
Tytuł oryginału: „Finding Dandelion”
Autor: Lex Martin
Data wydania: 16 stycznia 2019
Wydawnictwo: Kobiece
„Jeśli nie walczysz o
to, co kochasz,
Nie płacz za tym, co
tracisz.”
Jax jest
gwiazdą drużyny piłki nożnej i typowym graczem, który umawia się z każdą
dziewczyną tylko na jedną randkę. Kiedy na imprezie poznaje Dani, między nimi
od razu iskrzy. Chociaż chłopak nie lubi się angażować, ma świadomość, że
spotkał kogoś wyjątkowego.
Oboje
poczuli, że ciągnie ich do siebie, ale w trakcie kolejnego spotkania Jax nie
rozpoznał Dani. Ona też wolałaby zapomnieć o gorących chwilach u jego boku,
kiedy okazało się, że jest bratem jej nowej współlokatorki.
Jax zaczyna
stąpać po kruchym lodzie, bo czuje się tak, jak Nidy wcześniej przy żadnej
dziewczynie. Na dodatek jego kariera sportowa wisi na włosku. Chłopak ma wiele
do stracenia, ale nie zależy mu na niczym poza Dani, która na dobre zajęła jego
myśli.
Czy będzie w
stanie poświęcić przyszłość, by być z dziewczyną, która rozpaliła w nim
uczucia? Czy ona mu zaufa i pozwoli zbliżyć się do siebie?
Źródło opisu: okładka książki.
Z
twórczością Lex Martin miałam styczność już jakiś czas temu, kiedy przeczytałam
pierwszy tom serii, czyli „Dearest. Clementine”.
Jak tylko ją skończyłam wiedziałam, że chcę przeczytać kolejne części, więc
kiedy pojawił się Dandelion, po
prostu musiałam to przeczytać i nie mogłam się doczekać.
Jax jest
typowym sportowcem. Przystojny, seksowny, zabawny, czasami irytujący i nie
angażujący się w żadne związki. A jednak da się lubić. Może i czasami ma się
ochotę przystrzelić mu w głowę, ale za tym wszystkim kryje się coś więcej. Jak
każdy, Jax również ma swoje zmory, które się czają za nim niczym cień. I dają o
sobie znać. Może i jest chłopcem z bogatego domu, ale jego życie nie było tak
idealne, jak wszyscy myślą.
Natomiast
Dani to przemiła dziewczyna, którą wszyscy lubią. Zabawna, o ogromnym sercu, z
poczuciem humoru, oddana dla swoich przyjaciół, ale również silna, a także
myślę, że odważna. Nie zawsze miała lekko, a do tego wszystkiego przyjdzie się
jej zmierzyć z kolejnymi problemami. Zdradzę wam tylko, że to będzie coś
gorszego niż złamane serce.
Ogólnie
oboje bohaterów bardzo polubiłam. Znałam ich z poprzedniej części, ale bardziej
była tam przedstawiona postać Dani, chociaż nie dowiadywaliśmy się o niej dużo,
żadnych szczegółów. Po prostu mieliśmy pokazane to, jaka jest. O Jaxie natomiast
wiele się nie dowiedzieliśmy. Tylko tyle, że to bogaty sportowiec i brat
Clementine – bohaterki pierwszego tomu. Natomiast w „Dearest. Dandelion” mamy okazję poznać ich o wiele bardziej. Są
postaciami barwnymi, charyzmatycznymi, a Jax choć to typowy dupek, bywał też
naprawdę słodki. Zwłaszcza na koniec.
Nie
wiedziałam czego się spodziewać po tej książce tak naprawdę. Dlaczego Jax nie
pozna Dani, skoro do razu coś pomiędzy nimi zaiskrzy? Niby bohaterów już
poznałam kilka miesięcy temu, ale Lex Martin nie zdradziła za wiele, choć jak
się okazało, początek historii Jaxa i Dani zaczął się niewiele później niż ta
pomiędzy Clem i Gavinem. Także to mnie leciutko zaskoczyło, bo autorka w
historii Clementine nie dała tego odczuć – albo jakieś maleńkie przebitki,
których nie pamiętam – więc dla mnie to jak najbardziej na plus.
Sama fabuła
może i jest troszeczkę stereotypowa: bogaty przystojniak, który co noc ma inną
i słodka studentka, którą lubią wszyscy, ale jednak historia ma coś w sobie i
skradła moje serce. Relacja miedzy bohaterami nie została przedstawiona tak,
jak w większości romansów. No wiecie, cudowny związek, oboje szczęśliwi, potem
jakiś dramat i rozstanie. Tutaj to zostało przedstawione w inny sposób, nie
zdradzę wam oczywiście jaki, ale podobało mi się to. Co więcej, dało się wyczuć
emocje pomiędzy Jaxem a Dani, przez co książka stawała się przyjemniejsza w
odbiorze.
A co więcej,
lekki i prosty styl autorki sprawiał, że czytało się naprawdę dobrze i szybko.
Nie miało się wrażenia, że jest lanie wody, a i w książce nie wiało nudą.
Uczucie pomiędzy bohaterami, choć zakiełkowało szybko, już nie tak szybko
pozwolili by się rozrosło, dzięki czemu nie mamy od razu takiego wielkiego bum
i historia wydaje się być bardziej realistyczna – przynajmniej ja tak mam. Mimo
iż książka jest troszeczkę stereotypowa, to myślę, że nie tak do końca przewidywalna.
„Dearest. Dandelion” pokazuje nam
także co pieniądze mogą uczynić z ludźmi. Jak mogą być pazerni i do czego się
posunąć. Uzmysławia nam również, że zanim wydamy osąd, należy wysłuchać drugiej
osoby, bo przez niedopowiedzenia może wyjść trochę zamieszania.
Pewnie wiele
osób też będzie się zastanawiało czy można przeczytać ten tom bez znajomości
pierwszej części. Myślę, że tak, chociaż cień tajemnicy Clementine zostaje
tutaj zdradzony, ale mimo wszystko autorka nie pokazuje za bardzo co działo się
we wcześniejszym tomie. Coś się dowiadujemy, ale jednak są to tylko strzępki
informacji.
Standardowo
na koniec. Czy polecam tę książkę?
Jak
najbardziej, jeśli lubicie tego rodzaju historie. Nie jest wyzuta z emocji, nie
jest nudna, a relacja między bohaterami nie jest sztuczna, da się ich lubić –
mimo, że Jax to momentami dupek – i można się dobrze bawić. Chociaż nie będę
ukrywała, że nie zawsze w tej książce było kolorowo, ale dzięki temu było
ciekawiej.
Cieszę się,
że mogłam przeczytać „Dearest. Dandelion”
i nie żałuję czasu, który na nią poświęciłam. Ta lektura była przyjemna i na
pewno będę ją miło wspominała, a może nawet kiedyś do niej wrócę. Co więcej,
nie mogę się doczekać kolejnego domu i mam nadzieję, że zostanie wydany jak
najszybciej.
I wiecie co?
Ta seria
znalazła w moim sercu swoje miejsce.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.