe, bo będę musiała czasem nieco kręcić, by nie zdradzać wam za dużo. A w tego typu gatunkach jeden mały szczegół może okazać się kluczowy. Tylko czy będę w stanie wam ją polecić?

Jak zawsze w tym miejscu powinien być opis postaci, tak tym razem sobie darujemy, bo prawda jest taka, że w tej pozycji należy odkryć bohaterów samemu. Sięgając po „Perfekcyjną żonę” wiedziałam, że będę patrzyła na nią pod innym kątem niż na książki, które czytałam do tej pory. Przecież nie mogę ocenić kryminału jak romansu, prawda? W kryminałach nie zawsze mamy happy endy.
Już na początku lektury odkryłam, że mam do czynienia z nietypową książką i na pewno oryginalną, bo czegoś takiego jeszcze nie spotkałam w żadnej czytanej przeze mnie lekturze. Nie będę tu zdradzać wam o co tak naprawdę chodzi, bo dla mnie samej było to zaskoczeniem już na wstępie, bo opis tego nie zdradza. I to właśnie za sprawą tego, co autor wymyślił, książka już od pierwszych stron wzbudziła moją ciekawość, a także sposób, w jaki jest ona opisana. Nie mamy zwykłej narracji. Nie prowadzi jej główny bohater czy narrator. O nie. I też nie jedna osoba opowiada tą historię, ale szczerze? Nie wiemy kim ten tajemniczy ktoś jest do samego końca, co moim zdaniem naprawdę dodaje nutkę zaciekawienia do całości. A o to w tym chodzi, prawda? Jednak by się przekonać o czym mówię, powinniście sami sięgnąć po tę lekturę, bo ja nie zamierzam tu zdradzać niczego. Mogę was zapewnić jednak, że mimo trochę ‘pomieszanych’ perspektyw, nie było ciężko się połapać w tej historii i w tym, co autor próbuje nam przekazać.
W „Perfekcyjnej żonie” mamy krótkie rozdziały, niektóre na dwie strony, ale dla mnie to jest naprawdę lepsze rozwiązanie, bo łatwiej mi się to czyta, na pewno szybciej i w tym przypadku często łapałam się na wejściu w fazę jeszcze jednego rozdziału. Napisana jest w prosty i zrozumiały sposób, bez żadnego chaosu wydarzeń. Wszystko ma swoje miejsce i czas, bez problemu idzie się we wszystkim odnaleźć. I pomimo występującej tutaj terminologii technologicznej, w tym także idzie zrozumieć o co chodzi. Dodatkowo dzięki stylowi i sposobowi, w jaki autor skonstruował swoje opisy, nie miałam żadnego problemu z wyobrażeniem sobie świata, jaki otaczał Abbie.

Czy wam polecam „Perfekcyjną żonę”? Jeśli lubicie takie gatunki, owszem. Oceniając ją po kategorii, w jakiej się kwalifikuje, nie mam jej nic do zarzucenia. Pojawia się napięcie, manipulacja oraz  tajemnica, na wyjaśnienie której musimy długo, długo czekać. Myślę, że może również zaskoczyć czytelnika. Więc tak, jeżeli poszukujecie czegoś z kryminałów, możecie spędzić dobrze czas w towarzystwie tej oto lektury.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

01 grudnia 2017

22. "Ugly love" ~ Colleen Hoover

Tytuł: Ugly love
Tytuł oryginału: Ugly love
Autor: Colleen Hoover
Data wydania: 9 listopada 2016 (Wydanie drugie)
Wydawnictwo: Otwarte

Czasami dopiero w momencie spotkania zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo ci kogoś brakowało.

Tate jest początkującą pielęgniarką i wprowadza się do mieszkania swojego starszego brata. Nie spodziewa się, że poznanie jego przyjaciela – przystojnego pilota – przyniesie zmiany w jej życiu. Duże zmiany.
Miles Archer ustala dwie zasady:

1.       Nie pytaj o przeszłość.
2.       Nie oczekuj przyszłości.

Jednak zasady są po to by je łamać, prawda?

Łatwo wziąć złudzenia za prawdziwe uczucia, zwłaszcza gdy patrzy się drugiej osobie w oczy.

Słyszałam wiele o tej książce i nie wiem czy było chociaż jedno złe słowo na jej temat. Ewentualnie po prostu je przeoczyłam. Dużo mówiono, że to świetna historia, więc byłam jej bardzo ciekawa, jednak nie robiłam sobie zbyt wielkich oczekiwań, by potem się nie zawieść, jak mi się już zdarzało. Postanowiłam więc wyrobić sobie własne zdanie na temat „Ugly love”.

Jeśli nie chcesz otrzymać szyderczej odpowiedzi, nie zadawaj głupich pytań.

Nie dostaniecie tutaj mdłego love story, którym będzie przesiąknięta każda kartka tej książki, przez co przez całą lekturę będziecie czuć niesmak. Nie dostaniecie szybkiej historii, szybkiej miłości. Choć książka jest krótka, akcja pomiędzy bohaterami nie rozgrywa się zbyt szybko. Jak dla mnie Colleen Hoover dała idealny czas na wszystko. Nie za szybko, nie za wolno. Autorka pokierowała wydarzeniami w świetny sposób i dzięki niej wielokrotnie się uśmiechałam czytając tę książkę. Jednak sprawiła też, że żołądek miałam w gardle. Zdecydowanie nie jest to historia usłana różami. Nie dostajemy tu samych świetnych kawałków, które są miodem na serce. Mamy też ból, rozdarcie, cierpienie.

Ugly love” jest historią Milesa oraz Tate i to właśnie na ich relacji jest główne skupienie. Będę zawsze powtarzać, że nienawidzę, gdy bohaterowie są wykreowani jako idealni. To odbiera książce realizmu, przez co nie czyta jej się aż tak przyjemnie. Tu tego nie dostaniemy. Żadne z bohaterów nie jest bez skazy, ale właśnie za to skradli moje sympatie. Choć to oczywiste, że bardziej Miles niż Tate. Książka jest napisana w taki sposób, że ciężko się od niej oderwać, a strony same uciekają.

Czasami człowiek nie ma aż tyle siły, żeby znieść widma przeszłości.

Jest to czwarta książka Colleen Hoover jaką miałam okazję przeczytać. I była to dla mnie naprawdę czysta przyjemność. Ukończyłam tę książkę w dwa wieczory, choć gdyby nie fakt, że pierwszego wieczora kończyłam czytać inną książkę, byłaby to jednowieczorowa lektura. Bez wątpienia ciągle sobie wmawiałam „jeszcze tylko jeden rozdział i pójdę spać” i naturalnie na jednym rozdziale się to nie kończyło. „Ugly love” wciągnęła mnie niesamowicie i zaskarbiła sobie moje serce na wieki.
Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Jest to tego rodzaju książka, po której czujesz dziwną pustkę. Ja po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę wrócić na sam początek i zacząć czytać od początku jeszcze raz. Już mi brakuje tej dwójki i jestem w stu procentach pewna, że wielokrotnie powrócę do historii Milesa i Tate.

Różnica między brudną a czystą stroną miłości polega na tym, że czysta strona jest o wiele lżejsza. Sprawia, że masz wrażenie, że szybujesz. Unosi cię i niesie.
Czysta strona miłości sprawia, że latasz ponad światem. Szybujesz ponad wszystkim, co złe. Patrzysz z góry na to wszystko i myślisz sobie „Jejku, cieszę się, że tu jestem”.

Czy polecam?
TAK! Zdecydowanie tak! Kurcze, mam wiele ulubionych powieści, ale ta wepchnęła się na tę listę z wielkim impetem od pierwszych stron. Wywarzyła sobie drzwi kiedy tylko zaczęłam czytać i powiedziała „zostaje”. I zostaje.