
Tytuł oryginału: „Save me”
Autor: Mona Kasten
Data wydania: 13 lutego
2019
Wydawnictwo: Jaguar
Pieniądze, luksus, imprezy i władza – dla Ruby Bell to wszystko nie ma
najmniejszego znaczenia. Odkąd dzięki stypendium może uczęszczać do elitarnego
liceum Maxton Hall, robi co w jej mocy, by nie rzucać się w oczy innym uczniom.
A zwłaszcza Jamesowi Beaufortowi, nieformalnemu przywódcy szkolnej
elity. Jest zbyt arogancki, zbyt bogaty, zbyt przystojny. O ile największym
marzeniem Ruby są studia w Oksfordzie, on zdaje się żyć od imprezy do imprezy.
Jednak pewnego dnia Ruby poznaje starannie skrywaną tajemnicę;
dowiaduje się o czymś, co zniszczyłoby reputację rodziny Jamesa, gdyby trafiło
to do opinii publicznej. I nagle James nie może jej dłużej nie zauważać. I choć
Ruby nigdy nie chciała należeć do jego świata, to ani James, ani jej uczucia
nie pozostawiają jej żadnego wyboru.
Źródło opisu: okładka
książki.
Mona Kasten to autorka, której twórczość skradła mi serce już po
przeczytaniu zaledwie jednej jej pozycji. Więc gdy zobaczyłam, że nadchodzi
nowa premiera w postaci trylogii to wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać.
Zamierzałam jednak poczekać na moment, kiedy będę miała wszystkie trzy tomy u
siebie na półce i dopiero się za nią zabrać. Ta seria szczyci się ostatnio
bardzo wielką popularnością i jest o niej dość głośno, a w zasadzie to od
premiery pierwszego tomu ciągle gdzieś mi się przewijają zachwyty. A także
reakcje po zakończeniu pierwszego bądź drugiego tomu. I to niestety sprawiło,
że gdy w końcu zabrałam się za czytanie, strasznie zaczęłam się bać tej
książki. Zarówno zakończenia, jak i tego, że być może narobiłam sobie zbyt
wielkich oczekiwań. Dlatego też podczas jej czytania momentami gdzieś tam
zanikała chęć do tego, ale ostatecznie dobrnęłam do końca pierwszej części!
Ruby Bell to dziewczyna, która od razu zyskała moją sympatię. Jest
naprawdę bystra i niesamowicie ambitna, a do tego zorganizowana i inteligentna.
Nie chce rzucać się w oczy i to jest jeden z jej celów. Kolejnym jest dostanie
się na wymarzony uniwersytet. Nie łączy szkoły z domem. Rodzice nie wiedzą, co
się dzieje w Maxton Hall, ale i nikt z uczniów nie wie nic o jej rodzinie. Moim
zdaniem słusznie wyznaczyła tą granicę i robiła wszystko, by nie została
zatarta. Gardzi przemocą, ale za to naprawdę lubi pomagać innym i często
potrafi wyciągnąć pomocną dłoń. Podejrzewałam, że pomimo jej trzymania się na
uboczu będzie szarą myszką, nieśmiałą, ale okazało się, że nie. Wręcz
przeciwnie. Ruby potrafiła się bronić, szczerze wyrazić swoją opinię i nie dała
sobą pomiatać.
Z Jamesem już tak kolorowo nie jest, bo od pierwszych stron raczej
wzbudzał moją irytację niż sympatię. Zarozumiały, arogancki i przeświadczony,
że pieniądze są w stanie załatwić wszystko. Żyje również w przekonaniu, że
każdy wręcz marzy, by należeć do grona jego znajomych. Rozumiem jednak, że to
wszystko, jaki jest, to efekty jego życia i tego, jak został wychowany, jacy
ludzie go otaczali. Co nie zmienia faktu, że momentami naprawdę zachowywał się
jak dupek. Były też jednak momentami, kiedy był… zupełnie inny. Odsłaniał
innego Jamesa Beauforta. Tego lepszego, ale też pokrzywdzonego. I mam nadzieję,
że to ten prawdziwy, choć nie będę ukrywać, że zbyt wielkiej sympatii nie
zyskał, ale ma jeszcze dwa tomy, by wszystko naprawić.
Na dobrą sprawę, już na początku coś zaczyna się dziać w tej historii,
a także pomiędzy dwójką głównych bohaterów, ale ta relacja nie została
rozegrana bardzo szybko. Rodziła się bardzo, ale to naprawdę bardzo powoli. I
była też niesamowitą huśtawką. Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej
dwójce przez cały czas i to do samego końca. Do ostatniej strony – dosłownie.
Mona Kasten znów wykazała się pomysłowością, wciągając czytelnika w
wymyślony przez siebie świat, a jej lekki i prosty styl sprawiał, że strony
czytały się wręcz same. Co więcej, mimo, że może historia nie jest jakaś bardzo
oryginalna, to w jakiś sposób właśnie taka się staje. Autorka uchwyca tutaj dwa
skrajnie różne światy, dwie odmienne rodziny, które w stylu i przekonaniach
dzieli nie tyle mur, co prawdziwa, wielka przepaść. Mamy rodzinę Bell, z
którymi chciałoby się spędzać każdy dzień, gdzie atmosfera jest ciepła, każdy o
siebie dba, kochają się i mogą na siebie wzajemnie liczyć. Pełno uśmiechu i
miłości. Oraz rodzinę Beaufort, gdzie jest mnóstwo pieniędzy, władzy oraz
tajemnic za zamkniętymi drzwiami.
„Save me” to historia o tym,
jak wielką władzę może dać wielka suma na koncie. I jak bardzo niewidzialny
jest ten, kto pieniędzy nie ma. Podobało mi się to, że do samego końca był
utrzymywany ten szkolny klimat, a także presja przygotowań na wymarzoną
uczelnię. Kolejnym plusem jest życie, które Mona nadała pozostałym postaciom,
nie tylko Ruby i Jamesowi. Sprawiła, że stali się bardziej rzeczywiści,
skupiając również uwagę na nich.
W tej książce było dużo uśmiechu, momenty zaskoczenia i kiedy wydawało
się, że nic już nie może się wydarzyć, autorka zrzuca prawdziwą bombę i to na
sam koniec, co sprawiło, że słyszałam bicie własnego serca i niezwykle mocno
cieszyłam się na myśl, że mam drugi tom w zasięgu ręki. A także trzeci.
Czy wam polecam?
Jak najbardziej! Jest to historia, która z jednej strony wydaje się
przewidywalna, a z drugiej potrafi zaskoczyć. I na pewno wciągnąć.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.