Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca Iosivoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bianca Iosivoni. Pokaż wszystkie posty

13 kwietnia 2024

381. Przedpremierowo: "Fighting Hard for Me" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł: „Fighting Hard for Me”

Tytuł oryginału:Fighting Hard for Me

Autor: Bianca Iosivoni

Data wydania: 17 kwietnia 2024

Wydawnictwo: Jaguar

 

Nic nie może zniszczyć tej przyjaźni. Nic.

A zwłaszcza jakieś niedorzeczne uczucie.

Sophie nareszcie osiągnęła swój cel. Po ponad roku bycia nieszczęśliwie zakochaną wreszcie udało jej się wyrzucić z serca Cole'a, który jest nie tylko jej współlokatorem, ale również najlepszym przyjacielem.
I właśnie w tym momencie on wyznaje jej swoje uczucia… Sophie nie może w to uwierzyć. Nie chcąc wystawiać przyjaźni na kolejną próbę, proponuje Cole'owi pomoc we wdrożeniu dwunastopunktowego planu, dzięki któremu powinno udać mu się odkochać.

Czy praktyka okaże się równie prosta jak teoria?

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Fighting Hard for Me” to trzeci tom serii „Finding Back to Us” i tak samo jak poprzednie, również ten mam przyjemność patronować. Każda z części opowiada o innych bohaterach, ale są oni ze sobą w mniejszy bądź większy sposób związani i szczerze mówiąc, zachowałabym odpowiednią kolejność czytania. Tym bardziej, że tutaj pojawiają się maleńkie spojlery odnośnie Teagan i Parkera – tj. bohaterów „Feeling Close to You”.

W tej historii mamy motyw Friends to Lovers. Tym razem mamy to jednak w nieco innej formie, bo uczucia już się pojawiły i, uwaga, trzeba się ich pozbyć. Stąd program dwunastu kroków, autorstwa samej Sophie, który musi zadziałać, bo stawka jest zbyt wysoka – chodzi w końcu o silną przyjaźń dwójki współlokatorów. Tylko czy na pewno istnieje sposób, by pozbyć się uczuć? A może Sophie i Cole zdecydują się zaryzykować i zobaczyć, do czego ich to może zaprowadzić? No cóż. To się okaże.

Ta powieść jest napisana z perspektywy obojga bohaterów, dzięki czemu wiemy, co kieruje ich pobudkami, jakie uczucia w nich przodują. Autorka pokazuje nam tutaj, że często za naszymi decyzjami mogą stać równe obawy. Tylko jeśli pozwolimy, by strach nami kierował, to możemy powiedzieć, że żyjemy tak naprawdę?

Obserwujemy, jak zmiany zachodzą nie tylko w Cole’u, ale także w Sophie. Oni oboje mają pewne sprawy, które należy uporządkować. I wcale nie chodzi tu o ich relację, ale przede wszystkim o nich samych. Powiem tak: przed nimi pewne decyzje i przemyślenia. Są dla siebie naprawdę wspaniałymi przyjaciółmi, ale to wszystko, co się zaczęło dziać mogło na tę relację wpłynąć.

 

Cieszę się, że mogłam objąć tę powieść swoim patronatem i że mogę wam ją polecać, bo jest naprawdę warta uwagi. Jest to literatura New Adult, która wciąga. Akcja nie pędzi na łeb na szyję i autorka prowadzi bohaterów przez tę historię w odpowiednim tempie i tonie. Daje im czas na przepracowanie pewnych spraw, na ich zrozumienie. Uważam, że jeśli tylko macie możliwość, to powinniście przeczytać nie tylko ten tom, ale całą serię.

 

Współpraca reklamowa z Wydawnictwo Jaguar.

12 października 2023

366. Przedpremierowo: "Feeling Close to You" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:Feeling Close to You

Tytuł oryginału:Feeling Close to You

Autor: Bianca Iosivoni

Data wydania: 18 października 2023

Wydawnictwo: Jaguar

 

A jeśli game over to dopiero początek? Teagan ma dwa wielkie marzenia – wyrwać się wreszcie z rodzinnego miasta i dostać się na upragniony kierunek studiów. Aby je zrealizować, dorabia po szkole w kawiarni, a nocami stremuje gry. Jest w tym tak dobra, że pokonuje nawet Parkera, popularnego YouTubera.

Choć dzielą ich tysiące mil i mają ze sobą kontakt głównie w sieci, wkrótce zaczyna między nimi iskrzyć. Wszystko za sprawą konwentu, gdzie mają okazję wreszcie spotkać się na żywo i zobaczyć, kto kryje się po drugiej stronie monitora.

Jednak mimo swojego młodego wieku Teagan zdążyła już zaznać w swoim życiu bólu rozczarowania, a trudna sytuacja rodzinna Parkera nie ułatwia mu relacji z innymi.

Mimo wielu przeciwności losu nie tak łatwo będzie im o sobie zapomnieć…

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Feeling Close to You” to drugi tom cyklu „Finding Back to Us”, ale opowiada o losach innych bohaterów. Obie historie na swój sposób są ze sobą powiązane dzięki Parkerowi, którego już mieliśmy okazję nieco poznać czytając historię Callie i Keitha, która bardzo mi się podobała. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok kolejnej części serii.

Mamy tutaj niecodzienny motyw, bo główni bohaterowie poznają się w wirtualnym świecie gier. Nie spotkałam się jeszcze z takim, więc byłam bardzo ciekawa, jak autorka to pokieruje. Bianca stworzyła fajną, ciekawą historię, która myślę, że wywoła na twarzy czytelnika uśmiech, bo nie zabraknie tutaj dawki humoru. Pokierowała dobrze znajomością Teagan i Parkera, nic nie było przesadzone, nie nadała tej relacji zbyt szybkiego tempa i czytało się naprawdę przyjemnie.

Na początku znajomość głównych bohaterów rozwija się tylko w Internecie, ale już na tym etapie widać, że coś między tym dwojgiem się dzieje. Poznają się mimo odległości, nawiązują między sobą jakąś więź, stają się sobie bliscy. Oczywiście z czasem spotykają się twarzą w twarz i… no cóż. Jaki będzie rozwój dalszych wydarzeń, musicie przekonać się sami.

Nie ma tu jednak tylko sielanki. Zarówno Teagan jak i Parker zmagają się z pewnymi problemami. Nie będę wam zdradzała o co chodzi, by nie odebrać wam przyjemności z poznawania tej historii. Powiem tylko, że bohaterowie nie mają przez cały czas lekko, będą musieli stawić czoło pewnym sprawom i znaleźć sposób na ich rozwiązanie.

 

Czy polecam?

Jak najbardziej tak i bardzo się cieszę, że miałam możliwość objęcia jej swoim patronatem. Jest to jedna z tych historii, przy których człowiek może się zrelaksować. Nie ma tu wielkich zawirowań, ale też nie można mówić o nudzie. Czytało mi się to bardzo lekko i szybko i teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na trzeci tom, który będzie opowiadał o losach kolejnych bohaterów.

Mam nadzieję, że historia Teagan i Parkera wam się spodoba w takim samym stopniu, jak mnie!

 

Współpraca reklamowa z Wydawnictwo Jaguar.

01 kwietnia 2023

349. Przedpremierowo: "Finding Back to Us" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:Finding Back to Us

Tytuł oryginału:Finding Back to Us

Autor: Bianca Iosivoni

Data wydania: 12 kwietnia 2023

Wydawnictwo: Jaguar

 

Callie, studentka medycyny, na prośbę siostry i przybranej mamy wraca do rodzinnego domu w małym miasteczku na południu Stanów, by spędzić wakacje z najbliższymi, zanim siostra wyruszy w podróż dookoła świata.

Dziewczyna nie ma pojęcia, że w tym samym czasie zjawy się tam również Keith, którego od lat darzy szczerym uczuciem nienawiści. To przez niego jej ojciec zginął w wypadku samochodowym. Nie widzieli się od siedmiu lat, a Callie uporczywie unika z nim kontaktu – jej największym pragnieniem jest nie oglądać go już do końca swoich dni.

Wraz z pojawieniem się Keitha wracają do niej ból i złość, którym towarzyszą też inne uczucia, powodując totalny mętlik w jej głowie. Bo Keith to nie tylko człowiek, którego Callie nienawidzi najbardziej na świecie, ale także jej przybrany brat…

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Ten, kto twierdził, że czas leczy rany, był cholernym kłamcą. Niektóre rany nigdy się nie zagoją. I być może nawet nie powinny.

 

Po przeczytaniu kilku rozdziałów poczułam lekkie zaniepokojenie, że ta książka mi się nie spodoba. Jednak to jest jedna z tych lektur, które trzeba przeczytać całe, by zrozumieć pewne kwestie. Zachowanie Callie pozostawia wiele do życzenia, bywały momenty, gdy mnie denerwowała, jednak z drugiej strony… kierowały nią konkretne pobudki i starałam się dać jej pewną dozę zrozumienia.

Za to Keith niemalże od razu skradł moje serce. W tak młodym wieku ten chłopak dźwigał na swoich barkach ogromny ciężar. Wykazywał się też ogromną cierpliwością i spokojem, jeśli chodzi o jego przybraną siostrę, no i nie brakowało mu po poczucia humoru, ale też zadziorności.

Owszem, Callie czasami przeginała w moim odczuciu, miałam chęć nią potrząsnąć. Jednakże autorka przez to nam pokazuje, że niezmierzenie się z przeszłością nie prowadzi do niczego dobrego. I nie jest to przede wszystkim nic przyjemnego. Zamknięcie się w taki sposób, jak zrobiła to Callie, nie niesie ze sobą dobrych skutków. Skupia się tylko na swoich emocjach, w tym nienawiści do Keitha, ale tak naprawdę ma wiele do przepracowania i dopiero po tylu latach doznaje ‘wstrząsu’, który do tego kieruje. Chyba mogę napomknąć, że chłopak miał w tym pewien swój udział?

Finding Back to US” to historia, która nie porywa od razu, ale trzeba po prostu dać jej szansę. Mamy tutaj motyw hate-love, a ta granica pomiędzy jednym uczuciem a drugim zaciera się gdzieś powoli, jest też walka z pożądaniem, jakie rodzi się między Keithem a Callie. Dziewczyna żywiła negatywne uczucia wiele lat, więc bardzo dobrze, że Bianca nie zdecydowała się pozbyć tego w kilku rozdziałach.

W tej powieści mamy też do czynienia z przybranym rodzeństwem, a co za tym idzie – zakazana relacja. Aczkolwiek na tej kwestii jakoś bardzo skupienia nie ma. Największe jest na przeszłości. Na tym, do czego prowadzi zamknięcie się na nią. I co może się zmienić, gdy zyskamy odwagę i się z nią zmierzymy – nawet jeśli będzie dla nas bolesna. Jest też wybaczenie. Nie tylko drugiej osobie, ale czasami trzeba odpuścić sobie, by móc naprawdę odetchnąć.

Bycie rodzicem bywa czasami naprawdę trudne. Od chwili narodzin boisz się o swoje dziecko i chcesz je chronić przed wszelkim złem tego świata. Jednocześnie starasz się je wspierać i motywować do spełniania marzeń.

 

Czy wam polecam?

Cóż, oczywiście, że tak! Jak jednak wspomniałam, jeśli na początku was nie porwie, dajcie tej historii szansę! Moim zdaniem naprawdę warto, dlatego właśnie „Finding Back to Us” objęłam swoim patronatem medialnym. I tak jak pierwsze kilka rozdziałów czytałam powoli i ratalnie, tak później ponad dwieście stron pochłonęłam za jednym posiedzeniem.

Współpraca reklamowa z: Wydawnictwo Jaguar.

03 lutego 2021

210. Przedpremierowo: "Midnight Chronicles. Moc amuletu" ~ Bianca Iosivoni & Laura Kneidl

Tytuł:Midnight Chronicles. Moc amuletu

Tytuł oryginału:Midnight Chronicles. Schattenblick

Autor: Bianca Iosivoni & Laura Kneidl

Data wydania: 10 lutego 2021

Wydawnictwo: Jaguar

 

449 zbiegłych dusz. 449 dni, żeby posłać je z powrotem do krainy umarłych. Łowczyni duchów Roxy wie, że to misja praktycznie niewykonalna. Jej dni zdają się więc policzone. Dlatego nie jest jej na rękę, że musi mieć na oku tajemniczego Shawa, który był opętany i od tamtej pory nic nie pamięta. Szczególnie że z każdą chwilą, którą ze sobą spędzają, iskrzy między nimi coraz wyraźniej. A przez to Roxy może stracić nie tylko serce, lecz także życie…

Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

 

Midnight Chronicles. Moc amuletu” to książka, po którą po prostu musiałam sięgnąć i to nie tylko ze względu na śliczną okładkę. Została napisana przez dwie autorki, które bardzo lubię. Byłam też ciekawa, jak poradzą sobie nie tylko w duecie, ale również w nowym gatunku, bo pewnie wiecie, ale do tej pory słynęły raczej z romansów, nie z fantastyki. I przyznam szczerze, że na początku mój entuzjazm trochę opadł, bo jakby nie rozpoznawałam w stylu pióra ani Laury ani Bianci. Coś mi nie pasowało. Rozumiałam jednak, że obie musiały się odnaleźć. Nie tylko w tworzeniu historii razem, ale również w nowym gatunku.

I powiem wam, że tak jak na początku trochę marszczyłam nos, a dodatkowo uważałam główną bohaterkę za dość niemiłą osobę, tak potem przepadłam. Te dwie autorki, po których książki sięgam w ciemno, stworzyły naprawdę ciekawą opowieść.  Ta złośliwość Roxy też potem gdzieś zaginęła i odkryłam, że jest naprawdę zdolną, ambitną dziewczyną, która dźwiga spory ciężar. I to właśnie jej osoba i wydarzenia z jej życia nakręcają to, co się dzieje w tej powieści. No i jest też Shaw, który jest bardzo tajemniczą postacią.

Bianca i Laura w pełni skupiają się tutaj na wykreowaniu świata pełnym paranormalnych istot i na przedstawieniu go nam, czytelnikom. Porzucają też wątek romansu, choć też nie całkowicie, bo coś tam się pojawi. Na tym się jednak nie skupiają, co uważam za plus w tego typu literaturze. Też nie trzymają akcji w miejscu, ani też za bardzo nie rozwlekają wydarzeń. Na początku mamy lekkie wprowadzenie, a potem… cóż. Przekonacie się sami, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po „Midnight Chronicles. Moc amuletu”. Mamy oczywiście wpleciony humor, choć wierzcie mi, nie zawsze jest wesoło. Warto też wspomnieć, że autorki stworzyły coś swojego, oryginalnego. I ciekawego. Dodatkowo wszystko poprowadziły w sposób spokojny, dzięki czemu łatwo jest się orientować w sytuacji i przebiegu wydarzeń, a nie ma się poczucia, że panuje chaos i niewiadomo o co chodzi. Absolutnie. Dodatkowo mamy niewyjaśnione tajemnice, które wzbudzają ciekawość. I zdecydowaną chęć sięgnięcia po kolejne tomy. Podobało mi się to, jak autorki wykreowały świat paranormalnych istot i łowców duchów. I nie jest to historia przewidywalna ani nudna.

 

Jeśli jesteście fanami fantastyki, to jak najbardziej wam polecam. Może nie jest to wybitna i najlepsza książka z tego gatunku, ale na pewno bardzo dobra. Bez wątpienia sięgnę po kolejne części, bo jestem bardzo ciekawa tego, co wydarzy się dalej. Z tego co widziałam na goodreads, drugi tom ma lepsze oceny niż pierwszy. Jestem też pewna, że okładka skusi niejedną osobę, ale też środek jest wart zapoznania. A ja naprawdę nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów i trzymam za nich mocno kciuki, bo przed nimi jeszcze niejedno wyzwanie. W końcu ta seria New adult fantasy, która zaczęła się naprawdę obiecująco, ma liczyć sześć tomów.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

23 listopada 2020

194. "Flying high" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:Flying high

Tytuł oryginału:Flying High

Autor: Bianca Iosivoni

Data wydania: 04 listopada 2020

Wydawnictwo: Jaguar

 

Hailee skrywała tajemnicę. Mroczną i ponurą, o której nikt nie wiedział i nikt nie powinien się dowiedzieć. A już na pewno nie Chase. Hailee nie chce już dłużej udawać. Wpadła po same uszy, wbrew swoim wcześniejszym planom. Od pierwszej sekundy, kiedy przed nim stanęła, była przekonana, że straci Chase’a. Starała się nie angażować. Ale każdym uśmiechem i każdym dotykiem chłopak coraz bardziej podpijał jej serce.

Chase nie potrafił przeciwstawić się oczekiwaniom bliskich, a w konsekwencji robił zupełnie co innego niż to, o czym marzył przez całe życie. Dopiero Hailee i jej problemy sprawiły, że zrozumiał, co się tak naprawdę liczy.

Może jednak Hailee i Chase mają jakąś szansę? A może przeciwnie – muszą zdać sobie sprawę, że czasami nawet miłość nie wystarcza, aby dwoje ludzi mogło być razem?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Po skończeniu poprzedniego tomu, czyli „Falling fast”, musiałam od razu sięgnąć po tę część i już na samym wstępie wywołała mocniejsze bicie serca. Byłam bardzo ciekawa, co wydarzy się dalej i jak bohaterowie poradzą sobie z tym, co zostało na nich zrzucone. I nie mają łatwo. Oboje mają swoje problemy, a jeszcze los im nie sprzyja i wydaje się, że wspólny czas Hailee i Chase’a za każdym razem ma swoją datę ważności.

Przeczytałam sporo książek młodzieżowych, ale „Flying high” należy do tych poważniejszych i występują inne emocje niż w poprzednim tomie. Niż w innych książkach Bianci. To nie jest lekka historia o miłości. W tej powieści autorka porusza między innymi takie tematy jak strata i radzenie sobie z żałobą. Jest to dość smutna i wzruszająca część, a także w pewnym stopniu poruszająca i chwyciła mnie za serce.

Nie było tu żadnych zaskakujących elementów, ale całość czytało się szybko i treść wciągała. Aż żałowałam, że czas mi nie sprzyjał i musiałam rozbić sobie tę lekturę na kilka dni, bo bardzo byłam ciekawa, jak potoczą się losy Hailee i Chase’a, jak sobie poradzą z problemami i czy znajdą jakieś rozwiązanie, by być razem i by nie był to związek na odległość. Tak na dobrą sprawę to nie miałam pojęcia, jakich wydarzeń się tu spodziewać i nie wiedziałam, jak Bianca to wszystko rozegra. Powiem wam tylko, że lepiej bym sobie tego nie wymyśliła i ani trochę nie czuję się zawiedziona.

Flying high” to historia o życiowej podróży głównych bohaterów. Oboje na swój sposób się poświęcają, by nikogo nie zawieźć bądź nie zranić. Odnajdują swoje miejsce i podążają za własnymi pragnieniami, rezygnując z postępowania zgodnie z oczekiwaniami bliskich. W końcu robią coś dla siebie, a nie dla innych.

 

Tak samo jak w przypadku „Falling fast”, tę część również wam polecam i to gorąco. Jest to coś zgoła innego niż seria „First”, ale myślę, że przypadnie wam do gustu, choć Bianca nie skupia się głównie na wątku romansu mimo iż jest on istotny dla fabuły, ale główne skrzypce grają rzeczy, które wymieniłam wcześniej. I absolutnie mi to nie przeszkadzało. Podobało mi się też bardzo to, jak zostały przedstawione tu relacje między wszystkimi bohaterami, nie tylko między Chase’em a Hailee.

Na pewno ta książka zostanie w mojej pamięci i sercu na długo, chętnie kiedyś w przyszłości jeszcze do niej wrócę i mam nadzieję, że jeśli po nią sięgniecie, będziecie czuli to samo. Bo naprawdę warto tę historię poznać.

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

19 listopada 2020

193. "Falling fast" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:Falling fast

Tytuł oryginału:Falling Fast

Autor: Bianca Iosivoni

Data wydania: 29 lipca 2020

Wydawnictwo: Jaguar

 

Kiedy dwa miesiące wcześniej 21-letnia Hailee DeLuca wsiadła do swojej starej czerwonej hondy i ruszała w drogę, nie przypuszczała, że trafi tu, do Fairwood, na grób swojego najlepszego przyjaciela. I to dokładnie w dniu jego urodzin. To wykraczało poza plan podróży.

Dziewczyna nie sądziła też, że w jej ukochanym samochodzie padnie silnik, a budżet przeznaczony na podróż przedwcześnie się wyczerpie. W tej sytuacji nie pozostało jej nic innego, jak przedłużyć nieplanowany pobyt w Wirginii i jakoś zarobić pieniądze na pokrycie kosztów mechanika. A kiedy już zaczyna tracić nadzieję, niespodziewanie spotyka ludzi, którzy przypominają jej, na czym polega przyjaźń i radość życia. Choćby Chase’a, kandydata być może na coś więcej…

Czy Hailee zmieni plany i wykorzysta swoją szansę na szczęście?

Źródło opisu: okładka książki.

 

Falling fast” to książka, którą czytało się z przyjemnością i wciągała, ale ja sobie ją dawkowałam czytając niewielkie ilości stron każdego dnia. Dlaczego? Bałam się tej historii. Zanim po nią sięgnęłam, przeczytałam już kilka opinii i wiedziałam, że może być emocjonująco, a powolne czytanie trochę te emocje we mnie stopuje. Sam wstęp od autorki też przekonał mnie do tego, by czytać wolno. I dobrze zrobiłam, ale na pewno nie będę tak się ograniczać w przypadku drugiego tomu, po który zamierzam sięgnąć, jak tylko skończę pisać tą opinię.

Hailee i Chase to osoby z problemami, sekretami i to wprowadza w powieść nieco aurę tajemniczości, choć niewątpliwie to główna bohaterka jest bardziej skrytą osobą. Podczas tej historii możemy zauważyć, jak w trakcie swojej podróży i w czasie przystanku w Fairwood, staje się odważniejsza, pewniejsza siebie i wychodzi poza swoją strefę komfortu. Jest osobą, która musi wręcz dotrzymać danych obietnic. I ta podróż jest jedną z nich. Ma ustalony cel. Wie, jak ma skończyć się ta podróż. Wiadomo jednak nie od dziś, że życie pisze różne scenariusze i niekiedy plany mogą się zmienić. Jak będzie w tym przypadku? No cóż. Tego wam nie powiem, ale zdradzę za to jedno: jeśli zamierzacie przeczytać historię Hailee i Chase’a, zaopatrzcie się od razu w drugi tom. Jeśli chodzi o głównego bohatera, pewnie skradnie niejedno czytelnicze serce. To naprawdę dobry chłopak, który popełnił życiowe błędy i coś skrywa. Nie jest jednak wcale skomplikowaną postacią i bardzo go polubiłam. I myślę, że nie tylko ja. I choć oboje wiedzą, że ich znajomość ma termin ważności, postanawiają zaryzykować i cieszyć się danym im czasem. A może jednak Hailee zmieni zdanie i zostanie? Może Chase’owi uda się ją przekonać? Cóż. Przekonacie się sami. Perspektywę mamy tutaj obojga bohaterów, dzięki czemu jesteśmy na bieżąco z ich uczuciami, co zawsze doceniam w książkach. I jeśli ktoś martwi się scenami łóżkowymi, niepotrzebnie. Jest ich tu namiastka, ale napisana w sposób bardzo subtelny i delikatny.

Z początku może się wydawać, że będzie to typowa młodzieżówka, ale jak się z czasem okaże, trochę od tego odbiega. „Falling fast  to naprawdę dobra, warta przeczytania powieść, z ciekawymi postaciami, ale jak ostrzega sama autorka – mogą się pojawić wydarzenia niepożądane. Jest to historia o stracie, o przyjaźni i byciu odważnym. Uważam, że Bianca wykonała kawał dobrej roboty, pisząc historię Hailee i Chase’a i przedstawiając ją światu. Jest to coś innego niż seria „First”, którą pewnie wielu z was zna, ale na pewno może zachwycić. Ja jestem kupiona i choć zakończenia się spodziewałam, to i tak – wow. Naprawdę. I cieszę się, że mam pod ręką drugi tom, więc go zacznę.

 

W okolicach premiery wszyscy czytali tę książkę, a ja czekałam aż zostanie wydany drugi tom. I wiecie co? Naprawdę się z tego cieszę, bo w ten sposób nie muszę robić sobie przerwy w ich historii. Wam polecam to samo, jeśli jeszcze nie czytaliście. Od początku ta historia wydawała mi się nieco tajemnicza i podejrzewam, że niektórzy na samym końcu mogą zostać zaskoczeni. „Falling fast” na pewno na długo zajmie miejsce w moim sercu. A wam ją serdecznie polecam!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

20 kwietnia 2020

144. "First last song" ~ Bianca Iosivoni


Tytuł:First last song
Tytuł oryginału:Der letzte erste Song
Autor: Bianca Iosivoni
Data wydania: 08 kwietnia 2020 (format e-book)
Wydawnictwo: Jaguar

Mason i Grace studiują na tej samej uczelni, ale nie pozostają w żadnych zażyłych relacjach. Sytuacja zmienia się radykalnie, kiedy Grace postanawia nieco schudnąć, a Mason zaczyna pełnić funkcję jej personalnego trenera. Był ostatnim facetem, którego opinią na swój temat by się przejmowała, a że kiedyś ona oddała mu przysługę, uznała, że nadszedł czas na rewanż. Generalnie Grace wcale nie uważa, że musi zeszczupleć – podświadomie jednak czuje, że powinna zadowolić despotyczną matkę i swojego chłopaka. Nie da się ukryć, poczucie własnej wartości jest u Grace żałośnie niskie. Tak bardzo, że gotowa jest poświęcić swoje marzenia i zrezygnować z przesłuchać i kariery na scenie. Nie chce dłużej poddawać się niczyjej presji, nie zostanie wokalistką. Pod wpływem Emery, swojej przyjaciółki, postanawia jednak udowodnić coś sobie – i jej. Przesłuchanie wygrywa, ale członkinią zespołu wciąż nie chce być. Mason, który w zespole gra na gitarze i trochę śpiewa, doskonale zdaje sobie sprawę, ile warta jest Grace, jej profesjonalne przygotowanie oraz znakomity głos. Jeśli zespół ma mieć jakiekolwiek szanse na wygraną w konkursie, do czego się właśnie przygotowuje, i na dalszą karierę w show biznesie, może to osiągnąć tylko z Grace w roli wokalistki. Podejmuje więc usilne starania, aby ją przekonać… Ciekawe, jaki będzie tego skutego, a jeszcze ciekawsze, jakie będą skutki uboczne!
Źródło opisu: materiały wydawnictwa.

Kiedy wszystko inne się wali, zostaje ci tylko muzyka. Muzyka nie stawia pytań, nie wygłasza głupich komentarzy, nie daje rad, o które wcale nie prosiliśmy, po prostu jest. Tak długo, jak trzeba.

Grace to pewna siebie, piękna i inteligentna dziewczyna. Jest szczera i nie boi się wyrazić własnej opinii. I choć pojawia się już w „First last look”, a także w późniejszych tomach, tak naprawdę nie widać po niej, że z czymś się zmaga. Autorka za bardzo nic nam wcześniej nie zdradza. Tego dopiero dowiadujemy się, gdy sięgamy po tę część i choć dla jednych to nie są duże problemy, dla niej ten ciężar pozostaje ciężarem i w pewien sposób komplikuje pewne sprawy. Próbuje z tym walczyć, ale ciężko wygrać z czymś, w co wierzymy od dawna i co jest nam usilnie wpajane.
Mason to taki wesoły chłopak, który lubi żartować i flirtować. Polubiłam go szybko, choć może nie od razu, ale w pewnych momentach, gdy poznawałam losy poprzednich bohaterów, było mi go szkoda. Nie chcę zdradzać, o co chodzi, ale co do tej części miałam nadzieję, że w końcu będzie tak, jak ten facet na to zasługuje, bo chociaż może tego nie widać od razu, ale to dobry, troskliwy i porządny człowiek. Widać też, jak bardzo muzyka jest dla niego ważna, jak ważną rolę odgrywa w jego życiu.

– Czasami mądrzej jest zadowolić się tym, co się ma.
– A czasami warto podjąć ryzyko.

Czasami bywa tak, że nad pewnymi książkami nie musimy się nawet zastanawiać i wiemy, że chcemy je przeczytać. Tak było u mnie w przypadku „First last song”. Już od pierwszej części tej serii wiedziałam, że sięgnę po pozostałe tomy. Niestety ten jest ostatnim i jest mi troszkę przykro, że to już koniec. Naprawdę lubiłam całą ekipę, jaką wykreowała Bianca i będzie mi ich wszystkich brakowało. Chociaż nie ukrywam, że miałam też lekkie obawy, ale chyba często tak mamy, gdzie sięgamy po coś znanego już autora. Wtedy mamy wobec książki większe oczekiwania niż wobec czegoś nowego, co dopiero poznajemy. I niestety bywa tak, że czujemy rozczarowanie.
Początkowe rozdziały czytałam z lekkim dystansem i obawą, że to nie będzie to, że poczuję zawód, bo ostatnia część jednej z ulubionych serii mi się nie do końca spodoba. I teraz, kiedy już jestem po lekturze mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że według mnie Bianca nie zawiodła. Nie mnie.
Owszem, „First last song” jest jakby spokojniejsza niż poprzednie części, mniej burzliwa, że tak powiem i gdzieś spotkałam się z opinią, że nie wyczuwa się chemii pomiędzy bohaterami. Tu się zgodzę, nie zaczęło pomiędzy nimi iskrzyć, ale mi się to podobało, bo to było coś innego. Nie zaczęło ciągnąć ich już na pierwszych stronach, ale jesteśmy świadkami, jak między dwójką, którzy początkowo czują do siebie niechęć, budzi się powolne zaufanie oraz sympatia, która z czasem przeradza się w przyjaźń, a później… i w coś więcej. Wszystko za sprawą muzyki, która jest ważna dla obojga, co pokazuje, jak bardzo wspólna pasja może połączyć dwoje ludzi. I to, w jaki sposób rodzą się pomiędzy nimi cieplejsze uczucia, w jakim tempie, wydawało mi się naprawdę naturalne. Wiele autorów romansów przyzwyczaiło nas, że bardzo szybko zaczyna się coś dziać między dwójką głównych postaci, coś większego. Nie w tej historii. I choć jednych mogło to zawieźć, ja czuję się przez to usatysfakcjonowana, bo jednak jest to coś innego. A czy nie o to chodzi? By autorzy próbowali czegoś nowego, a nie wciąż budowali powieści na znanych nam schematach? Ta część jest na pewno jedną z najspokojniejszych, ale jak już odsunęłam swoje obawy, ciężko było mi się oderwać, bo ta historia mnie ciekawiła. I to, w jaki sposób rozegra się sytuacja pomiędzy Grace a Masonem.
Bardzo podobało mi się zachowanie ich obojga, gdy już zauważyli, że ich do siebie ciągnie. Nie chcę wiele zdradzać, bo być może ktoś nie przeczytał poprzednich części i o pewnych kwestiach nie wie, ale powiem wam tyle, że tych dwoje wiedziało, kiedy muszą zrobić krok w tył , a kiedy mogą posunąć się dalej.
Wspominałam już, że ta historia pokazuje, jak wspólna pasja może połączyć dwoje ludzi, co obserwujemy między Masonem i Grace, ale nie tylko to możemy tutaj odkryć. Bianca stara się nam pokazać, że w związku zawsze jest dwoje ludzi. Tworzą duet, w którym muszą grać oboje. Jeśli będzie walczyła tylko jedna strona, prędzej czy później to przestanie działać. A prócz tego autorka chce nam powiedzieć nieco o samoakceptacji. Jesteśmy jacy jesteśmy. Idealni nigdy nie będziemy, ale wszystko co robimy, powinniśmy robić dla siebie samych, byśmy to przede wszystkim my akceptowali samych siebie.

Nadzieja była zwodniczym uczuciem. Mamiła cię czymś pięknym, kusiła, tylko po to, żeby zaraz zniknąć, pozostawiając po sobie jedynie rozczarowanie.

Pewnie już wiecie, że polecam „First last song” i nie muszę tego mówić, ale to zrobię. Jasne, że polecam! Nie jest to żaden burzliwy romans, zapewniający całą huśtawkę emocji, ale coś takiego spokojniejszego i jak dla mnie to naprawdę dobra książka. Oczywiście świetnie też było spotkać pozostałe postaci. Bałam się, że będzie mi ich za mało, ale nie. I naprawdę było mi smutno, kiedy już przeczytałam epilog. To była fajna przygoda i cieszę się, że tę ostatnią część mogłam objąć swoim patronatem. A dodatkowo mam nadzieję, że udało mi się was przekonać i również poznacie losy Grace i Masona, a najlepiej od razu wszystkich bohaterów!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

02 grudnia 2019

115. "First last night" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:First last night
Tytuł oryginału:Die letze erste Nacht
Autor: Bianca Iosivoni
Data wydania: 13 listopada 2019
Wydawnictwo: Jaguar

Co może sobie pomyśleć dziewczyna, kiedy znajomy chłopak od pewnego momentu zaczyna zachowywać się wobec niej opiekuńczo, stara się zawsze być w zasięgu jej wzroku, pomaga w rozmaitych sprawach, uczy się razem z nią w bibliotece na kampusie…? Może myśli, że mu się podoba? Trevor, wysoki chłopak o ciemnych oczach i pięknych dłoniach, już dawno wpadł w oko Tate Masterson. Lubiła dobrą zabawę, było wtedy łatwiej nie myśleć o trudnej przeszłości… Któregoś wieczoru tak po prostu wyszło, że wylądowała w jego łóżku.
Zachowanie Trevora po wspólnie spędzonej nocy zaczęło dawać Tate do myślenia. Absolutnie odmawiał dalszych kontaktów, twierdził, że wszystko, co się stało, to był tylko przypadek i niefortunny zbieg okoliczności. Dlaczego jednak całkowicie nie zerwał tej znajomości, a angażował się w rozwikłanie najbardziej traumatycznej sprawy, jaka wydarzyła się w jej życiu? Czy kierowała nim jedynie chęć pomocy? Czy może coś zupełnie innego?
Źródło opisu: okładka książki.

Uwielbiam książki Bianci Iosivoni i wiedziałam, że przeczytam wszystkie tomy z serii First już po przeczytaniu pierwszej części. Podoba mi się styl pisania autorki, jak posługuje się słowem, a przede wszystkim to, jakie historie tworzy. Odkąd tylko wkroczyłam w świat tych bohaterów, byłam ciekawa opowieści każdego z nich. Jesteście ciekawi jak spodobał mi się trzeci tom?

Tate sprawia wrażenie takiej mrocznej osoby, przede wszystkim przez swój styl ubierania się, bo dominuje w nim kolor czarny. Jest też dziewczyną, która ma cięty język i jest raczej ostra i czasem też oschła. A jednak gdzieś w środku jest też wrażliwa i troszczy się o tych, na których jej zależy – choć na swój sposób.  Ma przed sobą jeden cel, który tak naprawdę przysłania jej wszystko inne. Chce poznać odpowiedzi i stara się tego dokonać za wszelką cenę. Ich brak jest dla niej ciężarem, ale jak to mówią, po poznaniu prawdy czasem tego żałujemy.
Trevor jest osobą, po której w którymś momencie spodziewałam się, że będzie rodzajem kujona. Jest cichy i małomówny, a do tego większość swojego wolnego czasu przesiaduje w bibliotece na nauce, ale tak naprawdę daleko mu do tego określenia. Sprawia wrażenie niedostępnego i jest zamknięty w sobie, a przeszłość kładzie się cieniem na jego życie. Widać, że nosi jakiś ciężar i czegoś żałuje, z czasem dowiadujemy się też troszkę więcej, ale dopiero po czasie odkrywamy całość. Ten chłopak nie radzi sobie najlepiej z pogawędkami, ale jest za to dobrym obserwatorem, jest opiekuńczy i dobry z niego przyjaciel, choć jak wszyscy, popełnia czasem w życiu błędy.

Ta historia mnie zaskoczyła, ale w pozytywnym sensie. Nie tego się spodziewałam po niej, była inna niż pozostałe części i to, co wymyśliła autorka dla tej dwójki bohaterów, było ciekawe, na swój sposób też myślę, że oryginalne. Podobało mi się wykreowanie bohaterów, którzy nie byli idealni, dzięki czemu sprawiali wrażenie bardziej rzeczywistych i ich zachowania czy dialogi były naturalne. Czasem mi się zdarza, że w książkach rozmowy czy wydarzenia są naciągane, sztuczne, a ja tego strasznie nie lubię i na szczęście tego nie dostałam. Nie było też zbędnych opisów, tak zwanych zapychaczy i odnosiłam wrażenie, że autorka od początku wie, o czym pisze i wie, co chce przedstawić, jak chce pokierować życiem Tate i Trevora.
Bianca tą powieścią chce nam pokazać, że możemy osiągnąć wszystko, co chcemy. Nawet jeśli pojawiają się przeszkody. Jeśli inni nam mówią, że to bez sensu, że powinniśmy sobie darować. Jeżeli tylko tego chcemy, damy sobie radę, mimo przeszkód, mimo chęci, by to skończyć – musimy tylko tego naprawdę pragnąć.
Prócz tego skupia się też na kwestii wybaczania. W tej książce nam pokazała, że czasem nie chodzi o to, by wybaczyć i zapomnieć, bo bardzo często zapomnienie jest wręcz niemożliwe. Ważniejsze są osoby, które chcemy mieć w swoim życiu. Czy ich błędy są na tyle silne, że nie chcemy już mieć ich obok siebie?

Chociaż wolno, „First last night” czytało mi się naprawdę dobrze i wzbudzała ciekawość przez pewną sprawę z życia Tate, o której nie będę wam mówić. Cieszę się też, że mogłam spotkać bohaterów z poprzednich części i oczywiście już jestem ciekawa co wydarzy się w kolejnej części i chyba się domyślam, o kim ona będzie.
I tak, jeśli lubicie tego typu książki, romanse gdzie liczy się coś więcej niż tylko sceny łóżkowe, to jak najbardziej wam polecam. Spodoba się też osobom, które lubią książki Mony Kasten. Doszłam też do wniosku, że była to jedna z lepszych książek tej serii, ale… – niestety – czegoś mi zabrakło w zakończeniu. Mam wrażenie, że coś tam jeszcze powinno być, ale liczę też, że być może dostanę to, gdy będę czytać kolejny tom i losy kolejnych bohaterów, bo po czwartą część tej serii sięgnę na pewno! Myślę, że jeśli choć trochę kusi was ta historia, to nie powinniście się ani trochę wahać tylko po nią sięgnąć i mam nadzieję, że moja opinia was do tego przekonała.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

30 lipca 2019

95. "First last kiss" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:First last kiss
Tytuł oryginału:Der letze erste Kuss
Autor:Bianca Iosivoni
Data wydania: 17 lipca 2019
Wydawnictwo: Jaguar

Elle Winthrop i Luke McAdams są najlepszymi przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi. Oboje nie chcą zmieniać takiego stanu rzeczy, mimo że ich znajomi od dawna obstawiają zakłady, czy i kiedy tych dwoje wyląduje wreszcie w łóżku.
Na przyjęciu zaręczynowym siostry Elle sytuacja wymyka się jednak spod kontroli. Elle pojawia się na nim razem z przyjacielem, który tym razem ma odegrać rolę jej chłopaka.
Ale czy ta sytuacja nie przerośnie Luke’a? Gdzie jest granica, której przekroczenie może narazić przyjaźń na szwank? I czy warto podejmować ryzyko w imię nieznanego? Dopiero w obliczu osobistych tragedii Elle i Luke dowiedzą się, na kogo mogą liczyć w trudnych sytuacjach, i zrozumieją, że w życiu bywają ważniejsze rzeczy niż złamane serca…
Źródło opisu: okładka książki.

Elle i Luke’a poznajemy już w poprzedniej części serii, czyli w „First last look” i nic nie zapowiadało się na to, by pomiędzy tą dwójką miałoby być coś więcej, niż tylko przyjaźń, dlatego byłam bardzo ciekawa, co Bianca przygotowała dla nas w drugim tomie i jak rozwinie się sytuacja między bohaterami.

Elle Winthrop to piękność, z sercem na dłoni i jest bardzo towarzyska. Lekka z niej buntowniczka, która nade wszystko ceni sobie swoje grono przyjaciół, dla których jest gotowa zrobić wiele. Dziewczyna jest wesoła i ma wielką słabość do słodyczy, a do tego skrywa pewną tajemnicę również przed Luke’em, który jest jej najlepszym i najbliższym przyjacielem. Elle to osoba, której po prostu nie da się nie lubić. Jest ciepła i chętna zawsze pomóc, choć czasami pokazuje się też od złośliwej strony, ale przede wszystkim skrywa w sobie ból i dawne urazy.
Luke McAdams to typowy kobieciarz, który nigdy się nie wiąże i co noc ma inną. To głównie od tej strony poznajemy go w „First last look”, ale w tej części autorka pokazuje nam również jego inną stronę, tą bardziej wrażliwszą. Biegacz przełajowy, dobry kucharz i dupek w stosunku do kobiet, z którymi sypiał. A jednak przyjaciele mogą na niego zawsze liczyć i nie zostawia ich w potrzebie. Zwłaszcza Elle. Zachowanie Casanovy to tylko maska, którą przywdziewa, by nie pokazać tego, jak wielki ciężar nosi na barkach, ale nie od razu dowiadujemy się, o co chodzi.

First last kiss” to książka, którą czytałam bardzo długo, ale nie przez wzgląd na fabułę czy treść lecz przez brak czasu. Powiem wam jednak, że od razu zaczęła mi się podobać, bo już w pierwszym tomie polubiłam Elle, a jeśli chodzi o Luke’a, nie bardzo autorka dawała nam taką możliwość.
W tej części jednak Bianca nie poświęca tyle uwagi pozostałym bohaterom, co w „First last look”, ale nie znaczy to, że w ogóle się nie pojawiają. Owszem, są. Znów spotykamy pozostałych członków grupy, dowiadujemy się troszkę o ich życiu, a co więcej, fajnie było znów spotkać Dylana oraz Emery i zobaczyć, co dalej u nich słychać. Autorka tym razem bardziej skupia się na przyjaźni pomiędzy Elle i Luke’em. Na tym, jaka jest silna, jak ważna jest dla obojga i jak dużą ma wagę. Pokazuje, że na prawdziwym przyjacielu możemy polegać zawsze, w każdej sytuacji, bez względu na wszystko. Nawet jeśli z jakiegoś powodu w przyjaźni pojawia się mały kryzys.
Drugi tom serii „First” nie opowiada jedynie o mocy przyjaźni, choć niewątpliwie jest to główny wątek fabuły, ale jest to historia o przebaczeniu samemu sobie i akceptacji tego, jakim się jest. Pokazuje, że nie możemy podążać za życzeniami innych, że lepiej powiedzieć: dość i przeżyć życie po swojemu, bo jeśli popełnimy błędy, to będą one nasze. Chciałabym to rozwinąć bardziej, ale obawiam się, że mogłabym zbyt dużo zdradzić tym, którzy tej książki nie przeczytali, a mają zamiar.
Bianca tym razem odpuszcza klimat studiów, ale akurat w tej części mi to nie przeszkadzało. Cały czas za to coś się dzieje, nie ma niepotrzebnych scen, może nie ma jakichś wielkich zwrotów akcji, ale czytelnik na pewno się nie nudzi, a na pewno nie zdarzyło się to mnie. Dzięki lekkiemu, prostemu stylowi, przez treść wręcz się płynie i nie odczuwa się tego, że książka ma ponad sto stron. Prócz tego sceny seksu, których nie pojawia się wiele, nie są wcale żenujące, a napisane w subtelny sposób, dzięki czemu nie miałam ochoty przez nie ‘przeskoczyć’.  A co najważniejsze, choć główni bohaterowie przyjaźnią się już naprawdę długo i ich przyjaźń jest silna, to jednak relacja pomiędzy nimi nie rozwija się wcale szybko i autorka czasami każe nam czekać.

Czy ją polecam? Pewnie już wiecie, że tak. A jeśli jeszcze macie wątpliwości: jak najbardziej polecam! Może i jest trochę schematyczna, przewidywalna i bez większych tajemnic czy intryg, ale mi przypadła do gustu i naprawdę cieszę się, że mogłam poznać tę historię. I co więcej, na pewno sięgnę po pozostałe tomy serii, bo szczerze? Skończyłam i czuję niedosyt. Nie chodzi wyłącznie o Elle i Luke’a, ale również o pozostałych. Choć gdyby książka miała jeszcze trochę rozdziałów, to na pewno bym się nie pogniewała. Mam nadzieję, że udało mi się was zachęcić do sięgnięcia po „First last kiss”, bo naprawdę warto. Zanim jednak to zrobicie, polecałabym przeczytać w pierwszej kolejności „First last look”.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

23 lipca 2019

94. "First last look" ~ Bianca Iosivoni

Tytuł:First last look
Tytuł oryginału:Der letzte erste Blick
Autor: Bianca Iosivoni
Data wydania: 20 marca 2019
Wydawnictwo: Jaguar

Emery Lance rozpoczyna studia i ma tylko jedno marzenie. Chce po prostu studiować; bez plotek na swój temat i potępiających spojrzeń nieprzyjaznych ludzi. Nastawia się na nowy początek i jest gotowa naprawdę dużo znieść – na przykład wytrzymać w jednym pokoju z najbardziej denerwującym gościem wszech czasów. Ale sytuacja się komplikuje: najlepszy przyjaciel jej współlokatora, Dylan Westbrook, jednym spojrzeniem przyprawia ją o szybsze bicie serca. Przy czym jest to rodzaj faceta, od jakich Emery zawsze starała się trzymać z daleka: za przystojny, za miły i zdecydowanie zbyt zabawny. Jej serce jest znowu w niebezpieczeństwie.
Źródło opisu: okładka książki.

Nie będę ukrywać, że trochę czasu minęło, zanim zdecydowałam, że chcę przeczytać „First last look” i gdyby nie opinie różnych osób, być może nadal bym się wahała. Porównanie do literatury Mony Kasten niezwykle kusiło, ale równocześnie bałam się, że przez to mogę się zawieść. W końcu nadszedł moment, że postanowiłam sięgnąć po tę książkę.

Emery to bardzo charakterna dziewczyna, która nie da sobie w kaszę dmuchać i poznajemy ją w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Bardzo daleko jej do szarej myszki i to mi się w niej podobało. Było to mile zaskakujące. Dziewczyna kocha fotografię, preferuje szczerość, ma cięty język i twardo stąpa po ziemi. Nie miała problemów z mówieniem o swoich słabościach czy lękach, nie udawała kogoś, kim nie była, ale miała swoje tajemnice, które ją zraniły, ale także zmieniły.
Także postać Dylana zaskoczyła mnie w pozytywny sposób. Nie dostaliśmy pewnego siebie chłopaka, który jest bogatym dupkiem i codziennie ma inną. Oj, daleko mu było to kogoś takiego. To naprawdę porządny facet, który ma swoje problemy i musi sobie z nimi radzić, czasem popełniając przez to błędy. Jest przystojny, zabawny, miły i nie lubi być w centrum uwagi. Chętny pomagać innym i zawsze można na niego liczyć, o czym jego przyjaciele doskonale wiedzą.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ta historia już od początku zaczęła mi się podobać, bo od razu coś zaczyna się dziać i na pewno nie ma mowy o tym, że autorka daje się czytelnikowi nudzić. I rzeczywiście, troszeczkę mi przypominało to książki Mony Kasten, które uwielbiam, więc jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. Lekki styl pisania Bianci sprawia, że przez treść po prostu się płynie i pokonanie kilkudziesięciu stron nie jest niczym odczuwalnym, a nawet można czasem stracić poczucie czasu.
Akcja, która rozgrywa się w Wirginii Zachodniej, nie pędzi, zarówno jeśli chodzi o wydarzenia jak i relację pomiędzy głównymi bohaterami. Wszystko dzieje się w odpowiednim tempie, a co więcej, choć książka liczy sobie prawie czterysta stron, nie znajdzie się w niej nic, co nie jest potrzebne i co można by uznać jedynie za zapychacz. Wszystko ma swój cel i do czegoś prowadzi, co mi się podobało. Tak samo jak to, że autorka tchnęła w Emery i Dylana życie, czyniąc ich bardziej realistycznymi postaciami dzięki ich uczuciom, charakterom i nie robiąc z nich ludzi idealnych. A co więcej, nie tylko na nich skupiona jest ta historia, bo możemy poznać również osoby w ich otoczeniu. Na pewno nie tak bardzo, jak tę dwójkę, ale też nie powierzchownie. I mam wrażenie, że właśnie dzięki temu ta opowieść stała się bardziej… pełna? Pojawiające się sceny seksu, których wiele jednak nie było, nie były tandetne czy odrażające, ale sugestywne i subtelne.
W „First last look” został utrzymany na pewno klimat studiów. Mieszkanie w akademiku, imprezowanie, choć zarówno jak Emery jak i Dylan wielkimi imprezowiczami nie byli. Może troszeczkę za mało to było to pokazane, ale dawało się odczuć tą studencką atmosferę. Bianca Iosivoni w tej książce próbuje nas w pewien sposób przestrzec przed sposobem, w jaki potrafi działać internet. Uświadamia nam również, że od przeszłości nie da się uciec, bez względu na to, co robimy i jak daleko się od niej oddalamy. Zamiast udawać, że coś się nie wydarzyło, najlepiej stawić temu czoła, zaakceptować, że czasem popełniamy błędy i nauczyć się żyć ze świadomością, że nie zawsze jesteśmy idealni. Oczywiście, łatwiej powiedzieć niż zrobić i tu autorka pokazuje, że jeśli mamy przy sobie bliskich – rodzinę czy przyjaciół – którzy stają za nami murem, to staje się rzeczywiście łatwiejsze. I to właśnie w trudnych sytuacjach dowiadujemy się, na kogo tak naprawdę możemy liczyć, a kto nigdy nie był prawdziwym przyjacielem.

Czy polecam „First last look”? Pewnie już możecie wywnioskować, że TAK! Jak najbardziej. To naprawdę przyjemna książka, bardziej mająca w sobie z oryginalności niż schematyczności, nieco tajemnicza, ale też troszkę przewidywalna. To historia, która potrafi rozbawić, wprawić serce w szybszy rytm i wciągnąć czytelnika.  A przede wszystkim to opowieść, która ma w sobie coś głębszego i nie pozwalająca się nudzić.
Sięgnę na pewno po wszystkie tomy tej serii i coś czuję, że stanie się ona jedną z ulubionych. I mam nadzieję, że udało mi się przekonać was do sięgnięcia po tę książkę!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.