Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Papierówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Papierówka. Pokaż wszystkie posty

26 marca 2023

348. "Ruch królowej" ~ Kennedy Ryan

Tytuł:Ruch królowej

Tytuł oryginału:Queen Move

Autor: Kennedy Ryan

Data wydania: 14 grudnia 2022

Wydawnictwo: Papierówka

 

Poznaliśmy się z Ezrem Sternem w wannie, kiedy mieliśmy dziewięć miesięcy. Od tamtej pory nie odstępowaliśmy od siebie na krok. Wspólne zabawy i rozmowy towarzyszyły nam przez całe dnie, a pocałunek, najbardziej niezdarne, mokre i spektakularne trzydzieści sekund mojej młodości, uświadomił mi, co czułam do najlepszego przyjaciela. Aż pewnego dnia nasze rodziny, połączone czymś więcej niż więzami krwi, zostały rozdzielone w mgnieniu oka.

Dwadzieścia lat później moje nieopierzone kaczątko, mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, chłopiec niezauważany przez nikogo stał się mężczyzną, którego nie można zignorować.

Wspanialszym. Żarliwszym. Mądrzejszym. Zajętym.

Kiedy znów się odnajdujemy, na naszej drodze pojawiają się sekrety, kłamstwa i obietnice. Ale nie po to zaszliśmy tak daleko, by teraz się poddać.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Uwielbiam twórczość Kennedy Ryan i nie jest to żadną tajemnicą. Ta autorka wkupiła się w moje serce w momencie, gdy zaczęłam czytać pierwszą jej książkę, czyli „Ryzykowny rzut”. Od tamtego momentu w ciemno sięgam po kolejne jej pozycje, ale jednocześnie się ich nieco obawiam, bo wiem, że potrafi być odważna w swoich powieściach.

Ruch królowej” to romans z motywem drugiej szansy. Drogi bohaterów krzyżują się ponownie po wielu latach, a uczucie, które narodziło się za dzieciaka, daje o sobie znać, ale jest o wiele silniejsze i chemię pomiędzy tym dwojgiem da się wyczuć w powietrzu. Kimbę mieliśmy już okazję poznać w poprzednich tomach serii „Wszyscy ludzie króla” za to Ezra jest nową postacią, jednak bardzo szybko zdobył moją sympatię. Jest człowiekiem o dobrym sercu, szczerym, porządnym. Tych dwoje łączy wyjątkowa więź, której nawet lata rozłąki nie potrafiły zniszczyć. A jednak życie bywa przewrotne i nie wszystko może iść zgodnie z planem. O czym mowa? Cóż. Nie zdradzę, ale zapewniam, że mamy tutaj zwrot akcji, którego nawet ja się nie spodziewałam – a ciężko mnie zaskoczyć!

Bardzo podobała mi się ta historia i naprawdę się w nią wciągnęłam zastanawiając się nad tym, jak potoczą się losy Kimby i Ezry oraz nad pewnym sekretem, który od lat nie znalazł rozwiązania – akurat ta sprawa bardzo mnie nie zdziwiła, ale też nie była taka oczywista. Co do głównych bohaterów, mimo uczuć pomiędzy nimi, to wcale akcja nie toczy się szybko. O nie. I to bardzo mi się podobało. Powoli odbudowują swoją relację, wszystko ma swoje tempo i czyta się z taką naturalnością, że strony same uciekają.

Kennedy jak zawsze w swoich powieściach, tak i tym razem stara się poruszyć ważniejszy temat. Mamy do czynienia z dyskryminacją i rasizmem. Nie jest to pierwszy raz, kiedy autorka tę sprawę porusza w swojej twórczości.

 

Ruch królowej”, jak i całą serię „Wszyscy ludzie króla”, polecam wam z całego serca, bo to naprawdę wartościowy romans, który czyta się z przyjemnością, który wzbudza emocje i w moim serduchu na pewno na dłuższy czas zostanie. Myślę, że nie pożałujecie spotkania z Kimbą i Ezrą.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

07 września 2022

321. "Zbuntowany król" ~ Kennedy Ryan

Tytuł:Zbuntowany król

Tytuł oryginału:The Rebel King

Autor: Kennedy Ryan

Data wydania: 13 lipca 2022

Wydawnictwo: Papierówka

 

Urodziłam się, by walczyć i stawiać opór.

Przetrwanie mam we krwi, a poddanie się to nie moja bajka. I chociaż kapitulacja jest tym, czego Maxim Cade zażądał od mojego ciała i serca, ja zaplanowałam co innego. Połączyła nas wzajemna fascynacja oraz niebywała chemia, mimo że mężczyzna, któremu zaufałam, okazał się oszustem. Złodziejem kradnącym miłość. Jeśli to, co mieliśmy, było kłamstwem, dlaczego wydawało się tak realne? Poprzysięgłam go nienawidzić, ale zawładnął moim sercem i chciał mnie u swego boku. Ale władza to gra, a my jesteśmy zarówno pionkami, jak i graczami.

Czy w obliczu niemożliwych do pokonania trudności spełnimy marzenia, czy wszystko stracimy?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Jak ja czekałam na tę część! Zwłaszcza po zakończeniu, jakie autorka zafundowała w pierwszym tomie. Chciałam poznać kontynuację losów Maxima oraz Lennix i wiecie co? Ani trochę się nie zawiodłam!

Mamy tutaj sporo polityki i tak jak nigdy ten temat mnie nie interesował, tak tutaj w ogóle mi nie przeszkadzał. Co więcej, nawet mnie zaintrygował. Dodatkowo Kennedy porusza temat plemion, przedstawiając go w sposób ciekawy i dając do zrozumienia, jak istotna może to być sprawa dla pewnych ludzi – o czym nie każdy sobie może zdawać sprawę.

Seria „Wszyscy ludzie króla” to historia niewątpliwie inna niż wszystkie, jakie czytałam do tej pory. Autorka nie boi się krzywdzić swoich bohaterów, też im nie ułatwia. Charakteryzuje swoje postaci naprawdę świetnie i bardzo się zżyłam z nimi wszystkimi. A Maxim… cóż. Niewątpliwie niejednej czytelniczce skradnie serce, a ja go uwielbiam. Podobało mi się to, że nie porzucał własnych poglądów, by się dostosować. Tak samo jak Lennix. To kobieta silna, pewna siebie, która wyznaje własne wartości i dąży do tego, w co wierzy. Tworzą mocną parę i na pierwszy rzut oka widać, że uczucie, jakie łączy tych dwoje jest bardzo silne, zdolne pokonać bardzo wiele.

W pewnym momencie wydarzenia przybrały obrót, jakiego się nie spodziewałam, więc zdecydowanie plus za element zaskoczenia. Moim zdaniem Kennedy wykonała kawał dobrej roboty. Widać, że ta historia jest przemyślana i czyta się ją dość szybko, a przede wszystkim przyjemnie i z zainteresowaniem. Na pewno nie można zarzucić braku oryginalności.

 

Czy wam polecam? Zdecydowanie! Ja uwielbiam pióro tej autorki, każdą historię, jaka wyszła w Polsce do tej pory i niewątpliwie sięgnę po każdą kolejną, jaka wyjdzie. Mam nadzieję, że w waszych sercach zapadnie ta powieść na długo, bo w moim niewątpliwie zostanie.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

21 lutego 2022

298. "Świąteczne obręcze" ~ Kennedy Ryan

Tytuł:Świąteczne obręcze

Tytuł oryginału:Hoops Holiday

Autor: Kennedy Ryan

Data wydania: 08 grudnia 2021

Wydawnictwo: Papierówka

 

„Kiedy po raz pierwszy spotykam Avery Hughes, jestem praktycznie nagi i przemoczony.”

Tak zaczyna się historia dziennikarki sportowej i gracza NBA MacKenziego Deckera.

Mija dziesięć lat, a incydent z szatni ciągle odbija się echem w głowie kobiety. Czy były koszykarz zdoła w końcu przełamać lody i zbliżyć się do Avery na tyle, żeby pomóc jej uporać się z demonami przeszłości?

W książce znajdują się również dwa świąteczne opowiadania związane z Iris i Augustem, bohaterami Ryzykownego rzutu, oraz Banner i Jaredem, postaciami z Zablokowanego rzutu.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Ludzie nie mogą nas dopełniać, jednak mogą kochać, nawet jeśli nie jesteśmy idealni, o ile im na to pozwolimy. Można znaleźć szczęście u czyjegoś boku, ale najpierw trzeba poczuć się szczęśliwym z samym sobą. Czerpać radość z dzielenia się problemami, wzlotami, upadkami i każdym „jestem tu dla ciebie” oraz „jesteś tu dla mnie”. To one powodują, że zadowolenie z siebie staje się jeszcze wspanialsze i głębsze.

 

 Świąteczne obręcze” to powieść, która składa się z krótkiej historii oraz dwóch opowiadań i jest to lektura zdecydowanie na jeden wieczór. To książka będąca idealnym dopełnieniem serii „Obręcze”, którą ja wręcz uwielbiam. Jeśli chodzi o klimat świąteczny to już wam mogę powiedzieć, że nie czułam go tu w ogóle i raczej nie chodzi o to, że przeczytałam już jakiś czas po tym okresie. Jasne, wydarzenia dzieją się w tym czasie, ale nie na tym autorka się tutaj skupia.

Przyznaję, że Kennedy Ryan trochę mnie tą lekturą zaskoczyła, ale w pozytywnym sensie. Wiadomo, że po tak krótkich lekturach, jak ta tutaj przedstawiona i dotycząca Avery i Deckera, nie można spodziewać się wiele. A jednak autorka daje nam tu bohaterów po przejściach, którzy nie mają lekko i wyciska z niej najwięcej, jak tylko można. Co więcej, mimo iż da dwójka nie dostaje niewiadomo ile stron swojej historii, to pomiędzy nimi nic nie dzieje się za szybko czy na wyrost. Nie ma tu też niepotrzebnych ‘zapychaczy‘ i ja żałuję, że ta powieść nie była dłuższa, naprawdę.

Fajne jest też to, że mamy tu opowiadania bohaterów, których już znamy z pierwszego i drugiego tomu. Szkoda, że nie dostaliśmy jeszcze jednego o postaciach z trzeciej części, ale spokojnie – oni też trochę się tu pojawiają.

 

Czasem człowiek nie chce być ukojonym. Czasem chce, żeby bolało.

 

Kennedy to jedna z lepszych autorek, z jakimi miałam do czynienia i polecam wam każdą jej książkę. „Świąteczne obręcze” również, ale tylko dla tych, którzy mają serię „Obręcze” za sobą, bo nawet jeśli pojawiają się tu tylko małe spojlery, to jednak mogą nam później co nieco przeszkodzić, prawda? Jak na tak krótką powieść, jest warta przeczytania, przynajmniej dla mnie. Mam nadzieję, że też tak będziecie uważać, jeśli się z nią zapoznacie.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

08 lutego 2022

295. "Twórczyni Królów" ~ Kennedy Ryan

Tytuł:Twórczyni Królów

Tytuł oryginału:The Kingsmaker

Autor: Kennedy Ryan

Data wydania: 24 listopada 2021

Wydawnictwo: Papierówka

 

W świecie, w którym liczą się zyski, moja rodzina posiada dosłownie wszystko, lecz ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Skłócony z ojcem podążam własną drogą, przez co staję się czarną owcą. Jestem zdeterminowany, by stworzyć własne imperium. Mam swoje zasady, ale Lennix Hunter stanowi wyjątek od każdej z nich. Od chwili naszego spotkania coś iskrzy między nami. Problem w tym, że moja rodzina okradała jej rodzinę, a mój ojciec jest człowiekiem, którego Lennix nienawidzi najbardziej na świecie. Kłamałem, żeby ją zdobyć, i zrobiłbym wszystko, aby ją zatrzymać. A choć ona próbuje ode mnie uciec, nie potrafi zignorować nieubłaganego magnetyzmu, który nas do siebie przyciąga.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Już po przeczytaniu wstępu od autorki wiedziałam, że ta książka będzie się różniła od romansów, które miałam okazję czytać do tej pory. Przede wszystkim dlatego, że mamy tu do czynienia z tematem plemion, co nie jest zbyt częstym przypadkiem, prawda? Może to nie jest coś dla mnie, ale mimo wszystko dałam szansę tej powieści, bo uwielbiam twórczość Kennedy Ryan. Jeszcze się nie zawiodłam i miałam nadzieję, że tym razem też tak będzie, choć nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej lekturze.

W „Twórczyni Królów” mamy również poruszone kwestie klimatyczne, a także polityczne, co nie do końca jest w moim guście, ale w tym przypadku naprawdę mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Ta powieść to zupełnie inny klimat niż seria „Obręcze” od tej autorki. Powiedziałabym, że ta książka jest w połowie romansem, przede wszystkim stara się nam coś przekazać. Akcja nie kręci się tylko wokół relacji Maxima i Lennix, tu dzieje się dużo więcej. Maxim zrobił na mnie już na wstępie wrażenie, bo nie dał z siebie zrobić marionetki, nie bał się wyrażać swojego zdania, ani tym bardziej podążać za tym, co uważał za słuszne. Nie uginał się też przed oczekiwaniami innych – w tym przypadku ojca. Lennix to z kolei dziewczyna waleczna, zdecydowana, która broni tego, w co wierzy i co dla niej ważne. Każde z nich ma swoją drogę, własne wyznaczone cele. Jedno z nich walczy o dobro planety, drugie chce, by mniejszość narodowa została dostrzeżona, usłyszana – między innymi. Jednak tego, co między nimi zaiskrzyło, nie da się ignorować.

Sporo się tutaj dzieje, ale nie tylko wokół relacji głównych bohaterów. Mamy w ogóle tę książkę podzieloną na trzy części, a rozdziały są z pespektywy Maxima i Lennix, więc jesteśmy na bieżąco z tym, co dzieje się u naszych bohaterów. Przez cały czas nie wiedziałam, czego się spodziewać. Tym bardziej, że ta historia ma swoją kontynuację, więc obstawiałam, że coś się wydarzy na końcu. Wiecie co wam powiem? Zakończenia się nie spodziewałam. Po drugą część sięgnę bez wahania i mam nadzieję, że szybko ukaże się u nas.

 

Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać o tej książce, by was przekonać, a jednocześnie nie zdradzić zbyt wiele. Uważam, że naprawdę warto ją przeczytać. Jest to historia inna niż wszystkie, jakie do tej pory przeczytałam. Kennedy po raz kolejny udowodniła, jak dobrą jest autorką i stworzyła – moim zdaniem – świetną historię. Niezaprzeczalnie jest ona oryginalna, ale też wartościowa. Myślę więc, że najlepiej będzie, jeśli przeczytacie „Twórczyni Królów” sami i przekonacie się czy w wasze gusta też się wpasuje. Mam nadzieję, że tak.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

18 sierpnia 2021

262. "Podkręcony rzut" ~ Kennedy Ryan

Tytuł:Podkręcony rzut

Tytuł oryginału:Hook Shot

Autor: Kennedy Ryan

Data wydania: 28 czerwca 2021

Wydawnictwo: Papierówka

 

KENAN

Rozwodnik sprzedany najsłabszej drużynie. Zdradzony, oszukany, wystawiony na pożarcie mediom.

Tak teraz wygląda moje życie, które posypało się w jednej chwili. Staram się poskładać je na nowo i ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest ona. Dziki kwiat. Burza. Kobieta, której nie mogę się oprzeć. Od momentu, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, Lotus DePree nie opuszcza moich myśli. Jest ze mną dzień i noc. I choć obiecałem sobie, że już nigdy nie zaufam żadnej kobiecie, pragnę jej jak nikogo innego na świecie.

Nie chciałem tego, ale stało się. Postanowiłem podjąć to ryzyko.

 

LOTUS

Wojownik, koszykarz, ten, którego nazywają Gladiatorem. Kenan Ross wdarł się do mojego życia i usiłował nim zawładać, odkąd spotkaliśmy się po raz pierwszy.

Ale nie dam się tak łatwo. Kenan jest ostatnią osobą, której teraz potrzebuję. Staram się pokonać demony przeszłości i nie mam czasu użerać się z żadnym facetem. Nawet tak nieziemsko przystojnym i zniewalającym jak on. Poza tym nie ufam mu.

Niestety Kenan nie ustępuje. Stopniowo rozbija mur, który zbudowałam wokół siebie, i ani myśli się poddać.

Z czasem uświadamiam sobie, że nie chcę, aby przestawał.

Niech stara się dalej.

Może stanie się moim wybawieniem.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Kennedy Ryan skradła mi totalnie serce w momencie, kiedy przeczytałam pierwszy tom serii, czyli „Ryzykowny rzut”. Uważam, że to jedna z lepszych autorek i po „Podkręcony rzut” sięgnęłam w ciemno ciesząc się, że w końcu poznam historię Lotus, którą mogliśmy poznać już w poprzednich częściach. Zresztą, Kenan to też nie jest nowa postać i już we wcześniejszych tomach jakaś iskra między nimi się narodziła.

Ta książka to świetny romans, już teraz mogę wam to powiedzieć. Liczy sobie niemalże pięćset stron, ale w ogóle nie idzie ich odczuć. Czyta się lekko i szybko, z ciekawością tego, co będzie dalej i jak bohaterowie poradzą sobie… z tym wszystkim. Lotus i Kenan mają problemy z zaufaniem i dźwigają pewien bagaż doświadczeń, który wciąż się za nimi ciągnie i muszą przez to przebrnąć. Bardzo podobało mi się to, jak stawiali czoła różnym sytuacjom. Tutaj nie było mowy o żadnych dramach na siłę. Nie zawsze było idealnie, musieli czasami podjąć trudne decyzje, ale cały czas zachowywali się jak na dwójkę dorosłych ludzi przystało.

Faktem jest to, że od pierwszych stron coś ich do siebie przyciąga. Coś bardzo silnego, czemu jedno nie chce się oprzeć, a drugie od tego ucieka. Ich relacja nie miała szybkiego rozwoju. Wręcz przeciwnie. A dodatkowo była taka… przejrzysta. Żadnych niedomówień i to było przyjemne, bo wiadomo jak to w romansach bywa. Tutaj tego nie było i to mi się niesamowicie podobało.

Mamy tu sporo poruszanych tematów. Między innymi radzenie sobie z traumą. W maleńkim stopniu autorka porusza też kwestię tego, jak kobiety są inaczej traktowane od mężczyzn w świecie sportu. A także dużo innych elementów, które sprawiają, że w tej książce ciągle coś się dzieje, jej treść wciąga i chce się czytać dalej. Jest jednak pewna rzecz, która nie każdemu może przypaść do gustu i jest ona elementem samej Lotus. Zdaje sobie sprawę, że niektórzy mogą kręcić na to nosem, co już na wstępie zaznacza autorka, ale mi osobiście to nie przeszkadzało. Było czymś na pewno innym, ale dla mnie to pasowało do tej historii, po prostu. Muszę też zaznaczyć, że postać Kenana totalnie skradła mi serce. Ten facet stał się moim kolejnym książkowym mężem. Był po prostu… cudowny! Podobało mi się to, jak autorka wykreowała swoich bohaterów, ale też to, jak pokierowała ich historią. Dla mnie było to w punkt. Kenan i Lotus są dla siebie wzajemnie tym, czego dokładnie potrzebują.

 

Pewnie już się domyślacie, ale w razie jakichś wątpliwości – z całego serca POLECAM wam tę powieść. Naprawdę jest warta zapoznania i nie jest to zdecydowanie jakiś pusty romans, gdzie liczą się tylko sceny seksu. Absolutnie. Tu chodzi o coś znacznie więcej i dzieje się tu niemało, a też nie wszystko da się przewidzieć. Jeśli potrzebujecie dobrego romansu, to „Podkręcony rzut” będzie odpowiednią lekturą. A najlepiej cała seria „Obręcze”.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

30 czerwca 2021

252. "Wrogowie" ~ Tijan

Tytuł:Wrogowie

Tytuł oryginału: „Enemies

Autor: Tijan

Data wydania: 24 maja 2021

Wydawnictwo: Papierówka

 

Lata temu Stone Reeves i ja byliśmy sąsiadami. W szóstej klasie zaczęłam go nienawidzić. Przystojny i charyzmatyczny chłopak wyrósł na lokalnego boga futbolu, podczas gdy mnie i moją rodziną mieszkańcy miasteczka przestali zauważać.

Jego dostrzegli łowcy talentów z NFL, a ja podjęłam najgorszą możliwą decyzję. Teraz siedzę w Teksasie i próbuję poskładać swoje życie do kupy. Ale Stone też tu jest. On jest dosłownie wszędzie.

Nieważne, że mój świat znów wywrócił się do góry nogami. Nieważne, że Stone próbuje mnie pocieszyć. Nieważne, że cały kraj oszalał na jego punkcie. Ten człowiek na zawsze pozostanie moim największym wrogiem.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Wrogowie”. Już sam tytuł daje do zrozumienia, że mamy tutaj motyw hate-love, tak przez wielu uwielbiany. Przeze mnie też. Z przyjemnością zabrałam się za lekturę i wiecie co? Ma prawie czterysta stron, a ja przeczytałam ją tego samego dnia, w którym ją zaczęłam. Naprawdę podobało mi się to, co stworzyła Tijan i w jaki sposób wszystko opisała, stylem prostym i przyjemnym, przez który idzie lekko przebrnąć.

Historia rozgrywa się w czasie, kiedy młoda Dusty jest na studiach, a Stone jest od niej tylko o rok starszy. Jednak jak na New Adult, bohaterowie są dojrzali, ale nic dziwnego, bo zaznali życia. Przede wszystkim Dusty, której życie dało w kość, ale jeszcze nie skończyło sobie z nią pogrywać. To właśnie Stone w najgorszym momencie okazuje się dla niej największym wsparciem, choć wciąż żywią do siebie negatywne uczucia, więc jest pomiędzy nimi ciekawie, już od samego początku.

Tijan z niczym się tutaj nie spieszyła. Na początku wdraża nas w ten świat, a potem prowadzi przez znajomość pomiędzy bohaterami, którzy spotykają się po latach i mają nieco do wyjaśnienia. Obserwujemy, jak nienawiść między nimi zamienia się powoli w coś więcej. Naprawdę powoli. Przed nimi kawałek drogi i przyjemnie się to wszystko czytało, naprawdę.

Wrogowie” to trochę smutna powieść, w której Dusty przeprowadza się do Teksasu, gdzie rozpoczyna całkowicie nowe życie, które jej nie szczędzi i daje w kość. Ma do przepracowania traumę i radzi sobie z nią na swój własny sposób, a kiedy wydaje się, że wszystko jest w porządku, odzywają się inne problemy.

Mnie ta historia wciągnęła i nie będzie jedną z tych, o których zapomina się zaraz po przeczytaniu, przynajmniej w moim przypadku. Nie od razu wszystkie informacje są podane na tacy, jest jakaś tajemnica i choć nie jest to nic wstrząsającego, to też nie zostaje wyjawiona zbyt szybko. Jak już wspomniałam, Tijan z niczym się tu nie spieszy. Ani z relacją pomiędzy głównymi bohaterami czy też tymi pobocznymi, ani z całą akcją, jaka się tu rozgrywa. Uważam, że jest to warta przeczytania pozycja. Jasne, nie jest idealna i pewne elementy mogłyby zostać nieco podciągnięte, ale mimo wszystko to dobra książka. Smutna, ale też bywa seksowna i zmysłowa, bo takich scen autorka tutaj absolutnie nie szczędziła.

 

Jeśli lubicie New Adult, gdzie autor bardziej skupia się na problemach bohaterów niż na życiu studenckim, to naprawdę wam polecam. Bardzo mi się podobała ta książka. Z uśmiechem obserwowałam, jak życie Dusty się zmienia, a Stone skradł mi serce, bo choć bywał dupkiem, to naprawdę potrafił trochę oczarować.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

29 marca 2021

226. "Znajdę cię" ~ J.A. Huss

Tytuł:Znajdę cię

Tytuł oryginału:Coming for You

Autor: J.A. Huss

Data wydania: 15 lutego 2021

Wydawnictwo: Papierówka

 

„Sekrety sprawiają, że mrok odżywa”, mawia Harper. Ja sądzę inaczej. Sekrety utrzymują mnie przy życiu. Prawda jest przereklamowana. Szczerość nigdy nie była najlepszą opcją, a wszystko, co wiesz, może cię zranić.

Kontrakty, które zawieram, są jedynie zestawem słów mających określoną cenę, ale w moim świecie to tajemnice stanowią walutę. Dzięki nim spłacam długi. Są moją teraźniejszością i dają mi obietnicę przyszłości. Od tak dawna żyję w rzeczywistości przesyconej sekretami, że zapomniałem, jak to jest cokolwiek czuć.

Do czasu, aż ujrzałem Harper. Do czasu, aż zobaczyłem, jaka jest piękna, perfekcyjna, czysta i niewinna – mimo wszystkich brudów, które ją otaczają. Oferta, którą odrzuciłem w noc, gdy jej ojciec zmienił mnie w zabójcę, nagle ponownie do mnie wraca.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Znajdę cię” to jest drugi tom serii i raczej romansem bym tej książki nie nazwała. Jest to powieść akcji. Od początku coś się tutaj dzieje, wydarzenia zaczynają się w tym samym momencie, w którym urwały się w pierwszym tomie. I ta część podobała mi się bardziej. Lepiej to wszystko zostało opisane, choć gdy czytałam, czasami ciężko było mi się połapać i miałam wrażenie chaosu, a bohaterowie lubili mówić zagadkami. Na co jestem w stanie przymknąć oko w obliczu tego, jakie były plusy.

Od samego początku jest zachowana ta tajemniczość i tak naprawdę nie wiadomo, kto pociąga za sznurki, kto jest w to wszystko zamieszany, a kto jest po prostu wrabiany. Bywają też elementy zaskoczenia i zwroty akcji. Autorka trzyma też w niepewności i tak naprawdę można tu spodziewać się wszystkiego. Emocji we mnie też trochę wywołała.

Bałam się, że nie będę pamiętała tego, co działo się w „Wrócę po ciebie”, bo przeczytałam ją już jakiś czas temu, ale zaskoczyłam samą siebie, pamiętając naprawdę sporo. Jestem tylko troszkę rozczarowana tym, że tego elementu romansu było tutaj bardzo mało, ale to tylko dlatego, że po prostu uwielbiam ten gatunek.

Ta książka nie jest idealna, znalazłoby się sporo luk czy niedociągnięć, no i czasami gubiłam się w tym wszystkim, ale uważam, że to całkiem fajna historia, dość niespotykana, z pokręconymi bohaterami. Ja nie będę raczej do niej wracała ani zbyt często o niej myślała, ale nie żałuję, że ją przeczytałam.

 

Czy wam polecam? Cóż. Jeśli lubicie, gdy bywa niebezpiecznie i tajemniczo, to owszem. Nie nastawiajcie się jednak na coś niesamowitego czy wybitnego, bo moim zdaniem ta książka taka nie była, aczkolwiek komuś innemu może bardziej się spodobać niż mi – i naprawdę mam nadzieję, że tak będzie. Czytało się szybko, całkiem przyjemnie, ale nie wywołała efektu ‘wow’, więc sami zdecydujcie czy chcecie tę historię poznać.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

18 grudnia 2020

201. "Zablokowany rzut" ~ Kennedy Ryan

Tytuł:Zablokowany rzut

Tytuł oryginalny:Block Shot

Autor: Kennedy Ryan

Data wydania: 16 września 2020

Wydawnictwo: Papierówka

 

JARED

Byłbym milionerem, gdybym dostawał dolara za każdym razem, gdy przez Banner Morales moje serce na chwilę zastyga… To serce, które – jak twierdzi większość ludzi – jest zamarznięte na kamień. Jej gniew burzy moją krew, a każde piorunujące spojrzenie sprawia, że… No cóż, możecie się domyślić. Gdybym dostawał dolara zawsze, gdy ktoś się nią zachwyca, byłbym bogatszy o kolejny milion. Odnoszę sukcesy jako agent sportowy, ponieważ zakładam, że słowo „nie” nie oznacza odmowy, a jedynie potrzebę zastanowienia się nad moją propozycją. Mówi się, że ludzie nie zawsze dostają to, czego chcą, ale według mnie oni po prostu nie wiedzą, jak dobrze rozegrać sprawę. Sztuczka polega na tym, by pozwolić innym wykonać ruch.

Weźmy taką Banner. Wydaje się jej, że wygrywa, a w rzeczywistości? Ona nawet nie wie, jak się gra.

 

BANNER

Gdybym dostawała dolara za każdym razem, kiedy Jared Foster złamał mi serce, miałabym dokładnie jednego dolara. Jedna noc. Jedna totalna porażka. Jeden dolar… I tyle mi wystarczy. Odniosłam sukces w branży zdominowanej przez mężczyzn. Wszystko, co oni potrafią, zrobiłam lepiej. To ja rozdaję karty i blokuję ich rzuty, gdy sytuacja tego wymaga.

A Jared? Ma czelność myśleć, że dostanie drugą szansę… Zapomnij, koleś! Klapnij sobie, odetchnij głęboko i weź na wstrzymanie, bo postanowiłam cię ignorować… choć jesteś mężczyzną utkanym z moich fantazji i pożądania.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Nie mogłam się doczekać, aż zostanie wydany kolejny tom serii „Obręcze”. Poprzednia część, czyli „Ryzykowny rzut”, wywoła na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenia i była to jedna z lepszych książek, jakie miałam okazję czytać. Po „Zablokowany rzut” sięgnęłam tak naprawdę w ciemno, nie czytałam opisu, bo po prostu wiedziałam, że chcę ją przeczytać i miałam nadzieję, że tym razem Kennedy Ryan również mnie zachwyci. A jednocześnie się bałam, że moje oczekiwania będą zbyt wysokie i tylko się rozczaruję.

Przyznam, że na początku troszkę kręciłam nosem, na to co się wydarzyło w młodzieńczych latach głównych bohaterów, ale rozumiem, że tak po prostu musiało być. I powiem wam, że gdybym miała wskazać, która część z tej serii była lepsza, to chyba bym nie potrafiła. Ta autorka potrafi tworzyć historie i chwycić czytelnika za serce. Od razu powiem, że „Ryzykowny rzut” był dużo łatwiejszy, niż „Zablokowany rzut”. Pierwsza część poruszała dość trudne momenty i czytałam ją powoli. Natomiast historię Jareda i Banner czytało mi się lżej, przyjemniej i szybciej. Choć wywołała mocniejsze bicie serca, ale również mój uśmiech. A przede wszystkim, to jest naprawdę bardzo dobra książka i już teraz mogę wam powiedzieć, że polecam. Zdecydowanie polecam.

Kennedy Ryan może i porusza tu lżejsze tematy, niż w historii Augusta i Iris, ale niemniej istotne. W tej opowieści przedstawia kobiecą siłę i stworzyła silną postać kobiecą. A przede wszystkim pokazała, że to, jaki rozmiar jest na metce naszych ubrań, nie ma znaczenia. Tak naprawdę w książkach rzadko się spotyka bohaterkę, która nie jest idealnie smukła. Banner to kobieta, która nosi rozmiar L i zawsze miała większe kształty. Niestety w młodości spotkała się z tego powodu z przykrościami i podburzyło to jej pewność siebie. Zaczęła pracować nad swoim ciałem, ale nigdy nie zyskała figury modelki. Jak sama to określała, była dziewczyną o rozmiarze L w mieście samych esek. I wiecie co było w tym najlepsze? Że nauczyła się z tym żyć. Że nauczyła się z tego cieszyć, czuła się z tego dumna, choć musiała pokonać kawał drogi. Właśnie w tej powieści autorka pokazuje, że każdy jest piękny, nie ważne, czy szczupły czy ma trochę więcej ciała.

Natomiast Jared skradł mi serce totalnie. Był dupkiem, to pewne. Sam się z tym nie krył i nie ukrywał, że nie ma wyrzutów sumienia, a jego serce jest z kamienia. Brał, czego chciał, bez patrzenia na konsekwencje. A chciał Banner, która jednak nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Jednak jego postawa w stosunku do tej kobiety, w późniejszych rozdziałach, gdy nieco bardziej zrozumiał swoje uczucia, tym mnie naprawdę kupił. Oraz to, jak podchodził do kwestii jej dodatkowych kilogramów, w ogóle jej osoby, to też mnie w nim urzekło. I mimo, iż Banner nie miała figury modelki, to sądzę, że Jared czuł do niej większe pożądanie niż niejeden główny bohater ze znanych nam romansów.

 

W „Zablokowany rzut” mamy motyw drugiej szansy, a także hate-love. I pojawia się tu kilka tematów, które Kennedy chce poruszyć, jak pewność siebie, samoakceptacja. Przedstawia też jak wygląda życie kobiet w pracy zdominowanej przez mężczyzn i że nie jest to łatwe, ale zrównanie się z nimi, a nawet pokonanie ich, jest możliwe. I pokazuje to wszystko w przemyślany sposób, każdemu wątkowi poświęca czas i go rozwija. Wszystko w tej historii ma swój początek, a także koniec. Po prostu widać, że Kennedy umie tworzyć historie i robi to dobrze.

Bardzo podobało mi się też to, jak przedstawiła relację pomiędzy bohaterami. Pożądanie pojawia się bardzo szybko, nawet jeśli niechciane, jest namacalne i iskrzy między nimi. Jednak to, co mnie urzekło to to, że potrafili walczyć o swoje uczucia. Nie był to schematyczny romans, gdzie wiesz, co zaraz się wydarzy. Ja tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać niemalże do samego końca.  Mamy wgląd w uczucia obojga bohaterów, bo jest zarówno perspektywa Banner jak i Jareda. I mimo zyskania drugiej szansy od losu, muszą pokonać pewne przeszkody, by być razem. Przeszkody, które będą też sprawdzianem dla ich uczuć.

 

Jak już powiedziałam, naprawdę wam polecam tę książkę. Jest po prostu cudowna, czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie, emocji też nie zabraknie. Ani rozpalonych policzków. Na pewno zapadnie w mojej pamięci na długo, tak jak jest to w przypadku „Ryzykowny rzut”. I czuję niedosyt po przeczytaniu ostatniego zdania, wiec mam nadzieję, że kiedyś wydawnictwo zdecyduje się wydać ten dodatkowy epilog (w przypadku obu części, ja naprawdę czekam!). Nie wiem czy udało mi się was przekonać do sięgnięcia po tę książkę, ale mam nadzieję, że tak, bo naprawdę warto. Jest to świetny romans napisany ze smakiem, nie jest typowy. I ja już wiem, że kiedy tylko wyjdzie kolejna książka Kennedy Ryan, sięgnę po nią w ciemno.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

06 października 2020

182. "Dominic" ~ Natasha Knight

Tytuł:Dominic

Tytuł oryginału:Dominic

Autor: Natasha Knight

Data wydania: 05 maja 2020

Wydawnictwo: Papierówka

 

Dominic

Byłem chłopcem, który miał nigdy nie zasiąść na królewskim tronie. Potworem niezdolnym do miłości i skazanym na samotność. Gia to tylko kolejne zlecenie. Nic więcej. Dziewczyna pochłonięta przez świat bestii.

Podobał mi się jej wygląd, lecz to nie miało znaczenia. Miałem gdzieś, że wzdrygnęła się, dostrzegając mrok w mojej duszy. Podobało mi się to. Upajałem się tym strachem.

I pragnąłem jej.

Potwory nie mogą jednak liczyć na szczęśliwe zakończenie. Wiedziałem, że pewnego dnia wrócę. Czas nie wybaczał ani nie zapominał. Podobnie jak ja.

Należało wyrównać stare rachunki. Ukarać wrogów. Najwyższa pora powrócić i przejąć rodzinny interes. Zbyt długo musieli na mnie czekać.

 

Gia

Zawsze wierzyłam w bajki. Nie w te disnejowskie. One nigdy nie wydawały mi się rzeczywiste. Wiedziałam, że życie nie miało aż tylu kolorów.

Byłam córką żołnierza mafii. Siostrą kapusia. Nikim.

Stykałam się z potworami, odkąd sięgam pamięcią. Stanowiły nieodłączną część mojego świata. Ani jeden z nich nie dorównywał Dominicowi Benedettiemu. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak okrutnej bestii. Nie miałam co do niego żadnych złudzeń. Nie pragnęłam ocalić tej mrocznej duszy. I nie obchodziło mnie jego krwawiące serce.

Miłość nie zawsze jednak otacza się pięknem. Potrafi być wynaturzoną, szpetną zdzirą. Zdawałam sobie sprawę, że tylko na takie uczucie mogłam liczyć. Jedynie bezwzględność zdołała poruszyć mnie do głębi.

Niektórzy z nas po prostu pożądają ciemności.

Tak jak Dominic i ja.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Podeszłam do tej części dość ostrożnie, bo pamiętam, że w przypadku „Salvatore” miałam pewne zastrzeżenia i tym razem jest tak samo, aczkolwiek już mogę powiedzieć, że „Dominic” podobał mi się bardziej. Czytało się płynnie i gładko, nie wyczuwałam żadnej sztuczności. Chemia między bohaterami może pojawia się szybko, zwłaszcza ze strony Gii, ale na to przymknęłam oko i nie wadziło mi to jakoś bardzo.

Gia to kobieta, która nie pozwala się złamać i którą ciągnie w stronę mroku. Natomiast Dominic to mężczyzna, który już do tego mroku należy. Ich historia jest raczej niespotykana i wiadomo, że z czasem wchodzą uczucia, ale nie zmieniają one bohaterów. Benedetti jest brutalny, ma miano Potwora, a nawet – Śmierci. Próbuje podporządkować Gię, ale ta stara się być nieustraszona, co zważywszy na okoliczności nie zawsze jej się udaje, ale mimo to pozostaje dzielna i nie użala się nad sobą. Ta dwójka zdecydowanie do siebie pasowała, choć myślę, że ich relacja też nie została do końca dopracowana. Pojawiły się uczucia, ale nie wiedziałam za bardzo, w którym momencie.

Niestety, biorąc pod uwagę, że to romans mafijny, a dodatkowo mroczny, autorka miała tu bardzo szerokie pole do popisu, jednak go nie wykorzystała. Jak dla mnie zabrakło większych intryg, zaskakujących elementów i zwrotów akcji. I przez to potencjał książki nie został wykorzystany, bo w przeciwnym razie mogłaby być to naprawdę ciekawa i wciągająca lektura. Dla mnie taka nie była. Bardziej skupiałam się na relacji Dominica i Gii niż całej reszcie, a według mnie właśnie w książkach, gdzie występuje wątek mafii, cała reszta też powinna zwracać uwagę na pierwszym miejscu.

 

Uważam jednak, że to zła książka nie była i mogę ją polecić, ale bez nastawiania się na coś ekscytującego czy szokującego. Nie wywołała we mnie też emocji, a szkoda, bo tego typu historie powinny trzymać czytelnika w napięciu – przynajmniej moim zdaniem. Pojawia się natomiast sporo scen seksu i nie są one łagodne, ale też nie przesadnie brutalne. Na pewno „Dominic” nie podpasuje każdemu, ale jak wspominałam, ta część jest lepsza niż poprzednia. Bardziej dopracowana, ale też czegoś tu zabrakło i potencjał nie został wykorzystany. Czekam więc na kolejne części żeby się przekonać czy one będą lepsze!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

22 sierpnia 2020

171. "Salvatore" ~ Natasha Knight


Tytuł:Salvatore
Tytuł oryginału:Salvatore
Autor: Natasha Knight
Data wydania: 25 października 2020
Wydawnictwo: Papierówka

Lucia
Wszystko zaczęło się od podpisania kontraktu, najpierw przez niego, potem przeze mnie. Posłusznie odegrałam swoją rolę. Złożyłam podpis i oddałam życie. Mój ojciec nie odezwał się ani słowem, tylko bezsilnie patrzył, jak staję się własnością tych potworów. Benedettich.
Symbolem ich władzy.
To było pięć lat temu. Teraz nadszedł czas, by Salvatore Benedetti upomniał się o swoją własność. Poprzysięgłam zemstę. Nauczyłam się nienawidzić. Byłam gotowa na wszystko… lecz nie na mężczyznę, który zawładnął moim życiem.
Spodziewałam się potwora i zamierzałam go zniszczyć. Jednak nic nie jest tylko czarne albo tylko białe, a ludzie wyłącznie dobrzy albo wyłącznie źli. W mrocznych zakamarkach jego duszy dostrzegłam blask. Pomiędzy złem – dobro. Gwałtowna nienawiść, jaką go darzyłam, przerodziła się w namiętność gorętszą od piekielnych ogni.
Należałam do niego, a od do mnie.
Był moim własnym potworem.

Salvatore
Wszedłem w posiadanie księżniczki magii DeMarco. Teraz należała do mnie. Benedetti wygrali! Czy istnieje lepszy sposób, żeby dać nauczkę, niż odebrać wrogowi to, co dla niego najcenniejsze? Najukochańsze?
Miałem stać się królem. Byłem następny w kolejności do władania rodem Benedetti. Lucia DeMarco stanowiła łup wojenny, a ja mogłem z nią zrobić, co chciałem. Złamać ją, zmienić życie w prawdziwe piekło, oto jak powinienem postąpić. Nie było dla niej odwrotu – ani dla mnie, jeśli miałem pokazać wyższość Benedettich.
Moja rodzina nigdy nie przegrała, zostawiliśmy po sobie jedynie zgliszcza. Zawsze tak było. I wierzyłem, że zawsze tak będzie. Aż spotkałem Lucię.
Źródło opisu: okładka książki.

Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o „Salvatore”. Opis bardzo mnie zaciekawił, bo zabrzmiał jak coś, co było w moim guście i co mogło mi się spodobać. Oczywiście nastawiłam się na nieco brutalności, w końcu jak jest napisane na okładce, to „mroczny mafijny romans”. Początkowe rozdziały też mnie wciągnęły, choć zachowanie Lucii mnie czasem denerwowało. Oczywiście jej niechęć była całkowicie zrozumiała, zważywszy na okoliczności, ale odnosiłam wrażenie, że jej zachowanie przypomina kaprysy małego dziecka, które musi pokazać, że nie jest posłuszne. Nie wiem jak też ulokować swoje odczucia co do tego, że mimo ciągłej niechęci i negatywnego nastawienia do całej sytuacji i ludzi nazwiskiem Benedetii, jej postawa się zmieniała w momentach, gdy pożądanie brało górę. Nawet jeśli się opierała, robiła to bardzo, bardzo słabo i nieprzekonująco.
Co do samej książki, ostatecznie czuję trochę rozczarowania. Sądząc po tym, że mamy tu motyw mafii, spodziewałam się zwrotów akcji. I samej akcji. Jak dla mnie, było tu jej za mało, zważywszy na kategorię tej powieści. Autorka może za bardzo skupiła się na erotycznych momentach. Mogłaby ich trochę ukrócić i skupić się bardziej na tych mafijnych sprawach, dodać nieco zwrotów. I może zaskakujących elementów, bo mnie niestety nie zaskoczyło nic.
Biorąc pod uwagę, jaki motyw przewodni autorka sobie wybrała, miała naprawdę szerokie pole do popisu i mogłaby zrobić z tej książki wszystko. A jak dla mnie, to nie zostało wykorzystane i było za mało. Za mało wszystkiego.
Chemii między bohaterami nie czułam, a szkoda. Tak, jak Salvatore polubiłam, bo za maską mafioza kryje się ktoś, kogo warto poznać, tak jeśli chodzi o Lucię, nie wiem, co sądzić. Jej zachowanie czasami, jak już wspominałam, było buntem małego dziecka.  Czasem odnosiłam też wrażenie, że niektóre wydarzenia zostały wepchnięte i napisane, byle były. Zbyt szybko się kończyły, nawet jeśli niczego miały nie wnieść do fabuły, mogłyby zostać bardziej rozbudowane, bo dodałoby to większej naturalności.

Podsumowując, nie powiem, że tej książki nie polecam. Jak dla mnie, pomysł fajny, ale nie do końca wykorzystany. Jest to powieść z minusami, ale nie zaliczę tego do kategorii złych książek. W pewnym stopniu nawet mi się to podobało, ale raczej to taka książka, do której nie będzie ciągnęło, by przeczytać ją jeszcze raz. Może nawet należy do kategorii tych, które można przeczytać, gdy chcemy trochę odpocząć od tych emocjonujących lektur.
Mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła. Pamiętajcie, że to co dla mnie jest minusem, niekoniecznie może być nim dla was, także najlepiej będzie, jeśli sami sięgniecie po tę książkę. Ja na pewno przeczytam drugi tom, bo kto wie czy nie okaże się być lepszy? Trzeba autorom dawać kolejne szanse! Tym bardziej, że książka miała minusy, ale nie była zła.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

22 lipca 2020

165. "Wrócę po ciebie" ~ J.A. Huss

Tytuł:Wrócę po ciebie
Tytuł oryginału:Come/ Come back
Autor: J.A. Huss
Data wydania: 17 kwietnia 2020
Wydawnictwo: Papierówka

Nazywam się James Fenici, a ty nigdy nie zobaczysz, że nadchodzę. Poruszam się w cieniu, jakbym sam był ciemnością. Ukrywam się tam, gdzie nikt nie spogląda. Nie przestrzegam żadnych zasad, nie znam granic, nie biorę jeńców i nigdy, przenigdy się nie waham. Nie jestem rycerzem w lśniącej zbroi: jestem twoim najgorszym koszmarem.
Nazywam się James Fenici, a ty jesteś moim celem. Tylko jedno z nas wyjdzie z tego starcia zwycięsko i na pewno nie będziesz to ty. Gdy twoje imię trafia na moją listę, już jesteś martwy. Taką zawarłem umowę ze śmiercią. Kontrakt podpisałem krwią, więc z góry wiadomo, jak to się zakończy – przywyknij.
Nazywam się James Fenici i jestem zły do szpiku kości. A przynajmniej wierzyłem w to aż do dnia, gdy ją zobaczyłem. Wtedy potwór, którym sądziłem, że jestem… Rzeczy, które myślałem, że znam… Każda brudna obietnica, którą odrzuciłem, powróciła, by dać mi w twarz.
Nazywam się James Fenici i chyba się zakochałem.
Źródło opisu: okładka książki.

Do tej książki podchodziłam dwukrotnie przez wyjazd na wakacje i mało czasu oraz chęci na czytanie. Za drugim razem poszło mi znacznie lepiej, aczkolwiek nadal czułam, że coś mi w tej historii nie pasuje. I nie chodziło o sam pomysł na fabułę, bo uważam, że jest niezły. Autorka nie skupia się tu na romansie, ale daje sporo akcji, zagadek, tajemnic. Nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto jest wrogiem. Odnoszę jednak wrażenie, że potencjał tej powieści nie został wykorzystany. I po skończeniu, mam mętlik w głowie, bo nie wiem, co sądzić o tej książce.
Nie jest idealna, to już mogę na początku zaznaczyć i wymienię rzeczy, które mi się nie podobały, a niestety troszkę się ich znajdzie. Jak dla mnie, relacja pomiędzy głównymi bohaterami nie dość, że rozwinęła się zbyt szybko, to jeszcze początkowo była strasznie chwiejna i nie wiedziałam tak właściwie na czym oni stoją. Harper nie ufała Jamesowi, ale prosiła go, żeby jej nie opuszczał, bo bez niego sobie nie poradzi. Raz chce, by zostawił ją w spokoju i każe odejść, w następnej już dzieje się coś innego. I to chyba postać głównej bohaterki nieco mi wadziła. W jednej chwili wydawała się być dziewczyną po przejściach, która szybko dowiedziała się, co to jest życie i ma głowę na karku, w następnej jej zachowanie bywało dziecinne i miewała zmienne nastroje bardzo szybko.
Ogólnie podobało mi się to, co dostałam, bo sam pomysł na historię i to, co J. A. Huss wymyśliła było dla mnie zaskoczeniem, bo spodziewałam się klasycznego romansu, a tutaj ten wątek jakby gubi się w tle w świetle tego, co się działo. Nie chcę wam jednak zdradzać zbyt wiele w razie gdybyście sięgnęli po tę książkę. Na korzyść wpływa także to, że działo się tutaj sporo i nie ma mowy o nudzie, ale mam wrażenie, że wyjaśnienia pewnych kwestii pomiędzy bohaterami działy się nieco chaotycznie i momentami czułam, że się gubię. Zabrakło mi też emocji w tym wszystkim i takiego dreszczyku. I pobudzenia ciekawości, choć tajemnic pojawiło się tu sporo i sporo z nich czeka na wyjaśnienie w kolejnym tomie – po który sięgnę.
Czuję się trochę źle, wypisując te minusy, bo wiem, że ta książka może się podobać i to nawet bardzo, ale jeszcze gorzej bym się czuła, gdybym to przemilczała i ukryła prawdziwe odczucia, także niestety musiałam to z siebie wyrzucić. Żałuję, że ta historia nie została nieco inaczej pokierowana, bo zabrakło mi emocji, naturalności. Było jak dla mnie trochę chaotycznie, chwiejnie (jeśli chodzi o zachowania czy uczucia bohaterów). I na pewno potencjał nie został wykorzystany w pełni, ale gdyby było inaczej, ta książka mogłaby być naprawdę petardą dla fanów nieco mroczniejszych romansów, bo mamy tu w pewnym sensie mafię i dużo trupów, choć nie jest mrocznie i przerażająco – nie było dla mnie.

Jak wspomniałam, „Wrócę po ciebie” może się podobać bardzo, więc najwyraźniej nie do końca trafiła w moje gusta, ale ostatecznie uważam, że małe coś w sobie miała i nie powiem, że to była zła książka. Miała minusy, ale pewnie nie dla każdego będą one zauważalne, więc powiem tak – musicie sięgnąć i przekonać się sami. Zapewniam jednak, że to książka nietypowa, nie będzie tu serduszek i kwiatków, a sporo seksu, mnóstwo sekretów, knucia i niewiedzy, kto jest tym dobrym (biorąc pod uwagę, że każdy jest zły). Ja sięgnę po kolejny tom, to wiem na pewno, bo mimo wszystko jestem ciekawa, co się wydarzy i chcę się przekonać, jak brzmią odpowiedzi na pozostawione pytania.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

09 marca 2020

139. "Ryzykowny rzut" ~ Kennedy Ryan


Tytuł:Ryzykowny rzut

Tytuł oryginału:Long Shot
Autor: Kennedy Ryan
Data wydania: 28 lutego 2020
Wydawnictwo: Papierówka

Myślisz, że wiesz, co to znaczy być dziewczyną koszykarza? Uwierz mi, nie masz pojęcia. Moja bajka zamieniła się w koszmar. Szczęśliwe zakończenie nie było mi pisane. Pocałowałam księcia, a on zmienił się w oszusta, zaś jego miłość okazała się złotem głupców.
W grze jednak pojawił się nowy zawodnik, August West. Jedna z najjaśniejszych gwiazd NBA. Jest wspaniały, a do tego mnie pragnie. A ja pragnę jego… Tylko co mam zrobić, by wyrwać się z objęć fałszywego księcia? Jak uwolnić się od toksycznej przeszłości?
Źródło opisu: okładka książki.

Iris jest kobietą, która sobie obiecuje, że nigdy nie będzie jak jej matka czy ciotka. Pragnie kariery, niezależności, jest inteligentna,  zna się na koszykówce i jest fanką tego sportu. Niestety, nie wszystko idzie tak, jak to sobie planowała i jej życie bardzo się zmienia. Niektórzy by powiedzieli, że jest słabą osobą, ale według mnie to wszystko zależy od tego, pod jakim kątem spojrzymy na jej sytuację. Jak dla mnie, była naprawdę silna i podziwiałam ją w pewnym momencie za to, że przeszła przez pewne… trudności i jak sobie z tym wszystkim radziła. Znalazła się w pewnej pułapce, a gdy się zorientowała, było za późno. Co ją spotkało i czy z tego wybrnęła, przekonacie się, jeśli przeczytanie.
August West to facet powiedziałabym, że idealny. Mega przystojny, wysportowany i utalentowany. Koszykówka to jego życie, prawdziwa pasja, ale zdaje sobie sprawę, że życie nie tylko na tym polega i chce osiągnąć coś poza tym. Jest troskliwy, delikatny, życzliwy i zrobiłby wszystko dla tych, na których mu zależy. Liczy się z innymi, jest bardzo ambitny, ale też wrażliwy.

Życie to nie droga, która się rozgałęzia, lub rząd wind, do których można wsiąść lub nie. Nie ma alternatywnej rzeczywistości, gdzie zostały podjęte wyłącznie dobre wybory. Jest tylko to jedno życie i idziemy tam, gdzie nasze decyzje nas zaprowadzą, stajemy się mądrzejsi dzięki naszym błędom.

Przeczytałam już sporo książek z jakimś sportowcem w tle i często bywały to zabawne historie albo takie, które poruszały jakiś ważny temat, ale nic ciężkiego. Tym razem po raz pierwszy miałam do czynienia z koszykówką w romansie i spodziewałam się, że tak jak zawsze, będzie to lektura z humorem, do przeczytania na dwa bądź trzy wieczory, bo jednak ta książka liczy sobie ponad pięćset stron. I jak się okazało, nic bardziej mylnego. Czego na pewno nie mogę powiedzieć o tej książce to tego, że była lekka. Nie była ani trochę. Czasem musiałam robić sobie przerwy, bo po prostu nie dawałam rady czytać, chociaż naprawdę chciałam, bo ciekawość tego, co będzie dalej we mnie zwyciężała. Jeżeli mam być szczera, już sam prolog troszkę mnie zaintrygował i miałam nadzieję co do reszty. Nie będę jednak ukrywać, że pierwszy rozdział swoją długością troszkę mnie przystopował, bo był naprawdę długi i miałam obawy, że może wszystkie takie będą i treść będzie się ciągnęła, ale na szczęście, nic takiego się nie wydarzyło! Dla fanów (czy też raczej fanek) koszykówki będzie to lektura jak najbardziej na plus, bo pojawia się jej sporo i widać, że autorka wie, o czym pisze. A moim zdaniem to zawsze jest ważne, gdy podejmowany temat jest bardziej rozwinięty i czuć, że autor wie, o czym tak naprawdę pisze.
Ryzykowny rzut” to historia, która zapadnie mi w pamięć na bardzo długo. Czytało się ją szybko, ale na pewno nie lekko. Jest to coś innego, niż czytałam do tej pory i nie to, czego się spodziewałam, ale zostałam zaskoczona w sposób jak najbardziej pozytywny. Tak naprawdę przez cały czas nie miałam pojęcia, co może się wydarzyć i czego mam oczekiwać, bo to nie jest przewidywalna książka. Kennedy Ryan porusza w tej książce bardzo trudne tematy, o których nie wspomnę, bo w ten sposób zdradziłabym naprawdę za wiele, ale daje nam spojrzenie na to, co może się dziać tak naprawdę nawet obok nas, a my tego być może nie dostrzegamy.
Ta książka przekazuje również, żeby walczyć o własne marzenia, by się nie poddawać. Nie rezygnujmy z tego, co jest dla nas ważne i czego pragniemy. Jeśli marzymy, musimy też do tego dążyć. Autorka pokazuje, co jesteśmy w stanie zrobić dla miłości i z miłości. Do czego jesteśmy w stanie się posunąć i jak wiele znieść, by chronić tych, których kochamy. I nie oceniajmy postępowania innych, bo nigdy nie wiemy, co ich do tego skłoniło.

Czy polecam wam „Ryzykowny rzut”? Jeśli szukacie czegoś innego, czegoś co was może poruszyć i nie jest przewidywalną lekturą ani typową, to myślę, że ta książka może być jak najbardziej dla was. Mnie ta historia kupiła, chociaż nie czytało się jej swobodnie, bo jak wspominałam, potrzebowałam czasem zrobić sobie przerwę, ale nie żałuję, że ją przeczytałam. Autorka wiedziała, co robi i moim zdaniem zrobiła dobrą robotę, pisząc tę książkę i to w taki sposób, bo stara się nią coś mocnego przekazać. Oczywiście wasze odczucia mogą być inne, ale w moim przypadku jest, jak piszę. Dla mnie ta książka była ciężka, ale też cudowna. Więź, jaka narodziła się pomiędzy Augustem a Iris, może troszkę szybko, bo po pierwszym spotkaniu, ale miała niesamowitą moc. I szczerze? Choć to fikcja literacka, życzę każdemu, by doświadczył takiego silnego uczucia, jakie połączyło tych dwoje.
Mam nadzieję, że moja opinia przekonała was do tej książki i przede wszystkim, że będziecie mieli takie same, albo chociaż podobne, wrażenia. No i mam nadzieję, że dodatek do tej książki, jakim jest krótki ciąg dalszy historii Augusta i Iris, zostanie wydany w Polsce chociażby w formie ebooka!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.