
Tytuł oryginału: „Drowning Erin”
Autor: Elizabeth O’Roark
Data wydania: 17 kwietnia
2019
Wydawnictwo: Kobiece
Brendan Langstrom
Brendan zdecydowanie nie jest typem faceta stałego w uczuciach. To
prawdziwy kobieciarz, który często nadużywa uroku osobistego.
Erin Doyle
Erin Doyle nie znosi Brendana. Nie podoba jej się sposób, w jaki ten
mężczyzna traktuje kobiety, i wolałaby nigdy niemieć z nim do czynienia.
Wkrótce okaże się, że oboje będą musieli zakopać topór wojenny. Może
wcale nie wiedzieli o sobie wszystkiego?
Źródło opisu: okładka
książki.
Wiedząc, że zbliża się premiera „Pokusy
Erin” postanowiłam przeczytać „Przebudzenie
Olivii”, bo ta książka dość długo już stała na moim regale i czekała na
swoją kolej. Szczerze mówiąc nie od początku wiedziałam, że te książki są ze
sobą powiązane, ale kiedy się dowiedziałam ucieszyłam się, że postanowiłam
najpierw sięgnąć po tę opowiadającą o historii Olivii i Willa, choć powiem wam,
że w pierwszym tomie nic nie wskazywało na to, że pomiędzy Erin a Brendem coś
się dzieje, choć oboje mamy okazję tam poznać. Tym bardziej byłam ciekawa co tu
się wydarzy i co takiego autorka wymyśliła.
Erin to piękna kobieta, miła, zazwyczaj spokojna, ale też potrafi
pokazać, gdy trzeba bądź kiedy jej cierpliwość sięgnie zenitu. Mimo młodego
wieku dźwiga na swoich barkach naprawdę spory ciężar, który dowodzi, że ma zbyt
wiele serce, otwarte za bardzo. Sięgają jej między innymi problemy rodzinne,
kłamstwa. Strach przed byciem zaakceptowaną taką, jaka jest naprawdę.
Jeśli chodzi o Brendana to typowy facet. Przystojny, pewny siebie i
dupek, który nie chce związków i co noc ląduje w łóżku z inną. Potrafi być
również zaborczy, ale też troskliwy i mimo swego ‘luzackiego’ stylu życia, na
jego barkach też ciąży pewien bagaż doświadczeń. I mimo wszystko jest to facet,
który się po prostu boi. Czego? – tego wam nie zdradzę.
Jak sami możecie zauważyć, opis tej książki nam zbyt wiele nie zdradza
i ja naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Jak się szybko okazuje, tych
dwoje łączy wspólna przeszłość, która jest efektem ich obecnej nienawiści. To,
co działo się kilka lat temu pomiędzy tą dwójką jest nam pokazywane powoli.
Autorka nie odkrywa wszystkich kart od razu, tylko wszystko stopniuje. I choć
jest to przewidywalne, w pewnym momencie możemy odkryć, że nie wiedzieliśmy tak
dokładnie wszystkiego.
Elizabeth O’Roark stara się nam poprzez tę książkę pokazać, że nie we
wszystkich związkach relacja pomiędzy partnerami jest do końca normalna,
zdrowa. Czasami zatracamy samego siebie dla drugiej osoby, rezygnujemy z
własnego Ja. A czasem jedna z osób
potrafi być toksyczna. Skupia się również nie tylko na relacji w związkach, ale
także w rodzinie. Próbuje nam także przekazać, że potrafimy brać na siebie
odpowiedzialność za cudze zachowanie i to czasem nas ogranicza. Zadowala się
wszystkich dookoła, niezależnie od ceny – nawet jeśli tą ceną jesteśmy my sami.
Jeśli miałabym wybierać, która z części podobała mi się bardziej, nie
potrafiłabym. Może i „Pokusa Erin”
nie jest jakaś oryginalna i na pewno dałoby się wyłapać kilka schematów, jakby
chociaż postać głównego bohatera, ale na swój sposób jest to powieść wyjątkowa
i myślę, że zapadnie mi w serce na dość długi czas.
Napisana naprawdę przyjemnym, fajnym językiem, pozwalającym wręcz
płynąć przez rozdziały, które są napisane z perspektywy pierwszoosobowej oczami
zarówno Erin, jak i Brendana. Niektóre z rozdziałów są przeskokami w przeszłość,
co dodaje historii fajnego uzupełnienia, sprawy nie mają szybkiego przebiegu i
wszystko, co tam zawarte, miało jakiś sens. A jeszcze lepiej, każda sprawa
została dopięta na ostatni guzik. Nie było niepotrzebnych opisów czy wydarzeń,
które nie miałyby wpływu na to co działo się później. Wszystko było po coś. Autorka
bardziej skupia się tu na relacjach pomiędzy ludźmi niż na doznaniach
seksualnych, bo samych scen seksu nie było jakoś dużo. A jak się pojawiały,
były napisane w sposób subtelny i nie powodował niesmaku.
Ta historia to nie jest żadne słodkie love story. Nie spodziewajcie
się tego. Jednak mi naprawdę się podobała. Wykreowanie bohaterów, stworzenie
ich historii, tej wspólnej jak i nie, wplecenie humoru. Więc jeśli szukacie
fajnego romansu, ale nie przesłodzonego, to „Pokusa Erin” może być czymś dla was. Choć muszę was ostrzec!
Brendan potrafi być dupkiem, ale nie irytowało mnie to jakoś szczególnie, bo
kobiece serce też potrafi skraść.
Mam nadzieję, że moja opinia pomogła wam chociaż trochę w podjęciu
decyzji.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.