
Tytuł oryginału: „The perfect wife”
Autor: JP Delaney
Data wydania: 9 września 2019
Wydawnictwo: Otwarte
Abbie budzi się w szpitalu. Jest oszołomiona. Nie pamięta, kim jest
ani jak się tu znalazła. Mężczyzna przy jej boku twierdzi, że jest jej mężem.
Mówi, że jest tytanem nowych technologii, założycielem jednego z najbardziej
innowacyjnych start-upów w Dolinie Krzemowej. A Abbie jest utalentowaną
artystką, zapaloną surf erką, kochającą matką i doskonałą żoną. Że pięć lat
temu miała straszny wypadek i dzięki ogromnemu przełomowi technologicznemu udało
się przywrócić ją do normalnego życia. Teraz jest cudem nauki.
Gdy Abbie dociera do nowych informacji o swojej przeszłości, przedstawiona
przez męża wersja wydarzeń coraz mniej do nich pasuje… Czy mąż na pewno mówi
jej wszystko?
Źródło opisu: okładka
książki.
JP Delaney to autor, z którego twórczością miałam już styczność, bo
czytałam jakiś czas temu „Lokatorkę”
i pamiętam, że książka wywarła na mnie dobre wrażenie. Dlatego, gdy dostałam
propozycję zrecenzowania najnowszej pozycji tego autora, byłam zdecydowanie na
tak. Uznałam również, że będzie to miła odmiana, jeśli ocenię coś innego niż
romans czy fantastykę, prawda? Wiedziałam też, że nie będzie to dla mnie dość
łatwe, bo będę musiała czasem nieco kręcić, by nie zdradzać wam za dużo. A w
tego typu gatunkach jeden mały szczegół może okazać się kluczowy. Tylko czy
będę w stanie wam ją polecić?
Jak zawsze w tym miejscu powinien być opis postaci, tak tym razem
sobie darujemy, bo prawda jest taka, że w tej pozycji należy odkryć bohaterów
samemu. Sięgając po „Perfekcyjną żonę”
wiedziałam, że będę patrzyła na nią pod innym kątem niż na książki, które
czytałam do tej pory. Przecież nie mogę ocenić kryminału jak romansu, prawda? W
kryminałach nie zawsze mamy happy endy.
Już na początku lektury odkryłam, że mam do czynienia z nietypową
książką i na pewno oryginalną, bo czegoś takiego jeszcze nie spotkałam w żadnej
czytanej przeze mnie lekturze. Nie będę tu zdradzać wam o co tak naprawdę chodzi,
bo dla mnie samej było to zaskoczeniem już na wstępie, bo opis tego nie
zdradza. I to właśnie za sprawą tego, co autor wymyślił, książka już od
pierwszych stron wzbudziła moją ciekawość, a także sposób, w jaki jest ona
opisana. Nie mamy zwykłej narracji. Nie prowadzi jej główny bohater czy
narrator. O nie. I też nie jedna osoba opowiada tą historię, ale szczerze? Nie
wiemy kim ten tajemniczy ktoś jest do samego końca, co moim zdaniem naprawdę
dodaje nutkę zaciekawienia do całości. A o to w tym chodzi, prawda? Jednak by
się przekonać o czym mówię, powinniście sami sięgnąć po tę lekturę, bo ja nie
zamierzam tu zdradzać niczego. Mogę was zapewnić jednak, że mimo trochę ‘pomieszanych’
perspektyw, nie było ciężko się połapać w tej historii i w tym, co autor
próbuje nam przekazać.
W „Perfekcyjnej żonie” mamy
krótkie rozdziały, niektóre na dwie strony, ale dla mnie to jest naprawdę
lepsze rozwiązanie, bo łatwiej mi się to czyta, na pewno szybciej i w tym
przypadku często łapałam się na wejściu w fazę jeszcze jednego rozdziału. Napisana jest w prosty i zrozumiały
sposób, bez żadnego chaosu wydarzeń. Wszystko ma swoje miejsce i czas, bez
problemu idzie się we wszystkim odnaleźć. I pomimo występującej tutaj
terminologii technologicznej, w tym także idzie zrozumieć o co chodzi.
Dodatkowo dzięki stylowi i sposobowi, w jaki autor skonstruował swoje opisy,
nie miałam żadnego problemu z wyobrażeniem sobie świata, jaki otaczał Abbie.
Czy wam polecam „Perfekcyjną
żonę”? Jeśli lubicie takie gatunki, owszem. Oceniając ją po kategorii, w
jakiej się kwalifikuje, nie mam jej nic do zarzucenia. Pojawia się napięcie,
manipulacja oraz tajemnica, na wyjaśnienie
której musimy długo, długo czekać. Myślę, że może również zaskoczyć czytelnika.
Więc tak, jeżeli poszukujecie czegoś z kryminałów, możecie spędzić dobrze czas
w towarzystwie tej oto lektury.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.