Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Young Adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Young Adult. Pokaż wszystkie posty

18 marca 2023

347. "Start a Fire" ~ Julia Wolf

Tytuł:Start a Fire

Tytuł oryginału: „Start a Fire”

Autor: Julia Wolf

Data wydania: 22 grudnia 2022

Wydawnictwo: NieZwykłe

 

Osiemnastoletnia Grace Patel po dwóch latach wróciła do starej szkoły. Chce, żeby tym razem wszystko było inaczej niż wcześniej. Nie będzie starała się zyskać uznania w oczach rówieśników, postawi na dobre stopnie i spróbuje być niewidzialną na korytarzach.

Jednak już pierwsze dni w szkole pokazują, że to niemożliwe. Przykuła uwagę Sebastiana Vegi: chłopaka, o którym marzyły wszystkie dziewczyny, a który w niej wzbudzał jedynie strach. Wystarczyło, że na nią spojrzał, by Grace czuła na plecach dreszcze przerażenia.

Co takiego miał w sobie, że do tego stopnia tak na nią działał? Dlaczego wybrał właśnie ją? I czy jest szansa, że da jej spokój?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce, to było moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Nie powiem pióro Julii Wolf jest naprawdę przyjemnie, czyta się lekko, ale „Start a Fire” to literatura młodzieżowa bohaterowie chodzą do liceum przez co mamy tutaj do czynienia z zachowaniami typowymi dla nastolatków. Przyznaje że niektóre mnie troszeczkę denerwowały, a może raczej nie były dla mnie zrozumiałe przez co dało mi to do myślenia że ten gatunek już chyba nie jest dla mnie, troszeczkę z tego wyrosłam. Co muszę zauważyć, mimo że jest to Young Adult, mamy tutaj do czynienia z scenami seksu, no i moim zdaniem jak na taką literaturę to nie jest ich mało, więc jest to lektura z nutą pikanterii.

Przyznaję, wciągała mnie ta książka i historia bohaterów mimo, że miałam tam lekkie zastrzeżenia do ich zachowań, ale być może komuś innemu nie będą one przeszkadzały. To jest tylko mój odbiór, więc pamiętajmy o tym by do końca nie kierować się czyimiś odczuciami. Relacja pomiędzy głównymi bohaterami to zdecydowanie hate-love, bo na początku mamy do czynienia z nienawiścią. To co dzieje się pomiędzy nimi jest na pewno nietypowe, nie jest to słodki romans dwójki nastolatków, raczej mroczny, a w grę wchodzi obsesja.

Z racji, że nie jest to typowa młodzieżówka, o czym przekonywałam się z każdą przeczytaną stroną, to nie wiedziałam, czego się po tej lekturze spodziewać. Dodało to fajnej nutki niepewności, wzbudzało ciekawość tego, co będzie dalej i dzięki temu przestałam nieco zwracać uwagę na te zachowania.

 

Myślę, że mogę polecić wam tę lekturę, ale pamiętajmy, że tyle ile osób to tyle może być opinii. Na pewno sięgnę po kolejne książki tej autorki, a z tego co się orientuję, „Start a Fire”, to jest pierwszy tom serii, więc czekam na kolejny.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.

12 lutego 2022

296. "To, co za nami" ~ Vi Keeland & Dylan Scott

Tytuł:To, co za nami

Tytuł oryginału:Left Behind

Autor: Vi Keeland & Dylan Scott

Data wydania: 08 grudnia 2021

Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki

 

Zack od małego dobrze wiedział, jak potoczy się jego przyszłość. Będzie wiódł szczęśliwe życie u boku swojej najlepszej przyjaciółki. To właśnie ona, Emily, miała już zawsze być przy nim. Nieoczekiwana tragedia przekreśliła wszystkie plany chłopaka, pogrążając go w żałobie, z której nie potrafił się uwolnić.

Nikki, od kiedy pamięta, bez przerwy zmaga się z licznymi przeciwnościami. Czy istnieje coś trudniejszego niż codzienność w towarzystwie matki cierpiącej na chorobę dwubiegunową? Dziewczyna nie przewidziała, że po jej śmierci będzie jeszcze gorzej. Na jaw wychodzą skrywane od lat sekrety. Nikki nie ma wyjścia – rusza w podróż do Kalifornii, aby odkryć prawdę o swojej rodzinie.

Czy Zack i Nikki będą w stanie uleczyć się nawzajem? A może prawda, do której tak dążyli, po raz kolejny zniweczy ich plany na przyszłość?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Uwielbiam twórczość Vi Keeland i nie jest to żadną tajemnicą. Tak samo jak książki, które pisze w duecie z Penelope Ward. Dlatego też bez wahania sięgnęłam po „To, co za nami”, zastanawiając się jednocześnie jak wypadnie pisanie z innym autorem.

Na początku ta historia mnie wciągnęła, choć poczułam się zaskoczona, gdy się okazało, że jest to literatura młodzieżowa – czyli coś innego, niż Vi ma w zwyczaju pisać. Nie zraziło mnie to jednak, absolutnie. Przyznam, że czytając, przypominała mi się książka „Hopeless” od Colleen Hoover. Nie mówię, że są one takie same – absolutnie! Może troszkę klimat jest podobny i dlatego. Wracając jednak do lektury, czytało mi się naprawdę dobrze. Podobało mi się też to, że na początku jest wprowadzenie w historie bohaterów, poznajemy Zacka oraz Nikki i dowiadujemy się o tym, co ich spotkało, tym bardziej, że mamy tutaj pespektywę ich obojga.

Wiadomo, że ich relacja z czasem się rozwija. Właśnie. Tutaj, niestety, mam pewne zastrzeżenia. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że coś przegapiłam, że coś mnie ominęło w przebiegu ich znajomości. Zabrakło mi tu tego elementu od przyjaźni do czegoś więcej. Coś tam było, ale według mnie – za mało. Czytając wspólne momenty Zacka i Nikki czułam, że czegoś brakuje. Mianowicie tej naturalności. Właśnie jeśli chodzi o ich relacje to jak dla mnie wydaje się nie do końca dopracowana.

Sama historia i pomysł? Jak najbardziej na plus. Podobało mi się to, co zostało wymyślone i wykreowane. Pojawia się też pewna tajemnica i może nie wszystkie jej elementy były dla mnie oczywiste, ale ten najważniejszy przyznaję, był dla mnie pewniakiem od początku, więc muszę przyznać, że „To, co za nami” to powieść przewidywalna.

Troszkę się tutaj dzieje, fakt. Ale jest to ogólnie spokojna historia i na pewno nie spodziewajcie się tutaj pikantnych momentów.

 

Czuję się troszeczkę rozczarowana, nie ukrywam. Uwielbiam twórczość Vi. Jest autorką, po której książki sięgam w ciemno. Jednak to… to nie jest to, do czego Vi Keeland mnie, jako czytelnika, przyzwyczaiła. Być może wy nie odniesiecie wrażenia, że czegoś tu brakuje, że niektóre elementy mogłyby zostać bardziej dopracowane, więc najlepiej, jeśli sięgniecie sami i się przekonacie. W moim przypadku… nie jest to najgorsza książka jaką czytałam, na pewno nie. Jest po prostu… niedopracowana. Choć mam nadzieję, że wam się spodoba, jeśli postanowicie ją przeczytać!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niegrzeczne Książki.

28 czerwca 2020

161. "To nie jest, do diabła, love story" (Tom II) ~ Julia Biel

Tytuł:To nie jest, do diabła, love story” (Tom II)
Autor: Julia Biel
Data wydania: 17 czerwca 2020
Wydawnictwo: Media Rodzina

Coś, co Ella i Jonasz zmyślili na poczekaniu, urosło do rozmiarów piramidalnego kłamstwa i teraz żyje własnym życiem. Trudno stawiać wygórowane żądania, kiedy najlepsza przyjaciółka chce cię pogrzebać żywcem w twoim własnym szczęściu, a wszechświat odmawia współpracy. Zwłaszcza gdy się okazuje, że zakochanie to najkrótsza droga człowieka do autodestrukcji, a przełączenie się w tryb stand-by i wylot na amerykańskie wesele może ludzi albo do siebie zbliżyć, albo… popchnąć do zbrodni.
Ella i Jonasz to wybuchowa para, której historia zachwyca, rozśmiesza, wzrusza. To antidotum na prozę życia, która czasem nas przygniata i lekarstwo na wszystkie fakapy, jakie przydarzają nam się po drodze. To książka, której nie sposób odłożyć. Powiew świeżości w literaturze młodzieżowej.
Źródło opisu: okładka książki.

Tak jak i w przypadku pierwszego tomu, tak o drugim też na Instagramie zrobiło się dość głośno. Mimo, że miałam ciut zastrzeżeń co do poprzedniej części, to byłam bardzo ciekawa co Julia Biel przygotowała w kontynuacji i muszę wam powiedzieć, że według mnie jest ona lepsza. Możnaby powiedzieć, że Ella nieco dojrzała, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że jej zachowanie mi się podobało. Niestety, przez dużą część książki jej podejście mnie irytowało i chociaż Jonasz nie był święty, to podziwiałam go za jego pokłady cierpliwości i dziwiłam się, że nią nie potrząsnął albo nie wyszedł, trzaskając drzwiami.
Historia Jonasza i Elli mi się podobała, bo na pewno była w pewien sposób oryginalna. Autorka tak operuje piórem, że treść czyta się bardzo szybko, a przede wszystkim ilości przeczytanych stron się nie odczuwa i z tą częścią poszło mi sprawniej niż z pierwszą. Przejawia się tu zachowanie typowe dla licealistów, którzy z małego problemu robią wielki, a przy okazji lubią porobić trochę dram czy zagrywek. Jednak do „To nie jest, do diabła, love story” i do bohaterów pasowało to idealnie, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że ja jestem już trochę za stara na tego typu powieści. Choć nie powiem, podobała mi się ta książka, która (UWAGA!) mnie zaskoczyła pewną kwestią, za co ogromny plus dla Julii Biel, bo uwielbiam niespodzianki. Prócz tego, że Ella swoim zachowaniem testowała moje nerwy, to po przemyśleniu chyba nie mam więcej zastrzeżeń.
Akcji trochę jest, zwrotów wydarzeń również, co mi się podobało i jestem pod tym względem jak najbardziej na tak. Bohaterowie uczą się, jak ufać i pozbyć się niepewności. Muszę się jednak podzielić pewnym spostrzeżeniem, które dopadło mnie, gdy przeczytałam ostatnie zdanie. Miałam wrażenie, że to jest otwarte zakończenie i pewne kwestie powinny zostać jeszcze wyjaśnione. Przede wszystkim zabrakło mi dokładniejszego wyjaśnienia między głównymi bohaterami, ale też z tymi pobocznymi, więc pytanie do autorki: czy przewiduje się kolejną część?! Tylko czy będzie ona o Jonaszu i Elli czy może o pewnej Anielicy w złotych okularach?

Jeżeli szukacie takiej młodzieżówki ze sporą ilością humoru, z dwuznacznymi podtekstami i niemałą ilością dramatów licealistów, to polecam wam ją z całego serca. Mi naprawdę podobała się ta historia, na pewno bardziej od poprzedniej i tylko Ella psuła mi nastrój, ale na jej usprawiedliwienie mamy to, że ma dopiero szesnaście/siedemnaście lat, więc nie możemy oczekiwać od niej zachowania dorosłej, prawda? A dla Jonasza brawa za cierpliwość i podejście. Widać, że facetowi zależy! Dodatkowo na korzyść działa na pewno wydanie tej książki, więc pewnie wiele osób skusi się ze względu na okładkę, ale w środku też znajdziecie coś nietypowego.
Mam nadzieję, że wam pomogłam w podjęciu decyzji i na koniec powiem jeszcze jedno: „To nie jest, do diabła, love story”!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

29 lutego 2020

136. "Vincent Brothers" ~ Abbi Glines

Tytuł:Vincent Brothers
Tytuł oryginału:The Vincent Brothers
Autor: Abbi Glines
Data wydania: 12 lutego 2020
Wydawnictwo: Kobiecie

Lana, odkąd pamięta, żyje w cieniu swojej kuzynki. Ash zawsze była tą ładniejszą, mądrzejszą – prawdziwą duszą towarzystwa i chodzącym ideałem. Do tego jej wybrankiem jest boski Sawyer Vincent, jedyny chłopak, którego Lana pragnie.
Kiedy jednak Ash i Sawyer zrywają ze sobą, dziewczyna wreszcie może odmienić los brzydkiego kaczątka. Sawyer ma złamane serce, a ona wystarczająco dużo miłości, aby je wyleczyć.
Lana decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce. Czas wejść do gry i zawalczyć o uczucie, które może zaskoczyć wszystkich.
Źródło opisu: okładka książki.

Sawyer w „Vincent Boys” wydawał mi się być zbyt idealny. Grzeczny, ułożony i nikt o nim nie mógł powiedzieć złego słowa. Wtedy był dla mnie za miękki, po prostu. Jednak rozstanie z Ashton go zmieniło. Stał się złośliwy, a wszystko przez złamane serce, którego nie uleczył pomimo upływu czasu. Na pewno też nie pomagał mu widok byłej dziewczyny w ramionach jego brata, którzy się obściskiwali i ostentacyjnie okazywali swoje uczucia. Jak się okazało, nie tylko to rozstanie wyzwoliło na wierzch inne jego cechy, ale również pojawienie się Lany uwolniło w nim coś, o czym sam nie miał pojęcia. Mogłabym tu powiedzieć, jaki się stał pod jej wpływem, ale Ci, którzy czytali pierwszy tom, mogą przez to stracić trochę frajdy z odkrywania nowego Sawyera. Który w tej części bardziej przypadł mi do gustu.
Lana to bardzo miła dziewczyna, którą poznajemy troszeczkę w poprzednim tomie. Przechodzi metamorfozę pod względem wyglądu oraz ubioru i przyjeżdża na wakacje do kuzynki z pewnym postanowieniem, które dotyczy Sawyera. Jest naprawdę sympatyczna, ale też skryta i bardzo szybko można ją zranić. Stara się nie pokazywać po sobie, że ma problemy, bo nie chce się obnażać przed innymi, ale też ma inny cel. Może troszkę za szybko wybaczała Sawyerowi niektóre wybryki, ale w końcu serce nie sługa i podobno trudno się temu chłopcu oprzeć. Może nie od razu, ale szybko polubiłam jej postać i czasami było mi jej szkoda, bo naprawdę ta dziewczyna troszkę dostała w kość. I to od tych, na których jej najbardziej zależało.

Kiedy się zakochasz w odpowiedniej osobie, jako jedyna na świecie będzie miała moc doprowadzenia cię do łez.

Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź „Vincent Brothers” wiedziałam, że po nią sięgnę. Przede wszystkim byłam ciekawa, jak potoczy się historia tej dwójki, ale nie będę też ukrywać, że chciałam zobaczyć, jak układa się Ashton i Beau. Sawyer w tej części naprawdę cierpi po utracie swojej pierwszej – i jakby się wydawało: jedynej – miłości. I choć zwykle w tego typu książkach bywa, że po pojawieniu się tej odpowiedniej osoby złamane serce się goi, tak w tym przypadku chłopak naprawdę długo ubolewał nad rozstaniem i miał nadzieję, że dla niego i Ash jeszcze jest nadzieja. Za to Lana musiała na to patrzeć ze świadomością, że jest na drugim miejscu, ale się nie poddawała. Choć nie zawsze starcza siły, by walczyć, prawda?
Ta historia opowiada o stracie, o radzeniu sobie z nią i ruszeniu do przodu. Jednak nie wszystko przychodzi z łatwością i czasem trzeba więcej czasu i wysiłku. I nie chodzi tu tylko o sprawę Sawyera i Ashton, bo Lana również w jakiś sposób jej doświadczyła. Chociaż jeśli chodzi o młodego Vincenta, dość długo żył przeszłością, nie potrafił ruszyć do przodu nawet, gdy mu się wydawało, że jest inaczej. Z czego tak naprawdę się cieszę, bo Abbi nie zdecydowała się na szybkie rozwiązanie tej sprawy i nie uleczyła jego duszy już po kilku spotkaniach ze słodką i seksowną Laną.
Tak naprawdę ta książka nie opowiada tylko o tym, co dzieje się pomiędzy tą dwójką głównych bohaterów, ale jest to także zamknięcie rozdziału obu braci Vincent. Obaj przeszli ciężką drogę i nie chodzi tylko o to, że jeden drugiemu odbił dziewczynę. I podobało mi się to, w jaki sposób autorka domknęła pewną sprawę, jak rozwiązała to, co wydarzyło się w życiu… rodzinnym obu tych chłopców. Którzy tworzą naprawdę świetny zespół, ale tylko wtedy, gdy nie chcą sobie nawzajem skoczyć do gardeł. „Vincent Brothers” to nie tylko opowieść Lany i Sawyera, ale także Sawyera i Beau. Sawyera i Ashton. Kilka wątków, ale poprowadzonych w umiejętny sposób, bez tworzenia niepotrzebnego chaosu. Udało się z tego stworzyć przyjemną lekturę.

Jeżeli lubicie literaturę młodzieżową, to polecam wam tę książkę, ale zalecałabym jednak sięgnąć najpierw po „Vincent Boys”, bo bez tego możecie się w tej historii pogubić. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że drugi tom jest bardziej dojrzalszy od poprzedniego i podobał mi się bardziej, choć jednak jestem sercem przy Beau, który znów pokazał tą swoją stronę i zaborczość wobec Ashton. Czytało się tę książkę lekko oraz szybko, a do tego perspektywę mamy zarówno Sawyera, jak i Lany, co pomaga nam się zagłębić w uczucia ich obojga. Cieszę się też, że Abbi Glines zdecydowała się też zamknąć całkowicie tę sprawę pomiędzy Sawyerem i Beau w takim kierunku, jaki obrała. Skończyłam czytać z uczuciem, że wszystko zostało zamknięte, dopięte na ostatni guzik. I to mi się podobało. Mam nadzieję, że swoją opinią wam pomogłam i że zdecydujecie się po tę serię sięgnąć.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

28 lutego 2020

135. "Elita Brayshaw High" ~ Meagan Brandy

Tytuł:Elita Brayshaw High
Tytuł oryginału:Boysh of Brayshaw High
Autor: Meagan Brandy
Data wydania: 12 lutego 2020
Wydawnictwo: FILIA

„Dziewczyny takie jak ty, nie są mile przyjmowane w podobnych miejscach, więc się nie wychylaj i odwracaj wzrok”.
Powiedziała opiekunka społeczna, po czym podrzuciła mnie do kolejnej nory zwanej domem dla trudnej młodzieży.
Nie posłuchałam i wzbudziłam zainteresowanie. Chłopcy próbowali sprawić, bym przestrzegała ich zasad, dostosowała się do zaprowadzonego przez nich porządku społecznego. Niestety dla nich, nie uznaję zasad. Niestety dla mnie, są zdeterminowani, by mnie do nich zmusić.
Niesłychanie przystojni i traktowani jak elita trzęsą szkołą średnią Brayshaw High. A ja jestem dziewczyną, która stoi im na drodze.
Źródło opisu: okładka książki.

Raven to dziewczyna, która miała trudne życie i nadal ma, a przeszłość ciągnie się za nią w miejsca, do których podąża. A dodatkowo nigdzie nie przynależy. Jest osobą trudną, którą ciężko poskromić i na pewno nie trzyma się żadnych zasad. Nie jest też nigdy damą w opałach, bo przyzwyczaiła się radzić sobie sama, bez względu na sytuację. Jest pewna siebie, władcza i waleczna. Nie jest łatwo ją złamać. Swoją drogą nie wiem czy to możliwe, chociaż z czasem pojawia się coś, przez co można ją zranić. Raven to twarda dziewczyna, mocno stąpająca po ziemi i wie, czego chce. Nie oszukuje, jest szczera aż do bólu, ale też nie pozwoli, by ktokolwiek nią rządził.
Co nie podoba się trzem przystojnym chłopakom, którzy są Elitą w szkole. Wszyscy się ich boją, wszyscy im ulegają – jednak nie Raven. I to im się nie podoba. Na początku. Nie zdradzę wam imion tego trio, które skradło moje serce, chociaż nie od razu. Trzeba im dać czas. Na początku są groźni, dostają czego chcą i idą po trupach do celu, ale odkryłam również, że tych chłopców łączy naprawdę silna i wyjątkowa więź. Rozumieją się momentami bez słów, idą za sobą w ogień i są przy sobie zawsze. Chociaż każdy z nich jest różny, to  tworzą świetny zespół, którego nie sposób nie uwielbiać. To jest seksowne, władcze trio, którego wiele ludzi się boi. Prócz naszej głównej bohaterki, która, jak się okazuje, nie trzyma się ich zasad, lecz idealnie do nich pasuje. 

Wiecie, rzadko sięgam po książki, gdy są serią, a nie ma kontynuacji, ale sięgnięcie po „Elita Brayshaw Hight” mnie kusiło i w końcu zdecydowałam, że zaryzykuję. I z jednej strony bardzo się cieszę, że poznałam tę historię już, bo po prostu ją uwielbiam, ale z drugiej strony naprawdę ubolewam, że teraz muszę czekać na kolejne części i będę myśleć, co tam się wydarzy jeszcze, bo autorka skończyła w takim momencie, że naprawdę drugi tom i najlepiej trzeci przydałyby mi się w tej chwili.
Jest to literatura młodzieżowa i spodziewałam się czegoś typowego, ale na pewno tej książki nie mogę tak opisać. Nie spotkałam jeszcze się z taką historią i dlatego w głównej mierze ma moje serce. To, co dostałam, jest zupełnie czymś innym, niż oczekiwałam. Daleko do schematyczności. Wciągnęłam się w „Elita Brayshaw High” bardzo szybko i wiedziałam, że gdy skończę, będę czuła niedosyt. I tak właśnie jest. Meagan Brandy napisała bardzo ciekawą książkę, momentami zabawną, gdzie akcja jest dynamiczna i sporo się dzieje, ale w taki sposób, że we wszystkim idzie się orientować i nie ma niepotrzebnego chaosu. I choć tę powieść można liczyć do Young Adult, ponieważ bohaterowie są na etapie liceum, to jednak jest ostrzejsza niż historie z tego gatunku, które miałam okazję czytać. Tak naprawdę od początku do końca nie wiedziałam czego oczekiwać, co wydarzy się za kilka stron. Może nie zostałam zszokowana, ale też nie było przewidywalności.  To nie jest słodka historia, żadne love story. To opowieść o silnej braterskiej więzi, o władzy, zasadach i trosce o osoby, które są dla nas ważne. 


Myślę, że z czystym sercem mogę polecić „Elita Brayshaw High” każdemu, choć oczywiście wiem, że skoro w moim sercu zapadła naprawdę mocno, to innym może nie podobać się w ogóle. Jest to literatura młodzieżowa, ale coś zupełnie innego niż czytałam do tej pory (a trochę jednak tego było). Zabawna, troszkę zwariowana, pełna akcji. Nie ma czasu na nudę. Uwielbiam tą historię i jej bohaterów, za którymi tak naprawdę już tęsknię i liczę na to, że długo nie będę musiała czekać na kontynuację. Mimo, że to co dzieje się w tej książce, cała ta władza, jaką mają chłopcy, to coś, co raczej nie dzieje się w normalnym świecie, to jednak autorka stworzyła to wszystko tak, że dla mnie było to zupełnie naturalne i nawet nie brałam pod wątpliwość to, co się tam działo, a rozkoszowałam się każdym rozdziałem, które czytało mi się bardzo szybko i trochę żałuję, że skończyłam już. Potrzebuję więcej, bo mam delikatnego kaca książkowego! Mam nadzieję, że jeśli sięgnięcie po tę książkę to pokochacie tę historię tak samo jak ja!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu FILIA.

09 października 2019

105. "Królestwo" ~ Jess Rothenberg

Tytuł:Królestwo
Tytuł oryginału:The Kingdom
Autor: Jess Rothenberg
Data wydania: 02 października 2019
Wydawnictwo: Kobiece

Czekają tam na ciebie niezwykłe Czarodziejki – najnowsze osiągnięcie bioinżynierii. Wyglądają jak ludzie, wysławiają się jak ludzie, ale czy nimi są?
Jedną z nich jest Ana, stworzona po to, aby spełniać marzenia gości. Kiedy poznaje Owena, nowego pracownika parku rozrywki, zaczyna odczuwać emocje, które nie zostały jej zaprogramowane. Czy uczucie rodzące się w jej biomechanicznej piersi to… miłość?
Nad Królestwem zbierają się ciemne chmury, kiedy Ana zostaje posądzona o zamordowanie Owena. Jej proces okazuje się wydarzeniem stulecia. Z zeznań świadków, wywiadów i wspomnień Czarodziejki wyłania się historia splatająca miłość, kłamstwo i okrucieństwo, które odsłaniają prawdziwe znaczenie człowieczeństwa.
Źródło opisu: okładka książki.

Jess Rothenberg to autorka, której twórczość już poznałam i nie ukrywam, że byłam zdziwiona, gdy zobaczyłam jej nazwisko w nadchodzących premierach Wydawnictwa Kobiecego. A to dlatego, że Jess ma, a w zasadzie miała, na swoim koncie tylko jedną książkę i to wydaną w 2012 roku. Siedem lat to bardzo długi okres i szczerze mówiąc to nie spodziewałam się, że spod pióra tej autorki wyjdzie jeszcze kiedyś jakaś książka, ale wiedziałam, że po „Królestwo” sięgnę, bo chciałam poznać zarówno samą historię, jak i przekonać się jak Jess poradziła sobie po tak długiej przerwie. Ciekawi? To zapraszam dalej!

Ana jest robotem, hybrydą. Wygląda jak człowiek, zachowuje się jak człowiek, nawet jej skóra jest w dotyku jak prawdziwa. A jednak przez cały czas ma się świadomość, że nim nie jest. Jej cechy nie zostały wykształcone jak u ludzi, z biegiem czasu i doświadczeń. Jest miłą, życzliwą ‘osobą’ tylko dlatego, że w taki sposób została właśnie zaprogramowana. Tak ją napisano, stworzona. Mimo to zachodzą w niej zmiany na skutek tego, co się wokół niej dzieje. Zaczyna odczuwać nowe emocje – o ile roboty mogą czuć – pragnąć nowych rzeczy. Doświadczała uczuć znanych człowiekowi, co tworzyło ją bardziej… ludzką. Nie bardzo wiem nawet jak ją tu wam lepiej opisać i przedstawić, więc mam propozycję. Przeczytajcie „Królestwo” i przekonajcie się sami czy Anie jest bliżej do robota czy może człowieka.

Można by pomyśleć, że opis za dużo zdradza, wspominając o morderstwie Owena, ale to nie prawda, bo przez całą książkę dochodzimy do tego, dlaczego to się stało, okrywamy nowe fakty, nowe tajemnice, aż wreszcie, ostatecznie, poznajemy prawdę. To nie jest romans. Jess Rothenberg stworzyła świat hybryd, świat manipulacji, kłamstw i intryg. A przede wszystkim – oryginalny świat. Nie jest już chyba tajemnicą, że coraz ciężej jest stworzyć coś, czego nie da się porównać z inną książką. Tej autorce niewątpliwie się to udało, za co naprawdę ma ogromnego plusa.
Napisana tak lekko i prosto, że czytało się ją naprawdę przyjemnie, ale też mamy tu tajemnicę, która niekoniecznie jest tak prosta, jak się wydaje od początku. Autorka poprowadziła akcje w sposób ciekawy i dopracowany, dzięki czemu „Królestwo” jeszcze zyskuje. To nie jest też książka, o której można też tak po prostu opowiedzieć, bo jestem pewna, że nie wiem jak bardzo będę próbowała, to i tak nie będę wam w stanie przedstawić tego świata Kingdom należycie. Ta historia jest napisana głównie z perspektywy Any, ale są też rozdziały, które wprowadzają więcej pytań, ale niekoniecznie dają od razu odpowiedzi.

Czy polecam? Cóż, powiem tak. Dla osób, które lubią świat nieco fantastyczny, intrygi i tajemnice, owszem. Natomiast niekoniecznie będzie to lektura dla osób, które oczekują romansu. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po „Królestwie”, ale jestem jak najbardziej zadowolona. Nie było nudno, coś się przez cały czas działo w świecie Any i myślę, że niektórzy mogą dać się nawet zaskoczyć. Dlatego najlepiej jeśli sami sięgniecie po tę książkę i przekonacie się czy wam się spodoba, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to historia dla każdego. Mam nadzieję, że moja opinia pomogła wam choć trochę w podjęciu decyzji.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

02 sierpnia 2019

96. "Za głosem serca" ~ Joanne MacGregor

Tytuł:Za głosem serca
Tytuł oryginału:Hushed
Autor: Joanne MacGregor
Data wydania: 10 lipca 2019
Wydawnictwo: Kobiece

Osiemnastoletnia Romy Morgan ratuje uwielbianego przez siebie celebry tę od śmierci w odmętach oceanu. W ramach podziękowania zostaje zatrudniona jako jego osobista asystentka. Dołączenie do ekscytującego świata filmu wymaga od niej jednak poświęcenia – całkowitej zmiany swojego wizerunku, od stóp do głów.
Między nią a Loganem zaczyna się rodzić uczucie. Niebawem Romy odkrywa, że dla tej miłości zrezygnowała ze swojego największego marzenia i straciła szacunek do samej siebie. Kiedy poznaje straszną tajemnicę mogącą zniszczyć Logana, musi wybrać między miłością a zemstą.
Źródło opisu: okładka książki.

Ta książka na pewno zachęciła mnie swoją okładką, a także nawiązaniem do „Małej syrenki”. Na korzyść działało także to, że już miałam przyjemność przeczytać powieść spod pióra Joanne MacGregor, czyli „Jej wysokość P”, która okazała się być naprawdę przyjemną literaturą młodzieżową, dlatego tym razem nastawiłam się na coś podobnego.

Rzeczy, których nigdy w życiu nie udało nam się zrobić, żałujemy bardziej niż tych, które zrobiliśmy.

Romy to piękna osiemnastolatka, która nie do końca wie, jaką ścieżkę przyszłościową wybrać. Wie jednak, że uwielbia Logana Rusha i ma lekką obsesję na jego punkcie oraz sporą wiedzę na temat jego osoby. Uwielbia też wszelkie morskie stworzenia, a te, które są zagrożone, chce ratować. Ma niewyparzony język i odnosiłam czasem wrażenie, że ma trochę zbyt fanowskie podejście, ale rozumiem, to fikcja literacka i wszystko jest tu dozwolone, więc naprawdę się nie czepiam. Z biegiem wydarzeń, jakie mają miejsce w książce da się jednak zauważyć, że w dziewczynie zachodzi zmiana na lepsze, dorośleje. I wyciąga pewne wnioski.
Logan jest przystojnym młodzieńcem z niezwykłym talentem aktorskim, czasem o leniwych ruchach i z pewną tajemnicą, którą odkrywamy dopiero z biegiem czasu. Jak na takiego gwiazdora, nie zauważyłam w nim, by się z tego powodu wywyższał, ale spostrzegłam za to, że czasami splendor sławy mu przeszkadzał. Nie mógł żyć jak normalny chłopak, wszędzie czaiły się fanki albo dziennikarze. Bohater pokazuje, że życie aktora to nie zawsze taka bajka, jakby mogło się wydawać. Niestety, nie mogę pozbyć się wrażenia, że jego postać została nam przedstawiona w za małej ilości, że za słabo go poznałam Logana jako osobę. Większe skupienie było na jego życiu jako aktora niż na jego osobowości.

Mam totalnie mieszane odczucia co do tej książki. Z jednej strony była to fajna, lekka historia, ale z drugiej mam do niej pewne zastrzeżenia. Może dlatego, że nastawiłam się bardziej na wakacyjny romans, a tutaj autorka bardziej skupiła się na temacie zagrożonych gatunków morskich zwierząt i ich ratowaniu, niż na uczuciu pomiędzy Loganem i Romy, które swoją drogą trochę zbyt szybko jak dla mnie rozkwitło. Zwłaszcza od strony dziewczyny. A może nie zbyt szybko, tylko po prostu moment, w którym zaczęło się rodzić, nie został odpowiednio przedstawiony. A być może to tylko i wyłącznie moje wrażenia, nie mam pojęcia, ale chcę się z wami podzielić tym, co naprawdę czuję.
Na pewno podobało mi się w tej książce właśnie to, o czym wspomniałam powyżej. Joanne przedstawia temat, o którym ostatnio coraz częściej słyszy. I Romy podchodzi do tego naprawdę poważnie i widać, że sprawia jej to przyjemność, a nawet da się odczuć, że życie morskich stworzeń jest dla niej prawdziwą pasją.
Za głosem serca” pokazuje nam również, że to, co widzimy w mediach, co napisane jest internecie, nie zawsze ma cokolwiek wspólnego z prawdą i często to, co czytamy, jest wyssane z palca, a czasem jedynie na potrzeby reklamy. Nie mam zielonego pojęcia ile to ma wspólnego z prawdą, bo naprawdę się na tym nie znam, ale jak dla mnie pokazane w fajny sposób. To, co jednak jest od tego ważniejsze, a co autorka również stara się nam przekazać swoją książką, to to, by zawsze podążać za własnymi marzeniami, by podejmować własne decyzje i nie pozwalać, by ktoś nami kierował i próbował mówić, w jaki sposób mamy żyć i jakie ścieżki wybierać. Trzeba walczyć o to, czego naprawdę się pragnie.
Na koniec musze jeszcze wspomnieć, że jestem troszeczkę rozczarowana zakończeniem. Myślałam, że dostanę więcej na koniec i przede wszystkim odnoszę wrażenie, że pewna sprawa nie została w zupełności wyjaśniona.

Teraz najważniejsze pytanie. Polecam czy nie polecam?
Zauważyłam w tej książce minusy, którymi się z wami podzieliłam, ale nie mogę powiedzieć, że była to zła pozycja. Ma w sobie przesłanie, napisana lekkim stylem i nawet porównanie do „Małej syrenki” ma tu odpowiednie zastosowanie, choć nie pojawiają się żadne mistyczne stworzenia. Mimo zastrzeżeń, które wymieniłam, to cieszę się, że „Za głosem serca” wpadła w moje ręce i miałam szansę ją przeczytać. Decyzję oczywiście pozostawiam wam, ale jeśli mogę jeszcze coś dodać na koniec, to jeśli szukacie lektury ambitnej, to raczej się rozczarujecie. Natomiast jeżeli poszukujecie lektury na ten ostatni okres lata, by się odprężyć, to niewykluczone, że ta pozycja od Joanne MacGregor może wam się spodobać.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

29 marca 2019

73. "Jak poderwać drania. Ezekiel" ~ Sara Ney

Tytuł:Jak poderwać drania. Ezekiel
Tytuł oryginału:How to Date a Douchebag: The Failing Hours
Autor: Sara Ney
Data wydania: 27 marca 2019
Wydawnictwo: Kobiece

Ezekiel „Zeke” Daniels to niesamowicie przystojny i podły drań. Uwodzi kobiety tylko po to, aby chwilę później je od siebie odepchnąć. Violet DeLuca kompletnie na niego nie leci. Może i jest cicha i nieśmiała, ale nie jest głupia. Nie da się nabrać na jego zagrywki.
Zeke potrafi zaliczyć wszystko oprócz biologii, a Violet została wyznaczona na jego korepetytorkę. Będą jednak znosić swoje towarzystwo znacznie częściej. Razem biorą udział w programie pomocy dzieciom z ubogich rodzin. Czy w kampusie istnieje bardziej niedobrana para?
Choć Zeke nie chce się do tego przyznać, Violet na stałe zagościła w jego myślach. Czy to możliwe, że serce takiego drania jest zdolne do jakichkolwiek uczuć? Może właśnie ta dziewczyna sprawi, że świat ujrzy jego prawdziwe oblicze?
Źródło opisu: okładka książki.

Jak tylko przeczytałam pierwszy tom tej serii wiedziałam już, że sięgnę również po kolejne. Choć kiedy druga część została wydana coś czułam, że z Ezekiela będzie prawdziwy, tytułowy drań, ale zamierzałam dać mu szanse, chociaż jeśli mam być szczera – a zawsze staram się taka być w swojej ocenie – bałam się, że wpłynie to na moje spojrzenie na tę książkę i nieco uprzykrzy mi lekturę. Ciekawi czy tak było?

Violet to nieśmiała, szanująca się dziewczyna, miła i pomocna, ale potrafi się odgryźć, kiedy trzeba – zwłaszcza Ezekielowi. Dziewczyna ma naprawdę duże serce, otwarte dla każdego i z biegiem czasu przekonujemy się, że również zdolność do szybkiego wybaczania. A do tego miała wiele cierpliwości do wrednego Danielsa.
Natomiast „Zeke” został wykreowany na prawdziwego dupka. Poważnie. Momentami było aż ciężko z nim wytrzymać. Nie liczył się z nikim i nie obchodziło go, że ludzie mają uczucia i swoim zachowaniem może kogoś zranić. Nie miał łatwego dzieciństwa i to właśnie to wpłynęło na to jaki jest, chociaż myślę, że to nie usprawiedliwia tego, jak się zachowywał.
Oboje są swoim całkowitym przeciwieństwem i jedyne co ich łączy to ciężkie dzieciństwo i to, że są w jakiś sposób skrzywdzeni, noszą na swoich barkach jakiś ciężar. Bo nie tylko na „Zeka’a” to wpłynęło, ale na Violet również.

Książka jest napisana z perspektywy pierwszoosobowej i mamy rozdziały podzielone. Możemy poznać głębiej zarówno Ezekiela jak i Violet, co zawsze lubię w książkach, bo mamy większe spojrzenie na ich uczucia i powody pewnych zachowań. W pewnym sensie rozumiem również to, że Sara Ney ukształtowała głównego bohatera jako takiego dupka, w końcu to jest zamysł tej serii (jak wskazuje nazwa serii), ale momentami był naprawdę aż za wredny. Na szczęście obserwujemy to, jak relacja z Violet wpływa na chłopaka i było fajnie obserwować pewne zachodzące zmiany.
Jak poderwać drania. Ezekiel” to historia oparta na utartych schematach. Bogaty, przystojny i umięśniony sportowiec, prawdziwy dupek i słodka, niewinna dziewczynka, szara myszka. Mimo to ta historia była naprawdę fajna, miło spędziłam czas na jej czytaniu i niejednokrotnie wywołała mój uśmiech, bo były zabawne momenty, rozmowy.
W tej książce jest mniej odniesień do seksu niż w „Jak poderwać drania. Sebastian” co mi odpowiadało i w tej lekturze autorka bardziej skupia się na dzieciństwie, jak wpływa na dzieci relacja z rodzicami, rodziną – bądź ich całkowity brak. Jak to może ukształtować człowieka. A także w jakiś sposób na sytuacji finansowej. Już nie chodzi tylko o głównych bohaterów, mamy ten temat nieco bardziej rozszerzony.

Ta pozycja została napisana lekkim, prostym językiem i czytało się ją naprawdę szybko. Może i nie była to lektura ambitna, poruszająca ciężkie tematy, ale mimo to mi się podobała, coś sobą wnosiła i myślę, że jeśli szukacie czegoś na rozluźnienie, by się trochę pouśmiechać samemu do siebie, to może być właśnie książka dla was, chociaż uprzedzam, że trzeba uzbroić się w cierpliwość do Danielsa, bo irytuje, zwłaszcza w początkowych rozdziałach.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

27 marca 2019

72. "Onyx&Ivory" ~ Mindee Arnett

Tytuł:Onyx&Ivory
Tytuł oryginału:Onyx&Ivory
Autor: Mindee Arnett
Data wydania: 13 marca 2019
Wydawnictwo: Jaguar

Kate jest królewską kurierką, a w służbie pocztowej przeżywają tylko najlepsi i najszybsi z jeźdźców, bo gdy zapada noc, na polowanie wychodzą gadźce – morderczo groźne smoki-nieloty. Podczas jednej z misji dziewczyna natrafia na ocalałego z przeprowadzonej przez gadźce rzezi Corwina Thormane, syna władcy.
Corwin był pierwszą miłością Kate, przysięgła jednak wymazać go ze swej pamięci po tym, jak skazał jej ojca na śmierć. Teraz, gdy ich drogi znów się skrzyżowały, Kate i Corwin muszą zapomnieć o przeszłości, by stawić czoło mrocznej sile, mogącej zniszczyć cały znany im świat.
Źródło opisu: okładka książki.

Choć moja przygoda z czytaniem rozpoczęła się od fantastyki, na jakiś czas przestałam sięgać po książki z tego gatunku. Teraz natomiast staram się powoli znów z nim zaprzyjaźniać, ale książki wybieram starannie i się muszę kilka razy zastanowić czy aby na pewno chcę daną pozycję z wątkiem fantastycznym przeczytać. „Onyx&Ivory” po raz pierwszy zwróciła moją uwagę na instagramie. Sam opis również wydał mi się ciekawy więc pomyślałam sobie: a czemu nie?

– Lepiej mieć dwie osoby, które naprawdę szczerze cię kochają, niż całe miasto niepewnych przyjaciół.

Kate Brighton to dziewczyna młoda, wierna przyjaciółka, ale bywa również zadziorna i uparta. Mimo młodego wieku już nieco przeszła, ale aby tego było mało, jeszcze trochę przeszkód w życiu ją czeka. Nie ma lekko zwłaszcza przez przydomek, jaki zyskała – Zdrajczyni Kate. Ludzie ją napiętnowali, choć tak naprawdę ona nic złego nie uczyniła. Z tego powodu momentami naprawdę sporo musiała znosić, a jednak nie okazała się zwyczajną dziewczynką, która się załamie, zamknie w pokoju i będzie użalać się nad sobą. Kate nie była taka. Była delikatna, ale silna zarazem.
Corwin jako książę mógłby się wydawać chłopcem, który ma wszystko podawane na tacy, wszyscy się przed nim kłaniają, a jego życie jest usłane różami, dogodnościami. Nic bardziej mylnego. Ten młody, przystojny i odważny mężczyzna dźwiga na swych barkach naprawdę spory ciężar, co odkrywamy coraz bardziej, kiedy czytamy tę książkę. To, jak postrzega samego siebie. Bycie księciem również się okazuje dla niego brzemieniem, ale by to zrozumieć, trzeba tę lekturę przeczytać.
Tę dwójkę łączy wspólna przeszłość i uczucie sprzed lat. Prócz własnych problemów zmagają się również ze świadomością, że nie mogą być razem. Bez względu na to, jak bardzo silne łączyłoby ich uczucie, ich związek nie wchodzi w grę – nie w świecie, w którym żyli. Książę musi poślubić kogoś, kto jest równy rangą. A Kate na pewno nie jest księżniczką.
I tutaj na moment się zatrzymam. Bałam się, że ta historia bardzo skupi się na romansie niż elementach fantastycznych i przeróżnych wydarzeniach. Uwielbiam romanse, to fakt, ale jednak od fantastyki wymagam czegoś więcej niż tylko miłosnych wyznań i chwil uniesienia. Chciałabym powiedzieć, że uczucie pomiędzy tą dwójką było jedynie dodatkiem, ale nie powiem tego. To co łączyło Kate i Corwina to część tej książki, ale nie w nieprzyjemny sposób. Miłość w tym przypadku nie zaślepiała. Więcej – potrafiła otworzyć oczy na szerszy świat. Dlatego nie powiem, że miłości było tu dużo. Myślę, że była w odpowiednich proporcjach i przedstawiona odpowiednio – przynajmniej mit o pasowało.

Akcja w tej książce może nie jest jakaś wstrząsająca i bardzo dynamiczna, ale jednak już od początku coś się tam dzieje. Dziwne ataki, nowe stwory, powstające grupy. Powoli dawała nam do zrozumienia, że dzieje się coś więcej. Przez chwilę mieliśmy spokój, by potem wydarzyło się coś nowego. Pojawiają się pytania, tajemnice – to jest to, co lubię. Tak jak mówię, przez jakiś czas niewiele nowego się dzieje, ale tak naprawdę nie wiemy czy za dwie strony coś się nie wydarzy. Nie będę też ukrywać, że na koniec nieco autorka mnie zaskoczyła. Spodziewałam się, że wiem wszystko i wszystkiego się domyślam. Nawet bohaterowie wydawali się rozumieć zagadkę, byśmy potem wszyscy mogli się zdziwić.
Cały magiczny świat, jaki stworzyła Mindee Arnett jest niepowtarzalny. Przedstawiła nam go dokładnie, w przyjemny i zrozumiały dla czytelnika sposób, wyjaśniła jak działa tam magia, wszelkie przedmioty magiczne i jak funkcjonuje tamte środowisko. Przeplotła w tę opowieść również historię należącą do nich. Opowieści o wojnie, o zmianach jakie nastały z przebiegiem lat. Naprawdę mi to odpowiadało.

Sama narracja jest trzecioosobowa, ale mamy perspektywę zarówno Kate jak i Corwina, dzięki czemu więcej możemy zrozumieć, więcej się dowiadujemy, a słownictwo było wpasowane w historię, jeśli wiecie co mam na myśli, co pozwalało nam na lepsze wczucie się w ten fikcyjny świat.
 Mindee Arnett pokazuje nam jak może być okrutna władza, jak ciężkim brzemieniem może okazać się bycie kandydatem do następstwa tronu. Samo objęcie władzy nie jest takie jak w innych książkach, nie takie znów proste. To nie pierworodny syn dziedziczy rządy po ojcu. Wygląda to inaczej, ale więcej wam nie zdradzę – sami musicie się przekonać.
Zostaje nam również pokazane, że wiele ludzi musi żyć w ciągłym strachu o siebie, swoich bliskich, o swoje dzieci. Muszą się ukrywać. I to nie przed nocnymi gadźcami czy mrocznymi siłami. Nie. Żyją w obawie przed tymi, którzy dzierżą władzę. Mimo, że nie zrobili nic złego, nikogo nie skrzywdzili. Tutaj również nic więcej nie powiem. Na pewno znacie sposób aby dowiedzieć się o co mi chodzi.

Czy polecam wam tę książkę?
Przyznaję, że miło spędziłam czas czytając „Onyx&Ivory” i na pewno sięgnę po kolejną część czy części, jeśli zostaną wydane. Mi historia się podobała, wykreowany świat i to jak pokierowano wszelkimi wydarzeniami, ale nie oznacza to, że każdy będzie podzielał moją opinię. Mam jednak nadzieję, że dzięki moim wrażeniom uda wam się podjąć decyzję czy to książka dla was, czy może niekoniecznie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

19 stycznia 2019

62. Przedpremierowo: "Odrobina słodyczy" ~ Shari L. Tapscott

Tytuł: Odrobina słodyczy
Tytuł oryginału: Sugar and Spice
Autor: Shari L. Tapscott
Data wydania: 23 stycznia 20191
Wydawnictwo: Kobiece

Czasami smak życiu przywróci odrobina słodyczy

Harper porzuciła Teksas, aby przywrócić w rodzinne strony i wyznać miłość Brandonowi. Jednak chłopak miał już inne plany. Przedstawił wszystkim Sadie, swoją piękną dziewczynę.
W miasteczku rozpoczynają się przesłuchania do telewizyjnego show o wypiekach. Za namową siostry Harper decyduje się zgłosić. Jednak to konkurs dla par, a pech chciał, że jedyna osobą, która może z nią startować, jest nowa dziewczyna Brandona.
Harper i Sadie przechodzą eliminacje i trafiają do uroczego domku w górach. Na miejscu czeka na uczestników przystojny muzyk, który jest jednym z jurorów. Mason nie może oderwać oczu od Harper, a dziewczyna nie potrafi zdecydować, na widok którego z chłopaków serce bije jej mocniej.
Źródło opisu: okładka książki.

Seria Bling kojarzy mi się jako słodka i urocza. Poprzednie dwa tomy przypadły mi do gustu, były to naprawdę fajne młodzieżówki, dlatego nie mogłam się doczekać aż przeczytam „Odrobinę słodyczy”. Czy się zawiodłam?

Zarówno Harper jak i Brandona mamy już okazję poznać w dwóch poprzednich częściach cyklu i byłam pewna, że historia będzie toczyła się tylko między nimi, więc kiedy się okazało, że dochodzi jeszcze Mason, byłam zaskoczona, ale w pozytywnym sensie. No nie oszukujmy się, gdyby był tylko Brandon, wiadomo kogo wybrałaby Harper, prawda? A tak… nie wiemy. I przyznam szczerze, że już na osiemnastej stronie byłam niemalże pewna kogo wybierze, ale po kilku kolejnych rozdziałach wydarzyło się coś, co moje zdanie odmieniło.
Harper to dziewczyna raczej pewna siebie, która uwielbia piec babeczki i od lat podkochuje się w Brandonie, zabawnym, śmiałym, przystojnym i wysportowanym chłopaku, którego zna praktycznie od zawsze. I kiedy jest gotowa zacząć iść z nim przez życie okazuje się, że ten ma kogoś. Współczułam jej z tego powodu zwłaszcza, że dziewczyna Brandona miała być partnerką Harper w konkursie na świąteczne ciasteczka. Chyba nikt nie chciałby być na miejscu Harper.
I tu w akcję wkracza Mason, który jest przystojnym muzykiem, za którym szaleją wszystkie nastolatki – zdradzę wam, że siostra Harper również – i jego obecność potrafi niejednej odebrać mowę. Choć, jak już mamy zdradzone w opisie, Mason jest zainteresowany główną bohaterką, jej serce należy do kogoś innego.

Odrobina słodyczy” jest napisana tak prostym i luźnym językiem, a do tego mamy tam niemałą dawkę humoru, że niewątpliwie to lektura na kilka godzin, którą można pochłonąć na raz – tak jak zrobiłam to ja. Przez ten motyw trójkąta, jak tylko zaczęłam czytać wiedziałam, że nie zasnę póki jej nie skończę i nie ważne, która będzie godzina. Postanowienia dotrzymałam i jak już ruszyłam to zatrzymałam się na epilogu i skończyłam o czwartej nad ranem. Nie mówię, że każdego to dopadnie. Być może ja po prostu zaczęłam tę książkę w idealnym momencie. A raczej na pewno tak właśnie było, bo potrzebowałam książki lekkiej, zabawnej i słodkiej.
Ta taka była.
To nie jest książka wywołująca gamę różnych emocji, ale też nie jest nudna. Raczej coś na wieczór, przy czym możemy się pośmiać i rozluźnić. Ja się uśmiechałam prawie przez całą książkę najszerzej jak się dało. Powiem wam jednak, że w pewnym momencie zostałam też zaskoczona, a jeśli książka potrafi mnie zaskoczyć – jestem jak najbardziej na tak.
I tak jak mówiłam, już po pierwszym rozdziale byłam pewna kogo wybierze, a potem stało się coś niespodziewanego i nie wiedziałam. Później znów myślałam, że wiem. Później znów mi się pomieszało… Także może i przewidywalna, bo z góry sobie założyłam z kim ma być, ale jednak ziarenko niepewności zasiewa do samego końca. Kolejny plus moim zdaniem.
Bohaterowie nie byli jakoś bardzo złożeni. Ot, zwykli młodzi dorośli, których raczej życie zbytnio nie pokarało, ale na szczęście też mieli olej w głowie, za co dało się ich lubić. Zwłaszcza… pewnego chłopca – nie powiem którego! Ale chciałam, żeby z nim była. Od samego początku! Tylko tyle zdradzę.
Kolejne, o czym muszę wspomnieć, to to, że w „Odrobinie słodyczy” zostało pokazane jak działają show ‘od kuchni’, że tak powiem, że nie zawsze jest tak, jak widzimy to w ostateczności jako widzowie. To co jest nam pokazane, czasem jest tylko namiastką tego jest naprawdę. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie wiem, chociaż wcale by mnie nie zdziwiła. No i ta książka pokazuje nam, że trzeba dać człowiekowi szansę by go poznać, a nie z góry zakładać, jaki jest. Możemy się pomylić.

Najważniejsze pytanie, oczywiście. Czy polecam?
Dla osób szukających spokojnych, słodkich młodzieżówek – tak, tak, tak, tak! Jest idealna na odpoczynek po cięższych lekturach, jest zabawna, słodka i urocza. Mi osobiście strasznie przypadła do gustu i jeśli mam być szczera, najlepsza część. No i chyba partner Harper przebił nawet Harrisona. Albo… nie. Są na równi. Harrison to w końcu Harrison, nie?
Jeśli zastanawialiście się nad przeczytaniem tej książki, mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła w podjęciu decyzji, chociaż troszkę.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwo Kobiece.

01 listopada 2018

56. "Jak poderwać drania. Sebastian" ~ Sara Ney

Tytuł: Jak poderwać drania. Sebastian
Tytuł oryginału: How to Date a Douchebag: The Studying Hours
Autor: Sara Ney
Data wydania: 23 października 2018
Wydawnictwo: Kobiece

Nigdy nie oceniaj dziewczyny po jej kardiganie

Sebastian „Oz” Osborne to najlepszy zapaśnik w szkole, a zarazem prawdziwy drań. Od dziewczyn wymaga, aby były łatwe i ładne. Jameson Clark to ułożona uczennica, która nie lubi, kiedy ktoś jej przeszkadza w nauce.
W wyniku głupiego zakładu poznają się bliżej. Ich pierwsze spotkanie sprawia, że nie mogą o sobie zapomnieć. Sebastian nie chce kończyć przelotnej znajomości, a Jameson nie chce być zraniona. Przecież Oz to same mięśnie i góra kłopotów.
Czy chłopak przekona Jameson, że nie jest tylko jego kolejnym celem? Czy taki facet może zakochać się w szarej myszce?
Źródło opisu: okładka książki.

Ta książka pokazuje nam, że nie należy oceniać człowieka po pozorach. Zarówno Oz jak i Jameson nie są takimi, jak się wydają na początku.
James Clark wydaje się być nieśmiałą dziewczyną, której w głowie jedynie nauka. A to wszystko przez jej wygląd i częste odwiedziny w bibliotece. Prawda jest taka, że kardigan i sznur pereł to tylko pozory. Dziewczyna na pewno nie jest grzeczną bibliotekarką, za jaką początkowo ma ją główny bohater. Panna Clark jest pewna siebie, zadziorna i ma cięty język, jest dziewczyną z poczuciem humoru. I przede wszystkim potrafi się oprzeć Sebastianowi, chyba jako jedyna z całej uczelni.
No i tu przechodząc do Oza, według niego to niemożliwe, że ona go nie pragnie, że nie jest w jej typie. Przecież każda go pragnęła! Przyznaję, że momentami jego odzywki nie przypadały mi do gustu. Jak mamy w opisie, jest prawdziwym dupkiem i tutaj się z tym zgodzę. W głowie mu tylko seks i naprawdę, każdą rozmowę potrafi przekserować na ten temat. Natomiast związki to ostatnie o czym myśli. Bywał arogancki, zadufany w sobie, a niekiedy bywał chamem – takie odniosłam wrażenie.  Co jednak muszę mu przyznać, to był szczery z Jameson przez cały czas, nawet z tym, że ma ochotę położyć ją na stole i przelecieć. Od samego początku do końca. Zwłaszcza w tym pierwszym przypadku mógłby ją w czymś okłamać, a jednak zdobył się na prawdę. Dlatego ma u mnie za to dużego plusa. No i choć dziewczyna często mu się opierała, uszanował jej zdanie. Nie próbował niczego na siłę, nawet jeśli nie rozumiał, że mu się opiera, bo przecież jest Ozem Osbornem!

Co do Jameson i Sebastiana, była to naprawdę bardzo zabawna para. Zabrakło mi jednak nieco rozwinięcia ich życia poza swoją relację. Na dobrą sprawę nie wiemy zbyt wiele o ich rodzinach, o tym jak wyglądało ich życie. Nie są to też postaci jakoś bardzo skomplikowane i z jednej strony mogłabym to uznać za minus, bo lubię, kiedy postaci są skomplikowane, z biegiem wydarzeń możemy odkrywać ich osobowość, ale z drugiej… to sprawia, że książka jest inna, bo teraz prawie w każdej książce mamy ten element.
Kolejnym plusem tej dwójki jest to, że nie było pomiędzy nimi takiego wielkiego bum. Ich relacja rozwijała się powoli. Naprawdę powoli. Dużo czytelników będzie musiało uzbroić się w cierpliwość.

Jak poderwać drania. Sebastian” to książka z humorem, napisana lekkim, prostym i przyjemnym stylem. Fabuła jest oparta głównie wokół głównych bohaterów, ale zdarzają się też wątki z postaciami drugoplanowymi, jak znajomi Sebastiana czy Jameson.
To była fajna, zabawna historia, ale raczej nie będzie należała do dziesiątki ulubieńców, choć będę pewnie myślami czasami do niej wracała. Nie była ambitna, nie była jakaś bardzo skomplikowana, aczkolwiek skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie wywołała we mnie emocji. Wywołała zatrzymanie akcji serca – ja naprawdę przeżywam książki! I na koniec Oz powiedział coś, co skradło moje serce, ale oczywiście nic wam nie powiem!

Teraz najważniejsze pytanie i najtrudniejsze, jeśli chodzi o tę książkę. Czy ją polecam?
Bez wątpienia ta książka ma wady, ale także zalety. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, zabawnego i przyjemnego, to tak, jak najbardziej. Natomiast jeżeli chcielibyście od tej książki czegoś więcej… być może nie przypadnie wam do gustu.
Powiem wam tak.
Jest to książka, która jednej części się spodoba, a drugiej nie przypadnie do gustu. I ja wam ją polecam, ale myślę, że najlepiej będzie jeśli sami po nią sięgniecie i wyrobicie swoje zdanie i przekonacie się, do której grupy należycie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

16 października 2018

52. „Vincent Boys” ~ Abbi Glines

Tytuł: Vincent Boys
Tytuł oryginału: The Vincent Boys
Autor: Abbi Glines
Data wydania: 12 września 2018
Wydawnictwo: Kobiece

Ashton to chodzący ideał. Jest piękna, dobrze wychowana i ma wspaniałego chłopaka. Wydaje się, że wszystko jest perfekcyjne, a jednak dziewczyna ma dosyć takiego życia. Kiedy jej chłopak wyjeżdża, Ashot zwraca uwagę na jego kuzyna.
Beau jest niebezpieczny i nieprzewidywalny, jednak są zasady, których nawet on nie złamie. Z pewnością nie powinien dać się wciągnąć w żadną relację z dziewczyną kuzyna.
Wkrótce Ashton i Beau odkryją uczucia, z którymi trudno będzie im walczyć. Czy ulegną pokusie i dowiedzą się, jak smakuje zakazany owoc?
Źródło opisu: okładka książki.

Z opisu tej książki można sądzić, że jest to typowa, schematyczna młodzieżówka. Grzeczna, idealna dziewczynka i miejski łobuz. Choć ten motyw można spotkać nie tylko w literaturze młodzieżowej, bo jest naprawdę bardzo powszechny. Byłam bardzo ciekawa czy trochę od tego odbiegnie i zapewni coś nowego czy wręcz przeciwnie, dlatego zdecydowałam się po tę książkę sięgnąć.

Ashton Gray to naprawdę prawdziwy ideał. Wcielenia anioła, można powiedzieć. Grzeczna córeczka pastora, dobrze wychowana, milutka, pomocna, a dodatkowo ma u swojego boku idealnego chłopaka, nad którym każdy się rozpływa i ta para jest jak z obrazka. A jednak prawda wygląda nieco inaczej i Ash nie jest do końca taką, za jaką wszyscy ją mają i być może nawet jej rodzice i chłopak nie wiedzą, jaka ona jest. Jedynie przy Beau dziewczyna jest tak naprawdę sobą. Tylko on zna prawdziwą Ashley Gray.
I przyznam szczerze, że czasami to jej podejście mnie denerwowało. To, że udaje kogoś innego, bo boi się co ktoś o niej pomyśli. Przejmowała się zdaniem innych bardziej niż tym, że z tego powodu zatraca prawdziwą osobowość i nie czerpie w pełni radości z życia, bo to czego pragnie wiążę się z tą drugą jej częścią, którą ukrywa przed światem – tylko nie przed Beau. Oczywiście dziewczyna ma swoje powody i z czasem stawało się to dla mnie bardziej zrozumiałe, ale nie ukrywam, że początkowo miałam ochotę złapać ją za ramiona i potrząsnąć.
Jeśli chodzi o Sawyera, był dla mnie za idealny. Po prostu. Był ułożonym chłopcem, który zawsze wie jak się zachować i wie co powiedzieć, a nikt nawet o nim złego słowa nie pomyśli. Czasem miałam wrażenie, że to takie miękkie kluchy, nic na to nie poradzę. Nie ten typ, który lubię. Pamiętajmy jednak, że ideałów nie ma. Nawet w książkach.
Natomiast Beau Vincent, kuzyn Sawyera, był dokładnie w moim typie. Niegrzeczny chłopiec, który ma gdzieś zdanie innych i robi to, co chce. Wszyscy go widzą takim, jakim naprawdę jest.  A może inaczej – widzą go takim, jakim chcą widzieć. Bo Beau nie jest zły do szpiku kości jak o nim wszyscy myślą. Mimo wszystko to dobry chłopak. Trzeba mu tylko dać szansę. A jednak potrafi być niebezpieczny i jest wiele osób, które się go boją i wiedzą, że z nim zadzierać nie można.
Tych dwóch chłopaków różnią się diametralnie. Oprócz nazwiska i więzów krwi nie łączy kompletnie nic. Są jak woda i ogień. No, łączy ich jeszcze uczucie do Ashton. Tylko czy będzie wolała popłynąć, mając idealne życie u boku idealnego chłopaka czy będzie wolała się sparzyć i pozwolić sobie na bycie sobą przy boku niegrzecznego chłopca?

Mam nadzieję, że to co piszę nie jest chaotyczne i nie będzie w dalszej części, ale ta książka sprawiła, że naprawdę nie wiem co mam myśleć o niej. Nie skreślam jej, bo to nie jest zła opowieść. Czytało mi się ją naprawdę dobrze, a jedyne zażalenie jakie do niej mam to postawa i zachowanie Ashton. Czasami denerwowało mnie jej rozumowanie, a także zachowanie. Chciałabym wam tutaj powiedzieć dokładniej o co chodzi i wyjaśnić czemu takie miałam podejście, ale nie chcę wam zdradzać niczego z tej książki.
Jak już napisałam wcześniej, z czasem jednak zaczęłam lepiej rozumieć główną bohaterkę. Im bliżej końca byłam, to nawet zaczynałam ją popierać i przyznawać jej rację. Może momentami bywała egoistyczna, ale w którymś momencie to właśnie swoje dobro i szczęście postanowiła zepchnąć na dalszy plan, a na piedestale postawiła kogoś innego, co mi się bardzo podobało w jej postawie. I tak jak początkowo mnie nieco denerwowała, tak z rozdziału na rozdział moja sympatia do niej wzrastała.

W zasadzie ta młodzieżówka nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród innych. Była nawet bardzo przyjemna, a przy kilku ostatnich – niestety, ale dopiero wtedy – wzbudziła we mnie też różne emocje. Podobało mi się w niej to, jak wszystko na koniec się rozstrzygnęło. Sprawa między kuzynami, choć jednego z nich w którymś momencie miałam ochotę rzucić pod pociąg, gdy zamiast reakcji potrafił się tylko gapić, sprawa z Ashton, a nawet postawa jej rodziców.
Koniec „Vincent Boys” nie był powalający i jakiś wyjątkowy, ale mi się podobał. Napisana lekkim przystępnym językiem. Wszystko w nim zostało zamknięte, wszystko wyjaśnione i sprostowane. Znaczy… może nie wszystko. Ale liczę, że to co zostało jeszcze do rozwiązania, zostanie zrobione w kolejnej części, po którą na pewno sięgnę.

Najważniejsze pytanie: czy polecam tę książkę, choć na początku postawa głównej bohaterki mnie irytowała?
No cóż, tak. Polecam wam tę książkę. Zwyczajna młodzieżówka, ale przyjemna lektura, z której wyciągniemy pewne przemyślenia, jeśli tylko będziemy chcieli i sobie na to pozwolimy. Przede wszystkim to, że nie ważne jest nic ani nikt i powinniśmy pozostawać sobą, bo jeśli się zmieniamy dla kogoś, to ten ktoś nie jest nas najzwyczajniej w świecie wart. Nie jest to książka ambitna, więc jeśli takiej szukacie to powinniście raczej sięgnąć po coś innego, ale coś na leniwy wieczór? Myślę, że „Vincent Boys” będzie wtedy dobrym rozwiązaniem. Choć pamiętajcie aby nie skreślać Ashton jeśli z początku wam jej zachowanie nie podejdzie.
Każdy przecież zasługuje na drugą szansę, prawda?

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.