
Tytuł oryginału: „Save us”
Autor: Mona Kasten
Data wydania: 19 czerwca
2019
Wydawnictwo: Jaguar
Ruby jest w szoku. Zawieszono ją w prawach uczennicy Maxton Hall i
wszystko wskazuje na to, że to sprawka Jamesa. Ruby nie wierzy. Nie po tym, co
razem przeszli. Wydawało jej się, że poznała prawdziwego Jamesa, marzyciela,
który potrafi ją rozbawić i przyprawia ją niezmiennie o szybsze bicie serca.
Dziewczyna nie zamierza się poddawać i rozpaczliwie walczy o prawo do
ukończenia szkoły. James tymczasem kolejny raz zmaga się z brzemieniem
rodzinnych obowiązków.
Ruby i James znów muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy światy, w
których żyją, nie dzieli jednak zbyt głęboka przepaść.
Źródło opisu: okładka
książki.
Nadszedł moment, kiedy sięgnęłam po ostatnią część serii z ciekawością
i nadzieją na dobrą lekturę. Spodobał mi się świat, jaki tym razem wykreowała
Mona Kasten i wiedziałam, że „Save us”
nie zajmie mi dużo czasu. Tylko czy nie nastawiłam się przypadkiem zbyt
optymistycznie na ten tom?
Nie będę po raz kolejny skupiać się na przedstawianiu wam postaci Ruby
i Jamesa, bo nie chcę się powtarzać, a niewiele się zmieniają od pierwszego
tomu. Choć na pewno życie tych dwojga nie oszczędzało i ich związek ciągle
napotykał nowe przeszkody. I gdy się wydawało, że mogą być już szczęśliwi,
pojawiało się coś, co groziło ich miłości. Czy podołali? No cóż, tego wam nie
zdradzę.
W opinii „Save me” pisałam,
że James niekoniecznie zaskarbił sobie mojej sympatii i dawałam mu w drugiej i
ostatniej części szansę na nadrobienie tego. I mogę z czystym sumieniem
powiedzieć, że po zakończeniu serii nie mam do tego jego postaci absolutnie
żadnych zastrzeżeń. Co więcej, znalazł sobie miejsce w moim sercu. To zagubiony
chłopak, na którego barkach, mimo młodego wieku, spoczywa duża
odpowiedzialność, spore oczekiwania. A rozwiązanie problemów nie jest tak
proste, jakby się chciało.
Jak wspominałam w opiniach poprzednich tomów, autorka nie skupia tej
historii jedynie na Jamesie i Ruby, tak w „Save
us” to jest jeszcze bardziej rozbudowane, przez co ta seria zyskuje na
wyjątkowości i co bardzo mi się podobało. Każdy z bohaterów swoje w życiu
przeszedł, a jeszcze trochę przeszkód na nich czeka. Dostali swoją historię,
swoją część w tej powieści i stopniowo od początku tej trylogii, w każdej z
postaci zachodzą powolne zmiany.
Ostatni tom trylogii rozgrywa się tego samego dnia, w którym zakończył
się drugi tom. Od pierwszych stron autorka nie pozwala nam na nudę, przez cały
czas coś się dzieje, a najlepsze jest w tym wszystkim to, że ani przez chwilę
nie odnosiłam wrażenia, że jest to ciągnięte na siłę. Ta seria ma to do siebie,
że czytając wszystkie części w tym samym czasie, nie odniosłam wrażenia, że ta
historia została podzielona na trzy tomy. Co więcej, wszelkie wydarzenia
przebiegają od jednego do drugiego tak płynnie, że czytanie tej książki było
dla mnie samą przyjemnością i nawet nie orientowałam się, w którym momencie
pokonałam kilkadziesiąt stron.
W „Save us” nie zabrakło
humoru, ale jednak autorka skupia się bardziej na wydarzeniach, które dzieją
się w życiu bohaterów i nie zawsze jest łatwo. Jest to historia o sile miłości,
ale także w równym stopniu o przyjaźni. O zmianach, odwadze do zmian, o podążaniu
za marzeniami. A także o tym, co możemy zrobić, by chronić bliskich.
Po zakończeniu serii „Maxton
Hall” jestem w stanie z czystym sumieniem powiedzieć, że chętnie przeczytałabym
jeszcze kilka rozdziałów i przekonała się o dalszych losach bohaterów. „Save us” to część, która domyka
wszystkie sprawy, ale także jest idealnym zwieńczeniem trylogii. Tylko z
początku ta historia może wydawać się stereotypowa. Im dalej się zagłębiałam w
świat Jamesa, Ruby i pozostałych, tym więcej zyskiwał on na oryginalności i
wyjątkowości. Potrafi rozbawić, jest zaskakująca, poruszająca i w pewnym
stopniu również pouczająca. Z całego serca polecam ją każdemu, bo Mona Kasten
potrafi tą powieścią skraść serce niejednego czytelnika.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
Cała seria jeszcze przede mną, ale to tylko kwestia czasu. ��
OdpowiedzUsuń