Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Editio Red. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Editio Red. Pokaż wszystkie posty

26 kwietnia 2024

382. "Well played. Zakład o więcej niż wszystko" ~ Vi Keeland & Penelope Ward

Tytuł:Well played. Zakład o więcej niż wszystko

Tytuł oryginału:Well Played

Autor: Vi Keeland & Penelope Ward

Data wydania: 16 stycznia 2024

Wydawnictwo: Editio  Red

 

Presley postanowiła się przeprowadzić, kiedy jej syn odziedziczył po dziadku połowę starego zajazdu. Chciała go odnowić i przywrócić mu dawny blask, aby w przyszłości poprowadzić tam urokliwy pensjonat. Problem w tym, że do jej syna należała tylko połowa posiadłości. Druga przypadła Leviemu Millerowi, sławnemu rozgrywającemu, który wyglądał jak Adonis i miał zupełnie inne plany co do tego miejsca: sprzedać swoją część za dobrą cenę.

Ponieważ Presley nie miała zamiaru rezygnować z marzeń, postanowiła przekonać Leviego do swojego pomysłu. Początek ich znajomości nie był udany – przypadkowe zranienie skończyło się dla przystojnego sportowca założeniem ośmiu szwów. Później wcale nie było lepiej. Negocjacje kończyły się ostrymi kłótniami. Rozwiązaniem okazał się zakład: jeśli ona wyprzeda wszystkie noclegi do końca lata, będzie mogła poprowadzić zajazd. Tymczasem wszyscy zamieszkali pod jednym dachem.

Kolejne tygodnie przyniosły sporo niespodzianek. Nieoczekiwanie Presley i Levi zbliżyli się do siebie – zobaczyli, że oboje mają coś, za czym tęsknili od lat, i zakochali się w sobie po uszy.

Szybko się okazało, że sprawa zajazdu jest najmniejszym problemem. Sytuacja nagle stała się niezwykle poważna. I to z wielu powodów…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Po raz kolejny Vi i Penelope udowodniły, że są duetem niezawodnym. Stworzyły historię zabawną, z nutką pikanterii, ale też nie zabrakło akcji i jakiegoś przekazu. Wykreowały swoich bohaterów na silne osobowości, ale nie postawiły przed nimi łatwej sytuacji, bo to co zaczyna się pomiędzy Presley a Levim jest kompletnie zakazane. Dlaczego? A no dlatego, że mężczyzna jest bratem jej ex i wujkiem jej syna. Tak. To wszystko jest bardzo pogmatwane, ale jak walczyć z tak silnym przyciąganiem, jakie daje się wyczuć między tą dwójką?

Cóż. Nic nie powiem.

Well played. Zakład o więcej niż wszystko” to naprawdę dobry romans i widać, że autorki sobie wszystko dobrze przemyślały. Stworzyły nam tutaj perspektywę dwuosobową, dzięki czemu wiemy, co dzieje się w danym momencie u obojga bohaterów i co kieruje ich działaniami. Ja zawsze wolę, gdy mamy wzgląd w obie strony, że tak się wyrażę.

Na pewno jest to powieść dla fanów romansów, w których występuje seksowny sportowiec, choć od razu zaznaczę, że tego tematu jest tu dość mało. Akcja wokół zawodu Leviego się nie kręci. Bardziej Vi i Penelope skupiają się na renowacji zajazdu, no i przede wszystkim relacji pomiędzy Presley oraz Levim, która na początku nie zaczyna się zbyt pozytywnie. Obserwujemy jednak, jak ich niechęć przemienia się w sojusz, a potem coś więcej. Tych dwoje, mimo że ich życia na swój mniejszy czy większy sposób były splecione, dopiero teraz ma okazję poznać się tak naprawdę. Wtedy Presley dla Leviego była tylko dziewczyną brata. Teraz… cóż. Sytuacja się zmieniła. No i nie mogę też zapomnieć o Alexie, który jest tak uroczy, że skradł mi serce tak samo, jak jego wujek. I pomimo tego, co działo się aktualnie w życiach Presley czy Leviego, oboje zawsze pamiętali, że to jego dobro jest najważniejsze.

 

Polecam wam tę książkę, naprawdę. Jest warta zapoznania i zdecydowanie dobrze się ją czyta, potrafi też wciągnąć i zaciekawić czytelnika, bo tak naprawdę nie wiadomo, czego tu się można spodziewać, a autorki trochę tu zakręcą sytuacją! I podgrzeją atmosferę.

Mam nadzieję, że na polskim rynku pojawi się prędko jakaś premiera spod pióra tego duetu, bo naprawdę uwielbiam te pisarki. Wspólnie tworzą zabawne, dobre romanse i polecam wam je wszystkie.

 

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Editio Red.

09 lutego 2023

343. "Moja Grace" ~ Melanie Moreland

Tytuł:Moja Grace

Tytuł oryginału:My Saving Grace

Autor: Melanie Moreland

Data wydania: 27 września 2022

Wydawnictwo: Editio Red

 

Grace VanRyan uważała, że życie trzeba sobie dobrze zaplanować. I konsekwentnie realizować swoje zamierzenia. Jej plan był ambitny i realny: najpierw studia prawnicze, później staż, który pozwoli na zdobycie bogatego doświadczenia zawodowego, a potem, już jako cenny pracownik, będzie rozwijać karierę w ABC i podążać wprost w świetlaną przyszłość. W końcu była piękną, mądrą dziewczyną, otoczoną przyjaciółmi, których traktowała jak rodzinę.

Tym, czego Grace absolutnie nie planowała, było wdawanie się w jakiekolwiek relacje z nowym szefem. Jaxson Richards był starszy i niewiarygodnie seksowny. Jako szef – chłodny, stanowczy, od podwładnych żądał ciężkiej pracy. Jednak było w tym mężczyźnie coś takiego, co wprawiało serce Grace w zupełnie nieprofesjonalne drżenie. Właściwie już podczas pierwszego spotkania Jaxson wywarł na niej o wiele silniejsze wrażenie, niż powinien.

Staż, który Grace odbywała pod okiem Jaxsona, zaczął się zupełnie normalnie. Zgodnie z jej planem. Jaxson był cierpliwym i wymagającym mentorem, a Grace dawała z siebie wszystko, bez żadnej taryfy ulgowej. Niepostrzeżenie jednak coś się zaczęło zmieniać. Kiedy Jaxson zrozumiał, że jego nowa stażystka zauroczyło go jak żadna inna kobieta, było już za późno.

Oboje zmierzali tam, skąd nie było powrotu. Prosto ku katastrofie…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Nie przeczytałam zbyt wielu książek Melanie Moreland, ale bardzo lubię jej pióro i historie, jakie tworzy. Po przeczytaniu samego prologu stwierdziłam, że ta historia już mi się podoba i byłam bardzo ciekawa, co doprowadziło do wydarzenia, jakie autorka zafundowała nam na początku.

Moja Grace” to romans, który ma w sobie kilka motywów. Spora różnica wieku, bo minimum dziesięć lat. Przez politykę niespoufalania się w firmie mamy do czynienia z zakazanym związkiem. A także z romansem biurowym, bo Grace jest aplikantką Jaxsona, a on jakby nie było, jej szefem. Od samego początku tych dwoje do siebie ciągnie, a chemia jest wyczuwalna, jednak wszystko zostało tutaj utrzymane w odpowiednim tempie.

Przyjemnie się czytało tę historię i wiele razy wywołała ona uśmiech na mojej twarzy, bo dawki humoru tutaj nie zabrakło. Uwielbiałam przekomarzanki bohaterów, zwłaszcza Jaxsona i Grace. Jej postać bardzo mi się podobała, bo była pewna swego, bardzo ambitna i nie poddawała się łatwo. Miała swój upór i była nieodrodną córką ojca. Natomiast jej szef… cóż. On to trochę bardziej skomplikowana sprawa. Z trudną przeszłością, nie chce się wiązać, nie wierzy w miłość. Potrafi być aroganckim dupkiem z kompleksem boga, ale jest też czarujący, ujmujący i troskliwy, zwracający uwagę na szczegóły, jeśli mu zależy.

Ta książka jest powiązana z innymi powieściami Melanie, ale w jaki sposób – tego nie zdradzę. Czytało mi się ją naprawdę szybko, bardzo przyjemnie i potrafiła mnie wciągnąć. Sporo się tutaj działo w relacji głównych bohaterów, czasem miałam chęć nimi potrząsnąć, ale ostatecznie stworzyli naprawdę świetny duet.

 

Bardzo wam polecam ten romans, jeśli lubicie takie klimaty jak relacja między szefem a podwładną czy kwestię zakazanego związku. Na ich drodze stanęło kilka problemów, a jak je rozwiązali? Cóż… musicie przekonać się o tym sami.

Moja Grace” to tak naprawdę pierwszy tom serii „Dziedzictwo” i już poznałam bohatera, o którym będzie kolejna część, wiec zdecydowanie po nią sięgnę. Na pewno muszę też nadrobić resztę książek Melanie Moreland i mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się sięgnąć po historię Jaxsona i Grace to spodoba wam się tak samo, jak mi.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

30 kwietnia 2021

235. "Najpiękniejsza pamiątka" ~ Vi Keeland & Penelope Ward

Tytuł:Najpiękniejsza pamiątka

Tytuł oryginału:My Favorite Souvenir

Autor: Vi Keeland & Penelope Ward

Data wydania: 20 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Editio Red

 

Od początku wszystko szło nie tak. Zerwane tuż przed ślubem zaręczyny. Samotna wycieczka zamiast podróży poślubnej. Fatalna pogoda, odwołane loty, a w perspektywie koczowanie w lobyy hotelu zamiast oczekiwania na koniec śnieżycy w cywilizowanych warunkach. To wtedy nieoczekiwanie zaczęła się historia fałszywego rodzeństwa Madeline i Milo Hookerów, bo oboje nazywali się zupełnie inaczej i wcale nie byli bratem i siostrą.

Śnieżyca minęła, loty przywrócono, a Madeline i Milo nie potrafili się rozstać. Stali się sobie bliscy. Przez kilka cudownych dni byli nierozłączni. Nie poznali swoich prawdziwych imion, choć zdradzili sobie najpilniej skrywane sekrety. Zwiedzali razem różne miejsca i zbierali pamiątki. A gdy wreszcie przyszedł czas rozstania, obiecali sobie, że spotkają się znów, za trzy miesiące w Nowym Orleanie. Wtedy będą już wiedzieć, czy są na siebie gotowi.

Powrót do domu przyniósł dziewczynie nowe rozterki i kolejne znaki zapytania. Od chwili pożegnania wiedziała, że będzie tęsknić za pięknym nieznajomym. Serce mówiło jej, że są dla siebie stworzeni i mogą zbudować cudowny związek. Rzeczywistość jednak okazała się zupełnie inna od marzeń o bajkowej miłości. Madeline – a właściwie już Hazel – zaczęła sobie zadawać pytania, czy w jej przyszłości jest w ogóle miejsce dla mężczyzny i czy ma jeszcze szansę na prawdziwe, szczere uczucie.

Ogarnęło ją zwątpienie, a czas powoli upływał…

Źródło opisu: okładka książki.

 

– Cóż, czasem nie można skleić swojego serca samodzielnie. Zawsze jednak można je oddać komuś innemu. I z czasem będzie coraz lepiej, bo ta nowa osoba w twoim życiu pomoże ci zapomnieć o zaznanych krzywdach.

 

Główni bohaterowie przeżyli przygodę, przez którą autorki ciekawie nas poprowadziły. Podobało mi się to, jaki miały pomysł na tę historię, jak to rozegrały i jak wykreowały Hazel i przystojnego nieznajomego. „Najpiękniejsza pamiątka” to twórczość Vi i Penelope, ale w nieco innym wydaniu, niż miałam okazję poznać do tej pory. Jest spokojniejsza, ma mniejszą dawkę humoru niż pozostałe książki tych autorek i jest też urocza.

Słyszałam, że opinie na temat tej powieści są pomieszane. Uwielbiam twórczość tego duetu i z największą przyjemnością sięgam po każdą kolejną nowość, jaka pojawia się na polskim rynku wydawniczym. Jeszcze nigdy nie poczułam się zawiedziona, w tym przypadku również. Owszem, te dwie autorki napisały już lepsze romanse, ale ten naprawdę mi się podobał i cieszę się, że miałam okazję go przeczytać.

Jak już wspomniałam, jest to nieco coś innego, co już poznałam od Vi i Penelope, ale przypadła mi ta historia do gustu. Była ciekawa, może i przewidywalna, ale ja się dobrze bawiłam, czytając i zajęło mi to dwa wieczory, bo naprawdę się wciągnęłam. Czyta się szybko, przyjemnie i przede wszystkim – chce się czytać. Nie była to nudna powieść, dla mnie nie. Obserwujemy, jak rozwija się relacja pomiędzy fałszywym rodzeństwem Hookerów, jak przeżywają przygodę i coś się między nimi zaczyna dziać. W tym przypadku naprawdę nie było żadnego, ale to żadnego pośpiechu. Wszystko działo się tak naturalnie i czytałam to z uśmiechem. Tylko, że później oboje musieli zderzyć się z rzeczywistością i tam już nie wszystko było tak łatwe, jakby tego chcieli.

Najpiękniejsza pamiątka” to historia, w której autorki chcą nam przekazać coś istotnego. Coś, o czym myślę, że czasami zapominamy – ja sama również. Pamiętajmy, że to jest nasze życie. Podążajmy za własnymi pragnieniami, za głosem naszego serca. Róbmy to, czego chcemy MY i co uszczęśliwia NAS, a nie to, czego chce od nas ktoś drugi czy trzeci.

 

Podsumowując. Mi naprawdę podobała się ta książka i polecam wam ją z czystym sercem, choć oczywiście pamiętajmy, że każdy jest różny i mimo, że ja zostałam kupiona nie tylko historią, ale bohaterami oraz sposobem wykonania, to wam może coś jednak w tej powieści nie pasować. Mam jednak nadzieję, że jeśli się zdecydujecie sięgnąć po „Najpiękniejszą pamiątkę”, to nie będziecie żałować.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

12 kwietnia 2021

229. "Przeklęty kontrakt" ~ Melanie Moreland

Tytuł:Przeklęty kontrakt

Tytuł oryginału:The Contract

Autor: Melanie Moreland

Data wydania: 23 marca 2021

Wydawnictwo: Editio Red

 

Richard VanRyan był cholernie dobry w swoim biznesie. Parł do celu jak taran, z całą bezwzględnością. Jeśli po drodze kogoś zniszczył – przyjmował to z obojętnością. Nie miał skrupułów i nie liczył się z nikim. Jeśli pojawiała się przy nim jakaś kobieta, była jego zabawką najwyżej przez kilka nocy. Podobnie postępował ze wszystkimi: pozywał się każdego, kto okazywał się nieprzydatny w osiągnięciu danego celu. Richard żył, jak chciał, i robił, co chciał. Był zimnym, wyrachowanym i amoralnym typem.

Niebieskooka, drobna Katherine Elliot pracowało jako osobista sekretarka Richarda. Nie cierpiała tego zajęcia i nie znosiła swojego szefa – z wzajemnością. Dla niego była „pieprzonym ideałem”. Według niej natomiast mężczyzna był wrednym, despotycznym tyranem. Trzymała się jednak tej pracy i pokornie znosiła wszelkie szykany – bardzo potrzebowała pieniędzy.

Niekiedy, aby się odegrać, trzeba zacisnąć zęby i robić to, na co nie ma się najmniejszej ochoty. Ale jeśli dzięki temu uderzy się mocno i boleśnie – warto. Właśnie dlatego któregoś dnia Richard złożył Katherine zadziwiającą propozycję. Właściwie nie było w niej niczego szokującego – mężczyzna po prostu potrzebował wiarygodnie wyglądającej narzeczonej, a w pracy miał przecież idealną kandydatkę. Problemem, że oboje się nie znoszą, postanowił chwilowo się nie zajmować.

Czy ta wysmakowana mistyfikacja ma jakiekolwiek szanse powodzenia?

Czy ludzie, którzy się nie cierpią, mogą zachowywać się jak zakochana para?

A jeśli coś między nimi zaiskrzy? No i co się stanie, gdy umowa się skończy?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Seria „Prywatne imperium” od Melanie Moreland bardzo mi się podobała, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po „Przeklęty kontrakt”. Słyszałam o niej dużo dobrego, zanim zdołałam przeczytać, ale nie nastawiałam się za bardzo, by nie poczuć rozczarowania.

Przyznam, że główny bohater na początku nie zdobył mojej sympatii. Został przedstawiony dość schematycznie, jako utalentowany pracownik, który nie pragnie związków i słynie z tego, że jest playboyem. To mi nie przeszkadzało. Co innego już kwestia jego podejścia do panny Elliot. Z drugiej strony potrafiłam dostrzec w tym plus, bo to już nie był element znany z romansów, więc potrafiłam przymknąć na to oko i dałam Richardowi szansę. A ten facet naprawdę zyskuje przy lepszym poznaniu.

Ta książka to ciekawy, przyjemny romans i chyba podobał mi się bardziej niż „Bentley” czy „Aiden”, choć pewnie opinie są podzielone. Mamy tutaj wątek hate-love i udawany związek. Głównych bohaterów nie łączy nic, prócz kontraktu, który ma przynieść obopólne korzyści. To nie jest historia, gdzie uczucia pojawiają się od razu. Ich relacja rozwija się naprawdę powoli i to przyjemnie się obserwowało, bo autorka poprowadziła to w taki naturalny sposób. Nie miało się wrażenia, że coś się dzieje za szybko czy powiewa sztucznością.

Mimo początkowej niechęci do Richarda, naprawdę go polubiłam. On, jak i Katherine, mają swoją przeszłość, która na nich wpłynęła i wpływa nawet w dorosłym życiu. Są to postaci z charakterem, które nie są takie, jak na początku się wydaje. Cała ta książka bardzo mi się podobała i cieszę się, że miałam okazję ją poznać.

 

Czy wam polecam? Zdecydowanie tak! Jednak pamiętajcie, żeby Richarda nie skreślać od razu, jeśli tak jak mnie, nie przypadnie wam jego postać do gustu. Jest to fajny romans, który czytało się przyjemnie, szybko i lekko. Scen seksu nie ma zbyt wiele, nie jest wulgarna ani brutalna. Dlatego mam nadzieję, że jeśli przeczytacie, wam również się spodoba.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

23 marca 2021

223. "PS Nienawidzę cię" ~ Winter Renshaw

Tytuł:PS Nienawidzę cię

Tytuł oryginału:P.S. I Hate You

Autor: Winter Renshaw

Data wydania: 16 marca 2021

Wydawnictwo: Editio Red

 

To miał być zupełnie zwyczajny dzień. Śliczna Martiza Claiborne, kelnerka w naleśnikarni, obsługiwała kolejnego gościa. Bez wątpienia był interesującym mężczyzną: przystojnym, muskularnym, o niepokojącym spojrzeniu bursztynowych oczu. Zachowywał się jednak jak arogancki dupek. Martiza w przeszłości miała już dość problemów z powodu podobnych typów, więc nie miała powodu, aby podsunąć darmowego naleśnika właśnie jemu. Sądziła jednak, że nie zauważy, iż ukradkiem przygląda mu się częściej, niż powinna.

Isaiah Torres był żołnierzem. Jeździł w naprawdę niebezpieczne rejony, w których można było stracić życie. Właśnie przebywał na krótkiej przepustce, ale niedługo miał wrócić do Afganistanu. Oczywiście, że zauważył dziewczynę, która przyniosła mu śniadanie, jednak nie zwrócił uwagi na jej imię. Miała śliczną figurę, ciemne, pełne życia oczy i wydała mu się wyjątkowo temperamentną i energiczną istotą. I dlatego absolutnie nie znajdowała się w orbicie jego zainteresowań!

Źródło opisu: okładka książki.

 

PS Nienawidzę cię” to książka, po której nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Nie znam twórczości tej autorki, a i w opiniach niezbyt się zaczytywałam, by żadną się nie kierować. Ta historia okazała się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem i cieszę się, że jest to seria, bo po kolejne tomy sięgnę na pewno, choć powiem wam już teraz, że opowiada o innych bohaterach, więc śmiało możecie sięgać po pierwszą część bez czekania na następną.

Martiza to dziewczyna szczera, otwarta i inteligentna oraz o oryginalnej osobowości i nieco filozoficznym podejściu do świata, czasami. Jest charyzmatyczna i nie owija w bawełnę, za co da się ją po prostu lubić. W przeciwieństwie do niej Isaiah to mężczyzna zamknięty w sobie i nieco zdystansowany, niezbyt garnący do kontaktów międzyludzkich. No i jest żołnierzem, z czym ja niezbyt często spotykam się w romansach, więc to mi się podobało. Ciężko go rozszyfrować, dzięki czemu ta historia zyskuje nutę tajemniczości, przez bardzo długi czas.

Autorce udało się utrzymać mnie w niepewności i nie wiedziałam, co się wydarzy. Zaczęło się od lekkiego hate-love, był delikatny zwrot akcji, małe zaskoczenie i wzbudzenie emocji, co jak najbardziej przełożyło się na korzyść tej książki. Spodobał mi się pomysł na fabułę, jak i jej wykonanie oraz wykreowanie bohaterów, których relacja jest od początku przejrzysta i na kilku niewygórowanych zasadach.  Fajnie też było poczytać listy pomiędzy Martizą a Isaiahem, choć jak dla mnie, było ich nieco za mało.

Ta książka jest napisana z wyczuciem, na pewno nie można zarzucić jej braku oryginalności i czyta się lekko oraz przyjemnie. Scen seksu pojawia się naprawdę niewiele, autorka bardziej skupia się na rozwinięciu relacji pomiędzy piękną kelnerką i przystojnym żołnierzem, a nie mają dla siebie zbyt wiele czasu. Mimo tego, Winter Renshaw udało się zachować naturalność i granice. Nie spieszyła się z rozbudowaniem tego, co się pomiędzy nimi narodziło. Jedyne do czego mogę się przyczepić to zakończenie, które dla mnie zostało przeprowadzone o ton za szybko. Nie zaszkodziłoby trochę więcej, ale może to tylko moje odczucia. Nie mówię, że nie. Możliwe też jest, że po prostu polubiłam bohaterów oraz ich historię i dlatego chciałabym więcej.

 

Ta książka nie wbiła mnie w fotel, nie jest wyjątkowa, ale to dobry romans, który naprawdę wam polecam. Na początku lektury jakoś bardzo się nie wkręciłam, jest trochę przewidywalnie, ale później mamy nieco zamieszania, nie wiedziałam co się wydarzy, czego mogę się spodziewać, troszeczkę nawet się zaskoczyłam i... cóż. Przekonajcie się sami! Jak wspomniałam wcześniej, po kolejne części sięgnę na pewno i uważam, że „PS Nienawidzę cię” to powieść warta przeczytania.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

16 lutego 2021

214. "Sprośne listy" ~ Vi Keeland & Penelope Ward

Tytuł:Sprośne listy

Tytuł oryginału:Dirty Letters

Autor: Vi Keeland & Penelope Ward

Data wydania: 10 lutego 2021

Wydawnictwo: Editio Red

 

Griffin Quinn był moim korespondencyjnym powiernikiem z dzieciństwa, angielskim chłopcem, od którego różniło mnie wszystko. Z biegiem lat, wraz z setkami napisanych listów, staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi – dzieliliśmy się najgłębszymi, najmroczniejszymi sekretami i zbudowaliśmy więź, która wydawała się niezniszczalna.

Do czasu. Pewnego dnia wszystko się zmieniło.

Nagle, zupełnie niespodziewanie, przyszedł kolejny list. Pełen wyrzutów i gniewu nagromadzonego przez osiem lat. Nie miałam wyboru i w końcu musiałam się przyznać, dlaczego przestałam odpowiadać na korespondencję. Grifiin mi wybaczył i po jakimś czasie udało nam się ożywić relację z lat dziennych. Z tym że byliśmy już dorośli i wszystko nabrało rumieńców. Nasze listy stały się niegrzeczne, odkrywaliśmy w nich swoje najdziksze fantazje. Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji wydawało się więc przeniesienie znajomości na kolejny poziom i spotkanie twarzą w twarz.

Tyle że Griffin wcale tego nie chciał. Uznał, że tak będzie dla nas najlepiej. Jednak ja musiałam go zobaczyć, więc wykonałam skok na głęboką wodę i zaczęłam go szukać. Przecież ludzie robili w imię miłości bardziej szalone rzeczy, prawda?

Ale to, czego się dowiedziałam, może zmienić wszystko…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Miłość jest wszystkim. Znaczy więcej niż strach, więcej niż śmierć. Wykracza poza czas.

 

Nie jest tajemnicą, że książki z duetu Vi i Penelope biorę w ciemno, a kiedy widzę jakąś nowość, po prostu wiem, że ją muszę przeczytać. Tak samo było w przypadku „Sprośne listy” i wiecie co? Wprost przepadłam, jak zawsze zresztą w przypadku tych autorek. Znów wykonały kawał dobrej roboty i nie mogłam się od tej książki oderwać.

Mimo iż jest to naprawdę zabawny i uroczy romans, po raz kolejny Vi i Penelope postanowiły poruszyć pewien temat, o którym nie chcę mówić, by wam niczego nie spojlerować. Jest to jednak pewna przypadłość, która nie musi, ale potrafi utrudnić życie i autorki pokazują, że gdy jest to bardziej zaawansowane, jak w przypadku tej historii, człowiek na co dzień musi się zmagać z trudnościami, które dla innej osoby wydają się błahe. To mi się bardzo podobało, tym bardziej, że trochę się z tym utożsamiam, choć w moim przypadku ma to dużo słabszy przebieg.

Podobał mi się też sam pomysł na fabułę. Z dużą przyjemnością czytało mi się listy i tak naprawdę wyczekiwałam ich z równą niecierpliwością co Griffin i Luka. Ich znajomość rozpoczyna się dość nietypowo, bo przez listy. Nie e-meile, a zwyczajne, papierowe listy. I właśnie podczas korespondowania coś pomiędzy bohaterami zaczyna iskrzyć, rodzą się uczucia, poznają się tak naprawdę. Nic jednak dziwnego, skoro początek ich znajomości miał miejsce, gdy byli dziećmi.

Moje serce bezapelacyjnie skradł Griffin. Był po prostu świetnym facetem, któremu naprawdę zależy na Luce i jest to zresztą obustronne. I dużo ważniejsza jest dla nich ich znajomość niż to, by sprośne fantazje z listów przerodziły się w rzeczywistość. Oczywiście pojawiają się sceny seksu, ale są subtelne i nie wchodzą na pierwszy plan. Podejście Griffina do przyjaciółki z dzieciństwa mnie po prostu urzekło. Natomiast Luka to świetna kobieta, o ogromnym sercu.  I pomimo tego, jak starają się być ze sobą szczerzy, na ich drodze czeka jeszcze sporo przeszkód, muszą zmagać się z problemami. A jak sobie z nimi poradzą? Cóż. Oczywiście musicie przekonać się o tym sami! Sama kreacja bohaterów, nie tylko tych głównych, ale również drugoplanowych, jak najbardziej na plus. Byli to zwyczajni ludzie, pełni obaw i strachu, popełniający błędy. I naprawdę polubiłam ich wszystkich! Oraz Hortensję, ale kto to taki, to musicie odkryć sami.

 

Sprośne listy” to historia, w której znajdziecie sporą dawkę humoru, ale jest też naprawdę urocza, trochę przewidywalna, ale nie można jej zarzuci braku oryginalności i z całego serca wam ją polecam. Czyta się bardzo szybko i wciąga, przez co mi było ciężko od lektury odejść. A jednocześnie żałuję, że skończyłam, bo po wszystkim poczułam niedosyt. Ta historia i bohaterowie zostaną ze mną na długo. Autorki mają umiejętność w tworzeniu luźnej opowieści, w której poruszają cięższy wątek, dzięki czemu są tak dobre i co najważniejsze, został zachowany realizm. Dlatego mam nadzieję, że kolejna powieść tego autorskiego duetu pojawi się szybko i że wy zdecydujecie się sięgnąć po „Sprośne listy”.

 

Ze egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

11 grudnia 2020

199. "Świąteczny układ. Opowiadania" ~ Vi Keeland & Penelope Ward

Tytuł:Świąteczny układ. Opowiadania

Tytuł oryginału:Scrooged. The Christmas Pact

Autor: Vi Keeland & Penelope Ward

Data wydania: 17 listopada 2020

Wydawnictwo: Editio Red

 

ŚWIĄTECZNY UBER

Była to najpaskudniejsza Wigilia, jaką można sobie wyobrazić. Meredith musiała jechać do sądu. Raczej nie miała szans na pomyślne zakończenie sprawy. Aby zaoszczędzić, zamówiła dzielony przejazd Uberem. Wspólna podróż zaczęła się fatalnie. Później było tylko gorzej. Może nie powinna była uderzyć Adama w twarz. Facet był nieziemsko przystojny no i pomógł jej. A potem się rozeszli, każde w swoim kierunku.

 

ŚWIĄTECZNA WPADKA

Zamiast kupować drogie prezenty pod choinkę, zrób dobry uczynek w imieniu obdarowanego. Piper uznała, że to świetny pomysł. Postanowiła więc nakarmić bezdomnego, którego spotkała obok swojego domu. Tylko że bezdomny okazał się bogatym przystojniakiem, a rozmowa zakończyła się kłótnią. Niedługo potem Piper znalazła pod swoimi drzwiami „prezent”, który najwyraźniej świadczył o tym, że niechęć przystojniaka do niej wciąż trwa…

 

ŚWIĄTECZNY POCAŁUNEK

Kiedy wszystko wokół jest beznadziejne, pozostaje zrobić coś szalonego. Na przykład pocałować nieznajomego zobaczonego w nowojorskiej kawiarni. Margo chciała udowodnić sobie, że wciąż ma chęć na przygody i nie boi się wyzwań. Zaczepiony mężczyzna wyglądał jak grecki bóg, a w jego oczach błysnęło zainteresowanie. Odwzajemnione zresztą. Zaiskrzyło. W Margo powoli wzbierała nadzieja na więcej… Jednak perfidny los chciał inaczej.

 

ŚWIĄTECZNY UKŁAD

W każde święta Riley Kennedy przypominała sobie, że nie powiodło jej się równie dobrze jak rodzeństwu. Niczego nie osiągnęła. Z ogromną niechęcią myślała o obowiązkowej firmowej imprezie świątecznej. Zwłaszcza że miał się na niej pojawić Kennedy Riley, jej współpracownik, którego znała jedynie z omyłkowo otrzymywanych e-maili i dosadnych komentarzy, na jakie sobie pozwalał. Czyżby należało przygotować się na kolejne upokorzenia?

 

Cztery historie. Cztery świąteczne pragnienia.

Czy tym razem magia świąt przyniesie upragnione rozwiązanie?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Świąteczny układ” to dziesiąta książka – wydana w Polsce – jaką zaprezentowały Vi Keeland i Penelope Ward w duecie. Tym razem zdecydowały się na nieco inną odsłonę, bo nie jest to jedna historia, a zbiór czterech opowiadań. I to świątecznych. Byłam więc naprawdę bardzo ciekawa, jak to rozegrały i nie musiałam się nawet zastanawiać czy chcę ją przeczytać. To było dla mnie oczywiste.

Te autorki tylko udowodniły, że nawet krótkimi romansami opiewającymi tylko na kilkadziesiąt stron, są w stanie skraść serce czytelnika. Historie, które stworzyły, są naprawdę zabawne i po prostu świetne. Aż żałowałam, że nie stworzyły z nich pełnowymiarowych książek. Mimo, że miały do dyspozycji naprawdę niewielką ilość stron, to wykonały kawał dobrej roboty. Widać, że te historie nie są napisane byle by były albo coś jest niedopracowane. Absolutnie. Każda z nich jest idealnie wykreowana tak, że ograniczenia w stronach nie stanowiły tu żadnej przeszkody. Całość czytało się bardzo szybko, a może nawet za szybko. Nie zdążyłam się nacieszyć! Jednak zdradzę wam mały sekret. I jako, że znam twórczość tych autorek, to w środku znalazłam małą niespodziankę, która mnie ucieszyła. Nie zdradzę jednak co to takiego.

Nie będę ukrywać. Vi i Penelope po raz kolejny – dziesiąty – mnie kupiły. „Świąteczny układ” ma trzy krótsze opowiadania oraz jedno dłuższe i przyznaję, podobały mi się dosłownie wszystkie. Zastanawiając się nad faworytem, nie było łatwo, ale ostatecznie wybieram ostatnią historię, która nosi taki sam tytuł jak ten widniejący na okładce książki. Może dlatego, że z bohaterami z tego opowiadania spędziłam najwięcej czasu.

Jeśli jeszcze nie znacie książek pisanych przez ten duet i jesteście ciekawi to myślę, że „Świąteczny układ” jest taką pigułką, z której możecie się przekonać czy to, co Vi Keeland i Penelope Ward tworzą razem, wam się podoba i czy chcecie sięgnąć po więcej. Powiem wam jeszcze, że ja nie zapoznałam się z opisami tuż przed rozpoczęciem czytania, więc każda ta opowieść była dla mnie małą zagadką. I to było naprawdę przyjemne!

 

Z całego serca polecam wam tę lekturę, w której każde opowiadanie jest inne, wyjątkowe, bohaterzy mają swoje historie i łączy je jedno: świąteczna miłość. W niektórych ten klimat świąt jest bardziej wyczuwalny, w innych mniej, ale temat pojawia się w każdym. Uważam, że będzie idealna na ten zbliżający się okres. Do tego herbatka, ciepły koc i klimat idealny. A autorki zapewnią wam dużo uśmiechu i świetnej zabawy, a do tego przedstawią czterech przystojniaków.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

13 listopada 2020

192. Przedpremierowo: "Aiden" ~ Melanie Moreland

Tytuł:Aiden

Tytuł oryginału:Aiden

Autor: Melanie Moreland

Data wydania: 17 listopada 2020

Wydawnictwo: Editio Red

 

Aiden, Bentley i Maddox spotkali się na uniwersytecie. Jako, że spędzali ze sobą sporo czasu, szybko się polubili – tak narodziła się wielka przyjaźń. Później jednak ich drogi się rozeszły. Aiden stał się kimś, kogo wielu szanowało i podziwiało. Był częścią odnoszącej sukcesy firmy, bogatym i interesującym mężczyzną, który nie przejmował się bzdurami. Tyle, że to była maska, za którą skutecznie ukrywał swoją prawdziwą twarz. Straszliwa przeszłość, pełna przemocy i pogardy, odcisnęła na jego sercu i duszy potworne piętno.

Cami miała kuszące ciało i piękne zielone oczy. Ona, jako jedyna kobieta, zdołała przedrzeć się przez skorupę i dostrzec prawdziwego Aidena. Zrozumiała, że przeznaczony jej jest właśnie ten delikatny i poraniony w środku mężczyzna. Jej oczy dostrzegały o wiele więcej, niż on chciał pokazać. Aiden uważał, że nigdy nie będzie wystarczająco dobry, by na nią zasłużyć, dlatego postanowił odepchnąć ją i jej uczucia. Ale Cami absolutnie nie miała zamiaru się poddać…

Źródło opisu: okładka książki.

 

Aidena i Cami poznajemy już w poprzedniej części serii „Prywatne imperium”. Tam mamy także początek ich wspólnej historii, więc zalecałabym raczej czytanie tomów po kolei, żeby uniknąć spojlerów. Byłam bardzo ciekawa, co autorka przygotowała dla kolejnych postaci, a przede wszystkim dla Aidena, który już podczas czytania „Bentleya” wydał mi się skrytą, tajemniczą postacią.

Główny bohater jest bardzo troskliwy, pewny siebie, zabawny i silny. Ale jednak to tylko pozory, bo pod powierzchnią kryje się coś więcej. Aiden ma swoje demony przeszłości, z którymi musi się zmagać i których nie poznajemy od razu, przez co wplata to w fabułę nutę tajemniczości. Natomiast Cami to dziewczyna, która jeśli kocha, to kocha bezwarunkowo. Jest pełna pozytywnej energii i dobra, ale spokój w jej życiu zaczyna coś zakłócać. Bohaterowie są wartościowi i nieprzekoloryzowani, mają wady, a w samej powieści nieco się dzieje. Autorka nie skupia się tylko na relacji pomiędzy bohaterami, ale przede wszystkim na ich postaciach. Głównie na Aidenie, który jest przekonany, że przeszłość zostawił za sobą, ale prawda jest zgoła inna. Oboje łączy silne pożądanie, Cami chciałaby czegoś więcej, ale mężczyzna nie dopuszcza jej do siebie w takim stopniu.

Melanie Moreland nie pozwala jednak, by było spokojnie w tej powieść. Wplata intrygi i nutę niepewności, co do tego, jak to wszystko dalej się potoczy. Powiem wam, że się dzieje. To na pewno. Może nie jest to nic zaskakującego, ale dodaje to całości dynamiczności i sprawia, że po prostu chce się czytać i poznać wydarzenia jak najszybciej. Jest naprawdę ciekawie i mnie ta lektura wciągnęła, a scen łóżkowych nie ma tu wcale tak dużo. A jak już się pojawiają, są napisane w sposób subtelny i na pewno nie przeszkadzają i nie dominują w treści. Bardzo podobało mi się też to, tak samo jak w przypadku pierwszej części, jakie są więzi pomiędzy wszystkimi, których poznajemy. Pokazują, że aby być rodziną, więzy krwi nie są potrzebne.

 

Aiden” to przyjemny romans, który czyta się bardzo szybko i moim zdaniem, zdecydowanie warty  zapoznania. Napisany w prosty sposób, bohaterowie są ciekawi, nie jest to słodka historia i nie wszystko jest łatwe. Jeśli czytaliście „Bentleya”, to tę część również wam polecam. A jeśli nie, to polecam nadrobić! Może i nie wciska w fotel, ale ta książka bardzo mi się podobała i sięgnę  na pewno po kolejne tomy.  Dlatego naprawdę wam polecam.

 

Ze egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

11 października 2020

183. "Bentley" ~ Melanie Moreland

Tytuł:Bentley

Tytuł oryginału:Bentley

Autor: Melanie Moreland

Data wydania: 08 września 2020

Wydawnictwo: Editio Red

 

BENTLEY

Lider grupy. Spięty, formalny i chłodny. Sztywny i nielubiący zmian, zawsze podążający tą samą ścieżką. Aż do dnia, gdy wpadł na nią. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo był samotny wśród swoich interesów. To był świat, w którym czuł się dobrze, wiedział, kiedy i jaką decyzję podjąć. Ale pieniądze nie zapewnią mu pełni szczęścia…

 

EMMY

Wniosła do życia Bentleya spontaniczność i światło. Jej świat różni się całkowicie od jego świat, a mimo to mężczyzna nie potrafi kontrolować pożądania, które ona w nim wzbudza. Nie umie też wyjaśnić, dlaczego pragnie się nią opiekować, ani wyznać, jak się przy niej czuje. Szczęśliwy. Kochany.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Z nowo poznawanymi autorami mam tak, że podchodzę do ich twórczości dość ostrożnie. Przy „Bentleyu” tak nie było, nie wiem dlaczego. Już sam opis mnie zaciekawił i czytając go wiedziałam, że będę chciała sięgnąć od razu po wszystkie tomy. W późniejszym czasie dużo też dały opinie, które słyszałam na temat tej książki, ale one były różne. Dlatego zaczynając czytać, miałam nadzieję na dobrą lekturę, ale też zachowywałam pewną ostrożność. W końcu nie wiedziałam, czego się spodziewać.

I już od pierwszych stron ta historia mnie kupiła. Autorka sprawiła, że uśmiech sam wypływał mi na twarz, a tekst czytało się gładko i przyjemnie. A to, jak stworzyła bohaterów… Oboje byli różni, pochodzili z różnych światów, ale idealnie się dopełniali. Emmy wprowadziła do świata Bentleya dużo radości, spontaniczności i luzu. Natomiast on dał jej poczucie bezpieczeństwa i sprawił, że czuła się kochana. Uwielbiam ten duet i uważam, że tworzą naprawdę świetną parę. Oczywiście oboje mają swoje problemy, sekrety, ale są w stanie to przepracować.

Pojawia się też sporo problemów od pierwszych stron i nutka tajemniczości. Przyznam szczerze, że ja rozwiązania sprawy bardzo szybko się domyśliłam, więc elementu zaskoczenia u mnie nie było, ale na pewno ten wątek, który wprowadziła Melanie Moreland, był bardzo ciekawy i wprowadził nieco akcji, a także emocji. Było też trochę napięcia, niepewności. Jak dla mnie, fajnie zostało to poprowadzone i rozwinięte. Chociaż wiadomo, że najbardziej skupiamy się tu na uczuciu Bentleya i Emmy. Swoją drogą postać głównego bohatera mnie zaskoczyła. Nie mamy tu do czynienia z typowym samcem alfa. Ten facet bywał dupkiem, ale w głównej mierze był słodki i bardzo troskliwy. Zwłaszcza jeśli chodziło o Emmy – zabawną i nieco roztrzepaną, ale za to bardzo inteligentną i ambitną kobietę.

 

Szczerze mogę wam polecić tę książkę. Jest to przyjemny romans, z dużą dawką humoru, ale też z dość fajnym wątkiem, którego wam nie chcę zdradzić, ale wprowadził on nieco zamieszania w całą tą historię. I był fajnym urozmaiceniem całości. Pokochałam wszystkich bohaterów, nie tylko tych głównych. A już zwłaszcza podobają mi się przyjacielskie relacje, jakie możemy tu zaobserwować i wiem na pewno, że sięgnę po kolejne części. Swoją drogą drugi tom już niedługo, więc zacieram ręce. Wiem, że nie każdemu ta historia pasuje w całości, ale mnie urzekła i ma moje serce. Jest nieco inna, niż sądziłam, ale w pozytywnym sensie i ja jestem na tak. Mam nadzieję, że jeśli wy zapoznacie się z Bentleyem i Emmy, poczujecie to samo.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

17 września 2020

178. "Rozkosze grzechu" ~ Meghan March

Tytuł:Rozkosze grzechu

Tytuł oryginału:Reveling in Sin

Autor: Meghan March

Data wydania: 08 września 2020

Wydawnictwo: Editio Red

 

Ricky Rango, gwiazda popkultury i obiekt westchnień tysięcy młodych kobiet, był tym trzecim. I chociaż zginął tragicznie dawno temu, jego śmierć niczego nie zakończyła. Nie przyniosła też prawdy ani uwolnienia dwojgu młodym ludziom. Whitney i Lincoln nie mogli po prostu cieszyć się sobą. Ich miłość od początku była występkiem przeciwko świętej waśni dwóch klanów: Riscoffów i Gable’ów, i nic na świecie nie mogło tego grzechu odkupić. A przecież rodzinna nienawiść nie była jedyną przeszkodą na ich drodze do szczęścia.

Bo nienawiści i nieszczęść było więcej. Nie zginęły z Rickym, nie zatraciły się w przeszłości. Tajemnicze śmierci zdawały się upiorną konsekwencją towarzyszyć Whitney i jej ukochanemu – przysparzając im lęku i cierpieć. Czyżby lata bólu i upokorzeń nie były wystarczającą pokutą za grzech popełniony z miłości? Czy uczucie dwojga nieszczęsnych kochanków miało choć cień szansy na przetrwanie?

Oto zakończenie dramatycznej historii Whitney i Lincolna. Wiele pytań jednak pozostało bez odpowiedzi. Ile determinacji i odwagi trzeba, aby przeciwstawić się upiornemu fatum i wbrew wszystkiemu walczyć o swoje szczęście? Mimo że oba klany poniosły ofiarę, wciąż lała się krew, a mordercza walka o władzę i wpływy nie ustawała. Czy w świecie nieczystej gry i wielkich majątków jest w ogóle miejsca dla prawdziwego uczucia?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Meghan March nie próżnowała w tej części, która jest jednocześnie ostatnią z cyklu „Bogactwo i grzech”. I chyba mogę śmiało powiedzieć, że jest to też mój ulubiony tom. Nie mogłam się go doczekać i byłam ciekawa co autorka szykuje dla swoich bohaterów na finał. No i powiem wam, że działo się bardzo dużo i to już od pierwszych stron, bo na sam koniec „Jej wina i grzech” zrzuciła małą bombę. Wciąż się wydawało, że szczęśliwe zakończenie nie jest dane dwójce zakochanych.

Lincoln i Whitney od początku byli skazani na porażkę tylko dlatego, że wywodzili się z wrogich dla siebie rodów. W tej części jednak pokazali, jak wielką siłę tworzą, gdy są razem. Przez to, co ich spotkało, wyciągnęli wnioski i to ich odmieniło. Moim zdaniem – na lepsze. A mimo to nie było im dane żyć w spokoju, bo „Rozkosze grzechu” to historia, w której jest sporo akcji, niespodziewanych zwrotów akcji. Wychodzą jednak na wierzch tajemnice, których nigdy bym się nie domyśliła, także autorka zapunktowała za ten element zaskoczenia.

Seria „Bogactwo i grzech” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Meghan March, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Kupiła mnie w zupełności tym, jak świetnych stworzyła bohaterów, jak potrafi nakręcić akcję i to, w jaki sposób operuje piórem, że książki po prostu czytają się same. Co więcej, daje nam wgląd nie tylko w perspektywę Whitney, ale również Lincolna, więc jesteśmy na bieżąco z uczuciami obojga bohaterów. A krótkie rozdziały sprawiły, że wpadłam w trans ‘jeszcze jednego rozdziału’ i czytało się w ten sposób jeszcze szybciej, przynajmniej mi. I jakoś nie mogłam się oderwać od tej książki nawet myślami, więc przeczytanie jej nie zajęło mi zbyt wiele czasu.

 

Jeśli lubicie tego typu historie, gdzie sporo się dzieje, a bohaterzy są postawieni przed niejedną przeszkodą i nieszczęściem, to polecam wam z całego serca. Moim zdaniem jest to naprawdę seria warta zapoznania i ja wam ją polecam. Jest dynamika akcji, nie ma czasu na nudę i na światło dzienne wychodzą informacje, których ja się nie spodziewałam. I jeśli mogę wam coś doradzić, zaopatrzcie się od razu we wszystkie tomy.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

16 września 2020

177. "Park Avenue" ~ Vi Keeland & Penelope Ward

Tytuł:Park Avenue

Tytuł oryginału:Park Avenue Player

Autor: Vi Keeland & Penelope Ward

Data wydania: 02 września 2020

Wydawnictwo: Editio Red

 

Niepospolita uroda Elodie Atlier była pułapką na facetów, którzy zdradzali swoje kobiety. Agencja detektywistyczna nie była jednak pracą jej marzeń, więc Elodie postanowiła poszukać lepszego zajęcia. Tamtego dnia śpieszyła się na rozmowę z potencjalnym pracodawcą. Niestety, miała pecha, niegroźną stłuczkę. Tamten gość miał drogi samochód, wygląd greckiego boga i paskudne maniery. Po ostrej wymianie zdań rozstali się, a Elodie miała nadzieję, że więcej tego bufona nie spotka. Nie miała więc tęgiej miny, gdy okazało się, że stara się o pracę właśnie u niego.

Hollis LaCroix przyzwyczaił się, że ma władzę i duże pieniądze. Nie znosił kobiet, które miały sekrety. Nie przepadał też za tupetem i ciętym językiem. Ślicznotka, która uszkodziła mu samochód, a chwilę potem, starając się o posadę niani jego bratanicy, wygarnęła mu od serca, natychmiast spotkała się z jego ostrą reakcją. Mimo to, gdy emocje opadły, postanowił dać jej szansę. W końcu trudno o idealną opiekunkę dla dziewczynki z problemami. Hollis sam przed sobą nie chciał przyznać, że zarówno odwaga, jak i temperament Elodie bardzo mu się spodobały.

Dziewczyna okazała się utalentowaną nianią. Zbudowała więź z małą Hailey i wydawało się, że może być tylko lepiej. Prędko jednak okazało się, że śliczną nianię i przystojnego pracodawcę łączy coś więcej. Oboje starali się ukrywać wzajemną fascynację i pozwalali sobie zaledwie na niewinny flirt. Zdawali sobie sprawę, że dzieliło ich zbyt wiele, a ewentualny romans mógłby spowodować potężne komplikacje.

Źródło opisu: okładka książki.

 

„– Lubię szczerość. A uroda to największe z kłamstw. Ludzie patrzą na ciebie, widzą zewnętrzną powłokę i zakładają, że wnętrze do niej pasuje. Ale w lustrze nie widać, kim jesteś.

 

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam książki Vi i Penelope. Moim zdaniem tworzą coś naprawdę niesamowitego i tak naprawdę sięgam po kolejne już w ciemno. Nie muszę czytać opisu i po prostu czuję, że to będzie dobre. Zdziwiła mnie grubość „Park Avenue”, bo zazwyczaj autorki piszą krótsze historie, ale im więcej stron, tym jeszcze więcej dobroci. Choć zawsze istnieje ten cień niepewności, że ulubiony twórca może coś zepsuć, prawda?

Nie było tak w tym przypadku. Absolutnie! Uważam, że autorki stworzyły świetną historię – i to po raz kolejny. Choć lubię wszystkie, ta trafia do czołówki moich ulubionych. Pokochałam bohaterów. Dobrą i piękną Elodie Atlier oraz przystojnego, nieco dupkowatego Hollisa LaCroix. Oboje łączy to, że sparzyli się na związkach i czują strach przed daniem kolejnej szansy. Jednak nie mogą zaprzeczyć, że coś pomiędzy nimi jest. Tylko czy postanowią dać temu szanse?

Bardzo podobał mi się sposób, w jaki została rozwinięta relacja tych dwojga. Widać, że ich do siebie ciągnie. Jedno pragnie drugiego, trochę ze sobą pogrywają, ale nic nie dzieje się szybko. Ba! Czasami robią nawet krok w tył. Zdecydowanie budowanie ich więzi jest stworzone w tej powieści z wyczuciem. A także da się wyczuć napięcie i chemię między bohaterami. Jednak „Park Avenue” ma znacznie więcej plusów! Na przykład to, że w tej historii autorki postawiły na szczerość. Wiadomo, jak to jest z tajemnicami w romansach. Oczywiście, że nie od razu wszystko wychodzi na jaw, jest nuta niepewności, ale nie jest to przedstawione… typowo, bym powiedziała. Za to Vi i Penelope przygotowały coś znacznie, znacznie lepszego i powiem wam szczerze, że tym, co wymyśliły, zostałam zaskoczona. Naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu spraw!

W tej książce jest pełno humoru, aż uśmiech sam ciśnie się na usta i po prostu nie mogłam się powstrzymać, by jej nie czytać. A gdy nie czytałam to rozmyślałam o tym, co też może się wydarzyć. Hollis i Elodie to świetny team, który dopełnia pewna świetna nastolatka. Naprawdę polubiłam tych bohaterów i coś czuję, że nie tylko ja. Jednak prócz zabawnych momentów i przekomarzań, „Park Avenue” to też powieść na swój sposób piękna, wzruszająca i chwyta za serce. Nie chcę wam mówić o co chodzi, by nie zabierać wam przyjemności, więc musicie przekonać się sami.

Przeczytałam wszystkie książki tego autorskiego duetu i po raz kolejny autorki zachwyciły mnie tym, co stworzyły. Przy „Park Avenue” nagle zginął mój zastój czytelniczy i miałam naprawdę chęć czytać i czerpałam z tego dużo przyjemności, a nie zabrakło też emocji, bo naprawdę to co tu dostaniecie… Dla mnie super, serio. I jak widać, idealne lekarstwo, gdy chęci do czytania zanikają.

 

– Niektórzy ludzie wkraczają w nasze życie, a gdy z niego odchodzą, zabierają ze sobą skrawek naszego serca. I ten skrawek, ta cząstka miłości już zawsze przy nich zostanie. Lecz serce jest silne i ostatecznie się uleczy. Będzie jednak inne niż tamto dawne serce i dlatego nigdy dwóch osób nie kochamy w ten sam sposób.

 

Pewnie już się domyślacie, ale jeśli nie – POLECAM. Na swój sposób jest pokazane, że jeśli za kimś tęsknimy, nie czekajmy zbyt długo by się odezwać, schowajmy dumę w kieszeń. Kto wie czy będzie jeszcze okazja? Jak mówię, ta historia bawi, wciąga i zapewniła mi mocniejsze bicie serca. Oczywiście nie każdy musi odebrać ją tak, jak ja, ale mam nadzieję, że jeśli się na nią zdecydujecie, to poczujecie to samo. I jak zawsze, gdy skończyłam czytać książkę autorstwa Vi i Penelope, poczułam niedosyt. Więc mam nadzieję, że kolejna powieść spod ich wspólnego pióra pojawi się jak najszybciej!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

14 września 2020

176. "Pojednanie" ~ K. Bromberg

Tytuł:Pojednanie
Tytuł oryginału:Reveal
Autor: K. Bromberg
Data wydania: 18 sierpnia 2020
Wydawnictwo: Editio Red

Ryker Lockhart, znany prawnik specjalizujący się w wywlekaniu brudów i wykorzystywaniu najintymniejszych sekretów podczas rozwodów, nigdy nie miał problemu z namówieniem ładnej kobiety na seks bez zobowiązań. Deklaracji i związków na więcej niż kilka nocy unikał z żelazną konsekwencją. Uważał, że mężczyzna nie powinien dopuścić, aby jakakolwiek kobieta nim zawładnęła. Ta misterna wieża poglądów i przekonań runęła, gdy Ryker spotkał piękną, inteligentną i diabelnie pewną siebie Vaughn Sanders. Nie wiedział, kiedy i jak ta niezależna, odważna i tajemnicza dziewczyna sprawiła, że zakochał się bez pamięci.
Jednak nawet inteligentny i przystojny drań na zawsze pozostanie sukinsynem. Vaughn wyszłaby lepiej na dochowaniu wierności własnym zasadom i unikaniu paskudnych typów. Uległa jednak fascynacji i namiętności. Zakochała się, choć szanse na happy end tego niezwykłego romansu były bliskie zeru. Kobieta prędko miała się przekonać, że miłość i odwaga nie zawsze przynoszą upragnione szczęście, a waleczne serce również może zostać boleśnie złamane.
Być może był to nieprzemyślany krok, być może próba zagrania twardziela, a może nieudolna intryga. Ryker kilkoma zdaniami zawiódł zaufanie Vaughn i wystawił ją na wielkie niebezpieczeństwo. Wróg, który przez niego zwrócił uwagę na dziewczynę, był potężny i bezwzględny, a jego władza sięgała daleko. Bardzo szybko sprawy zaczęły zmierzać ku nieuniknionej katastrofie. Czy pora się poddać, czy warto jeszcze zawalczyć o miłość? Jak bardzo można narazić bliskie osoby? Gdzie są granice ryzyka?
Źródło opisu: okładka książki.

Nie mogłam się doczekać dalszych przygód Vaughn i Rykera, ale gdy już zaczęłam czytać i chciałam skończyć jak najszybciej, to jednocześnie czułam obawę przed tym, co też K. Bromberg stworzyła dla swoich bohaterów. Niewątpliwie w pierwszej części oboje wpakowali się w pewne kłopoty, ale dopiero w „Pojednaniu” nabierają one rozpędu i w ten sposób nie wiedziałam, czego się spodziewać. Ta historia wywołała nieco mocniejsze bicia serca, dlatego ją sobie dawkowałam i czytałam dość powoli.
Przez to, co dzieje się w życiu głównych bohaterów, wątek romansu nie jest aż tak bardzo wysunięty na pierwszy plan, przez co książka nie jest typowym romansidłem. Mi to się jednak podobało, bo sporo się działo w tej części i nawet powiem wam, że miałam pewne wątki, których się nie spodziewałam, więc zwroty akcji autorce się udały. Vaughn i Ryker wplątali się w naprawdę niezłe bagno, ich związek też przez cały czas był na niepewnym gruncie, musieli poukładać wiele między sobą, ale przede wszystkim zmierzyć się z tym, co na nich czyhało. A nie była to żadna błahostka, tyle mogę powiedzieć.
Na początku nie wiedziałam co sądzić o zachowaniu głównej bohaterki i to trochę sprawiało, że kręciłam nosem, ale potem zostałam naprawdę wciągnięta w treść i choć musiałam ją czytać ratalnie, to jednak często wracałam do niej myślami. Myślę, że ta seria jest warta zapoznania, bo K. Bromberg udało się mnie zaskoczyć i stworzyć nietypowy romans, gdzie pojawia się gorące uczucie, namiętność i czekające za rogiem niebezpieczeństwo. „Pojednanie” to historia opisująca na swój sposób grę, w której pokazywana jest siła władzy. I ten, kto ją straci, może zostać  z niczym. Więc zarówno Vaughn, jak i Ryker, mogą stracić wszystko, na co tak długo pracowali.

Seria „Niegodziwe rozrywki” wpasowała się jak najbardziej w mój gust i to chyba ta część podobała mi się bardziej, bo dzieje się tutaj więcej. Ogólnie bardzo lubię twórczość K. Bromberg i póki co mnie nie zawiodła. Tworzy naprawdę przyjemne historie, które wciągają i jej pióro sprawia, że czyta się szybko. Nie zabraknie też pikantniejszych scen, ale są napisane w sposób bardzo subtelny, więc nie rażą czytelnika.
Czy polecam wam tę książkę? Myślę, że jak najbardziej. Jak mówię, mi się podobała. Był romans, było też sporo akcji i trochę zwrotów, nieczystych zagrań i niepewności. Jeśli tego typu książki są dla was – sięgnijcie! Jednak „Pojednania” nie radzę czytać bez znajomości „Oporu”.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

07 sierpnia 2020

168. "Jej wina i grzech" ~ Meghan March

Tytuł:Jej wina i grzech

Tytuł oryginału:Guilty as Sin

Autor: Meghan March

Data wydania: 21 lipca 2020

Wydawnictwo: Editio Red

 

Whitney była skazana na porażkę. Cokolwiek by się działo, jej wina była oczywista i nie do podważenia. Nawet jeśli chodziło o romans jej własnej matki. Sytuacji nie ułatwiał magiczny wpływ, jaki na kobietę wywierał Lincoln Riscoff – wyjątkowo przystojny dziedzic ogromnej fortuny. Jakby komplikacji było mało, Whitney miała już kiedyś męża. Ricky Rango za życia nie był ideałem, ale prawdziwa nawałnica rozpętała się wtedy, gdy na jaw wyszły niejasności, co do jego prawdziwego pochodzenia: była teściowa Whitney starała się udowodnić, że jej zmarły syn w rzeczywistości był prawowitym spadkobiercą majątku Riscoffów.

Źródło opisu: okładka książki.


[…] jeśli myślisz, że życie stale rzuca ci kłody pod nogi, to zawsze będziesz tylko je przed sobą widzieć. Musisz szukać tego, co dobre, żeby umieć to rozpoznać. Inaczej kompletnie cię to ominie. 


Nie mogłam się już doczekać tej części, a gdy tylko ją dostałam, czekałam niecierpliwie, aż będę mogła ją przeczytać. I tak jak cieszyłam się na kontynuację historii Lincolna i Whitney, tak bardzo szybko sobie przypomniałam, że pojawia się tu pewna osoba, która testowała moje nerwy. Niestety ta postać zabierała mi przyjemność z czytania, gdy tylko się pojawiała i pewnie dla osób, które czytały „Bogaty i grzeszny” albo już nawet „Jej wina i grzech”, wiedzą o kim mowa.

Bardzo się cieszę, że lektura tej części jest już za mną i w sumie mogę szczerze powiedzieć, że zostałam usatysfakcjonowana rozwojem wypadków. Bardzo lubię głównych bohaterów, a Lincolna za swoją postawę w tym tomie po prostu uwielbiam, ale dla nich wciąż nie jest pewne szczęśliwe zakończenie. Wciąż coś staje im na drodze, ich uczucie nadal pozostaje zakazane. Jednak autorka nie tylko na ich relacji się skupia, ale dodaje nieco akcji, dzięki czemu jest ciekawie i ja z niecierpliwością czekam na „Rozkosze grzechu”. Nie mogę się doczekać, aż odkryję, co Meghan March wymyśliła. Nie mają łatwo też z tym, że pojawiają się problemy z zaufaniem i muszą z tym walczyć. To nie jest jednak tak łatwe, bo w tej historii nawet najbliżsi mogą okazać się go niegodni. Jak więc Whitney i Lincoln mają ufać sobie nawzajem? Cóż. Miejmy nadzieję, że im się to uda. A czy tak się już stało – musicie przekonać się sami.

Wielkich emocji ta książka we mnie nie wywołała, choć mocniejsze bicie serca się pojawiło, aczkolwiek uważam, że są lepsze książki mimo, że ta seria przypadła mi do gustu i to jest to, co lubię. Na pewno ma w sobie coś oryginalnego, ale schemat też się pojawia. Biedna dziewczyna i bogaty facet. To już samo w sobie brzmi znajomo, prawda?

Na plus działa na pewno to, że chociaż już dwie części są za mną, autorka wciąż nie zdradza wszystkiego i wprowadza nutę tajemniczości. Miesza przeszłość z teraźniejszością, co jest ciekawym urozmaiceniem, ale nadal nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania. No i mamy perspektywę w obu czasach zarówno Whitney, jak i Lincolna, więc możemy przynajmniej się dowiedzieć czy któreś z nich coś ukrywa czy nie.


[…] jeśli myślisz, że życie stale rzuca ci kłody pod nogi, to zawsze będziesz tylko je przed sobą widzieć. Musisz szukać tego, co dobre, żeby umieć to rozpoznać. Inaczej kompletnie cię to ominie.

 

Myślę, że dla fanów romansów może być to dobra seria i polubicie się z bohaterami. Na pewno sięgnę po trzeci tom, na całe szczęście ostatni, więc wszystko już się rozwikła. Jestem też ciekawa pewnej teorii, która zrodziła się w mojej głowie, ale nic wam nie zdradzę. Jeśli o mnie chodzi, mi się naprawdę podobało, ale jak wspomniałam, są lepsze książki tego rodzaju. Dodam jeszcze, że czyta się bardzo szybko i lekko. Pewnie gdyby nie pewna denerwująca postać (bardzo denerwująca), to czytałoby mi się całość przyjemnie, ale pojawianie się jej, bądź jego, bardzo mnie irytowało. Przyznam szczerze, że myślałam o tej serii, że będzie to taki dość mocniejszy erotyk, ale się myliłam. Wcale tych scen nie ma tak dużo i są napisane w sposób bardzo subtelny. Autorka skupia się bardziej na walce o ich uczucie i na tym, co się dzieje wokół nich – a dzieje się sporo. Także mi pozostaje czekać na „Rozkosze grzechu” i mieć nadzieję, że moja opinia wam pomogła.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red.