
Autor: Agnieszka Lis
Data wydania: 30
października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Gdy w pewien zimny, grudniowy dzień Arkadiusz odbiera telefon od
dawnego znajomego, nie kryje zdziwienia. Nie rozmawiali przecież od czterdziestu
lat… Zgadza się jednak na spotkanie. Wśród zapachu goździków i pomarańczy, w
warszawskiej restauracji Prowansja rozmawiają o winnicy w Alzacji, którą
odziedziczył przyjaciel Arkadiusza.
Tymczasem trwają przygotowania do Wigilii. Jak co roku u Arkadiusza
spotykają się najważniejsi dla niego ludzie – rodzina, była żona, dzieci i
przyjaciele. Bo przecież te wyjątkowe dni zawsze chcemy dzielić z najbliższymi.
Źródło opisu: okładka
książki.
Święta coraz bliżej, a więc czas, kiedy można sięgać po świąteczne
książki. Zaczęłam czytać „Zapach
goździków”, nie wiedząc czego się spodziewać, ale za to ze świadomością, że
muszę spojrzeć na nią nieco innym wzrokiem, niż na przykład na romans czy
kryminał. Wiadomo, że w zależności od gatunku trzeba patrzeć na inne kryteria,
a w tym przypadku postanowiłam głównie wziąć pod uwagę czy autorce uda się
oddać świąteczny nastrój i zapewnić na okres świąt miłą, przyjemną lekturę.
Ciekawi? To zapraszam do czytania!
Na początku ciężko było mi się wdrożyć w tę historię, zwłaszcza jak
widziałam kilka stron zadrukowanych samym tekstem opisowym, a wiem, że
niektórych to zniechęca. Mnie troszeczkę też, bo zawsze się wtedy obawiam, że
będzie tak zwane lanie wody, niepotrzebna treść, byle historia wyszła dłuższa.
Nie zamierzałam się jednak poddawać!
Już na wstępie powieści, zanim zaczniemy poznawać historię, najpierw
poznajemy postaci. Jest opis występujących tam bohaterów, których troszkę
występuje i na początku można się pogubić, więc na pewno jest to duże
ułatwienie dla czytelnika. Akcja rozpoczyna się dosłownie kilka dni przed
Wigilią, więc dostajemy całą tą świąteczną otoczkę. Strojenie domów, ubieranie
choinek, przygotowanie potraw, a nawet ustalanie u kogo i na którą godzinę. To
naprawdę mi się podobało i autorka całkowicie podołała, jeśli chodzi o oddanie
tego klimatu. Szczerze? W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że pisząc
wiadomość do znajomej chciałam się zapytać, jak idą przygotowania do świąt.
Miałam wrażenie, że nie tylko w powieści Wigilia jest tuż tuż, ale również u
nas, w świecie rzeczywistym. Więc to chyba dowodzi, że się wczułam, prawda?
To jest świąteczna opowieść, z malutką tajemnicą w tle, co dodaje tej
historii smaczku, nie jest nudna, ale wzbudza nutkę ciekawości i pcha
czytelnika przez kolejne strony. Mimo, że czasem występowały dłuższe opisy, to
pióro autorki jest lekkie i przyjemne, a co więcej, jest… inne. Nie wiem jak w
innych książkach tej autorki, ale wiem za to, że w ogóle w książkach jest taka…
prostota? Zwyczajność. Natomiast tutaj zachowania bohaterów są takie
eleganckie, wszyscy kulturalni, z manierami. Było to coś innego, ale moim
zdaniem idealnie do tej opowieści pasowało. Jeśli miałabym powiedzieć z czym mi
się kojarzy, to na pewno byłoby to dobre wino, muzyka klasyczna i płyty
winylowe.
Nie będę wam opisywała bohaterów, nie będę streszczała o czym „Zapach goździków” opowiada, bo po prostu
musicie sięgnąć po tę książkę sami i się przekonać. Jest lekturą, którą na ten
okres świąteczny polecam. Autorka oddaje klimat w zupełności, czas oczekiwania,
rodzinne ciepło. Jeśli szukacie tego typu lektury, to jak najbardziej, choć
zdaję sobie też sprawę, że ta ‘inność’,
o której wspomniałam, nie każdemu może odpowiadać. Mam za to nadzieję, że moja
opinia pomogła wam w podjęciu decyzji.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.