Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty

11 stycznia 2020

121. "Bądź moim światłem" ~ Agata Przybyłek


Tytuł:Bądź moim światłem
Autor: Agata Przybyłek
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Gdy Magda wraca do mieszkania w pewien listopadowy wieczór, miasto niespodziewanie pogrąża się w mroku. Dziewczyna ma wyjątkowego pecha – nie dość, że w całej dzielnicy nie ma prądu, to jeszcze rozładował jej się telefon. Na szczęście przechodzący akurat z latarką mężczyzna oferuje jej pomoc. Rozmowa i wspólny spacer sprawiają, że między dwojgiem nieznajomych rodzi się nić porozumienia.
W domu na Magdę czeka mąż, z którym od lat kobieta dzieli los – przysięgali przecież, że to na dobre i na złe. Wydaje się jednak, że łączące ich uczucie dawno wygasło. Czy aby na pewno?
Ponowne spotkanie z poznanym tamtego pechowego wieczoru mężczyzną sprawia, że Magda ma coraz więcej dylematów. Co wybierze, lojalność czy własne szczęście?
Źródło opisu: okładka książki.

Tak, tak, wiem. Jest już dość sporo po świętach i pewnie niektórzy już nawet zapomnieli, że były (jak ja), ale stwierdziłam, że nie przeszkadza mi to w sięgnięciu po świąteczną książkę. Może dlatego, że niektóre z tych, które miały nadać ten klimat, wcale tego nie zrobiły i nadal tego poszukiwałam? A może dlatego, że ta książka czekała na swoją kolej i nie chciałam dłużej zwlekać? Mniejsza o większość, jak to mówią. W końcu zaczęłam czytać i… ciekawi co sądzę?

Magda to kobieta porządna, ale w jej życiu troszkę się namieszało i to niekoniecznie na korzyść. Musi zmagać się z problemami i życiem, które wcale takie lekkie nie jest. Musiała naprawdę wiele poświęcić, dla miłości i dla tego, co przysięgała przed ołtarzem. A jednak poznanie pewnego nieznajomego troszkę jej życie wywróci i pewne kwestie się odmienią.  I choć jest lojalną żoną, nad uczuciami człowiek nigdy nie ma władzy, prawda? Mimo to sądzę, że jest postacią godną podziwu, bo niejedna kobieta na jej miejscu dawno by odeszła, ale nie powiem wam dlaczego, żeby nie zdradzać za wiele z fabuły.

To wręcz niewyobrażalne, jak szybko pewne rzeczy nabierają znaczenia, gdy w życiu zachodzą zmiany. Coś, co wydawało się błahe, może być zaraz najważniejsze na świecie. Trzeba przykładać uwagę do najdrobniejszych szczegółów i gestów. Łapać chwilę, dopóki nie będzie za późno. Cieszyć się szczęściem, bo jest naprawdę ulotne.

Bądź moim światłem” to dojrzała historia, o trudnych wyborach, przewrotności życia i naprawdę przyjemnie się ją czyta, co zawdzięcza się głównie stylowi autorki. Agata Przybyłek umiejętnie operuje słowem i dzięki temu czytało się szybko, nawet nie odczuwałam ilości przeczytanych stron. Nie jest to jednak książka, która może być odskocznią, czymś luźniejszym na leniwe wieczory. Moim zdaniem to piękna historia, momentami też smutna. Opowiada o ludziach, których nie szczędził los, którzy już mają za sobą pewne doświadczenia. Na pewno była warta poznania i nie żałuję, że mogłam to zrobić. Mam jednak troszkę mieszane uczucia co do zakończenia, mogłoby być dla mnie dłuższe, ale rozumiem, że autorka miała zamysł właśnie na takie stworzenie i zakończenie tej powieści. To są tylko moje preferencje. A kto wie czy Agata Przybyłek w ten sposób nie zrobiła sobie furtki do kolejnej części?
Co do świąteczności… zabrakło tu jej na pewno. Nawet jak już pojawił się temat świąt, to tego klimatu nie czułam. I pewnie powiecie, że dlatego, że przeczytałam już ją po tym okresie Wigilii i Bożego Narodzenia, ale to nieprawda. W tej historii na pierwszy plan zawsze wchodził temat znajomości Magdy z pewnym nieznajomych (którego imienia wam nie zdradzę). I szczerze? Romans w tych książkach ze świątecznej paczki był czymś, czego szukałam od samego początku, bo jak wiecie, bardzo je lubię – wręcz uwielbiam. I dopiero teraz to dostałam, z czego jestem zadowolona, ale trochę szkoda, że nie było tego klimatu świąt, bo wtedy byłaby to jeszcze lepsza książka! Tak myślę.

Czy polecam? Cóż, okładka nawiązuje do świąt, ale myślę, że możecie ją przeczytać każdego dnia w roku i nie będzie wam to przeszkadzało. Jeżeli szukacie romansu, ale takiego, który ma coś w sobie, gdzie bohaterzy są dojrzałymi ludźmi, gdzie zmagają się z problemami, to myślę, że możecie śmiało sięgać. Natomiast jeśli chodzi o romans, przy którym można się odprężyć i pośmiać, to raczej szukałabym dalej.
Mam nadzieję, że moja opinia pomogła wam w podjęciu decyzji.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

31 grudnia 2019

119. "Wigilijna przystań" ~ Sylwia Trojanowska

Tytuł:Wigilijna przystań
Autor: Sylwia Trojanowska
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Kiedy świat wypełnia magiczna atmosfera, a w powietrzu unosi się zapach świerku i pierników, mieszkańcy nadmorskiego Niechorza rozpoczną świąteczne przygotowania. Przeszkodzą im tajemnice z przeszłości, które wyjdą na jaw w najmniej odpowiednim momencie, oraz kilka niespodziewanych zdarzeń. Czy mimo to wspólne spotkanie przy stole pogodzi ich i sprawi, że miłość zatriumfuje?
Źródło opisu: okładka książki.

Zdaję sobie sprawę, że jest już po świętach, ale czy nie można troszkę sobie przedłużyć tej atmosfery, jeśli książka nam to umożliwi? No jasne, że można! Niestety nie każda powieść, którą określamy świąteczną, jest w stanie wzbudzić w nas ten oczekiwany klimat. Czy „Wigilijna przystań” dała radę? Powiem wam szczerze, że tak. To naprawdę przyjemna lektura i miła odmiana po tych opowieściach, które miały nawiązywać do świąt, a niekoniecznie spełniły ten warunek.
Sylwia Trojanowska posługuje się tu naprawdę przyjemnym piórem i tworzy w swojej powieści tą świąteczną atmosferę. Opowiada historię kilku osób, skrajnie innych, o różnych charakterach czy sposobie bycia, choć każdy na swój sposób powiązany, ale tak naprawdę autorka chce nam pokazać coś bardzo wartościowego, o czym niektórzy z nas zapominają. Pokazuje, że warto przebaczać, że warto mieć nadzieję i warto kochać, a czas świąt niejednokrotnie jest czasem pojednania, a może i nawet cudów.
Klimat świąt również się tu pojawił i to od samego początku, bo akcja rozpoczyna się na jakieś cztery tygodnie przed Wigilią, więc nasi bohaterowie już po części żyją tym wydarzeniem, a im bliżej to tego ważnego dnia, tym w ich życiu zachodzą czasem zmiany. Czy na lepsze? No cóż. Przekonajcie się o tym sami!

Jak wspominałam, dobrze wiem, że jest już po świętach, ale przecież jeszcze niejedne przed nami, prawda? A może ktoś będzie chciał nawet mimo tego sięgnąć po książkę, która będzie do świąt nawiązywała, to myślę, że „Wigilijna przystań” będzie w sam raz. Przyjemna, świąteczna i próbująca przekazać coś ważniejszego. Myślę, że też do podczytywania wieczorami z kubkiem herbaty bądź gorącej czekolady, pod ciepłym kocykiem, będzie w sam raz!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

23 grudnia 2019

118. "To będą piękne święta" ~ Karolina Wilczyńska

Tytuł:To będą piękne święta
Autor: Karolina Wilczyńska
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Jagodno to urokliwa miejscowość położona w Górach Świętokrzyskich, gdzie smaki życia odmieniają się przez wszystkie przypadki. Tu doświadczamy radości i smutku, miłości i nienawiści, namiętności i samotności.  W nadchodzące święta losy wielu bohaterów splotą się z twoimi, bo wszystkim nam towarzyszą podobne uczucia i pragnienie szczęścia.
Źródło opisu: okładka książki.

Do świąt został już jeden dzień, aż tak naprawdę ciężko w to uwierzyć. „To będą piękne święta” to kolejna pozycja z listy świątecznych książek i powiem wam od razu, już nie przedłużając, że to jedna z lepszych historii, w tej konkretnej tematyce, jakie ostatnio przeczytałam.
Poznajemy tutaj wielu bohaterów, autorka przedstawia nam malutką część z ich życia, ale jeśli jesteśmy ciekawi dłuższych wersji, możemy sięgnąć po poprzednie tomy z serii „Stacja Jagodno”. Sama jestem ciekawa i być może się skuszę, choć patrząc na to, że wszystkich tomów (łącznie z „To będą piękne święta”) jest aż jedenaście, więc boję się, że gdzieś po drodze moja motywacja zniknie. Przyznaję, że te krótkie opowieści każdej z postaci skradły mi serce. Pokazały, że nie zawsze w życiu bywa idealnie, nawet w ten najważniejszy dzień w roku, ale może być też tak, że nadejdą w końcu te Piękne Święta. Losy nie każdego z poznanych bohaterów były lekkie, jedni mieli lepiej, inni gorzej i fajne było to, że mimo iż coś ich wszystkich łączy, to jednak każde z wspomnień, każda historia, są inne. Szkoda tylko, że przed zapoznaniem się z tym zbiorem opowieści, bo chyba tak można nazwać tę lekturę, nie poznałam wcześniejszych tomów, bo na pewno „To będą piękne święta” byłoby fajnym uzupełnieniem, które dodatkowo pozwala nam poczuć klimat świąt, którego szukałam do tej pory w różnych pozycjach, bo tak naprawdę każda historia, jaka zostaje przedstawiona, dotyczy właśnie Wigilii i na ten okres, nawet do podczytywania, moim zdaniem nadaje się doskonale.
Ciekawym pomysłem było dodatnie wstawek po każdym rozdziale z pomysłami na ozdoby czy prezenty dla bliskich, stworzonych w ramach DIY. Ja się akurat do takich rzeczy nie nadaję, ale wiem, że niektórzy lubią i komuś może się przydać.

Czy polecam?
Jeśli lubicie zaczynać serię od końca i nie będzie wam to przeszkadzało, to myślę, że tak, jest to pozycja w okres świąt, a nawet na czas chwilę po, odpowiednia. Przyjemna, ciepła, czasem trudna, a czasem lekka, tak bym powiedziała. Ja się cieszę, że ją przeczytałam i przede wszystkim nie żałuję, bo mi się podobała. Być może nawet skuszę się kiedyś o poznanie wszystkich części serii i dowiedzenie się, co spotkało w życiu bohaterów, których miałam okazję poznać. Mam nadzieję, że ta opinia pomogła wam w podjęciu decyzji.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

16 grudnia 2019

117. "Szczęście przy kominku" ~ Gabriela Gargaś

Tytuł:Szczęście przy kominku
Autor: Gabriela Gargaś
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Wśród urokliwych, pokrytych śnieżnym puchem ulic kryje się wyjątkowe miejsce, gdzie rodzą się piękne opowieści – „Antykwariat z książką i kawą”. To tu, wśród opasłych tomów, przy kubku gorącej herbaty z sokiem malinowym czeka na ciebie Bunia, gotowa, by wesprzeć radą i dobrym słowem. Kiedy z nieba spadają wielkie płatki śniegu, a na choinkach migoczą światełka, w przerwie między świątecznymi przygotowaniami antykwariat odwiedzą okoliczni mieszkańcy. Przyjdą nie tylko na zakupy, ale również ze swoimi troskami i problemami. Czy ta wizyta odmieni ich życie?
Źródło opisu: okładka książki.

Człowiek tak naprawdę niewiele potrzebuje do szczęścia: przytulenia, pocałunku, czułych gestów wyrażających miłość, tego, żeby go ktoś wysłuchał i powiedział, że kocha. Nic poza tym. Wszystko inne jest dodatkiem do życia.

Święta tak naprawdę za rogiem i szczerze mówiąc, ja jeszcze tego klimatu nie czuję. Właśnie dlatego sięgam po świąteczne książki tak chętnie z nadzieją, że wreszcie to wszystko poczuję i będę cieszyć się z nadchodzących świąt jeszcze bardziej. Czy „Szczęście przy kominku” mi w tym pomogło?

Oczywiście, że wszystko, co myślimy, co czujemy, czego doświadczamy, ma znaczenie. Tylko czasami nie jesteśmy o tym w stanie powiedzieć, choćbyśmy bardzo chcieli. Nie ta chwila… Nie te emocje… Zbyt boli.

Nie wiedziałam czego oczekiwać po tej książce, ale na pewno spodziewałam się, że będzie w oczekiwanej przeze mnie tematyce, że gdzieś w tło całej historii będą wplecione przygotowania do Wigilii i cała ta otoczka. I gdy zaczęłam czytać byłam pewna, że właśnie to dostanę, że będzie to pozycja, która wprowadzi mnie w odpowiedni nastrój. Niestety, jestem tutaj na tym polu zawiedziona, bo nie poczułam… nic. Zabrakło mi tego, co robi się przed świętami i jak patrzeć na to, że to właśnie pozycja na ten czas przed Bożym Narodzeniem, to zabrakło mi tego tutaj. Tak naprawdę dopiero w ostatnim rozdziale dostajemy jakąś namiastkę, ale to także nie pomogło mi w przywołaniu ducha świąt.
Nie powiem jednak, że to książka zła, bo mimo, że zawiodłam się pod względem wyczuwalności klimatu, czytało mi się ją przyjemnie i cała historia także mi się podobała. Autorka przedstawiła tu opowieści kilku osób, pokazała zwyczajne, ludzkie problemy, z jakimi możemy się borykać na co dzień. Nie stworzyła idealnych bohaterów, idealnych życiorysów. Dodała im wady i pozwoliła, by popełniali błędy. W ten sposób Gabriela Gargaś chce nam pokazać, że mimo braku perfekcjonizmu w ludziach i ich czynach, mimo wszystko rodzina i bliscy są dla nas najważniejsi przez całe życie, ale w święta w szczególności. To nie prezenty zostaną z nami na zawsze, a właśnie ludzie, którymi się na co dzień otaczamy. Ten przekaz mi się podobał i mam nadzieję, że do wielu osób trafi, jeśli przeczyta bądź przeczytał tę książkę.

Ludzie starają się żyć dobrze. Nikt nikogo nie chce umyślnie skrzywdzić, ale czasami krzywdzi. Takie jest życie, błędów i zranień się nie ustrzeżemy.

Czy ja mogę coś więcej powiedzieć o tej pozycji? Hm… Była przyjemna i momentami także ciepła, ale jak dla mnie, mogłabym ją przeczytać każdego dnia w roku. Jest to lektura, którą można sobie wziąć na wieczór, by miło spędzić czas. Cieszę się, że miałam okazję ją poznać, bo zawsze to jakieś nowe doświadczenie i coś innego, niż czytam na co dzień, ale niestety nie ukrywam, że pod względem klimatu świąt, jestem zawiedziona, bo najzwyczajniej w świecie mi go zabrakło.

Mam nadzieję, że moja opinia pomogła wam w podjęciu decyzji czy chcecie po tę lekturę sięgnąć.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

09 grudnia 2019

116. "Słuchaj głosu serca" ~ Natalia Sońska

Tytuł:Słuchaj głosu serca
Autor: Natalia Sońska
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Jagna od zawsze kochała góry – tę miłość ma we krwi, bo z Zakopanego pochodzą jej mama i babcia. Choć rodzina wypytuje o potencjalnego narzeczonego, Jagna jest samotna. Ma tylko pracę i codzienne obowiązki w oddalonym od przepięknego południa Polski dużym mieście.
Gdy wreszcie poznaje wymarzonego mężczyznę, zaprasza go na święta do rodzinnego domu, by poznał jej bliskich. Jednak mama Jagny, rodowita góralka z charakterem, niechętnie patrzy na jej nowego wybranka. Czy kobieca intuicja dobrze jej podpowiada? Jagna jest przecież tak szczęśliwie zakochana…
Źródło opisu: okładka książki.

Zanim sięgnęłam po „Słuchaj głosu serca”, byłam nastawiona na lekturę świąteczną, która pomoże mi poczuć ten klimat. Sama okładka nasuwa skojarzenia ze świętami, czyż nie? A jednak zdarzyło się, że usłyszałam kilka opinii, które kazały mi podejść do tej książki nieco ostrożniej. Ciekawi jak było?

Jagna to mądra kobieta, która jest niezależna, pedantyczna, ale także samotna. Przez dość częste wzmianki ze strony jej rodziny na temat jej potencjalnego związku, sama zaczyna tego pragnąć i po trochu także szukać. Dokąd ją to zaprowadzi, tego nie powiem. Postać głównej bohaterki przypadła mi jednak do gustu, bo była rozważna, kochała góry, a przede wszystkim widać było, że rodzina jest dla niej naprawdę bardzo ważna. Nie była też wykreowana na osobę idealną, ani przesłodzoną, przez co dało się poczuć większą naturalność, większe zbliżenie do rzeczywistości – mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Tak jak pisałam powyżej, spodziewałam się raczej książki, która będzie idealna na okres świąt, w której będzie pełno nawiązań, gorączka przygotowań. Tu się, niestety, zawiodłam. Nie mogę dodać tej lektury do kategorii powieści świątecznych, z racji tego, że akcja rozpoczyna się pod koniec wakacji, a sam temat Wigilii pojawia się już naprawdę pod sam koniec tej historii, może w ostatnich trzydziestu stronach. I też mogłoby to zostać troszkę bardziej rozwinięte, moim zdaniem. Wolałabym tego nie mówić, ale prawda jest taka, że tego klimatu, którego oczekiwałam, nie poczułam.
Nie powiem jednak, że to była zła książka. Mimo, że nie spełniała tego, czego bym chciała, była naprawdę przyjemną lekturą, choć odrobinę mi się dłużyła z racji tego, że nastawiłam się na coś troszkę innego. Pomijając już ten minus, autorka posługiwała się lekkim piórem, stworzyła całkiem fajny romans, z naturalnością rozmów i zachowań. Chociaż rozdziały bywały długie, ale to już zależy od tego, co kto lubi.
Jeśli poszukujecie książki na święta, by pomogła wam wczuć się w nastrój, raczej tę lekturę bym pominęła, ale na jakiś inny okres, do podczytywania na wieczór z lampką wina czy herbatą to myślę, że jak najbardziej, chociaż nie nastawiałabym się na nic oryginalnego. Dla mnie ta opowieść była przewidywalna i niczym mnie nie zaskoczyła. Aczkolwiek autorka fajnie oddała klimat gór, jego otoczenia i zachowań mieszkańców. To mi się naprawdę podobało, a zwłaszcza wykreowanie babci Anieli, która była taką typową babcią, która nikogo z domu z pustym brzuchem nie wypuści i zawsze ma dla bliskich otwarte drzwi – zarówno do domu jak i do serca.
Natalia Sońska tą książką chce nam też coś przekazać. Coś, o czym wiem, że niektórzy zapominają. A mianowicie dokładnie to, co mówi sam tytuł książki: byśmy słuchali swojego serca. Nie tego, co inni mają nam do powiedzenia. Nie podążajmy za tym, czego ktoś od nas oczekuje, czego ktoś dla nas chce. To nasze życie i powinniśmy żyć tak, jak my tego chcemy, w zgodzie z samym sobą. A jeśli popełnimy błędy? No cóż. Każdy je popełnia i jedyne co możemy zrobić w takim wypadku, to wyciągnąć z tego wnioski.

Tym razem wam nie powiem czy polecam książkę czy nie. Sami musicie zdecydować, bo moim zdaniem bardziej oddaje klimat gór i Zakopanego, a tego świątecznego mi zabrakło. Chyba, że poszukujecie lekkiego romansu, nieco przewidywalnego, to może być to odpowiednia lektura dla was, ale ostateczne zdanie jak zawsze należy do was. Mam tylko nadzieję, że moja opinia pomogła wam w podjęciu decyzji.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

25 listopada 2019

114. "Zapach goździków" ~ Agnieszka Lis

Tytuł:Zapach goździków
Autor: Agnieszka Lis
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Gdy w pewien zimny, grudniowy dzień Arkadiusz odbiera telefon od dawnego znajomego, nie kryje zdziwienia. Nie rozmawiali przecież od czterdziestu lat… Zgadza się jednak na spotkanie. Wśród zapachu goździków i pomarańczy, w warszawskiej restauracji Prowansja rozmawiają o winnicy w Alzacji, którą odziedziczył przyjaciel Arkadiusza.
Tymczasem trwają przygotowania do Wigilii. Jak co roku u Arkadiusza spotykają się najważniejsi dla niego ludzie – rodzina, była żona, dzieci i przyjaciele. Bo przecież te wyjątkowe dni zawsze chcemy dzielić z najbliższymi.
Źródło opisu: okładka książki.

Święta coraz bliżej, a więc czas, kiedy można sięgać po świąteczne książki. Zaczęłam czytać „Zapach goździków”, nie wiedząc czego się spodziewać, ale za to ze świadomością, że muszę spojrzeć na nią nieco innym wzrokiem, niż na przykład na romans czy kryminał. Wiadomo, że w zależności od gatunku trzeba patrzeć na inne kryteria, a w tym przypadku postanowiłam głównie wziąć pod uwagę czy autorce uda się oddać świąteczny nastrój i zapewnić na okres świąt miłą, przyjemną lekturę. Ciekawi? To zapraszam do czytania!

Na początku ciężko było mi się wdrożyć w tę historię, zwłaszcza jak widziałam kilka stron zadrukowanych samym tekstem opisowym, a wiem, że niektórych to zniechęca. Mnie troszeczkę też, bo zawsze się wtedy obawiam, że będzie tak zwane lanie wody, niepotrzebna treść, byle historia wyszła dłuższa. Nie zamierzałam się jednak poddawać!
Już na wstępie powieści, zanim zaczniemy poznawać historię, najpierw poznajemy postaci. Jest opis występujących tam bohaterów, których troszkę występuje i na początku można się pogubić, więc na pewno jest to duże ułatwienie dla czytelnika. Akcja rozpoczyna się dosłownie kilka dni przed Wigilią, więc dostajemy całą tą świąteczną otoczkę. Strojenie domów, ubieranie choinek, przygotowanie potraw, a nawet ustalanie u kogo i na którą godzinę. To naprawdę mi się podobało i autorka całkowicie podołała, jeśli chodzi o oddanie tego klimatu. Szczerze? W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że pisząc wiadomość do znajomej chciałam się zapytać, jak idą przygotowania do świąt. Miałam wrażenie, że nie tylko w powieści Wigilia jest tuż tuż, ale również u nas, w świecie rzeczywistym. Więc to chyba dowodzi, że się wczułam, prawda?
To jest świąteczna opowieść, z malutką tajemnicą w tle, co dodaje tej historii smaczku, nie jest nudna, ale wzbudza nutkę ciekawości i pcha czytelnika przez kolejne strony. Mimo, że czasem występowały dłuższe opisy, to pióro autorki jest lekkie i przyjemne, a co więcej, jest… inne. Nie wiem jak w innych książkach tej autorki, ale wiem za to, że w ogóle w książkach jest taka… prostota? Zwyczajność. Natomiast tutaj zachowania bohaterów są takie eleganckie, wszyscy kulturalni, z manierami. Było to coś innego, ale moim zdaniem idealnie do tej opowieści pasowało. Jeśli miałabym powiedzieć z czym mi się kojarzy, to na pewno byłoby to dobre wino, muzyka klasyczna i płyty winylowe.

Nie będę wam opisywała bohaterów, nie będę streszczała o czym „Zapach goździków” opowiada, bo po prostu musicie sięgnąć po tę książkę sami i się przekonać. Jest lekturą, którą na ten okres świąteczny polecam. Autorka oddaje klimat w zupełności, czas oczekiwania, rodzinne ciepło. Jeśli szukacie tego typu lektury, to jak najbardziej, choć zdaję sobie też sprawę, że ta ‘inność’, o której wspomniałam, nie każdemu może odpowiadać. Mam za to nadzieję, że moja opinia pomogła wam w podjęciu decyzji.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

16 listopada 2019

112. "Choinka cała w śniegu" ~ Joanna Szarańska

Tytuł:Choinka cała w śniegu
Autor: Joanna Szarańska
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

W bloku przy ulicy Weissa prym wiedzie pani Michalska – dozorczyni zawsze gotowa służyć pomocą. Mieszkańcy przychodzą do niej po rady i wsparcie, a kiedy nadchodzi ten niezwykły czas, to jej najbardziej zależy na tym, by sąsiedzi byli sobie bliscy jak rodzina. Zanim jednak wszyscy zaczną świętować, muszą wyjaśnić sobie kilka spraw. Pomoc potrzebującym nie tylko ich zjednoczy, ale i sprawi, że odkryją w końcu, co jest naprawdę ważne.
Źródło opisu: okładka książki.

Coraz bliżej święta, więc w tym roku postanowiłam, że moje doświadczenie z książkami świątecznymi będzie bogatsze, bo jak do tej pory nie bardzo miałam czym się chwalić, a przede wszystkim – co polecać. Tym razem na szczęście udaje mi się trochę nadrobić. „Choinka cała w śniegu” jest trzecim tomem serii, ale sięgnęłam po nią bez czytania poprzednich części, a co więcej, bez znajomości twórczości Joanny Szarańskiej i nie czytałam też żadnych opinii, więc nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać, dlatego podeszłam do tej lektury… na spokojnie. Bez uprzedzeń, bez oczekiwań.
Autorka już od pierwszych stron stara się wprowadzić nas, czytelników, w świąteczny klimat i bardzo mi się to podobało. W końcu tego się oczekuje od tego rodzaju książek, prawda? Że pomogą poczuć nam te zbliżające się święta. Akcja rozgrywa się przed Wigilią, więc mamy tu wszystko. Pieczenie pierniczków – nawet jeśli kończy się to źle – strojenie choinek, wybieranie i pakowanie prezentów. Cała ta przedświąteczna gorączka naprawdę pomogła odczuć troszkę tego ducha świąt. Poczuć, że to już niedługo.
Nie jest to jednak tylko historia o świętach. „Choinka cała w śniegu” opowiada o losach różnych ludzi, o odmiennych charakterach i życiach. Nikt nie jest idealny, a niektórzy mogli doprowadzać do lekkiej irytacji – mnie się udało. Nie było słodko, wręcz przeciwnie. Zdarzały się problemy, jakie tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas. Joanna Szarańska próbuje nam jednak pokazać, że mimo wszystko, mimo kłopotów, mimo różnych charakterów, odmiennych zdań czy poglądów, najważniejsza jest rodzina. Zwłaszcza w takim dniu jak Wigilia. Powinniśmy zapomnieć o wszystkim i skupić się na najbliższych, pamiętać właśnie o nich. O swoich rodzicach, dzieciach, czy babciach. Nikt idealny nie jest, ale to rodzina. A rodzina zawsze powinna być na pierwszym miejscu, nie ważne co się wydarzy. Czasem musimy schować dumę do kieszeni i przeprosić, jeśli zrobiliśmy jakiś błąd.
Troszkę na początku przeszkadzały mi polskie imiona i nazwiska, bo nie przywykłam do tego po prostu, ale z czasem już przestałam na to zwracać nawet uwagę. I nawet bez względu na to, od początku czytało mi się tę książkę leciutko, przyjemnie i dość szybko, a dodatkowo autorka wplotła tutaj troszkę humoru.

Czy polecam? Cóż, „Choinka cała w śniegu” nie jest żadnym romansem, ale jest książką, która w tym okresie świątecznym może być odpowiednią lekturą. Lekka, ale też pokazująca, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Myślę, że dla rozluźnienia i na podczytywanie pomiędzy przygotowaniami do Wigilii będzie w sam raz, jeśli właśnie takiej książki szukacie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

06 listopada 2019

110. "Podaruj mi szczęście" ~ Lidia Liszewska & Robert Kornacki

Tytuł:Podaruj mi szczęście
Autor: Lidia Liszewska & Robert Kornacki
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Święta spędzone na Mazurach w gronie najbliższych są jak z bajki. Zimowe krajobrazy, drzewa przysypane śniegiem i długie spacery z dala od zgiełku miasta. Czy w takim miejscu każdy ból zostanie ukojony?
W tym roku córki Kosmy szykują dla niego niezwykłą niespodziankę. To będzie niepowtarzalny wieczór pełen miłości, wspomnień i wzruszeń.
Źródło opisu: okładka książki.

Nie jest tajemnicą, że po książki polskich autorów sięgam bardzo rzadko, ale do książki „Podaruj mi szczęście” podeszłam bez najmniejszych uprzedzeń i z ciekawością tego, co przyniesie mi ta historia. Odkryłam jednak, że jest to czwarty tom cyklu „Matylda i Kosmo”, dlatego zanim po niego sięgnęłam, zrobiłam małe rozeznanie czy mogę przeczytać to bez znajomości poprzednich tomów. I powiem wam tak. Jeśli chcecie poznać historię wcześniej wymienionej dwójki, zaczekajcie z przeczytaniem tej części, bo dostaniecie tu pewien spojler, którego pewnie wolelibyście uniknąć. Jeśli jednak nie interesują was wcześniejsze tomy to myślę, że śmiało możecie sięgać po tę część. Już wam mówię dlaczego.

Nie jest to romans, który opowiada historię dwojga bohaterów. Ta książka to zbiór rozdziałów, każdy z innej perspektywy, opisujący losy innych postaci. „Podaruj mi szczęście” to opowieść o rodzinie. I skrót o tym, jaką musieli przejść drogę, by znaleźć się w tym konkretnym miejscu, w jakim są w danej chwili. Każdą z tych postaci mogliśmy poznać lepiej i jestem pewna, że każdy z nich pojawił się we wcześniejszych tomach. Wszyscy, nawet obcy sobie ludzie, tworzyli jednak rodzinę, mogli na siebie liczyć. To mi się podobało. Brak znajomości pierwszego, drugiego i trzeciego tomu aż za bardzo mi nie przeszkadzał, bo autorzy starali się z grubsza wyjaśnić poruszane tematy, z czego jestem zadowolona, bo obawiałam się, że pojawi się wiele niewiadomych, dlatego plus dla nich.
Niestety, mam też kilka zastrzeżeń co do tej lektury. Według mnie była troszeczkę za słodka. Każdy dla każdego miły, z sercem na dłoni, nawet obcy sobie ludzie. I ja to rozumiem, ale mam wrażenie, że granica umiaru troszeczkę została przekroczona. Odnosiłam też wrażenie, że bohaterów nieco starszych nie dotyka ząb czasu. Jakby wszyscy – prócz występujących małych dzieci – byli mniej więcej w podobnym wieku. Choć jak teraz tak myślę, może to jednak był zamysł autorów, by pokazać nam, że nasza metryka nie powinna nas ograniczać.

Najważniejsze jednak – nie odczułam klimatu świąt. I to nie dlatego, że jest dopiero początek listopada. Nie. Każdy z rozdziałów był poświęcony historii danego bohatera, opowiadając ją w skrócie, o czym już wspominałam, a świąteczny klimat… pojawił się w samym końcu książki. Choć i tak nie dało się tego odczuć. Spodziewałam się, że skoro to lektura na okres świąt, będzie bardziej im odpowiadał, więc niestety, ale na tym polu jestem zawiedziona, nie będę ukrywać i was okłamywać.
To nie jest to, czego się spodziewałam. Książka ma swoje minusy i zabrakło mi też w niektórych rozmowach tej zwyczajnej prostoty. Wypowiedzi wydawały się troszkę… ‘filozoficzne’? Może niektórzy ludzie rzeczywiście na co dzień posługują się bardziej wyszukanym słownictwem a czasem pięknymi porównaniami, jak z książki, więc może to tylko w tej chwili moje przyczepienie się i być może wam to nie będzie przeszkadzało. Nie jest to jednak zła książka, bo okłamałabym was, gdybym tak powiedziała i niewątpliwie obraziła samą historię jak i autorów. Nie była to po prostu do końca literatura dla mnie. Aczkolwiek dla osób, które znają historię Matyldy i Kosma, to może być fajne dopełnienie i wiem, że wiele osób może ta książka kupić.

Podsumowując. Czy polecam? Nie powiem wam, że nie, ale czy tak? To zależy od tego co lubicie i czego oczekujecie od tej książki. Mam nadzieję, że moja opinia wam pomoże, ale pamiętajcie, że to są tylko i wyłącznie moje odczucia i wasze mogą zupełnie różnić się od tego, co ja czuję. Dlatego najlepiej będzie, jeśli po prostu sięgniecie po „Podaruj mi szczęście” i przekonacie się czy wpasowuje się ona w wasz gust.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.