Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty

28 stycznia 2022

293. "Oculta" ~ Maya Motayne

Tytuł:Oculta

Tytuł oryginału:Oculta

Autor: Maya Motayne

Data wydania: 03 listopada 2021

Wydawnictwo: Jaguar

 

Alfie i Finn nie widzieli się od kilku miesięcy, od czasu, kiedy wspólnie ocalili Kastalanię przed starożytną mroczną magią. Alfie w końcu zaczyna akceptować swoją rolę następcy trony i bierze udział w przygotowaniach do rokowań pokojowych, zaś Finn podróżuje, upajając się wolnością i niezależnością od Ignacia. Przynajmniej do czasu, kiedy nieoczekiwanie zostaje nową przywódczynią jednej z najpotężniejszych grup przestępczych w całej Kastalanii.

Plany Alfiego również stają pod znakiem zapytania. Tajemnicza organizacja, odpowiedzialna za zamordowanie jego brata, powraca. Jej członkowie próbują w każdy możliwy sposób storpedować rozmowy pokojowe. ALFIE I FINN MUSZĄ RAZ JESZCZE ZJEDNOCZYĆ SIŁY, aby wytropić nieuchwytnych zabójców i ocalić szanse na zawarcie pokoju z Anglezją. CZY JEDNAK ZDOŁAJĄ powstrzymać tak podstępnych wrogów zanim ich królestwu zagrozi nowa wojna?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Pierwszy tom tej serii, czyli „Nocturnę” czytałam już jakiś czas temu, dlatego zaczynając „Ocultę” miałam mały problem z przypomnieniem sobie wydarzeń z poprzedniej części, ale im dalej czytałam, tym było lepiej. Ta książka to dość spory grubasek, bo liczy sobie ponad pięćset stron i nie ukrywam, że troszeczkę czasu mi z nią zeszło. Dopiero po jakimś czasie się w nią wciągnęłam i większość przeczytałam w jakieś… dwa dni.

Mamy tutaj poruszone kwestie polityczne, charakterystyczne dla świata wykreowanego przez Mayę Motaynę i trochę tego sporo. Co jednak dla mnie się liczyło, to od początku coś się zaczynało dziać i jest to owiane tajemnicą, a bohaterowie planują tę zagadkę rozwikłać, więc wydarzenia wzbudzały moje zainteresowanie. Chociaż zaspojlerowałam sobie końcówkę, to powiem wam, że nie byłam tym zaskoczona, bo jakoś tak… spodziewałam się tego. Jak i pewnego zajścia, jakie tu nastąpiło, ale… nic nie zdradzam! Mimo wszystko, na szczęście, tak do końca przewidywalna ta lektura nie była. Powiem wam więcej. Pomimo tego, że zajrzałam na koniec (czego już od dawna nie robię!) to efekt zaskoczenia mimo wszystko tutaj był! Więc jak najbardziej jestem na tak! No i jest to jedna z tych książek, gdzie nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli i nie zawsze istnieją idealne rozwiązania. Powiem tak – nieco się tutaj działo!

Jedyne co tu zauważyłam i co delikatnie mnie bawiło, to dość często pojawiało się coś takiego, że bohaterowie rozumieli bardzo dokładnie myśli drugiej osoby tylko po spojrzeniu w oczy. Takie tam moje luźne spostrzeżenie.

Kwestia romantyczna… Nie spodziewajcie się tu nie wiadomo jakich fajerwerków. Raczej to jest tłem dla tej historii i choć uwielbiam romanse, to nie uważam, by to było coś złego. W tego typu książkach wręcz przeciwnie. Jeżeli chodzi o Finn i Alfiego, mamy tu jakby odwrócenie ról. To dziewczyna jest tą twardą, odważniejszą, a Alfie tym bardziej… delikatnym. Choć na szczęście nie jest jakimś ciamajdą. Na jego barkach spoczywa spory ciężar, który staje się z biegiem wydarzeń cięższy.

Jak sobie poradzą w obliczu tego, co się dzieje w ich świecie?

 

Jeśli lubicie takie klimaty fantastyki, to jak najbardziej polecam. Maya Motayne stworzyła oryginalny świat. Są tajemnice, intrygi, zwroty akcji – coś co ja bardzo lubię! Uważam też, że ta część jest lepsza od poprzedniej. No i jeżeli czytaliście pierwszy tom to na pewno warto się przekonać, co się dzieje u bohaterów, prawda? Teraz pozostaje tylko czekać na kolejną część!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

30 maja 2021

243. "Żelazna kraina" ~ Holly Black

Tytuł:Żelazna kraina

Tytuł oryginału:Ironside

Autor: Holly Black

Data wydania: 21 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Jaguar

 

Najciemniejszego dnia zimy w Pałacu Termitów odbywa się koronacja Roibena, której Kaye ani nie chce, ani nie może opuścić. Czy Silarial odnowi rozejm między tronami mocy i światłości? Czy też rozpocznie się odwieczna wojna z Cnymi elfami? Pośród zamętu i niepewności Kaye stara się przywrócić siostrze życie, które jej skradła. Nieopatrznie składa również przysięgę, z której musi się wywiązać, choć tak naprawdę wolałaby o niej zapomnieć.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Żelazna kraina” to kolejny tom z serii „Elfy ziemi i powietrza”. Spotykamy tu postaci z pierwszego tomu, ale także z drugiego i jest to zwieńczenie historii wszystkich bohaterów, jakich poznaliśmy do tej pory. Wiem, że bardzo dużo czytelników zachwyca się książkami tej autorki, ale ja jakoś tych odczuć nie potrafię podzielić, choć już trochę powieści spod pióra Holly przeczytałam.

Mimo iż czytało się lekko tę pozycję, to jednak nie potrafiłam się w nią jakoś za bardzo wciągnąć i przez pewien czas po prostu się męczyłam. To fakt, później trochę się rozkręciło, ale i tak ta opowieść mnie nie zachwyciła. Sięgnęłam po nią tylko dlatego, by zakończyć serię, ale na chwilę obecną nie bardzo wiem czy jeszcze zdecyduje się na jakąś kolejną książkę Holly Black, jeśli zostanie wydana u nas w Polsce.

Ta autorka we wszystkich swoich powieściach tworzy ten sam, magiczny świat, który już znamy z poprzednich książek. Ba! Nawet czasami są powiązania z innymi seriami. Podoba mi się to, jak wykreowała magiczne istoty, zasady panujące w ich krainach. Jest to niewątpliwie oryginalne, ale jednocześnie jestem ciekawa czy zdecyduje się stworzyć coś nowego, czego nie znamy z książek, które już zostały wydane.

Jako zakończenie serii, super. Wszystko zostało rozwiązane. „Serce trolla” było pierwszego tomu i zastanawiałam się czy to będzie miało jakieś powiązane w ostatniej części, ale jak mówiłam – tak. „Żelazna kraina” jest zakończeniem dla wszystkich ważniejszych postaci, jakie poznajemy. Drogi wszystkich zaczynają się krzyżować i ostatecznie wszystko zostało rozwiązane, co uważam na plus. Mamy tu dodatek romansu, który nie ogrywa głównej roli. Na pierwszym planie autorka stawia to, co się dzieje w krainie elfów. Jest więc akcja, od samego początku, choć dla mnie to też nie było jakieś emocjonujące, ale przynajmniej nie było nudy.

 

Nie jest to zła książka, została napisana lekko i w sposób zrozumiały, więc nie gubi się człowiek w tym, co się dzieje, ale mnie po prostu nie porwała i nie będę z utęsknieniem wracała do tej pozycji. Wiem jednak, że są fani Holly Black i magicznego świata, który kreuje, więc jeśli już czytaliście coś spod jej pióra i wam się podobało, to „Żelazna kraina” może być dla was. A nawet jeśli nic nie czytaliście z twórczości tej autorki, to spróbujcie, być może wam przypadnie bardziej do gustu, niż mi.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

28 kwietnia 2021

234. "Siostra gwiazd" ~ Marah Woolf

Tytuł:Siostra gwiazd

Tytuł oryginału:Sister of the Stars: Von Runnen und Schatten

Autor: Marah Woolf

Data wydania: 24 marca 2021

Wydawnictwo: Jaguar

 

Ukąszona przez sylfidę młoda czarownica walczy o życie, miłość i utraconą magię. Wielki Mistrz Loży rezygnuje z uczucia, by ocalić kraj przed inwazją zmiennokształtnych bestii. A szaleńczo przystojny i uwodzicielski demon rzuca się w wir misji dyplomatycznej.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Siostra gwiazd” to książka, która zebrała sporo pozytywnych opinii i przez to byłam jej coraz bardziej ciekawa. Podejrzewam, że jej oprawa przyciągnie niejedną okładkową srokę, bo mnie osobiście to także nieco skłoniło. Jednak jak mówią: nie oceniaj książki po okładce. Więc tego nie robiłam.

Jest to niezły grubasek i byłam pewna, że trochę czytanie mi jej zajmie, bo ostatnio z tym u mnie nie najlepiej. Aczkolwiek, pierwszego wieczora przeczytałam jakieś 97 stron, a następnego pochłonęłam całą resztę, bo nie mogłam się oderwać. To coś znaczy, prawda?

W fantastyce jest zazwyczaj tak, że główną część zajmuje magia i cały ten świat, a czasem romans zostaje wykluczony albo jest dodatkiem. W tym przypadku było inaczej. Oba te elementy są jakby na równi i w obu przypadkach bywało trochę nieprzewidywalnie, więc mogę powiedzieć, że elementy zaskoczenia były – co jak najbardziej na plus! Po tej książce można by się spodziewać wszystkiego i powiem wam jedno: nie zawsze istnieją idealne rozwiązania. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem i tak, jakbyśmy tego chcieli. Choć autorka stworzyła swój oryginalny świat, to wplotła też coś, co niektórym może być znane z filmów czy seriali i na tym trochę to oparła, co było dość fajnym zabiegiem.

Ta książka to nie tylko ładna okładka, ale również dobre wnętrze. Historia sióstr mnie wciągnęła i już teraz wam powiem, że sięgnę bez dwóch zdań po kolejne tomy, na które czekam z niecierpliwością. I dla okładkowych srok – wszystkie trzy będą na pewno świetnie wyglądać na półce! Ta powieść wywołała we mnie sporo emocji, że aż ścisnęło mi żołądek, dosłownie niestety, bo ja przeżywam mocno książki. Bywała momentami przewidywalna, ale jak wspomniałam – było też czym się zaskoczyć. No i czytało się bardzo dobrze, szybko, a co najważniejsze w takim gatunku, autorka pisze jasno i klarownie, przez co nie idzie się pogubić w tym świecie, jaki wykreowała i wszystko od początku do końca jest zrozumiałe. Bywało też momentami zabawnie, ale gdzieś od połowy czytałam ze ściśniętym serduchem. No i nie zabrakło tutaj akcji, która rozpoczyna się od początku, więc nie wieje nudą, choć jak wspomniałam: magia i romans idą ze sobą na równi. Pokazana jest też siła siostrzanej miłości i to, jak mogą liczyć na siebie w każdej chwili, niezależnie od wszystkiego.

 

Dla fanów fantastyki i romansu w jednym, naprawdę wam polecam. Nie mogę się już doczekać i jestem bardzo ciekawa, co też Marah Woolf przygotowała dla swoich bohaterów, których polubiłam i chętnie poczytam o ich dalszych losach. Mam nadzieję, że „Siostra księżyca” pojawi się już niedługo w zapowiedziach wydawnictwa, zwłaszcza po takim zakończeniu!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

03 kwietnia 2021

227. "Serce trolla" ~ Holly Black

Tytuł:Serce trolla

Tytuł oryginału:Valiant

Autor: Holly Black

Data wydania: 24 lutego 2021

Wydawnictwo: Jaguar

 

Świat siedemnastoletniej Val nieoczekiwanie wali się w gruzy, a ona szuka schronienia w wielkomiejskiej dżungli, gdzie wpada w towarzystwo zdecydowanie nieodpowiednie dla grzecznej panienki…

Tyle że Val nie jest zwyczajną dziewczyną z prowincji zagubioną w Nowym Jorku: jest uparta i nieposkromiona. Gdy na jej drodze pojawia się troll-alchemik, Val zostaje dilerką przedziwnego narkotyku, który może uchronić Mały Ludek przed zgubnym działaniem żelaza. Wplątana w rozgrywającą się na styku świata elfów i ludzi perfidną intrygę, Val dzielnie staje do walki, by odegrać decydującą rolę w dramatycznym starciu dwojga władców nie z tego świata.

Źródło opisów: okładka książki.

 

Z książkami Holly Black mam tak, że jedne podobają mi się bardziej, drugie mniej, ale jeszcze żadna mnie nie zachwyciła. Mimo wszystko widząc jej nazwisko w książkowych zapowiedziach, decyduję się po nie sięgnąć. „Serce trolla” to powieść, w której na początku pojawia się tylko namiastka magii, a potem musiałam trochę poczekać, aż będzie znów. Czasami miałam też wrażenie, że panuje tam lekki chaos i taki… luz w podejściu bohaterów do życia, odrobinę za bardzo.  Natomiast jeśli chodzi o Val, nie zawsze jej zachowanie mi pasowało i czasami mnie denerwowała swoim postępowaniem. Mogłabym tu przytoczyć konkretne przypadki, ale mimo wszystko nie chcę zbyt wiele zdradzać osobom, które nie czytały.

Ten tom, jak i poprzedni, są powiązane, ale nie są to dalsze losy Kaye i Roybena. Valerie to nowa postać, tak samo jak jej znajomi i tytułowy troll, który z wszystkich postaci, jakie się tam pojawiły, przypadł mi do gustu najbardziej. Co na plus? Na pewno to, że pojawiają się tam małe zwroty akcji i są pewne zdarzenia, dzięki którym robi się nieco ciekawiej i tajemniczo, bo nie wiadomo kto za wszystkim stoi i przede wszystkim – dlaczego? Na pewno w momencie, gdy zaczęły pojawiać się magiczne istoty, akcja nieco nabrała tempa i bardziej mi się podobała ta historia, choć i tak jakoś bardzo się w ten świat nie wciągnęłam.

 

Serce trolla” polecam fanom fantastyki, choć nie nastawiałabym się na zbyt wiele, ale też wiem, że może się niektórym czytelnikom spodobać. Mi też się podobało, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że ta lektura mnie zachwyciła. Raczej też do niej nie powrócę po raz kolejny i zbyt często nie będę wracała do niej myślami, ale nie była to zła książka i czytało się ją dość szybko. Chociaż tom pierwszy i drugi opowiadają historię innych bohaterów, to mimo wszystko, jeśli planujecie tę lekturę, zacznijcie od „Złej królowej”.

 

 Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

03 lutego 2021

210. Przedpremierowo: "Midnight Chronicles. Moc amuletu" ~ Bianca Iosivoni & Laura Kneidl

Tytuł:Midnight Chronicles. Moc amuletu

Tytuł oryginału:Midnight Chronicles. Schattenblick

Autor: Bianca Iosivoni & Laura Kneidl

Data wydania: 10 lutego 2021

Wydawnictwo: Jaguar

 

449 zbiegłych dusz. 449 dni, żeby posłać je z powrotem do krainy umarłych. Łowczyni duchów Roxy wie, że to misja praktycznie niewykonalna. Jej dni zdają się więc policzone. Dlatego nie jest jej na rękę, że musi mieć na oku tajemniczego Shawa, który był opętany i od tamtej pory nic nie pamięta. Szczególnie że z każdą chwilą, którą ze sobą spędzają, iskrzy między nimi coraz wyraźniej. A przez to Roxy może stracić nie tylko serce, lecz także życie…

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Midnight Chronicles. Moc amuletu” to książka, po którą po prostu musiałam sięgnąć i to nie tylko ze względu na śliczną okładkę. Została napisana przez dwie autorki, które bardzo lubię. Byłam też ciekawa, jak poradzą sobie nie tylko w duecie, ale również w nowym gatunku, bo pewnie wiecie, ale do tej pory słynęły raczej z romansów, nie z fantastyki. I przyznam szczerze, że na początku mój entuzjazm trochę opadł, bo jakby nie rozpoznawałam w stylu pióra ani Laury ani Bianci. Coś mi nie pasowało. Rozumiałam jednak, że obie musiały się odnaleźć. Nie tylko w tworzeniu historii razem, ale również w nowym gatunku.

I powiem wam, że tak jak na początku trochę marszczyłam nos, a dodatkowo uważałam główną bohaterkę za dość niemiłą osobę, tak potem przepadłam. Te dwie autorki, po których książki sięgam w ciemno, stworzyły naprawdę ciekawą opowieść.  Ta złośliwość Roxy też potem gdzieś zaginęła i odkryłam, że jest naprawdę zdolną, ambitną dziewczyną, która dźwiga spory ciężar. I to właśnie jej osoba i wydarzenia z jej życia nakręcają to, co się dzieje w tej powieści. No i jest też Shaw, który jest bardzo tajemniczą postacią.

Bianca i Laura w pełni skupiają się tutaj na wykreowaniu świata pełnym paranormalnych istot i na przedstawieniu go nam, czytelnikom. Porzucają też wątek romansu, choć też nie całkowicie, bo coś tam się pojawi. Na tym się jednak nie skupiają, co uważam za plus w tego typu literaturze. Też nie trzymają akcji w miejscu, ani też za bardzo nie rozwlekają wydarzeń. Na początku mamy lekkie wprowadzenie, a potem… cóż. Przekonacie się sami, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po „Midnight Chronicles. Moc amuletu”. Mamy oczywiście wpleciony humor, choć wierzcie mi, nie zawsze jest wesoło. Warto też wspomnieć, że autorki stworzyły coś swojego, oryginalnego. I ciekawego. Dodatkowo wszystko poprowadziły w sposób spokojny, dzięki czemu łatwo jest się orientować w sytuacji i przebiegu wydarzeń, a nie ma się poczucia, że panuje chaos i niewiadomo o co chodzi. Absolutnie. Dodatkowo mamy niewyjaśnione tajemnice, które wzbudzają ciekawość. I zdecydowaną chęć sięgnięcia po kolejne tomy. Podobało mi się to, jak autorki wykreowały świat paranormalnych istot i łowców duchów. I nie jest to historia przewidywalna ani nudna.

 

Jeśli jesteście fanami fantastyki, to jak najbardziej wam polecam. Może nie jest to wybitna i najlepsza książka z tego gatunku, ale na pewno bardzo dobra. Bez wątpienia sięgnę po kolejne części, bo jestem bardzo ciekawa tego, co wydarzy się dalej. Z tego co widziałam na goodreads, drugi tom ma lepsze oceny niż pierwszy. Jestem też pewna, że okładka skusi niejedną osobę, ale też środek jest wart zapoznania. A ja naprawdę nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów i trzymam za nich mocno kciuki, bo przed nimi jeszcze niejedno wyzwanie. W końcu ta seria New adult fantasy, która zaczęła się naprawdę obiecująco, ma liczyć sześć tomów.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

13 grudnia 2020

200. "Dlaczego król elfów nie znosił baśni" ~ Holly Black

Tytuł:Dlaczego król elfów nie znosił baśni

Tytuł oryginału:How the King of Elphame Learned to Hate Stories

Autor: Holly Black

Data wydania: 04 listopada 2020

Wydawnictwo: Jaguar

 

Książę elfów, wykarmiony kocim mlekiem i wzgardą, potomek rodu wprost rojącego się od potencjalnych następców tronu, urodzony z piętnem paskudnej przepowiedni… Może nie należy się dziwić, co z niego wyrosło.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Cardan jest jak haust mocnego trunku, który choć pali w gardło, to jednak dodaje animuszu.

Ktoś inny mógłby mieć zdanie zgoła odmienne, mówiąc: „Błagam o wybaczenie, lecz…”.

I dopóki będzie błagał, Cardanowi to nie przeszkadza.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Decydując się na „Dlaczego król elfów nie znosił baśni”, nie spodziewałam się, że to będzie taka krótka książka. I nie wiedziałam, że zostanie uzupełniona o ilustrację, więc zostałam przyjemnie zaskoczona. Jest to historia o Cardanie, którego mogliście już poznać z książki „Okrutny książę” i ta krótka powieść pozwala nam nieco inaczej spojrzeć na jego postać, zrozumieć czym się kierował, zachowując się w okropny sposób. Na przykład, dlaczego tak źle traktował Jude?

Nie jestem wielką fanką twórczości Holly Black, ale ze wszystkiego, co przeczytałam jej autorstwa, to właśnie ta krótka opowieść podobała mi się najbardziej. Warto chyba też wspomnieć, że lepiej nie czytać jej przed zapoznaniem się z serią o Cardanie i Jude, jednak po „Las na granicy światów” oraz „Zła królowa” możecie śmiało sięgać. Na pewno będzie to przyjemny dodatek dla fanów serii „Okrutny książę” i sam fakt, że znów możecie spotkać się z ulubionymi bohaterami, których historię troszkę sobie uzupełnicie po przeczytaniu „Dlaczego król elfów nie znosił baśni”.

Tę książkę czytało się błyskawicznie, bo choć nie liczy sobie nawet dwustu stron, to od tego trzeba też sobie odjąć ilustrację i nie zawsze tekst pokrywa całą stronę, więc w całości jest ich jeszcze mniej. Autorka przeplata troszkę morałów w snutych tu opowieściach, a nawet pokazuje, że każdy może wyciągnąć swoje wnioski z tej samej historii.

 

Nie wiem co tu wam jeszcze o tej książce napisać prócz tego, że jeśli szukacie czegoś na krótką chwilę z działu fantastyki, co czyta się szybko, a także przyjemnie, to polecam. Jak już wspomniałam, jeśli jesteście fanami Cardana i Jude, ta uzupełniona o ilustracje historia może być właśnie dla was przyjemną opowieścią. Była właśnie taka dla mnie, choć seria „Okrutny książę” mnie nie zachwyciła. Także jeśli szukacie czegoś w tym guście, to możecie sięgnąć po „Dlaczego król elfów nie znosił baśni”.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

09 listopada 2020

190. "Zła królowa" ~ Holly Black

Tytuł:Zła królowa

Tytuł oryginału:Tithe

Autor: Holly Black

Data wydania: 30 września 2020

Wydawnictwo: Jaguar

 

Uparta i niezależna, podróżuje z miasta do miasta z zespołem rockowym swojej matki, póki złowróżbne wydarzenie nie zmusi jej do powrotu w rodzinne strony. Tam, w przemysłowym krajobrazie New Jersey, Kaye odkrywa, że stała się pionkiem w odwiecznej walce o władzę między dwoma rywalizującymi królestwami elfów, walce, która może się skończyć jej śmiercią.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Po raz pierwszy mam tak, że nie bardzo wiem, co chcę tu napisać. „Zła królowa” to książka, do której miałam neutralne nastawienie. I muszę przyznać, że czytało się dość szybko i bezproblemowo, ale nie jest to powieść, która mnie zachwyciła i skradła moje serce. Już teraz mogę powiedzieć, że sięgnę po kolejne tomy, ale nie jest to historia, którą będę wspominać. Być może bardzo szybko raczej o niej zapomnę.

Choć jest to fantastyka, niewiele się tutaj działo. Dopiero pod koniec akcja nabiera jako takiego tempa i trochę się tam dzieje, ale nie jest to nic niezwykłego i emocjonującego. Moim zdaniem relacje pomiędzy śmiertelnikami nie są tutaj dopracowane. Były takie nienaturalne i w jednym przypadku nie wiedziałam nawet, skąd wzięła się przyjaźń między bohaterami, bo jej rozbudowania mi zabrakło. Co mnie w tej książce nieco bawiło to na pewno to, że choć magiczne istoty chronią swój świat i spowijają go tajemnicą, to nagle się okazuje, że wiele informacji można zleźć w interencie. To mi kompletnie nie pasowało tutaj.

Kaye też jest nieco dziwną bohaterką, jeżeli chodzi o jej zachowania. Była momentami egoistyczna, jakby pozbawiona wyrzutów sumienia. Jedyne co można jej przyznać, to była dość sprytna i cwana. Świat magii praktycznie musi odkrywać sama i chyba przychodzi jej to ze zbyt sporą łatwością.

Po przeczytaniu tej pozycji mogę chyba śmiało powiedzieć, że z książek Holly Black jest moją najmniej ulubioną, ale z racji, że jest to debiut, starałam się przymknąć oko na pewne sprawy, więc może przez to nie jestem tak negatywnie nastawiona po przeczytaniu. W „Złej królowej” zarówno relacje powinny zostać bardziej rozbudowany, jak i magiczny świat powinien być nieco lepiej przedstawiony.

 

Nie chce wam powiedzieć, żebyście nie czytali tej książki, bo wiem, że może się ona podobać i znajdzie swoich zwolenników. Po prostu każdy w tym gatunku poszukuje czegoś innego. Ja się w żaden sposób nie nastawiałam, więc w sumie nie jestem rozczarowana. Nie była to zła lektura, ale też nie najlepsza, wymagająca dopracowania. Mimo to w okresie, w którym ją czytałam, to się sprawdziła. Była lekka i luźna, do podczytania. Choć wiele się tu nie dzieje, to jednak też różne wydarzenia się nie rozciągają w nieskończoność, więc nie jest źle i przez to czyta się szybko. No i mamy tu wątek romansu! Oczywiście on też wymagałby poprawek, ale moja dusza romantyczki i tak jest zadowolona, że coś takiego się pojawiło.

Jeśli czytaliście, dajcie znać czy wasze zdanie odnośnie tej książki różni się od mojego czy jest podobne. A jeśli dopiero przed wami to mam nadzieję, że jednak do was trafi.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

16 października 2020

185. Przedpremierowo: "Pocałunek zwycięzcy" ~ Erin Beaty

Tytuł:Pocałunek zwycięzcy

Tytuł oryginału:The Traitor’s Kingdom

Autor: Erin Beaty

Data wydania: 21 października 2020

Wydawnictwo: Jaguar

 

Sage Fowler jako szpieg i doradczyni korony zdołała zapewnić swojemu krajowi zwycięstwo, choć zapłaciła za to wysoką cenę. Teraz, jako reprezentująca Demorę ambasadorka, staje przed jeszcze trudniejszym zadaniem: nie dopuścić do wybuchu wojny pomiędzy Demorą a wrogim jej do tej pory królestwem Kimisary.

Kiedy rozmowom pokojowym grozi zerwanie z powodu zamachu stanu, trzeba podjąć ryzyko i wprowadzić w życie niebezpieczny plan. Stawka jest wyższa niż kiedykolwiek wcześniej, zaś w tej rozgrywce pomiędzy zdrajcami jedyną pewną rzeczą jest kolejna zdrada.

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Pokochałam historię Sage i Alexa od pierwszego tomu i niesamowicie byłam ciekawa finału ich przygód, a jednocześnie bałam się tego, co autorka przygotowała dla swoich bohaterów, bo pamiętam doskonale, że zarówno w przypadku pierwszej, jak i drugiej części, Erin Beaty zafundowała mi niezłą dawkę emocji. Zawsze jest też strach, że seria, którą się bardzo lubi, może zostać zepsuta.

W tym przypadku nic takiego nie nastąpiło i nie wyobrażam sobie, że „Pocałunek zwycięzcy” mógłby być lepszy. Poznając dalsze losy bohaterów, miałam tak naprawdę chęć sięgnąć po „Pocałunek zdrajcy” i zacząć tę przygodę od początku. Co na pewno kiedyś zrobię. Może nie czytało się bardzo szybko, ale na pewno była to czynność przyjemna i wciągająca. Może na początku niekoniecznie, ale im dalej brnęłam w tę historię, tym coraz bardziej nie potrafiłam się od niej oderwać. Mamy oczywiście wątek romansu, tym razem nieco bardziej rozwinięty przez to, co dzieje się w prywatnym życiu Sage i Alexa. Ich więź oraz uczucie było niesamowite i wydawać by się mogło, że nie ma siły, która mogłaby ich rozdzielić. Jednak ten element nie był na pierwszym miejscu. To, co działo się w tej książce, było na pierwszym planie i o to w tym chodziło. Na początku wszystko jest spokojnie, ale z czasem akcja nabiera tempa i pojawiają się tajemnice, niebezpieczeństwo, zdrady. A każdy jest podejrzany. Wiele razy byłam przekonana, że wiem kto jest winnym, ale ostatecznie, choć nieco podejrzeń miałam, to i tak w jakiś sposób zostałam tym wszystkim zaskoczona.

Podobało mi się to, że choć bohaterowie wiele przeszli, dużo zrobili dla swojego kraju, to jednak nie osiedli na laurach i nie uważali, że należy im się to, co otrzymali za swoje zasługi. Wręcz przeciwnie. Chcieli na to wciąż zapracowywać. A przede wszystkim chcieli zapracować na szacunek. Kolejnym plusem też było to, że nie wszystko szło idealnie. Nie zawsze oni byli idealni. Czasami czułam irytację na niektóre zachowania, ale ostatecznie – jestem w stu procentach usatysfakcjonowana.

 

Jeśli lubicie fantastykę z wątkiem romansu, to polecam wam z całego serca. Jest to książka, gdzie sporo się dzieje, w której nie ma elementów zapychających treść, nie ma nudy. Jest za to niebezpieczeństwo, zwroty akcji i tajemnice. I niepewność tego, co się wydarzy i jak wszystko się potoczy. Naprawdę mogę wam ją polecić. I bardzo się cieszę, że ostatni tom tej trylogii mogłam objąć swoim patronatem. Jest tylko jedna rzecz, do której się przyczepię na sam koniec. Po przeczytaniu ostatniego zdania poczułam niedosyt i zatęskniłam za bohaterami. Tymi głównymi, ale tymi pobocznymi również. Dlatego mam nadzieję, że może kiedyś powstanie jakaś kontynuacja albo chociażby dodatek.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

31 lipca 2020

166. "Królestwo dusz" ~ Rena Barron

Tytuł:Królestwo dusz

Tytuł oryginału:Kingdom od Souls

Autor: Rena Barron

Data wydania: 01 lipca 2020

Wydawnictwo: Jaguar

 

Urodzona w rodzinie potężnych szamanów, szesnastoletnia Arrah zupełnie nie radzi sobie z magią, nie potrafi wróżyć z kości, nie umie przywoływać duchów przodków. Ku rozczarowaniu jej okrutnej matki, nie potrafi rzucić nawet najprostszej klątwy.

Pewnego dnia Arrah odkrywa, że jej matka kradnie dzieci, aby z pomocą czarnej magii stworzyć drugą, lepszą córkę. Kobieta planuje, że nowe, demoniczne dziecko obudzi Króla Demonów, którego nienasycone pragnienie dusz zniszczyło już niejedno królestwo. Tym razem, jeśli Król Demonów wróci, zniszczy wszystko na swojej drodze.

Zanim Arrah zdąży kogokolwiek ostrzec, jej matka więzi ją w klątwie milczenia. Aby powstrzymać matkę i demoniczną siostrę, której moc dorównuje nieśmiertelnym orishom, Arrah musi poświęcić resztę pozostałych lat życia. Każdy wykonany rytuał coraz bardziej zbliża ją do śmierci, ale dla Arrah najważniejsze jest, aby powstrzymać siostrę i Króla Demonów.

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Nieczęsto sięgam po fantastykę, ale jednak to robię i obok tej książki jakoś nie mogłam przejść obojętnie. Chyba odezwała się we mnie trochę okładkowa sroka, ale prócz ładnej okładki liczyłam też na ciekawą historię. I już mogę powiedzieć, że to nie jest powieść dla każdego. Mnie osobiście nie wciągnęła jakoś bardzo, nie była porywająca czy zaskakująca, ale też nie była zła i na swój sposób mi się podobała. Na pewno trzeba czytać uważnie, bo pojawia się dużo nazw plemion, sporo historii i lepiej się w tym nie pogubić, żeby wiedzieć o co chodzi w późniejszych wydarzeniach.

Trochę się tu dzieje, to trzeba przyznać i działa to na pewno na korzyść, bo w tego typu książkach powinno być właśnie dużo akcji. Pojawia się nawet wątek romansu i zakazanej miłości, której ciągle coś staje na przeszkodzie, ale nie wchodzi on na główny plan, co uważam za dobre posunięcie ze strony autorki, bo nie o to w fantastyce chodzi, prawda?

Podobało mi się, że tak naprawdę niewiadomo czego się spodziewać i autorka nie sprawia, że wszystko układa się zgodnie z planem i happy end jest niepewny do samego końca. Tak naprawdę to nie jest jedna z tych historii, gdzie jest mnóstwo szczęścia, lepszych rozwiązań. Jest poświęcenie i zło. Nie ma pewności czy decyzje podjęte przez bohaterów są słuszne. Nie ma też pewności co do tego kto tu jest tym złym a kto dobrym – nie tak do końca. A przynajmniej ja każdego podejrzewałam o złe zamiary.

Arrah to bardzo młoda i odważna dziewczyna, gotowa poświęcić wszystko, co ma. Od lat czuła się gorsza z powodu braku magii, a przede wszystkim czuła, że zawodzi najbliższych. W tym matkę, dla której nigdy miała nie być dostatecznie dobra. I jej bohaterka nie jest nagle wszechwiedząca i wszystko potrafiąca. Dziewczyna popełnia błędy, uczy się na bieżąco.

 

Królestwo dusz” to nie jest zła książka, ale też nie jest to najlepsza powieść z tego gatunku i nie wywołała we mnie jakiegoś wielkiego efektu ‘wow’. Aczkolwiek trzeba przyznać, że cechuje się oryginalnością i może niektórego czytelnika zaskoczyć (choć w moim przypadku to się nie udało). To, co stworzyła autorka wywołało moją ciekawość i na pewno sięgnę po kolejne tomy, jak tylko zostaną wydane u nas w Polsce, chociaż zdaję sobie sprawę, że trzeba będzie do tego czasu poczekać długo.

Mam nadzieję, że swoją opinią pomogłam wam w podjęciu decyzji co do sięgnięcia po tę pozycję.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

28 kwietnia 2020

145. "Las na granicy światów" ~ Holly Black

Tytuł:Las na granicy światów
Tytuł oryginału:The Darkest Part of the Forest
Autor: Holly Black
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Wydawnictwo: Jaguar

Hazel i jej brat, Ben, mieszkają w miasteczku Fairfold. To jedno z tych niewielu miejsc, w których ludzie i elfy żyją obok siebie, a magia leciutko przenika rzeczywistość.
Od dzieciństwa Ben i Hazel opowiadali sobie historię o chłopcu zamkniętym w szklanej trumnie: mówili, że on jest śpiącym księciem, a oni są jego mężnymi rycerzami. Z czasem Hazel odrzuca dziecinne bajania, wiedząc, że chłopiec nigdy się nie obudzi.
Ale rogaty chłopiec pewnego dnia się obudził. A Hazel musi szybko przypomnieć sobie, co robiła przez pięć ostatnich lat. W przeciwnym razie miasteczko czeka zagłada smutniejsza od śmierci.
Jedyna nadzieja w Hazel, jej muzykalnym bracie uwielbiającym rogatego księcia i w pewnym zabójczo przystojnym elfie.
Źródło opisu: okładka książki.

Hazel to dziewczyna bardzo śmiała i odważna, już od najmłodszych lat. Początkowo jej zachowanie niekoniecznie mi się podobało, chodzi o podejście do chłopców, ale już po kilku stronach zrozumiałam, że za tym coś się kryje i nie mogę jej od razu oceniać. I powiem szczerze, że ta zwykła, ale jednocześnie niezwykła, nastolatka zdobyła moją sympatię. Miała niejedno na głowie i widać było, że zrobi wszystko, by chronić swoich najbliższych.

[…] bo od najbardziej dojmującego smutku nie można się uwolnić, nie można się go wyzbyć, jeśli się z nim walczy. Jedyny sposób, by położyć kres żałobie, to przez nią przejść.

Świat przedstawiony w tej książce będzie znany dla osób, które czytały już trylogię „Okrutny książę”, ale pokazany z nieco innej strony. I nie wiem czy wiecie, tak naprawdę to „Las na granicy światów” został w oryginale wydany jako pierwszy, więc to wszystko co się tutaj dzieje, miało miejsce jeszcze przed tym, co wydarzyło się w „Okrutnym księciu”.  Nie będę ukrywać, że do tej powieści podeszłam z lekkim dystansem i rezerwą, bo pamiętam, jak zawiodłam się na pierwszym tomie wspomnianej trylogii. I to, w jaki sposób Holly Black postanowiła przedstawić tę historię, bardzo mi się podobało. Fajnym pomysłem było zmieszanie świata ludzi, świata śmiertelników, z magią i istotami nadprzyrodzonymi o magicznych zdolnościach.
 Jest dość sporo części opisowej i wiem, że nie każdemu to odpowiada. Ja nie za bardzo za tym przypadam, ale w tym przypadku mi to nie przeszkadzało i mimo tego książkę czytało się dość szybko. Żałuję, że zaczęłam ją w okresie, kiedy jakoś brak chęci do czytania, bo pewnie przeczytałabym całość w dwa, góra trzy, dni. Ta historia była ciekawa, z nutką tajemniczości. Nie wszystko było jasne, przez co naprawdę chciało się czytać i odkrywać kolejne fakty.
Może nie była to książka, która mnie zachwyciła i zrobiła duże wrażenie, ale naprawdę mi się podobała i powiem wam jeszcze, że wątek romansu też się znajdzie, chociaż nie spodziewajcie się po tym wiele, co jednak nie jest moim zdaniem złe. Akcja nie jest jakaś dynamiczna, ale nie jest też powolna i nie nudzi. Według mnie autorka fajnie wszystkim pokierowała i stworzyła mieszankę świata ludzkiego i magicznego, uzupełnionego w różne stwory i legendy. A przede wszystkim wykreowała naprawdę fajnych bohaterów.

„– Nie można ocalić miejsca. Czasami nadetnie można ocalić kogoś.
– A czy ty potrafisz ocalić siebie samego?

Jeżeli lubicie fantastykę, to „Las na granicy światów” naprawdę wam polecam. Nie jest to najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam, ale warta zapoznania. Nie odkrywamy też wszystkiego na samym początku, ale za to już na początku coś tam zaczyna się dziać, aż w końcu akcja nabierze odpowiedniego tempa. Mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła i jeśli przeczytacie, to będziecie z lektury zadowoleni. I szczerze mówiąc, troszkę mi smutno, że to koniec, bo chętnie jeszcze kilka rozdziałów bym przeczytała.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

19 marca 2020

141. Przedpremierowo: "Mroźne łzy" ~ Bree Barton

Tytuł:Mroźne łzy
Tytuł oryginału:Tears of Frost
Autor: Bree Barton
Data wydania: 25 marca 2020
Wydawnictwo: Kobiece

Mia Rose powraca do świata żywych. Musi odnaleźć swoją matkę w mroźnym królestwie Luumii. To jedyna szansa, aby ocalić bliskich.
Pilar uwalnia się od uroku Angelyne. Chce dotrzeć do Śnieżnego Wilka, legendarnego zabójcy czarownic. Na swojej drodze spotyka księcia Quina, który również szuka schronienia w Luumii.
Wszyscy muszą zmierzyć się z bolesną przeszłością i zdradą. Czy zdołają dotrzeć do magicznego królestwa, zanim będzie za późno? Czy w lawinie kłamstw istnieje jeszcze szansa na wolność?
Źródło opisu: okładka książki.

Uważam, że smutek ma moc. Zalewa nas, czy tego chcemy, czy nie. Jeśli go zignorujemy, narasta w nas i wydobywa się na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli pamiętamy, co straciliśmy, smutek staje się silniejszy, ale my też rośniemy w siłę.

Byłam bardzo ciekawa tej książki, zwłaszcza po zakończeniu, jakie zafundowała autorka w „Serce z cierni”, czyli pierwszym tomie tej serii, który naprawdę mi się podobał. Zabrałam się za tą część z pozytywnym nastawieniem, które niestety, zostało trochę zgaszone, gdy już zaczęłam czytać. Na początku w ogóle nie mogłam się wkręcić w tą historię i jak dla mnie, za mało się działo. Rozdziały mi się ciągnęły, czułam się troszkę rozczarowana, a przede wszystkim bałam się, że tak będzie aż do końca.
I tu jest dobra wiadomość, bo w końcu coś zaczęło się dziać, choć nie było tego efektu ‘wow’. „Mroźne łzy” to książka opowiadająca o magicznym świecie, który działa na własnych zasadach, z legendami, w które jedni wierzą, inni nie. To wszystko z czasem poznajemy,  sprawia, że ta książka jest lepsza. Do tego nie będę ukrywać, ale akcja mnie troszeczkę zaskoczyła, co jest jak najbardziej na plus, bo nic nie można wziąć w tej historii za pewnik. Nawet ludzi, którym ufamy. Historii, które znamy. Tego, w co wierzymy.

Żal za popełnione czyny zżera człowieka od środka jak trucizna. Wstyd jest zakrzywionym ostrzem. Patroszy cię, wyjmuje z ciebie wszystko, co – jak sądziłaś – ma jakś wartość. Wstyd drąży w tobie pustą przestrzeń, której nic nie zdoła wypełnić.

Wstęp „Od autorki” polecałabym przeczytać zanim zaczniecie zagłębiać się w tę opowieść, bo daje nieco inne spojrzenie na to, co się działo i w jakiś sposób wszystko uzupełnia. Bree Barton chce nam pokazać, że my, kobiety, powinnyśmy trzymać się razem. I nieco więcej, ale to musicie odkryć sami. „Mroźne łzy” jest książką, która jest podzielona na perspektywy i części. Możemy zobaczyć, co dzieje się u Pilar oraz Quina, ale także co u Mii. Każdy z tych bohaterów przeżywa własne rozterki, ma własne problemy. Te za sobą, jak i przed sobą.
To jest lektura, która wywołała lekki mętlik w mojej głowie. Miałam co do niej spore oczekiwania i niestety, na początku zostałam trochę zawiedziona, ale później sytuacja nieco się polepszyła. A zakończenie zostawiło we mnie ciekawość tego, co wydarzy się w trzeciej części, po którą najprawdopodobniej sięgnę, gdy tylko zostanie wydana na polskim rynku. Jeśli liczycie, że będzie to fantastyka z dodatkiem romansu, to nic z tych rzeczy. Owszem, pojawia się ten wątek, ale naprawdę w delikatnym stopniu, że prawie go nie było i tak naprawdę nie ma wpływu na to, co się dzieje. Co mi się podobało, bo w fantastyce, jak dla mnie, miłość powinna być w tle, a na pierwszym miejscu cała reszta. Myślę, że bardziej niż na uczuciach pomiędzy kobietą a mężczyzną, autorka skupiła się na siostrzanej więzi, ale tylko tyle zdradzę, bo ten wątek był jak dla mnie dość ciekawy i fajny.


Może serca maleją za każdym razem, gdy ktoś je łamie, aż w końcu zostaje ci w piersi tylko krwawy strzęp.

I najważniejsze pytanie: czy polecam?
Nie jest to najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam, ale też nie najgorsza i myślę, że należy dać jej szansę, bo wiem, że może się czytelnikowi spodobać, więc jeśli czytaliście pierwszy tom albo ciekawi was ta seria, to myślę, że możecie spróbować. Na początku byłam rozczarowana, potem zostałam trochę udobruchana tym, że akcja mnie zaskoczyła. Były intrygi i niepewność tego, kto jakie ma zamiary. „Mroźne łzy” ma swoje plusy i minusy. Mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam i mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

24 lutego 2020

133. "Nocturna" ~ Maya Motayne


Tytuł:Nocturna
Tytuł oryginału:Nocturna
Autor: Maya Motayne
Data wydania: 12 lutego 2020
Wydawnictwo: Jaguar

W Kastalanii magia to dobro luksusowe – na jej studiowanie mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi. Ale za żadne pieniądze nie można kupić magii popio, tej najbardziej osobistej, organicznej, najmocniejszej.
Książę Alfie interesuje się zakazaną magią. Często bierze udział w nielegalnych rozgrywkach, by móc korzystać z najpotężniejszych zaklęć. Finn, nastoletnia złodziejka, z równą swobodą porusza się po najbiedniejszej dzielnicy San Cristóbal, jak pomiędzy rezydencjami bogaczy. Magia, którą włada, pozwala jej bowiem dowolnie zmieniać wygląd. Losy tych dwojga splatają się po tajemniczym zniknięciu księcia Dezmina, starszego brata Alfiego. Alie, pragnąc uratować Deza, przypadkowo wypuszcza na świat potężną pierwotną magię, która zamierza doprowadzić do triumfu zła. KSIĄŻĘ I ZŁODZIEJKA PODEJMUJĄ WSPÓŁNĄ WALKĘ Z MROKIEM, ale najtrudniej jest im pokonać własne demony z przeszłości.
Źródło opisu: okładka książki.

Alfie i Finn są swoimi przeciwieństwami. Książę jest pełen dobroci i wrażliwości, choć nie zawsze postępuje słusznie. Ma zasiąść wkrótce na tronie, co nigdy nie było mu pisane i czego nigdy nie pragnął. Ta rola miała przypaść jego starszemu bratu – który zaginął. Alfie stara się nie krzywdzić ludzi. Dobro odzywa się w nim nawet wtedy, gdy ma do czynienia z kimś, kogo naprawdę nienawidzi. Zanim jednak zasiądzie na tronie, musi ratować królestwo przed kłopotami, które sam na nie ściągnął. I pomóc ma mu w tym Finn, złodziejka, której nie brak pewności siebie i sprytu. To ona jest odważniejsza i jak wspomniałam, chociaż oboje się od siebie różnią, tworzą naprawdę zgrany duet, choć nie od razu.
Nie będę ukrywać, że prócz opisu, skusiła mnie również okładka tej książki. „Nocturna” to fantastyczny świat, w którym magia przybiera różne barwy, a każdy, kto jest obdarzony propio – a nie każdy może się tym szczycić – posiada inną moc. Nie będę wam jednak zdradzać, jak funkcjonuje, by nie odbierać wam przyjemności z odkrywania, jeśli zdecydujecie się przeczytać. Podobało mi się, że to, co wymyśliła Maya Motayne w tej historii, jaką nadała formę magii, nie zostało jeszcze przeze mnie spotkane w żadnej literaturze z gatunku fantastyki. Jak dla mnie jest to coś oryginalnego i odkrywanie, jak funkcjonuje tam wszystko, było dla mnie przyjemną podróżą po tym świecie, który został także obdarowany własnymi legendami. I na szczęście autorka przedstawia wszystko w sposób, który pozwala nam się orientować w sytuacji i otoczeniu. A dla tych, którzy są miłośnikami mapek, w tej książce także ją znajdziecie!
Nie będę ukrywać, że w tej książce jest sporo opisów i wiem, że niektórym to przeszkadza. Mi na szczęście tym razem to nie wadziło w żaden sposób, ale też nie powiem, że czytało się szybko, bo nie, choć jest napisana prostym językiem, bez wyrażeń sprzed kilku wieków czy godnych tylko tego wykreowanego świata. Akcja też zaczyna się niemalże od początku, co mi się podobało, bo rozdziały nie ciągnęły się w nieskończoność i nie nudziły, a przede wszystkim tempo według mnie było odpowiednie. Wydarzenia miały swoje miejsce i czas, nie rozgrywały się to w ślimaczym tempie, ale też nie działy się za szybko. I nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem głównych bohaterów,  co dodawało ciekawości, ale… niestety troszkę była to historia przewidywalna, a lubię, gdy w fantastyce mogę się zaskoczyć.

Może „Nocturna” nie stanie się moją ulubioną lekturą z gatunku fantastyki, nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia, ale na pewno nie powiem, że mi się nie podobała. Bynajmniej. Była to fajna historia, mimo, że jak dla mnie trochę za bardzo do przewidzenia i na pewno nie żałuję, że przeczytałam. Jestem też pewna, że gdy pojawi się kontynuacja, to po nią sięgnę, bo jestem w sumie ciekawa, co autorka przygotowała dla swoich bohaterów. Jest to książka, która pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, dlatego mam nadzieję, że moja opinia pomoże wam w podjęciu decyzji czy chcecie po tę historię sięgnąć.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

20 lutego 2020

131. "Królowa niczego" ~ Holly Black

Tytuł:Królowa niczego
Tytuł oryginału:The Queen of Nothing
Autor: Holly Black
Data wydania: 15 stycznia 2020
Wydawnictwo: Jaguar

Władzę o wiele łatwiej zdobyć, niż utrzymać. Taką bolesną lekcję odebrała Jude, gdy w zamian za królewski tytuł zwolniła złego króla Cardana z przysięgi posłuszeństwa.
Teraz jest królową elfów, lecz na wygnaniu i wyczekuje okazji, by odzyskać, co utraciła. Sposobność pojawia się w osobie Taryn, nielojalnej siostry bliźniaczki, której śmiertelnemu życiu zagraża teraz śmiertelne niebezpieczeństwo.
Aby ją ratować, Jude ryzykuje własnym życiem; zakrada się w przebraniu na elfowy dwór, choć oznacza to konfrontację z Cardanem i własnymi uczuciami. Tymczasem w krainie elfów trwają przygotowania do krwawej wojny. Los rzuca Jude daleko na tyły przeciwnika, czego królowa nie omieszka wykorzystać w swojej własnej grze o tron.
Źródło opisu: okładka książki.

Po zakończeniu w „Złym królu”, jakie zafundowała Holly Black, byłam ciekawa co przygotowała dla swoich bohaterów w ostatnim tomie, a zwłaszcza jakie jest wytłumaczenie tego, co tam się wydarzyło. I tak jak „Okrutny książę” nie bardzo przypadł mi do gustu, tak kolejne części już mi się podobały, aczkolwiek bez zastrzeżeń się nie obyło. W drugim tomie główna bohaterka przyprawiała mnie o lekką irytację, ale w „Królowej niczego” już nie, chociaż małe ‘ale’ będę miała do tej historii.
Książkę czytało mi się przyjemnie i wzbudzała moją ciekawość, a zwłaszcza to co wydarzy się pomiędzy Jude a Cardanem i dlaczego zachował się w ten a nie inny sposób na koniec poprzedniego tomu.
Jeżeli chodzi o samą akcję, zaczęło się coś dziać dość szybko i bardzo dobrze, bo dzięki temu książka się nie ciągnęła, a naprawdę mnie interesowało to, co będzie dalej. Ponownie autorka odpuściła sobie elfowe żarciki, a stworzyła intrygi i różne knucia, co spowodowało, że tak naprawdę nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. I mogę śmiało powiedzieć, że to mi się podobało. Ta historia przypadła mi do gustu, chociaż nie trafi do mojej ulubionej fantastyki.
Królowa niczego” to fantasy z lekką domieszką wątku romantycznego, ale w tej powieści jest to jedynie dodatkiem, bo główną rolę w tej historii przejmuje to, co dzieje się w magicznej krainie i cieszę się, że nie stało się to bardziej romansem niż fantastyką i było więcej akcji, intryg niż uczuć. Aczkolwiek dla mojej miłości do wszelkiego rodzaju romansu w każdym gatunku literackim, troszkę było tego za mało (nie będę się jednak czepiała!).
Niestety, jest też jeden minus, który troszeczkę zepsuł moją ocenę tej książki. Wydaje mi się, że to, co działo się w ostatnich rozdziałach, rozegrało się zbyt szybko. Holly Black mogłaby dodać nieco stron i rozbudować te końcowe wydarzenia. Czegoś mi tam zabrakło i przede wszystkim było za krótkie. Gdyby autorka zrobiła to w nieco inny sposób, ta historia byłaby moim zdaniem jeszcze lepsza.

Seria „Okrutny książę” na pewno spodoba się niejednemu, bo wielu czytelników ją kocha i sama też ją wam polecam mimo, że pierwszy tom podobał mi się najmniej i nie będę wielką miłośniczką tego cyklu, ale druga i trzecia część w moim spojrzeniu tę historię uratowały. Zarówno w Jude, jak i w Cardanie zachodzą zmiany. Zwłaszcza w nim. Widać, że dojrzewa, nie tylko jako postać, ale także – a może przede wszystkim – do swojej roli i to mi się naprawdę podobało. Tak samo jak ciągłe intrygi i knucie za plecami oraz to, że nie wszystko było przewidywalne. A przede wszystkim to, w jaki sposób Holly Black wykreowała ten magiczny świat. Był niepowtarzalny, rządzący się swoimi prawami, pełen knowań i układów. Jeżeli fantastyka to wasz gatunek literacki, może wam się spodobać ta opowieść i mam nadzieję, że moja opinia pomoże wam w podjęciu decyzji czy jest to lektura dla was.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

19 lutego 2020

130. "Zły król" ~ Holly Black

Tytuł:Zły król
Tytuł oryginału:The Wicked King
Autor: Holly Black
Data wydania: 27 lutego 2019
Wydawnictwo: Jaguar

Ziemia kryje szczątki tych, którzy musieli odejść, ale to dopiero początek… Najpierw bestialski mord, potem krwawa rzeź królewskiej rodziny i nieoczekiwana koronacja – ale tak, to był dopiero początek.
Niemało trzeba sił, by zadawać cios za ciosem i nigdy nie poddawać się znużeniu. O tak, to pierwsza i najważniejsza lekcja: musisz być silna.
Gdy wyszło na jaw, że w żyłach Dęba płynie królewska krew, na Jude spoczęło brzemię odpowiedzialności za to, żeby jej braciszek po prostu dożył dnia, w którym będzie mógł przywdziać na swoje skronie koronę.
Tymczasem na tronie elfów zasiada zły król, Cardan, a Jude przybiera niewdzięczną rolę szare eminencji. Nie dość, że w świecie opętanych żądzą władzy magicznych istot wciąż zmieniają się sojusze i układy, to niełatwo jest zapanować nad kapryśnym władcą. Cardan nie zaniedbuje żadnej okazji, by sponiewierać i upokorzyć Jude, choć wcale nie słabnie jego deliryczna fascynacja dziewczyną.
Gdy staje się aż nazbyt jasne, że za sprawą knowań kogoś z bliskiego otoczenia śmirtnelne niebezpieczeństwo zagraża wszystkim, których Jude darzy miłością, nadchodzi pora, by zdemaskować zdradę, a przy tym przecież trzeba jakoś sobie radzić z mieszanymi i bardzo żywymi uczuciami, które w niej budzi Cardan – ongiś zepsute książątko, teraz król – król, nad którym należy panować, bo stawką jest utrzymanie się kruchej lesz zdeterminowanej ludzkiej istoty przy władzy (i przy życiu) w czarodziejskim świecie.

Bardzo długo zwlekałam z sięgnięciem po kontynuację tej serii, ale w końcu moja ciekawość zwyciężyła chwilę po premierze trzeciego tomu i stwierdziłam, że skoro już zaczęłam tę historię, chcę ją zakończyć. No i nie ukrywam, że ciągłe pochlebne opinie mnie ciekawiły, bo ja do „Okrutnego księcia” nie mogę przekonać się do tej pory dlatego pomyślałam, że przeczytanie kolejnych części może jednak mnie do tego świata i postaci przekona.
Nie będę ukrywać, że Jude troszeczke mnie denerwowała. Owszem, była inteligentna, waleczna, odważna i miała głowę do knucia i snucia intryg, ale czasami była zbyt pewna siebie i swoich umiejętności oraz wykazywała się próżnością. Za bardzo momentami jej się wydawało, że sama da sobie radę ze wszystkim i uważała się za troszkę zbyt ważną niż była w rzeczywistości.
Już bardziej przypadł mi do gustu Cardan, chociaż tytuł wpasował się w opis jego postaci. Był skory do złośliwości, do bycia wrednym i raczej nic go nie tłumaczy, ale w pewnym momencie jego postawa mi się podobała. Zaszła w nim pewna zmiana na korzyść. Choć powiem wam, że nie było to długotrwałe. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Na pewno ta część podobała mi się bardziej niż pierwszy tom. W poprzednim jak dla mnie było zbyt dużo zwyczajnej złośliwości magicznych istot, zbyt dużo igraszek, a za mało samej akcji. Natomiast w „Złym królu” może akcja od początku nie jest dynamiczna, ale coś zaczyna się dziać i jest tego więcej niż w przypadku „Okrutnego księcia”. Świat wykreowany przez autorkę jest pełen swoich zasad i praw, które sami musicie poznać. Jest wypełniony magicznymi stworzeniami, po których nie wiemy czego się spodziewać. Jest mnóstwo intryg, knucia, zwodzenia i łudzenia. Dałam się też kilkukrotnie zaskoczyć, co jest na plus tej historii, bo uwielbiam, kiedy książka chociaż troszkę mnie zdziwi.
Cała narracja jest przedstawiona wyłącznie z punku widzenia Jude i troszeczkę się zastanawiałam co też siedzi w głowie Cardana, gdy dzieje się to wszystko. I z jednej strony nie mogłam jakoś bardzo wgryźć się w tę książkę, ale z drugiej byłam ciekawa tego, co wydarzy się dalej i myślami już wybiegałam do trzeciego tomu – za który zamierzam wziąć się za chwilę. Przyznaję, że chwilami miałam problemy z przypomnieniem sobie co działo się w pierwszej części, bo od tego momentu minęło wiele czasu, ale na szczęście nie były to jakieś ważne elementy, a te ważniejsze kwestie zostały wyjaśnione w tym tomie. I chociaż jest to magiczny świat, na szczęście Holly Black przedstawia wszystko w sposób, który jest zrozumiały dla czytelnika.

Tak jak nie byłam przekonana do „Okrutnego księcia”, tak w tym przypadku troszeczkę zmieniłam zdanie. Nie jest nudno, chociaż postać Jude to czasami irytująca część tej historii, ale dałam się zaskoczyć i zakończenia nie do końca się spodziewałam, a które pozostawia w czytelniku ciekawość tego, co będzie dalej. Napisana w sposób zrozumiały i przede wszystkim ten świat, który wykreowała autorka nie jest powielany z żadnej innej historii fantasy, lecz po prostu stworzyła coś swojego i niespotykanego. Także jeśli to wasz gatunek literacki, to już będziecie wiedzieli po mojej opinii czy to książka dla was czy też nie – a przynajmniej mam nadzieję, że wam pomogłam w podjęciu tej decyzji.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.