11 lipca 2018

39. "Horyzont umysłu" ~ Thomas Arnold

Tytuł: Horyzont umysłu
Autor: Thomas Arnold
Data wydania: 24 października 2016
Wydawnictwo: Vectra

Znany prawnik i jego żona trafiają do szpitala po poważnym wypadku samochodowym. Następnego dnia kobieta zaczyna się dziwnie zachowywać – jest przekonana, że kogoś potrąciła. Z kolei świadkowie zdarzenia są pewni, że Culberthowie uderzyli w zwierzę. Potwierdzają to oględziny samochodu, podczas których technicy nie znajdują śladów krwi należących do człowieka.
Szybko wychodzi na jaw, że Alice Culberth leczyła się psychiatrycznie w prywatnej klinice z powodu tragicznego wydarzenia sprzed trzech lat. Detektyw David Ross z wydziału zabójstw w Cleveland próbuje skontaktować się z jej terapeutą, jednak ten nie odbiera telefonów.
Sprawa szybko nabiera rozpędu, gdy dwa dni później w tym samym rejonie, w którym doszło do wypadku, przypadkowy chłopak natrafia na zwłoki młodej kobiety. Policja odkrywa związek pomiędzy Alice Culberth a ofiarą. Związek, który rzuca na śledztwo zupełnie nowe światło.

Nie sięgam często po książki polskich autorów, choć sama nie wiem tak naprawdę dlaczego. Staram się jednak robić to troszkę częściej, dlatego ucieszyłam się, kiedy w moje ręce trafił „Horyzont umysły”. Nigdy nie miałam styczności z tym autorem i nie miałam pojęcia czego się spodziewać po tej książce. Starałam się nie narobić sobie zbyt wielkich oczekiwań, ale nie nastawiałam się też na książkę negatywnie.
Momentami bywam bardzo czepialska. Zwłaszcza jeśli chodzi o ten gatunek. Pytanie więc ile tym razem było rzeczy, do których mogłabym się przyczepić?

Muszę wam się przyznać już na początku, że usiadłam do pisania i zdania nie układają mi się w logiczną całość. Postaram się jednak wyrazić to, co czuję w stosunku do tej książki i mam nadzieję, że będzie to w miarę logiczne i się nie pogubicie. Jeśli tak – z góry was przepraszam!

Zacznę chyba od tego, że po przeczytaniu prologu byłam niemalże przekonana, że będę miała tu do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi i tu zaczęłam trochę kręcić nosem, bo nie przepadam za tym, ale dałam książce szansę, bo mimo wszystko zostałam zaintrygowana na wstępie. Byłam ciekawa co tam się dzieje i dlaczego? Tak więc przewróciłam kolejną stronę i czytałam dalej!
Sprawa wydała się być z początku prosta do rozwiązania niczym równanie dwa dodać dwa równa się cztery. Detektywi odkrywali coraz więcej poszlak, które powinny ich doprowadzić do rozwikłania sprawy. A tymczasem im więcej odkrywali, tym coraz bardziej wszystko się komplikowało.

Detektyw Ross. Nie wiem jak wy, ale ja z miejsca go polubiłam. Owszem, jest skomplikowanym człowiekiem, ale mimo wszystko obdarzyłam go sympatią. Lubię takich bohaterów jak on. Niewyidealizowanych. Miał swoje problemy, z którymi musiał sobie radzić i autor nam to pokazywał poza obszarami prowadzonej sprawy. Jednak Ross był detektywem, który był w tym zawodzie z powołania, jeśli wiecie o co mi chodzi. Miał też poczucie humoru, które uwielbiam w bohaterach – i za to naprawdę wielki plus.
Podobało mi się to, że poznaliśmy bohaterów nie tylko ze strony zawodowej, ale zostali nam też przedstawieni jako normalni ludzie. I pokazani, że też mają problemy, jak każdy. Co w moich oczach ukazało ich w bardziej rzeczywistym świetle.

Akcja dzieje się od pierwszych stron i nie znalazłam tam żadnego zapychadła. Autor rozbudza w nas ciekawość i nie trzeba nas przekonywać, żeby czytać coraz dalej i dalej. Jak mówiłam, wszystko wydawało się być proste, a jednak im więcej faktów zostało odkrytych, tym coraz bardziej wszystko stawało się niezrozumiałe. Podczas rozwiązywania zagadek lubię snuć swoje teorie i kiedy wydawało mi się, że wiem co i jak, nagle było takie bum! Moja teoria sypała się w drobny mak.

Czy książkę polecam? Kurcze, tak! I wiecie co? Nawet się do niczego nie przyczepię, choć przecież ze mnie maruda. Nie powiedziałam jednak ostatniego, za co książka skradła moje serce i żałuję, że nie zapoznałam się z nią wcześniej.
Sprawa została rozwiązana i wszystko jest wyjaśnione. Spodziewasz się, że za chwilę nastąpi koniec. Jednak nie! Nagle wszystko przybiera nieoczekiwany zwrot akcji. A potem kolejny i kolejny.  Już dawno nie zostałam tak zaskoczona kilkukrotnie i to na ostatnich stronach książki. Jestem naprawdę pełna uznania, bo „Horyzont umysłu” to naprawdę kawał dobrej roboty. Polecam ją każdemu, kto uwielbia intrygi, nieoczekiwane zwroty akcji i dreszczyk emocji!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Thomasowi Arnoldowi oraz Wydawnictwu Vectra.