
Tytuł oryginału: „A Thousand Pieces of You”
Autor: Claudia Gray
Data wydania: 10 maja 2017
Wydawnictwo: Jaguar
„TYSIĄC ISTNIEŃ
TYSIĄC MOŻLIWOŚCI
JEDNO PRZEZNACZENIE”
Co jeśli zyskujesz możliwość podróżowania do równoległych wymiarów?
Rodzice Marguerite Caine są wybitnymi fizykami, którzy udowadniają, że ich
świat nie jest jedynym. Co więcej, tworzą urządzenie, zwane Firebirdem, które
umożliwia przeskakiwanie do innych rzeczywistości, w których świat może być
taki sam albo różnić się każdym detalem.
Rodzica Marguerite zostaje zdradzona przez jednego z asystentów jej
rodziców, a co więcej – ojciec dziewczyny zostaje zamordowany. Morderca ucieka
do innych wymiarów, by nie dosięgło go ramię sprawiedliwości. Nie podejrzewa
jednak, że Marguerite może być zdeterminowana i ruszy w ślad za nim, wcielając
się w różne wersje siebie – odmienne od niej, a jednak podobne. Raz jest
bywalczynią klubów w Londynie, innym razem carską księżniczką Rosji bądź
mieszkanką stacji oceanicznej.
Marguerite ma tylko jeden cel – zabić Paula Markova.
Nie czytam fantastyki, ale spotkałam się z wieloma pozytywnymi
opiniami dotyczącymi tej książki i trochę się bałam, że narobię sobie
wygórowanych oczekiwań, a potem się zawiodę, bo akurat do mnie ta historia nie
trafi. Czy tak było? Cóż, może zaczniemy od początku.
„Miłość od pierwszego
wejrzenia. (…) Zawsze myślałam, że prawdziwa miłość potrzebuje czasu. Pojawia
się dopiero wtedy, kiedy się znacie, ufacie sobie nawzajem. Po dniach,
tygodniach lub miesiącach spędzonych razem na uczeniu się rozumienia tego wszystkiego,
czego nie mówi się na głos.”
„Tysiąc odłamków Ciebie”
pokazuje nam różne wersje świata. Sprawia, że zastanawiamy się nad tym jak
mogłoby wyglądać nasze życie w innych wymiarach. Porywa nas i my także
podróżujemy wraz z Marguerite za pomocą Firebirda, poznając różne równoległe
rzeczywistości. Odkrywając różnice jednego wymiaru od drugiego, różne wersje
swojej osoby. To tak jakbyśmy byli tysiącami odłamków, każdy w jakimś stopniu
do siebie podobny, porozrzucanymi po wszystkich wymiarach. Claudia Gray daje
nam międzywymiarowe podróże, wplata w to romans, który nie gra głównych
skrzypiec. Ta opowieść przede wszystkim opiera się na poznawaniu światów, przygodzie
i odkrywaniu tajemnic, a dodatkowo – co w książkach uwielbiam i zawsze będę to
powtarzała – zakończenie, które może zaskoczyć niejednego czytelnika. Na plus
jest także to, że nie dostajemy przerysowanych i wyidealizowanych bohaterów.
Wydają się bardziej realni i bardzo łatwo nam ich polubić.
Mówi się, że książek nie ocenia się po okładce, ale w tym wypadku
możemy złamać tę zasadę, bo w pięknej oprawie kryje się historia, która nas
porywa. Ja przepadłam już w pierwszych stronach. Może nawet do innego wymiaru.
Książka naprawdę czytała się sama i każda strona była przyjemnością, już od
samego początku. Może troszeczkę domyśliłam się końca, ale to wszystko dlatego,
że dużo czytam kryminałów i mam już w nawyku przewidywać miliony scenariuszy,
ale i tak byłam zaskoczona – a do tego bardzo zadowolona. Historia nie była
nudna, nie znajdowały się tam żadne zapychacze, które powodowałyby, że nasze
powieki same by się zamykały. To była ciekawa przygoda i bardzo się cieszę, że
zdecydowałam tę książkę kupić. A jeszcze bardziej cieszę się z tego, że mam
pozostałe dwa tomy u siebie na półce i od razu będę mogła się za nie zabrać.
„Każda forma sztuki to
inny sposób spoglądania na świat. Inna perspektywa, inne okno. Zaś nauka jest
najwspanialszym z tych okien. Można zobaczyć przez nie cały wszechświat.”
Więc każdemu, kto się jeszcze waha czy sięgnąć po tę książkę, bardzo
polecam! Nie wiem czy kolejne tomy tak samo mnie zachwycą, ale… kto wie? Na
pewno dam wam o tym znać i może podsumuje trochę cały cykl „Firebird”. Mnie historia bardzo się
podobała więc mam nadzieję, że jeśli wy się zdecydujecie, wasza opinia będzie
taka sama albo chociaż przybliżona do mojej.