Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katy Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katy Evans. Pokaż wszystkie posty

09 czerwca 2022

311. "Małżeństwo za milion dolarów" ~ Katy Evans

Tytuł:Małżeństwo za milion dolarów

Tytuł oryginału:Million Dollar Marriage

Autor: Katy Evans

Data wydania: 13 kwietnia 2022

Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki

 

Kiedy Nell wybierała się na studia, nie spodziewała się, że po zdobyciu wymarzonego doktoratu zostanie z ogromnym długiem w banku, lękiem przed życiem i brakiem pracy. Stawiając wszystko na jedną kartę, decyduje się wziąć udział w castingu do tajemniczego reality show, w którym można wygrać milion dolarów! Nieoczekiwanie telewizyjnym parterem ułożonej, inteligentnej i oczytanej Nell zostaje pewien nieokrzesany przystojniak.

Luke postanowił pójść na casting tylko dlatego, że w spadku otrzymał niewielki bar razem z hipoteką. Jednak kiedy po raz pierwszy widzi Nell, dostrzega w tym programie coraz więcej plusów. Oboje są zdeterminowani, by wygrać. Jak daleko będą gotowi się posunąć? Czekają ich niecodzienne zadania i przygody, tylko czy ich serca to wytrzymają? Czy powiedzą sobie „tak” na oczach milionów telewidzów?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Książki Katy Evans może nie są przeze mnie uwielbiane, ale mimo wszystko lubię twórczość tej autorki i chętnie sięgam po nowości, jakie pojawiają się na polskim rynku wydawniczym. „Małżeństwo za milion dolarów” miało swoją premierę w kwietniu, więc całkiem niedawno. Jest to drugi tom serii i jak się okazało, są powiązania z pierwszym, ale spokojnie! Inni główni bohaterowie i całkiem inna historia.

Podobał mi się pomysł na tę książkę, bo motyw reality show nie jest dość często spotykany w romansach. Jest dzięki temu oryginalnie, no i autorka pokazuje, jak to może wyglądać ‘od kuchni’, ale tylko może, bo pamiętajmy, że to jest tylko fikcja literacka.

Głównych bohaterów łączy potrzeba zdobycia pieniędzy, udział w programie i… to wszystko w sumie. Poza tym to dwa różne światy. On jest przystojniakiem, silnym i towarzyskim, którego wszyscy uwielbiają. Nell z kolei to totalnie szara myszka, która trzyma nos w książkach i boi się prawdziwego życia. Przyznaję, że momentami jej postać mnie denerwowała. Zwłaszcza swoim zachowaniem do Luke’a. Miałam chęć potrząsnąć tą dziewczyną, żeby otworzyła oczy. Z kolei główny bohater… niejednej czytelniczce może skraść serce.

Czytało mi się naprawdę dobrze tę książkę. Autorka charakteryzuje się swobodnym, przyjemnym piórem, dzięki któremu szybko to czytanie poszło. „Małżeństwo za milion dolarów” to nie jest jakaś powalająca powieść, ale na pewno jest to dobra historia, a dzięki motywowi reality show zyskuje na oryginalności w pewien sposób, choć poza tym, mimo wszystko, jest nieco schematyczna i przewidywalna.

 

Jeżeli lubicie takie lżejsze romanse, przy których człowiek się rozluźni, to tę pozycję wam jak najbardziej polecam. To dobra książka, przy której przyjemnie spędza się czas, więc ja ze swojej strony jak najbardziej polecam.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niegrzeczne Książki.

22 stycznia 2022

292. "Miłość za milion dolarów" ~ Katy Evans

Tytuł:Miłość za milion dolarów

Tytuł oryginału:Million Dollar Devil

Autor: Katy Evans

Data wydania: 17 listopada 2021

Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki

 

Elizabeth Banks wychowała się w świecie mężczyzn. Przez całe życie musiała udowadniać, że jest godna przejęcia schedy po swoim ojcu. Nie ustając w walce o jego aprobatę, bardzo wysoko stawia sobie poprzeczkę. Wprowadza na rynek nową linię garniturów i powinna to zrobić lepiej niż ktokolwiek w historii firmy. Ale żeby to osiągnąć, musi zatrudnić odpowiedniego modela – kogoś, kto uosabia wszystko to, co reprezentują najwyższej jakości garnitury: klasę, elegancję, styl i pewność siebie.

Kiedy nie udaje jej się znaleźć właściwego mężczyzny, pozostaje tylko jedno wyjście: trzeba go stworzyć. Po spotkaniu z niepokornym Jamesem Rowanem wie, że ma on to, czego jej potrzeba. Należy to jednak wydobyć na światło dzienne. Za milion dolarów James zgadza się zostać mężczyzną idealnemu, choć do tej pory do ideału było mu zdecydowanie daleko.

Czy po tym, jak Lizzy sama stworzy mężczyznę ze swoich marzeń – będzie umiała mu się oprzeć?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Gówniane rzeczy się zdarzają. Każdy kiedyś umrze. Ale trzeba żyć. Trzeba podejmować ryzyko, pokazywać ludziom, kim jesteś i jakie wartości reprezentujesz, a jeśli im się to nie podoba, pieprzyć to. Trzeba sprawić, żeby każdy dzień miał znaczenie. Jeśli zamiast żyć, tylko wegetujesz, do cholery, co dobrego może z tego wyniknąć?

 

Lubię twórczość Katy Evans, dlatego też z chęcią sięgnęłam po jej najnowszą książkę, czyli „Miłość za milion dolarów”. W świecie Elizabeth mężczyźni są dżentelmenami – choć z innych romansów wiemy, że biznesmeni i bogaci nie zawsze tacy są! – natomiast James do niego nie należy. A co za tym idzie, do dżentelmena brakuje mu… wiele. Wszystkiego. Jednak Lizzy zamierza to zmienić. Uczyni z niego mężczyznę idealnego. Wartego milion dolarów.

Jak mówiłam, tych dwoje należy do kompletnie innych klas społecznych, różni ich dosłownie wszystko. Co za tym idzie, niemalże od razu wiadomo, że między nimi związek jest czymś raczej nierealnym. Tym bardziej, że dla ludzi z otoczenia Elizabeth ktoś taki jak James jest… nikim. Dosłownie – i było to niejednokrotnie zaznaczone w tej książce. Jednak mimo tego wszystkiego, między głównymi bohaterami od razu czuć chemię i od pierwszych stron coś się pomiędzy nimi zaczyna dziać. A James wcale tego nie ułatwia. Jest szczery w tym, że pragnie Lizzy i zamierza zrobić wszystko, by ją zdobyć.

Czytało mi się tę książkę dobrze, ale jednocześnie czułam wobec niej jakieś obawy, które sprawiały, że te czytanie odwlekałam w czasie i ostatecznie zeszło mi się z tą historią… za długo. Mimo, że to naprawdę dobra powieść, która mi się bardzo podobała a Jimmy skradł mi serce. Choć w pewnym momencie ten świat, w który wprowadziła go Elizabeth, nieco się zagubił. Sama Lizzy też nie miała łatwo. Chciała zasłużyć sobie na aprobatę ojca, musiała też zachować w tajemnicy prawdziwą tożsamość swojego modela, a przede wszystkim… musiała mu się opierać.

W tej historii autorka skupia się właśnie na pieniądzach. Pokazuje nam dwa różne środowiska. Jakie różnice tam panują. I że zwykły, szary obywatel, dla kogoś kto ma pieniądze, jest wart… niewiele. A może nic. Jednak w rzeczywistości może być lepszy od tych, którzy są na szczycie. No i wydaje mi się, że Katy chce też przekazać, że najważniejsza jest autentyczność i bycie szczerym. Bycie sobą. Po prostu. Podobało mi się też, że pomimo tego, że między bohaterami od początku coś się dzieje, to ich relacja nie ma jakiegoś szybkiego tempa i wszystko dzieje się w odpowiednim czasie. No i czy wspominałam już, że James skradł mi serce?

 

Jeśli jeszcze nie czytaliście „Miłość za milion dolarów”, ale się nad tym zastanawiacie, to od siebie mogę powiedzieć tyle, że ja naprawdę polecam. To dobra książka, która w moim przypadku wywołała mocniejsze bicie serca i ściśnięty żołądek, więc emocji nie zabrakło! Może i jest przewidywalna, ale jednocześnie nie można jej zarzucić braku oryginalności – co jak dla mnie na plus.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niegrzeczne Książki.

11 stycznia 2021

206. Przedpremierowo: "Playboy" ~ Katy Evans

Tytuł:Playboy

Tytuł oryginału:Playboy

Autor: Katy Evans

Data wydania: 20 stycznia 2021

Wydawnictwo: Kobiece

 

Wygląda na to, że Wynn zostanie ostatnią panną w gronie przyjaciółek. Trudno, w takim razie chrzanić miłość, niech żyje przyjemność! A w tym specjalistą jest Cullen, zawodowy hazardzista, nieuznający przegranej pokerzysta i znany playboy.

Pod wpływem spontanicznej decyzji Wynn wyrusza z nim do Las Vegas, by doświadczyć szalonego życia w mieście, gdzie wszystko jest grą, nawet uczucia. Problem w tym, że przeciwnik wciąż podbija stawkę, a zwycięstwo przestaje być nagrodą, której Wynn pragnie najbardziej.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Już kilkukrotnie miałam przyjemność przeczytać coś spod pióra Katy Evans i bardzo dobrze wspominam jej książki, ale przyznam, że nad tą trochę się wahałam. Jest to piąty tom serii „Manhwore”, a ja nie czytałam żadnego innego. Wszystkie części są ze sobą powiązane, ale opowiadają o innych bohaterach (z wyjątkiem pierwszej i drugiej), więc ostatecznie to zdecydowało. I naprawdę bardzo się cieszę, że tak się stało!

Gdy tylko skończyłam czytać „Playboy”, musiałam wziąć się za pisanie opinii na jej temat. To była bardzo fajna książka, przy której świetnie się bawiłam i właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Poczułam nawet rozczarowanie, kiedy przeczytałam ostatnie zdanie i nie chciałam, by historia Cullena i Wynn się kończyła. Co więcej, po tej lekturze mam w planach nadrobić poprzednie części z tej serii.

Playboy” to zabawna historia, z seksualnym napięciem od pierwszych stron. I z zaborczym mężczyzną w roli głównej, który wie czego chce. Może i znajomość pomiędzy Cullenem a Wynn ma szybki obrót, ale co do dalszej części, nie można powiedzieć, że coś dzieje się za szybko. Pożądanie między nimi jest wręcz namacalne, ich towarzystwo umiliło mi czas, tak jak poznawanie ich dalszych losów. Ale jeśli chodzi o przejście od przyjaciół do czegoś więcej, nie ma tu pośpiechu i bardzo mi się podobało. W ogóle ta książka mi się podobała. Czytało się bardzo szybko, lekko i z przyjemnością. Jest to lektura na jeden czy dwa wieczory i będzie idealna, jeśli szukacie czegoś luźniejszego do poczytania. No i mimo tego lżejszego tonu tej książki, autorce udało się jednak przemycić do tej historii nieco ważniejsze kwestie, choć są przedstawione w taki swobodny sposób. No i nie ukrywam, ale momentami też była to urocza lektura i na jednej scenie miałam łzy w oczach.

Plus dla autorki za to, że nie była to taka przewidywalna historia. W niektórych miejscach się zaskoczyłam. No i nie czytałam do tej pory romansu, gdzie hazard będzie motywem przewodnim, więc Katy Evans w jakiś sposób postawiła na oryginalność. I to mi się podobało. Nie zauważyłam zbędnych treści, a dodatkowo autorka postawiła na perspektywę obojga bohaterów, co ja bardzo lubię. Polubiłam też Wynn i Cullena, to muszę powiedzieć. Choć Wynn trzeba przyznać, że była dość niezdecydowana i nie do końca wiedziała czego chce. Oraz potrafiła zmieniać nastawienie. I wiem, że innym to może przeszkadzać, ale ja nie będę kłamać – mi w ogóle.

Wiem, że książka znajdzie swoich zwolenników i przeciwników, ale ja jestem na tym pierwszym miejscu i cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać tę książkę. Trafiłam na nią w dobrym momencie, może stąd taki pozytywny odbiór z mojej strony. Właśnie czegoś takiego, jak „Playboy” potrzebowałam. Była przyjemna, zabawna i z mnóstwem pikantnych scen, które zostały utrzymane w subtelnym stylu i nie budziły we mnie niesmaku.

 

Nie jest to nic takiego wbijającego w fotel ani nie można powiedzieć, że to ambitna lektura, ale jeśli szukacie takiej odskoczni od trudniejszych książek, czegoś na jeden czy dwa wieczory, przy czym się można zrelaksować, naprawdę polecam. Ja się przy niej dobrze bawiłam i mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, to przyjemnie spędzicie przy niej czas.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

22 października 2020

187. „Racer” ~ Katy Evans

Tytuł:Racer

Tytuł oryginału:Racer

Autor: Katy Evans

Data wydania: 30 września 2020

Wydawnictwo: Kobiece

 

Racer Tate to typowy bad boy uzależniony od szybkiej jazdy – jest dzikim kierowcą wyścigowym. Pewnego dnia poznaje Lanę, która bardzo potrzebuje jego wsparcia. Seksowny i tajemniczy Racer nie wydaje się odpowiedni dla dziewczyny takiej jak ona. Jednak tylko on może jej pomóc.

Nadchodzący wyścig F1 jest dla jej rodziny ostatnią szansą na wygraną. A Racer to ich jedyna nadzieja. Lana musi tylko dopilnować, aby nie wpakował się w żadne kłopoty, ale okazuje się, że ona sama wpada w tarapaty. Bo kiedy się kogoś kocha, to jego prawdy stają się wspólnymi prawdami, a tajemnice mogą się okazać zbawieniem albo doszczętnie zniszczyć wszystko.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Każdy człowiek zostaje zraniony. Pytanie brzmi: kogo kochasz oraz pragniesz dostatecznie mocno i komu wystarczająco ufasz, aby dać mu moc wyrządzenia ci krzywdy?


Nie przeczytałam zbyt wiele książek Katy Evans, ale to, co miałam okazję poznać do tej pory, bardzo mi się spodobało, dlatego byłam pewna, że sięgnę i po tę pozycję. Zaciekawił mnie motyw Formuły 1 i wyścigów. Z tym się jeszcze nie spotkałam w romansach, więc fajnie, że miałam okazję przeczytać coś nieco innego, nowego. Sama treść tej książki zaskoczyła mnie nieco w pozytywny sposób, zaczynając od głównego bohatera.

Racer Tate jest bad boyem, więc spodziewałam się po nim znanego, klasycznego zachowania. Oczywiście jest pewny siebie, momentami aż za bardzo, ale jest urzekający i widać, że troszczy się o Lanę. A dodatkowo nie kryje się w ogóle z zamiarami, jakie ma wobec dziewczyny. I są one naprawdę poważne. Wprawdzie Racer czasami zachowuje się jakby miał obsesję na punkcję dziewczyny, ale gdy poznacie tę historię, to i te zachowanie nieco nabierze sensu.

Jeżeli chodzi o samą Lanę, została zraniona i boi się wchodzić w nowe związki, boi się zaufać. Jednak serce nie sługa i nie postępuje zawsze tak, jak my tego chcemy. Główna bohaterka jest oddana swojej rodzinie, troszczy się o swojego tatę i chce razem z nim spełniać jego marzenia. Przez moment miałam wrażenie, że w tym wszystkim zapomina jednak o sobie i o tym, czego sama by pragnęła. W pewnym momencie daje nawet odczuć, że nigdy nie brała pod uwagę tego, czego sama chce.

Racer” to książka, która jest dość przewidywalna. Czytało mi się ją bardzo przyjemnie, a do tego naprawdę szybko i nie dało się odczuć, że ma niespełna czterysta stron. Były też elementy humorystyczne i wątek choroby, z którą w romansach także się nie spotykałam, albo po prostu nie pamiętam (choć wątpię), więc fajnie, że tu też autorka postawiła na coś nowego. Nie jest to jednak najlepszy romans, jaki czytałam. Myślę, że w jakiś sposób tę pozycję można nazwać spokojną. Z dużą ilością scen seksu, na to musicie się przygotować. Na szczęście są opisane w sposób subtelny i nie zniechęcający, aczkolwiek trochę takich momentów tutaj znajdziecie. Zabrakło mi jednak samego związku między Racerem a Laną. Zwyczajnego spędzania czasu, luźnych rozmów. Cała fabuła opiera się na wyścigach, dążeniu do zwycięstwa i chemii oraz pożądaniu, jakie jest między głównymi bohaterami – a jest bardzo wyraźne i to od pierwszych stron. Racer na pewno skradł troszkę moje serduszko i mam wrażenie, że to on bardziej był tym otwartym i to on bardziej się angażował. Nie wiem, być może tylko to są moje odczucia i ktoś inny nie będzie tego widział w ten sposób. Myślałam też, że będzie się tutaj więcej działo, bo autorka miała nieco pola do popisu, ale niestety nie było zwrotów akcji czy sytuacji powodujących mocniejsze bicie serca.

 

Polecam wam tę książkę, bo nie jest zła, ale też nie jest to najlepszy romans, jaki miałam okazję czytać , nie wywołał na mnie wielkiego wrażenia i miał swoje minusy. Myślę, że to jedna z tych pozycji, przy których fajnie się spędza czas, czyta się szybko i nie wywołuje wielkich emocji. W sumie troszkę szkoda, ale nie żałuję, że przeczytałam tę historię i na pewno nie powiem, że jest zła – nie jest. Jak mówiłam, jest raczej spokojna i miło spędziłam przy niej czas. Na pewno na plus działa to, że Katy Evans tchnęła w tę lekturę nieco oryginalności. Uważam, że warto przeczytać, jeśli szukacie czegoś luźniejszego.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

19 listopada 2019

113. Przedpremierowo: "Potentat" ~ Katy Evans

Tytuł:Potentat
Tytuł oryginału:Mogul
Autor: Katy Evans
Data wydania: 20 listopada 2019
Wydawnictwo: Kobiece

Sara od lat marzy o karierze profesjonalnej tancerki, ale nieoczekiwana kontuzja kostki sprawia, że zamiast na scenie musi stanąć za ladą recepcji w luksusowym hotelu.
Ian to przystojny pracoholik, który jest w trakcie paskudnego rozwodu. Nie podejrzewa, że jakaś kobieta zdoła zawrócić mu w głowie.
Poznali się w taksówce. Połączyła ich gorąca przygoda w pokoju 1103. Oboje wiedzieli, że to tylko incydent, ale nie mogli o sobie zapomnieć.
Na ulicach Nowego Jorku nie brakuje złamanych serc. Czy Sara i Ian jeszcze kiedykolwiek się spotkają i naprawią swoje relacje?
Źródło opisu: okładka książki.

Wiedziałam, że sięgnę po tę historię jeszcze zanim usłyszałam o jej polskiej premierze. Choć nie znam dobrze twórczości Katy Evans, bo czytałam tylko jedną jej książkę, a mianowicie „Magnat”, to przekonała mnie do siebie już na początku i byłam ciekawa, co przygotowała tym razem, bo jakiś zalążek losów Sary już poznaliśmy w pierwszym tomie serii Manhattan. Ciekawi czy spodobała mi się tak samo jak poprzednia część? Zapraszam do dalszej lektury!

[…] jeśli ci się wydaje, że miłość wystarczy, żeby razem być i żeby utrzymać małżeństwo, to bardzo się mylisz. Rozmowy, wyrozumiałość, cierpliwość, lojalność – to dzięki nim małżeństwo ma szansę na przetrwanie.

Sara to dość żywiołowa dziewczyna, żadna tam szara myszka. Ma cięty język, jest zabawna i da się ją naprawdę lubić. Życie dało jej trochę w kość, ale stara się sobie radzić, jak tylko może, zamiast usiąść w kącie i użalać się nad swoim losem. Jej postać mogliście już spotkać w pierwszym tomie, jeśli czytaliście, bo jest współlokatorką Bryn, główną bohaterką „Magnata”. Autorka już wtedy coś jej historii nam przedstawiła, ale podała jedynie okruszki. Postać Sary ma nam pokazać, że mimo niepowodzeń, jakie mogą nas spotkać, powinniśmy walczyć o swoje marzenia i nie przejmować się porażkami, a wyczekiwać sukcesu.
Ian już na samym początku wydaje się być bardzo tajemniczą postacią i wydawać by się mogło, że okaże się kolejnym dupkiem otoczonym murami. Owszem, jest nieco zdystansowany, ale na pewno nie jest typem aroganckiego biznesmena. To naprawdę porządny facet, który także dostał trochę w kość od życia, ale bardzo go polubiłam. Jest inteligentny, bardzo pracowity (może momentami za bardzo), oczywiście niesamowicie przystojny, dobry, ale też szczery w słowach i w swoich intencjach. Był prawie idealny, choć nieco zagubiony. Nie tolerował zdrady oraz kłamstw i sam też starał się tego unikać. I z tego co wiem, nieźle mu to wychodziło.
Jego mogliśmy również poznać w pierwszym tomie tej serii, ale pojawił się tylko przez jeden moment i wniósł do historii Sary tylko aurę tajemniczości. Ja już wtedy byłam ciekawa, co połączyło tę dwójkę. A przede wszystkim – jak to się dalej potoczy.

Na pewno warto rozmawiać. I nie budować między sobą murów. Nigdy.

Akcja tak naprawdę rozgrywa się jeszcze wcześniej niż w „Magnacie”. Na początku może troszkę mi to przeszkadzało, bo ciągle się zastanawiałam, na jakim etapie wtedy była Bryn i Christos, ale z biegiem czasu przestało mi to przeszkadzać i skupiłam się na historii Sary i Iana. Ich początek wydaje się być dość szybki, ale nie uważam tego za coś złego. Było inaczej, ale w bardzo fajny sposób autorka pociągnęła cały ciąg dalszy. Mimo tego szybkiego startu – że tak się wyrażę – ich uczucia już miały wolniejszy bieg. I to była jedna z tych czystszych relacji, gdzie od początku do końca wiedzieli na czym stoją, potrafili rozmawiać. Bardzo mi się to podobało, bo było to coś innego, odświeżającego. Katy pokazała, że można rozmawiać szczerze, zamiast mieć przed sobą tajemnice i to było fajne, moim zdaniem. Nie mówię, że obyło się bez klasycznych ‘dram’, ale nie mówię też, że one wystąpiły. Przekonacie się sami, jeśli po tę książkę zdecydujecie się sięgnąć.
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że „Potentat” podobał mi się o wiele bardziej niż „Magnat”. Postaci nie były wcale takie typowe, jak to w tego rodzaju romansach bywa, ich relacja także taka nie była. I całość także nie. Może troszkę przewidywalna i otarła się o jakieś schematy, ale jednak autorce udało się stworzyć coś nowego, z czego jestem naprawdę zadowolona. Zdarzyło się sporo scen erotycznych, które były napisane w sposób subtelny, ale też nie stanowiły głównego wątku i choć to właśnie seks połączył tę dwójkę, to jednak ta książka pokazuje coś więcej. Jak już wspomniałam, postać Sary pokazuje, że warto walczyć o swoje marzenia. Prócz tego Katy Evans w jakiś sposób skupia się też na kwestii małżeństwa: jaką ma wartość, co powinno znaczyć, czym powinno się w nim kierować.

[…] miłość można stracić w każdym momencie… ale w każdym momencie można też ją znaleźć!

Oczywiście, że polecam wam tę książkę. Jest napisana prostym, lekkim stylem, który sprawia, że te rozdziały czyta się nie tylko szybko, ale także przyjemnie. Jest to historia na jeden, może na dwa, wieczory. Ja nie żałuję, że przeczytałam „Potentata” i jak mówiłam, wolę ten tom od pierwszego. A Ian stał się moim kolejnym książkowym mężem! To naprawdę fajny romans, może na lżejsze wieczory, ale też próbujący w jakiś sposób przekazać nam jakieś wartości. Jeśli zastanawialiście się nad tą pozycją, nie róbcie tego dłużej, tylko czytajcie. A ja mam nadzieję, że udało mi się pomóc wam  w podjęciu decyzji. I mogę was już teraz zapewnić, że sięgnę po kolejny tom, bo nie mogę się go wręcz doczekać!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

17 marca 2019

71. "Magnat" ~ Katy Evans

Tytuł:Magnat
Tytuł oryginału:Tycoon
Autor: Katy Evans
Data wydania: 13 marca 2019
Wydawnictwo: Kobiece

Bryn Kelly zna Aarica Christosa z czasów licealnych. Wtedy połączyła ich przyjaźń, która być może przerodziłaby się w coś więcej, gdyby Bryn na to pozwoliła. Jednak nic z tego nie wyszło, a każde z nich poszło własną drogą.
Teraz Bryn jest już dorosła i marzy o rozwinięciu swojego pomysłu na biznes. Wie, że Aaric mógłby jej w tym pomóc. W końcu to najbardziej wpływowy biznesmen na rynku nieruchomości w Nowym Jorku, od którego może zależeć powodzenie jej start-upu lub jego dotkliwa porażka.
Jednak Aaric słunie nie tylko z dobrego nosa do interesów. Jest także bezwzględnym i niezwykle pamiętliwym mężczyzną. A do tego diabelnie przystojnym.
Źródło opisu: okładka książki.

Katy Evans to autorka, z którą jeszcze się nie zdążyłam zapoznać. Nie wiedziałam czego się spodziewać po jej twórczości, ale opis „Magnata” mnie zaintrygował, więc postanowiłam zaryzykować. Tym bardziej, że naprawdę lubię romanse!

Bryn to miła, drobna, piękna kobieta. Trochę poraniona, momentami przestraszona, która od długiego czasu w swoim życiu ma dwa a co by było gdyby? . Jest osobą, która łatwo się nie poddaje, potrafi zawalczyć jeśli jej naprawdę zależy, co nam pokazuje w sprawie ze swoim start-upem. Nie idzie jej łatwo, a mimo to walczy i wykorzystuje każdą możliwą opcję. To kobieta ambitna, mądra, z poczuciem humoru, której życie nie zawsze było idealne i chociaż w jakiś sposób ruszyła do przodu, to ta przeszłość na nią wpłynęła, czego dowodzi jej mały rytuał budzików – jeśli przeczytacie, będziecie wiedzieli o co chodzi.
Aaric Christos to mężczyzna bardzo pewny siebie, odnoszący sukcesy i niewyobrażalnie bogaty biznesmen. Potrafi brać to, czego chce i jest naprawdę upartym facetem. Przeszłość Aarica także nie była usłana różami, ale wyciągnął z niej wnioski i stał się dzięki niej człowiekiem, którego wszyscy znają i szanują. To go ukształtowało, ale przy Bryn jest prawdziwym sobą.
Wydaje się, że oboje się pogodzili z tym, co łączyło ich przed laty, ale kiedy spotykają się ponownie, powiedzenie „Stara miłość nie rdzewieje” może okazać się całkiem zgodne z prawdą.

Magnat” zaskoczył mnie już w pierwszych rozdziałach, co mi się podobało. Może i mamy tu typowy, powielający się schemat potężnego, wpływowego biznesmena, ale reszta fabuły od niego odbiega. Podobała mi się ta historia, którą zaprezentowała nam Katy Evans. Jej styl był prosty i lekki, dzięki któremu książkę czytało się w przyjemny sposób i wzbudzała emocje już niemal od startu do samego końca! Z każdym kolejnym rozdziałem „Magnat” coraz bardziej mi się podobał i coraz mocniej wszystko przeżywałam. Co więcej, po skończeniu czułam naprawdę niedosyt!
Rozdziały mamy prowadzone głównie z perspektywy Bryn, ale zdarzają się też napisane oczami Aarica, co daje nam fajne uzupełnienie do historii zwłaszcza, że czasem autorka pokazuje nam to, co działo się kilka bądź kilkanaście lat wcześniej.
Żałuję tylko, że autorka nie wyjaśniła do końca sprawy, która pojawiła się w ostatnich rozdziałach, ale podejrzewam, że odpowiedź – której się domyślam – dostanę w kolejnych tomach tej serii, opowiadających  o innych bohaterach, ale na szczęście są powiązane z „Magnatem” i mam nadzieję na spotkanie tam ponownie Bryn i Aarica.

Magnat” to książka, przy której na pewno się nie nudziłam. Myślę, że jeżeli lubicie ten gatunek, to może i wam przypaść historia Bryn i Aarica do gustu. Jeśli ktoś martwiłby się, że będzie tu za dużo scen erotycznych, to nie było ich tak wiele i były raczej subtelne, nie czytało mi się ich z zażenowaniem.
Na pewno sięgnę po kolejne tomy tej serii by przekonać się jak potoczą się losy innych bohaterów no i oczywiście z nadzieją, że poznam nieco więcej z życia Aarica i Bryn. I choć ta książka właśnie ich historię opowiada, mamy też możliwość poznać postaci drugoplanowe, jak przyjaciółki Bryn, zwłaszcza Sarę i mały zarys jej historii.
Mam nadzieję, że moja opinia pomogła wam podjąć decyzję czy sięgnąć po „Magnata”. Polecam wam, jeśli szukacie fajnie napisanego romansu, przy którym można miło spędzić wieczór, który was nie zanudzi i być może również wywoła emocje.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.