
Tytuł oryginału: „The Darkest Part of the Forest”
Autor: Holly Black
Data wydania: 15 kwietnia
2020
Wydawnictwo: Jaguar
Hazel i jej brat, Ben, mieszkają w miasteczku Fairfold. To jedno z
tych niewielu miejsc, w których ludzie i elfy żyją obok siebie, a magia
leciutko przenika rzeczywistość.
Od dzieciństwa Ben i Hazel opowiadali sobie historię o chłopcu
zamkniętym w szklanej trumnie: mówili, że on jest śpiącym księciem, a oni są
jego mężnymi rycerzami. Z czasem Hazel odrzuca dziecinne bajania, wiedząc, że
chłopiec nigdy się nie obudzi.
Ale rogaty chłopiec pewnego dnia się obudził. A Hazel musi szybko
przypomnieć sobie, co robiła przez pięć ostatnich lat. W przeciwnym razie
miasteczko czeka zagłada smutniejsza od śmierci.
Jedyna nadzieja w Hazel, jej muzykalnym bracie uwielbiającym rogatego księcia
i w pewnym zabójczo przystojnym elfie.
Źródło opisu: okładka
książki.
Hazel to dziewczyna bardzo śmiała i odważna, już od najmłodszych lat.
Początkowo jej zachowanie niekoniecznie mi się podobało, chodzi o podejście do
chłopców, ale już po kilku stronach zrozumiałam, że za tym coś się kryje i nie
mogę jej od razu oceniać. I powiem szczerze, że ta zwykła, ale jednocześnie
niezwykła, nastolatka zdobyła moją sympatię. Miała niejedno na głowie i widać
było, że zrobi wszystko, by chronić swoich najbliższych.
„[…] bo od najbardziej
dojmującego smutku nie można się uwolnić, nie można się go wyzbyć, jeśli się z
nim walczy. Jedyny sposób, by położyć kres żałobie, to przez nią przejść.”
Świat przedstawiony w tej książce będzie znany dla osób, które czytały
już trylogię „Okrutny książę”, ale
pokazany z nieco innej strony. I nie wiem czy wiecie, tak naprawdę to „Las na granicy światów” został w
oryginale wydany jako pierwszy, więc to wszystko co się tutaj dzieje, miało
miejsce jeszcze przed tym, co wydarzyło się w „Okrutnym księciu”. Nie będę
ukrywać, że do tej powieści podeszłam z lekkim dystansem i rezerwą, bo
pamiętam, jak zawiodłam się na pierwszym tomie wspomnianej trylogii. I to, w
jaki sposób Holly Black postanowiła przedstawić tę historię, bardzo mi się
podobało. Fajnym pomysłem było zmieszanie świata ludzi, świata śmiertelników, z
magią i istotami nadprzyrodzonymi o magicznych zdolnościach.
Jest dość sporo części opisowej
i wiem, że nie każdemu to odpowiada. Ja nie za bardzo za tym przypadam, ale w
tym przypadku mi to nie przeszkadzało i mimo tego książkę czytało się dość
szybko. Żałuję, że zaczęłam ją w okresie, kiedy jakoś brak chęci do czytania,
bo pewnie przeczytałabym całość w dwa, góra trzy, dni. Ta historia była
ciekawa, z nutką tajemniczości. Nie wszystko było jasne, przez co naprawdę
chciało się czytać i odkrywać kolejne fakty.
Może nie była to książka, która mnie zachwyciła i zrobiła duże
wrażenie, ale naprawdę mi się podobała i powiem wam jeszcze, że wątek romansu
też się znajdzie, chociaż nie spodziewajcie się po tym wiele, co jednak nie
jest moim zdaniem złe. Akcja nie jest jakaś dynamiczna, ale nie jest też
powolna i nie nudzi. Według mnie autorka fajnie wszystkim pokierowała i
stworzyła mieszankę świata ludzkiego i magicznego, uzupełnionego w różne stwory
i legendy. A przede wszystkim wykreowała naprawdę fajnych bohaterów.
„– Nie można ocalić
miejsca. Czasami nadetnie można ocalić kogoś.
– A czy ty potrafisz
ocalić siebie samego?”
Jeżeli lubicie fantastykę, to „Las
na granicy światów” naprawdę wam polecam. Nie jest to najlepsza książka z
tego gatunku, jaką czytałam, ale warta zapoznania. Nie odkrywamy też
wszystkiego na samym początku, ale za to już na początku coś tam zaczyna się
dziać, aż w końcu akcja nabierze odpowiedniego tempa. Mam nadzieję, że moja
opinia wam pomogła i jeśli przeczytacie, to będziecie z lektury zadowoleni. I
szczerze mówiąc, troszkę mi smutno, że to koniec, bo chętnie jeszcze kilka
rozdziałów bym przeczytała.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.