
Tytuł oryginału: „Fixed Forever”
Autor: Laurelin Paige
Data wydania: 18 września 2019
Wydawnictwo: Kobiece
Po wielu burzliwych przejściach Alayna i Hudson prowadzą spokojne
rodzinne życie. Wszystko do czasu, gdy Chandler oznajmia, że zamierza się
ożenić. Jego wybranką jest córka Edwarda Fasbendera, a to może oznaczać tylko
jedno…
Ich sielankę zakłóca żona Edwarda, Celia. Kobieta zrobi wszystko, aby
wystawić na próbę trwałość rodziny Pierce’ów. Na dodatek Hudson otrzymuje
tajemniczy list z pogróżkami.
Hudson musi chronić Alaynę. Nie tylko przed Celią, ale także przed
swoją mroczną przeszłością, która teraz zaczyna go ścigać. Czy uda mu się
utrzymać w tajemnicy błędy młodości, które mogą zniszczyć rodzinę? Czy to
możliwe, aby ich szczęście trwało bez końca?
Źródło opisu: okładka
książki.
Widząc, że Laurelin Paige wydała kolejną książkę opowiadającą o losach
Alayny i Hudsona, podeszłam do tego pomysłu dość sceptycznie i z obawami. Ta
seria jest jedną z moich ulubionych, tak samo jak bohaterowie, których
wykreowała autorka – zwłaszcza Hudson. Bałam się, że po tak długim czasie ten
tom będzie napisany na siłę i zniszczy historię, którą naprawdę ubóstwiam. Bo
co innego jeszcze można dla nich wymyśleć tak, by wyszło to naturalnie i
nienaciąganie? Zwłaszcza, że Alayna i Hudson przeszli już dość. A mimo obaw
wiedziałam, że chcę tę część przeczytać. Przez pierwsze strony przechodziłam
ostrożnie i ze sceptycyzmem, a jak było dalej?
„– Nie tak wyobrażałem
sobie nasze życie – powiedział słabym, pełnym napięcia głosem. – Nie taką
przyszłość chciałem ci dać.”
Strasznie się cieszę, że bohaterowie to nadal te same postaci, które
poznałam w poprzednich tomach. Może troszeczkę odmienieni przez wydarzenia i
lata, ale szybko rozpoznałam w nich cechy Alayny i Hudsona, których pokochałam
dawno temu. Fajnie też było poznać ich role jako rodziców, zobaczyć jak się w
tym nowym życiu odnajdują, jak funkcjonują jako małżeństwo, ale przede
wszystkim podobało mi się to, że nie stali się miłośnikami miru domowego, nie
zostali ‘usadzeni’, tylko jak mówiłam, nadal pozostawali tymi samymi ludźmi, z
tymi samymi charakterami. Alayna to piękna kobieta, inteligentna i silna, choć
jej umysł ciągle zaprzątały jakieś obawy, wątpliwości. Natomiast jej mąż, jak
to Hudson, nad wszystkim musi sprawować kontrolę, jest pewny siebie i diabelnie
seksowny, a także (nad)opiekuńczy. Bezpieczeństwo jego rodziny, to dla niego
podstawą i jest gotów zapłacić za to każdą cenę. Poza tym ten facet w roli
ojca? Nie potrzebowałam niczego więcej!
„– Oboje byliśmy w
rozsypce, Hudsonie. I naprawiliśmy siebie nawzajem.”
Ta historia okazała się być dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem i
teraz wiem, że moje obawy były bezpodstawne, bo ani trochę nie jestem
zawiedziona tą książką. Nie wiem nawet czy nie pokuszę się o stwierdzenie, że
to jedna z lepszych części tej serii. Laurelin okazała się być niezawodna w tym
przypadku i nie tyle co od pierwszych rozdziałów, ale już od prologu coś się
zaczyna dziać. Podobało mi się to, że autorka wplotła w ten tom nieco
mroczniejszego wątku, kryminalnego. Sprawiła dzięki temu, że książka na pewno
nie jest nudna, coś ciągle się dzieje, ale nic na siłę, wzbudza ciekawość,
potrafi trzymać w napięciu. I na pewno wciąga.
Cieszę się, że mogłam spotkać też bohaterów z innej serii napisanej
przez Laurelin, ale powiązanej z tą. A mowa tu oczywiście o Gwen i JC z cyklu Połączeni. Nie wiem dlaczego, ale
naprawdę lubię spotykać postaci z innych książek w czytanej przeze mnie
lekturze.
Może jednak skupię się teraz na nieco ważniejszych kwestiach, które
autorka chciała nam pokazać w „Uwikłani. Bez
końca”. Trochę tego jest, ale udało jej się to połączyć w świetną całość. Laurelin
pokazuje nam tutaj jak to jest żyć z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi.
Prezentuje granice szaleństwa – albo czasem ich brak. Przedstawia problemy, z
jakimi czasem zmierzają się małżeństwa po latach, analizowanie związku,
wątpliwości. Myślę, że to w pewnych momentach może zdarzyć się każdemu.
„Uwikłani. Bez końca” to
romans o dwójce jednych z moich ukochanych bohaterów. A dodatkowo ten wątek
pogróżek, który się pojawił i cała reszta, która wynika z kolejnych rozdziałów
sprawiły, że ta książka naprawdę mnie wciągnęła. Uwielbiam romanse, uwielbiam
tajemniczość, intrygi i właśnie to otrzymałam w tej części. Nie dość, że
autorka posługuje się tu naprawdę lekkim piórem, przedstawia nam historię z
perspektywy Alayny i Hudsona, to jeszcze sprawiła, że pokochałam tę serię po
raz kolejny.
Nie bardzo jednak wiem co myśleć o zakończeniu. Czy rzeczywiście nim
było? Czy może autorka szykuje już kolejny tom? A może zostawiła sobie tylko
otwartą furtkę w razie, gdyby chciała kontynuować kiedyś historię Alayny i
Hudsona? Jeśli tak, ja jestem za! To nie była przerysowana historia, nie była
napisana na siłę, ale z pomysłem i umiejętnością. Manipulacja, intrygi,
trzymanie w napięciu. Zaskoczenie. Właśnie to zaserwowała nam Laurelin Paige w
tym tomie serii. Na pewno zabiło mi mocniej serce, wstrzymałam oddech, a
uśmiech czasem sam pojawiał się na twarzy. I jeśli pytacie czy ją polecam, moja
odpowiedź może być tylko jedna: oczywiście, że tak!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.