Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanne MacGregor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanne MacGregor. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2019

96. "Za głosem serca" ~ Joanne MacGregor

Tytuł:Za głosem serca
Tytuł oryginału:Hushed
Autor: Joanne MacGregor
Data wydania: 10 lipca 2019
Wydawnictwo: Kobiece

Osiemnastoletnia Romy Morgan ratuje uwielbianego przez siebie celebry tę od śmierci w odmętach oceanu. W ramach podziękowania zostaje zatrudniona jako jego osobista asystentka. Dołączenie do ekscytującego świata filmu wymaga od niej jednak poświęcenia – całkowitej zmiany swojego wizerunku, od stóp do głów.
Między nią a Loganem zaczyna się rodzić uczucie. Niebawem Romy odkrywa, że dla tej miłości zrezygnowała ze swojego największego marzenia i straciła szacunek do samej siebie. Kiedy poznaje straszną tajemnicę mogącą zniszczyć Logana, musi wybrać między miłością a zemstą.
Źródło opisu: okładka książki.

Ta książka na pewno zachęciła mnie swoją okładką, a także nawiązaniem do „Małej syrenki”. Na korzyść działało także to, że już miałam przyjemność przeczytać powieść spod pióra Joanne MacGregor, czyli „Jej wysokość P”, która okazała się być naprawdę przyjemną literaturą młodzieżową, dlatego tym razem nastawiłam się na coś podobnego.

Rzeczy, których nigdy w życiu nie udało nam się zrobić, żałujemy bardziej niż tych, które zrobiliśmy.

Romy to piękna osiemnastolatka, która nie do końca wie, jaką ścieżkę przyszłościową wybrać. Wie jednak, że uwielbia Logana Rusha i ma lekką obsesję na jego punkcie oraz sporą wiedzę na temat jego osoby. Uwielbia też wszelkie morskie stworzenia, a te, które są zagrożone, chce ratować. Ma niewyparzony język i odnosiłam czasem wrażenie, że ma trochę zbyt fanowskie podejście, ale rozumiem, to fikcja literacka i wszystko jest tu dozwolone, więc naprawdę się nie czepiam. Z biegiem wydarzeń, jakie mają miejsce w książce da się jednak zauważyć, że w dziewczynie zachodzi zmiana na lepsze, dorośleje. I wyciąga pewne wnioski.
Logan jest przystojnym młodzieńcem z niezwykłym talentem aktorskim, czasem o leniwych ruchach i z pewną tajemnicą, którą odkrywamy dopiero z biegiem czasu. Jak na takiego gwiazdora, nie zauważyłam w nim, by się z tego powodu wywyższał, ale spostrzegłam za to, że czasami splendor sławy mu przeszkadzał. Nie mógł żyć jak normalny chłopak, wszędzie czaiły się fanki albo dziennikarze. Bohater pokazuje, że życie aktora to nie zawsze taka bajka, jakby mogło się wydawać. Niestety, nie mogę pozbyć się wrażenia, że jego postać została nam przedstawiona w za małej ilości, że za słabo go poznałam Logana jako osobę. Większe skupienie było na jego życiu jako aktora niż na jego osobowości.

Mam totalnie mieszane odczucia co do tej książki. Z jednej strony była to fajna, lekka historia, ale z drugiej mam do niej pewne zastrzeżenia. Może dlatego, że nastawiłam się bardziej na wakacyjny romans, a tutaj autorka bardziej skupiła się na temacie zagrożonych gatunków morskich zwierząt i ich ratowaniu, niż na uczuciu pomiędzy Loganem i Romy, które swoją drogą trochę zbyt szybko jak dla mnie rozkwitło. Zwłaszcza od strony dziewczyny. A może nie zbyt szybko, tylko po prostu moment, w którym zaczęło się rodzić, nie został odpowiednio przedstawiony. A być może to tylko i wyłącznie moje wrażenia, nie mam pojęcia, ale chcę się z wami podzielić tym, co naprawdę czuję.
Na pewno podobało mi się w tej książce właśnie to, o czym wspomniałam powyżej. Joanne przedstawia temat, o którym ostatnio coraz częściej słyszy. I Romy podchodzi do tego naprawdę poważnie i widać, że sprawia jej to przyjemność, a nawet da się odczuć, że życie morskich stworzeń jest dla niej prawdziwą pasją.
Za głosem serca” pokazuje nam również, że to, co widzimy w mediach, co napisane jest internecie, nie zawsze ma cokolwiek wspólnego z prawdą i często to, co czytamy, jest wyssane z palca, a czasem jedynie na potrzeby reklamy. Nie mam zielonego pojęcia ile to ma wspólnego z prawdą, bo naprawdę się na tym nie znam, ale jak dla mnie pokazane w fajny sposób. To, co jednak jest od tego ważniejsze, a co autorka również stara się nam przekazać swoją książką, to to, by zawsze podążać za własnymi marzeniami, by podejmować własne decyzje i nie pozwalać, by ktoś nami kierował i próbował mówić, w jaki sposób mamy żyć i jakie ścieżki wybierać. Trzeba walczyć o to, czego naprawdę się pragnie.
Na koniec musze jeszcze wspomnieć, że jestem troszeczkę rozczarowana zakończeniem. Myślałam, że dostanę więcej na koniec i przede wszystkim odnoszę wrażenie, że pewna sprawa nie została w zupełności wyjaśniona.

Teraz najważniejsze pytanie. Polecam czy nie polecam?
Zauważyłam w tej książce minusy, którymi się z wami podzieliłam, ale nie mogę powiedzieć, że była to zła pozycja. Ma w sobie przesłanie, napisana lekkim stylem i nawet porównanie do „Małej syrenki” ma tu odpowiednie zastosowanie, choć nie pojawiają się żadne mistyczne stworzenia. Mimo zastrzeżeń, które wymieniłam, to cieszę się, że „Za głosem serca” wpadła w moje ręce i miałam szansę ją przeczytać. Decyzję oczywiście pozostawiam wam, ale jeśli mogę jeszcze coś dodać na koniec, to jeśli szukacie lektury ambitnej, to raczej się rozczarujecie. Natomiast jeżeli poszukujecie lektury na ten ostatni okres lata, by się odprężyć, to niewykluczone, że ta pozycja od Joanne MacGregor może wam się spodobać.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

05 kwietnia 2018

32. "Jej Wysokość P." ~ Joanne MacGregor

Tytuł: Jej Wysokość P.
Tytuł oryginału: The Law of Tall Girls
Autor: Joanne MacGregor
Data wydania: 16 marca 2018
Wydawnictwo: Kobiece

Osobom powyżej metra osiemdziesięciu wzrostu zakazuje się randkowania z osobami powyżej metra siedemdziesięciu pięciu – Prawo Wysokich Dziewczyn

Peyton w tym roku kończy liceum i choć jest ładna oraz zgrabna, nie cieszy się powodzeniem wśród chłopców przez swój wzrost. Ma ponad 180cm, a w szkole jest tylko pięciu chłopców wyższych od niej. To jedyna rzecz, jaką widzą w niej ludzie i przez którą spotykała się nie raz z nieprzyjemnościami. Dodatkowo kiepska sytuacja rodzinna sprawiają, że Peyton trzyma się nauboczu.
Decyduje się na wzięcie udziału w zakładzie – jeśli pójdzie na trzy randki i bal maturalny z chłopakiem wyższym od siebie, do jej kieszeni trafi 800 dolarów. Wszystko się komplikuje, gdy Peyton zakochuje się w chłopaku spełniającym wszystkie warunki zakładu.
Czy Peyton postawi na miłość czy pieniądze, które pomogą jej się wyrwać z rodzinnego koszmaru?

Po opisie dochodzimy do wniosku, że mamy tutaj do czynienia ze zwyczajną, schematyczną młodzieżówką. Liceum, bal maturalny. Zakład też nie jest czymś oryginalnym. I tak też podeszłam do tej książki. Jako do czegoś stereotypowego. A jednak zostałam lekko zaskoczona, bo to oprócz historii dwójki licealistów, śledzenia ich losów, była to literatura dająca lekcję, którą myślę, że powinien dostać każdy – albo znaczna większość – z nas.

Jeśli człowiek nie potrzebuje innych ludzi, nie jest tak bardzo wystawiony na ciosy. Będąc całkowicie niezależnym, nie można zostać tak głęboko zranionym.

Jeśli chodzi o wykreowanie bohaterów, od samego początku nie podobał mi się stosunek Peyton do matki i to mnie trochę irytowało. Choć później dostajemy wyjaśnienie takiego zachowania i nie mogę być pewna czy w jej skórze nie postępowałabym podobnie. Poza tym nie mam co do niej więcej zastrzeżeń. Może mogłabym się czepić jej podejścia do swojego wzrostu, ale jest on motywem przewodnim tej książki, bo od tego się zaczyna, a niesie ze sobą więcej.
Natomiast jeśli chodzi o chłopaka, w którym Peyton się zakochała, to jak najbardziej go polubiłam. Może i był przystojniakiem, ale nie był to typ, z którym chciałaby chodzić każda i za którym się uganiają wszystkie. Nie został też wykreowany na szkolną gwiazdkę, mięśniaka, który myśli, że każda go by chciała. Ot, zwykły licealista, który ma swoje pasje i marzenia. Naprawdę bardzo podobało mi się jego ucharakteryzowanie i z tej książki polubiłam go najbardziej.

Jej Wysokość P.” czytało mi się szybko i z zaskakującą lekkością. Fabuła sięgała schematów Young Adult i była banalna, ale było warto ją przeczytać. Wywołała we mnie emocje, czegoś nauczyła. Autorka skupia się w niej na wzroście Peyton nie bez powodu. Nie chodzi o to, ile ona ma wzrostu, ale o przesłanie, które ze sobą ta książka niesie. Peyton spotykała się z krytyką, ale nie dlatego, że inni jej nie akceptowali – w głównej mierze ona nie akceptowała samej siebie. I ta książka właśnie nam daje tę lekcje, że wszystko, a zwłaszcza nasza pewność siebie, bierze się z tego jak sami czujemy się ze sobą, a nie przez to jak postrzega nas druga osoba.
Autorka i historia jaką stworzyła pokazują nam, że bycie odmiennym od reszty nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie – może uczynić nas wyjątkowy. Musimy tylko zaakceptować siebie.

Normalność była miła. Normalność była nijaka. Normalność była cholernie nudna. To nasze różnice, nasze odcienie szaleństwa sprawiały, że każde z nas było wyjątkowe, niepowtarzalne i fascynujące.

Czy ją polecam? Naturalnie. „Jej Wysokość P.” była lekturą, z którą przyjemnie spędziłam czas i go nie żałuję. Pewnie dołączy kiedyś do lektur, po które sięgnę ponownie. Jest to książka, którą można przeczytać spokojnie w jeden dzień. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, ale też takiego, by coś z niej wyciągnąć – proszę bardzo. To właśnie „Jej Wysokość P.”.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.