Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natasha Knight. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natasha Knight. Pokaż wszystkie posty

06 października 2020

182. "Dominic" ~ Natasha Knight

Tytuł:Dominic

Tytuł oryginału:Dominic

Autor: Natasha Knight

Data wydania: 05 maja 2020

Wydawnictwo: Papierówka

 

Dominic

Byłem chłopcem, który miał nigdy nie zasiąść na królewskim tronie. Potworem niezdolnym do miłości i skazanym na samotność. Gia to tylko kolejne zlecenie. Nic więcej. Dziewczyna pochłonięta przez świat bestii.

Podobał mi się jej wygląd, lecz to nie miało znaczenia. Miałem gdzieś, że wzdrygnęła się, dostrzegając mrok w mojej duszy. Podobało mi się to. Upajałem się tym strachem.

I pragnąłem jej.

Potwory nie mogą jednak liczyć na szczęśliwe zakończenie. Wiedziałem, że pewnego dnia wrócę. Czas nie wybaczał ani nie zapominał. Podobnie jak ja.

Należało wyrównać stare rachunki. Ukarać wrogów. Najwyższa pora powrócić i przejąć rodzinny interes. Zbyt długo musieli na mnie czekać.

 

Gia

Zawsze wierzyłam w bajki. Nie w te disnejowskie. One nigdy nie wydawały mi się rzeczywiste. Wiedziałam, że życie nie miało aż tylu kolorów.

Byłam córką żołnierza mafii. Siostrą kapusia. Nikim.

Stykałam się z potworami, odkąd sięgam pamięcią. Stanowiły nieodłączną część mojego świata. Ani jeden z nich nie dorównywał Dominicowi Benedettiemu. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak okrutnej bestii. Nie miałam co do niego żadnych złudzeń. Nie pragnęłam ocalić tej mrocznej duszy. I nie obchodziło mnie jego krwawiące serce.

Miłość nie zawsze jednak otacza się pięknem. Potrafi być wynaturzoną, szpetną zdzirą. Zdawałam sobie sprawę, że tylko na takie uczucie mogłam liczyć. Jedynie bezwzględność zdołała poruszyć mnie do głębi.

Niektórzy z nas po prostu pożądają ciemności.

Tak jak Dominic i ja.

Źródło opisu: okładka książki.

 

Podeszłam do tej części dość ostrożnie, bo pamiętam, że w przypadku „Salvatore” miałam pewne zastrzeżenia i tym razem jest tak samo, aczkolwiek już mogę powiedzieć, że „Dominic” podobał mi się bardziej. Czytało się płynnie i gładko, nie wyczuwałam żadnej sztuczności. Chemia między bohaterami może pojawia się szybko, zwłaszcza ze strony Gii, ale na to przymknęłam oko i nie wadziło mi to jakoś bardzo.

Gia to kobieta, która nie pozwala się złamać i którą ciągnie w stronę mroku. Natomiast Dominic to mężczyzna, który już do tego mroku należy. Ich historia jest raczej niespotykana i wiadomo, że z czasem wchodzą uczucia, ale nie zmieniają one bohaterów. Benedetti jest brutalny, ma miano Potwora, a nawet – Śmierci. Próbuje podporządkować Gię, ale ta stara się być nieustraszona, co zważywszy na okoliczności nie zawsze jej się udaje, ale mimo to pozostaje dzielna i nie użala się nad sobą. Ta dwójka zdecydowanie do siebie pasowała, choć myślę, że ich relacja też nie została do końca dopracowana. Pojawiły się uczucia, ale nie wiedziałam za bardzo, w którym momencie.

Niestety, biorąc pod uwagę, że to romans mafijny, a dodatkowo mroczny, autorka miała tu bardzo szerokie pole do popisu, jednak go nie wykorzystała. Jak dla mnie zabrakło większych intryg, zaskakujących elementów i zwrotów akcji. I przez to potencjał książki nie został wykorzystany, bo w przeciwnym razie mogłaby być to naprawdę ciekawa i wciągająca lektura. Dla mnie taka nie była. Bardziej skupiałam się na relacji Dominica i Gii niż całej reszcie, a według mnie właśnie w książkach, gdzie występuje wątek mafii, cała reszta też powinna zwracać uwagę na pierwszym miejscu.

 

Uważam jednak, że to zła książka nie była i mogę ją polecić, ale bez nastawiania się na coś ekscytującego czy szokującego. Nie wywołała we mnie też emocji, a szkoda, bo tego typu historie powinny trzymać czytelnika w napięciu – przynajmniej moim zdaniem. Pojawia się natomiast sporo scen seksu i nie są one łagodne, ale też nie przesadnie brutalne. Na pewno „Dominic” nie podpasuje każdemu, ale jak wspominałam, ta część jest lepsza niż poprzednia. Bardziej dopracowana, ale też czegoś tu zabrakło i potencjał nie został wykorzystany. Czekam więc na kolejne części żeby się przekonać czy one będą lepsze!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.

22 sierpnia 2020

171. "Salvatore" ~ Natasha Knight


Tytuł:Salvatore
Tytuł oryginału:Salvatore
Autor: Natasha Knight
Data wydania: 25 października 2020
Wydawnictwo: Papierówka

Lucia
Wszystko zaczęło się od podpisania kontraktu, najpierw przez niego, potem przeze mnie. Posłusznie odegrałam swoją rolę. Złożyłam podpis i oddałam życie. Mój ojciec nie odezwał się ani słowem, tylko bezsilnie patrzył, jak staję się własnością tych potworów. Benedettich.
Symbolem ich władzy.
To było pięć lat temu. Teraz nadszedł czas, by Salvatore Benedetti upomniał się o swoją własność. Poprzysięgłam zemstę. Nauczyłam się nienawidzić. Byłam gotowa na wszystko… lecz nie na mężczyznę, który zawładnął moim życiem.
Spodziewałam się potwora i zamierzałam go zniszczyć. Jednak nic nie jest tylko czarne albo tylko białe, a ludzie wyłącznie dobrzy albo wyłącznie źli. W mrocznych zakamarkach jego duszy dostrzegłam blask. Pomiędzy złem – dobro. Gwałtowna nienawiść, jaką go darzyłam, przerodziła się w namiętność gorętszą od piekielnych ogni.
Należałam do niego, a od do mnie.
Był moim własnym potworem.

Salvatore
Wszedłem w posiadanie księżniczki magii DeMarco. Teraz należała do mnie. Benedetti wygrali! Czy istnieje lepszy sposób, żeby dać nauczkę, niż odebrać wrogowi to, co dla niego najcenniejsze? Najukochańsze?
Miałem stać się królem. Byłem następny w kolejności do władania rodem Benedetti. Lucia DeMarco stanowiła łup wojenny, a ja mogłem z nią zrobić, co chciałem. Złamać ją, zmienić życie w prawdziwe piekło, oto jak powinienem postąpić. Nie było dla niej odwrotu – ani dla mnie, jeśli miałem pokazać wyższość Benedettich.
Moja rodzina nigdy nie przegrała, zostawiliśmy po sobie jedynie zgliszcza. Zawsze tak było. I wierzyłem, że zawsze tak będzie. Aż spotkałem Lucię.
Źródło opisu: okładka książki.

Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o „Salvatore”. Opis bardzo mnie zaciekawił, bo zabrzmiał jak coś, co było w moim guście i co mogło mi się spodobać. Oczywiście nastawiłam się na nieco brutalności, w końcu jak jest napisane na okładce, to „mroczny mafijny romans”. Początkowe rozdziały też mnie wciągnęły, choć zachowanie Lucii mnie czasem denerwowało. Oczywiście jej niechęć była całkowicie zrozumiała, zważywszy na okoliczności, ale odnosiłam wrażenie, że jej zachowanie przypomina kaprysy małego dziecka, które musi pokazać, że nie jest posłuszne. Nie wiem jak też ulokować swoje odczucia co do tego, że mimo ciągłej niechęci i negatywnego nastawienia do całej sytuacji i ludzi nazwiskiem Benedetii, jej postawa się zmieniała w momentach, gdy pożądanie brało górę. Nawet jeśli się opierała, robiła to bardzo, bardzo słabo i nieprzekonująco.
Co do samej książki, ostatecznie czuję trochę rozczarowania. Sądząc po tym, że mamy tu motyw mafii, spodziewałam się zwrotów akcji. I samej akcji. Jak dla mnie, było tu jej za mało, zważywszy na kategorię tej powieści. Autorka może za bardzo skupiła się na erotycznych momentach. Mogłaby ich trochę ukrócić i skupić się bardziej na tych mafijnych sprawach, dodać nieco zwrotów. I może zaskakujących elementów, bo mnie niestety nie zaskoczyło nic.
Biorąc pod uwagę, jaki motyw przewodni autorka sobie wybrała, miała naprawdę szerokie pole do popisu i mogłaby zrobić z tej książki wszystko. A jak dla mnie, to nie zostało wykorzystane i było za mało. Za mało wszystkiego.
Chemii między bohaterami nie czułam, a szkoda. Tak, jak Salvatore polubiłam, bo za maską mafioza kryje się ktoś, kogo warto poznać, tak jeśli chodzi o Lucię, nie wiem, co sądzić. Jej zachowanie czasami, jak już wspominałam, było buntem małego dziecka.  Czasem odnosiłam też wrażenie, że niektóre wydarzenia zostały wepchnięte i napisane, byle były. Zbyt szybko się kończyły, nawet jeśli niczego miały nie wnieść do fabuły, mogłyby zostać bardziej rozbudowane, bo dodałoby to większej naturalności.

Podsumowując, nie powiem, że tej książki nie polecam. Jak dla mnie, pomysł fajny, ale nie do końca wykorzystany. Jest to powieść z minusami, ale nie zaliczę tego do kategorii złych książek. W pewnym stopniu nawet mi się to podobało, ale raczej to taka książka, do której nie będzie ciągnęło, by przeczytać ją jeszcze raz. Może nawet należy do kategorii tych, które można przeczytać, gdy chcemy trochę odpocząć od tych emocjonujących lektur.
Mam nadzieję, że moja opinia wam pomogła. Pamiętajcie, że to co dla mnie jest minusem, niekoniecznie może być nim dla was, także najlepiej będzie, jeśli sami sięgniecie po tę książkę. Ja na pewno przeczytam drugi tom, bo kto wie czy nie okaże się być lepszy? Trzeba autorom dawać kolejne szanse! Tym bardziej, że książka miała minusy, ale nie była zła.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierówka.